12 argumentów dotyczących aborcji – o 2 więcej niż w boskich przykazaniach

 

12-argumentow-dotyczacych-aborcji

Pomimo tego, że uważam, że głośność tematu aborcji w ostatnim czasie w Polsce wywołana została świadomie przez elity polityczne u władzy jako zasłona dymna służąca skutecznemu zajęciu się przez ww. elity zupełnie innymi tematami i ustawami, postanowiłam podzielić się swoimi przemyśleniami odnośnie do aborcji, i nie tylko.

Po pierwsze bardzo się cieszę z akcji pt.: Czarny Protest. Ani trochę nie cieszę się z przyczyn, jakie akcję tę spowodowały (uważam, że w zdrowym państwie nie powinny wyłaniać się powody do gorących protestów ze strony obywateli). Jednak reakcja Polek na zaistniały problem – czyli na wrzące dyskusje dotyczące bezpośrednio zdrowia i życia kobiet – ukazała naszą polską, kobiecą siłę, samoświadomość i potrzebę budowania głębokiej, zwartej kobiecej wspólnoty.

Po drugie uważam, że skala Czarnego Protestu, a przede wszystkim jego dynamika – zaskoczyła nasze elity polityczne, co również osobiście mnie cieszy. Temat (aborcji), który w scenariuszu polityków miał grać potulną rolę tematu wyłącznie zastępczego, urósł do rangi problemu społecznego, którego rozmiaru i powagi nikomu nie przystoi ignorować.

Po trzecie: nie ufam partii PiS, ale jednakowoż nie ufałam (i nie ufam) partii PO. Platforma, rzekomo obywatelska, również nie wywiązała się w swoim czasie z danych wyborcom obietnic; Platforma również nie zliberalizowała ustawy aborcyjnej. De facto żadna z partii politycznych będących u życiodajnego źródła, czyli u finansowego koryta, nie wykazała się dbałością o obywatela. Dziś – łatwo Polakom przychodzi koncentrowanie się na błędach PiS-u, ale i podobnymi, i innymi błędami wykazało się przed obywatelami także PO, i to przez lat 8 z rzędu. Obecnie PiS aż tak długo u władzy nie jest, a już bierze na siebie cięgi i za swe własne błędy, i za błędy swych antagonistów, czyli członków partii PO. Podkreślę: nie o to mi chodzi, byśmy jako społeczeństwo nie krytykowali PiS-u i nie rozliczali moralnie polityków tego ugrupowania za czynione przez nich błędy. Niemniej pozostaję zdania, że zdecydowanie warto zachować w sobie świadomość kontekstu – że warto widzieć pełniejszy horyzont zdarzeń; warto widzieć szerszą perspektywę. Dobrze jest pamiętać, że PO – nie było, i nie jest bez winy.

Po czwarte – co pragnę zdecydowanie podkreślić – nie jestem zwolennikiem partii PiS, i nie jestem zwolennikiem partii PO. Nie jestem zwolennikiem żadnego politycznego ugrupowania w Polsce, ponieważ każde ugrupowanie polityczne w Polsce – systematycznie i sukcesywnie zawodzi mnie jako obywatela. Jako OBYWATELA i wyborcę, czyli jako CZŁOWIEKA oraz jako KOBIETĘ.

Po piąte uważam, że nie powinno się stawiać kategorycznego znaku równości pomiędzy wiarą a polityką. Nie powinno się także stawiać kategorycznego znaku równości między Kościołem Katolickim a partią PiS. Mam znajomych oraz przyjaciół, którzy są chrześcijanami i katolikami, ateistami i agnostykami – wszyscy potrafią rzeczowo rozmawiać; wszyscy potrafią merytorycznie przedstawić swoje osobiste poglądy filozoficzne i polityczne; nikt nigdy ani przez ułamek chwili nie próbował narzucić nikomu o odmiennym zdaniu – wyznawania tego, w co wierzy/co myśli on/ona. Mam również znajomych będących chrześcijanami i katolikami, którzy nie głosowali na PiS i którzy nie popierają i nie ufają tej partii. Mówiąc inaczej: uważam, że katolik polski jak najbardziej może być, i często  jest człowiekiem moralnym i zarazem nienarzucającym swych przekonań innym.

Ponadto uważam, że lekarzowi jak najbardziej przysługuje moralne prawo do podjęcia decyzji zawodowej, iż nie będzie wykonywał tych zabiegów aborcyjnych, które nie są jedyną możliwością medyczną, które są decyzją kobiety. Tak, uważam, że lekarz ma prawo podjąć taką decyzję, zgodną z jego osobistymi przekonaniami, np. z wiarą (religią) – i jednocześnie uważam, że lekarz ten nie ma prawa: zwodzić/mamić kobiety (pacjentki) w celu odkłonienia jej od jej osobistych decyzji, podejmować prób zmieniania jej przekonań, ignorować potrzeb/zapytań/woli kobiety (pacjentki), oceniać/wartościować/osądzać wybory kobiety (pacjentki), etc. Uważam, że lekarz ten ma moralny oraz formalny obowiązek błyskawicznego przekierowania tejże kobiety (pacjentki) do swojego kolegi lekarza, który jej szybko, efektywnie, profesjonalnie pomoże. Nie musi tegoż kolegi lekarza osobiście znać, nie musi również prywatnie szanować jego przekonań, ale musi być przekonany co do jego wiedzy i kompetencji lekarskich i musi bezproblemowo, bez siania żadnych kłód i niewygód, wesprzeć pacjentkę w jak najszybszym odbyciu wizyty u tegoż specjalisty. Dlatego, że zdrowe państwo musi być – powinno być świeckie, i ludzie, którzy nie potrafią oddzielić prywatnych kwestii sumienia od życia innych ludzi, nie powinni wykonywać żadnych zawodów zaufania publicznego. Zwłaszcza jeśli lekarz wybiera tę szczególną specjalizację, jaką jest ginekologia, położnictwo itp. – a jest zagorzałym katolikiem (lub reprezentantem innej religii, która będzie przeszkadzała mu w uprawianiu danej specjalizacji), powinien wybrać inny zawód lub postępować w swej pracy tak, by jego osobiste przekonania duchowe nigdy nie tknęły, nie musnęły nawet żadnego pacjenta.

12-argumentow-dotyczacych-aborcji-1

Po szóste, od wiary czy niewiary, to jest od duchowości do instytucji kościoła (dowolnego; jakiegokolwiek) – jest droga daleka. Tak samo daleka, jak od eutanazji do morderstwa.

Po siódme uważam, że tzw. kompromis aborcyjny, który w świetle prawa funkcjonuje w Polsce aktualnie – nie jest zły. To znaczy: dopuszczenie zapisem prawnym terminowania ciąży w trzech przypadkach (kiedy ciąża jest wynikiem gwałtu; kiedy rozwój płodu jest poważnie zakłócony przez złożone wady rozwojowe/genetyczne; kiedy ciąża zagraża życiu i zdrowiu kobiety) – jest godne, moralne, humanistyczne i niezbędne. Ideałem zapisu prawnego na ten temat byłoby pozostawić kompleksowy, pełny, całkowity wybór kobiecie – to znaczy: zgodnie z wiedzą medyczną należałoby ustalić, do którego etapu rozwoju ciąży usunięcie jej będzie możliwie nieinwazyjne dla zarodka, jak i dla samej kobiety. Innymi słowy przypuszczam, iż takie „bezpieczne usunięcie ciąży” w sytuacji podjęcia tej szczególnej decyzji przez kobietę (tu mówię o tzw. „aborcji na życzenie”) winno być możliwe do przeprowadzenia w czasie do 8., czy 9. tygodnia ciąży. Precyzyjne zdanie na ten temat pozostawiam medykom, ludziom nauki, natomiast na pewno możliwość terminowania ciąży w trzech ww. sytuacjach – winna być gwarantowana na mocy prawa, i dokładnie tak jest w Polsce obecnie, co więcej uważam, że ów kompromis aborcyjny pozostanie nienaruszony/niezmieniony. Jestem zdania, że żadna partia polityczna w Polsce nie ośmieli się podważyć tegoż aborcyjnego kompromisu, ponieważ stanowi on absolutne minimum prawne dotyczące zdrowia i życia kobiet. I dlatego żadna z partii politycznych w Polsce nie śmie naruszyć tegoż minimum – aby nie narazić samej siebie na śmieszność na politycznej arenie międzynarodowej, europejskiej.

Po ósme – czy uważam, że zapłodniona komórka jajowa jest człowiekiem? Tak – uważam, że zapłodniona komórka jajowa jest człowiekiem. Nie jest wszak rośliną, ani przedstawicielem innej formy życia, ani innego gatunku aniżeli człowiek. Co wcale nie znaczy, że zapłodniona komórka jajowa posiada czy zawiera w sobie WSZYSTKIE CECHY GOTOWEGO I ODRĘBNEGO CZŁOWIEKA – otóż tak nie jest. Zapłodniona komórka jajowa najpierw musi osadzić się/zagnieździć w macicy – jeśli bowiem tego nie zrobi, pozostanie w jajowodzie, w następstwie czego jajowód ostatecznie pęknie i w ciele kobiety nastąpi krwotok wewnętrzny, a bez odpowiedniej reakcji medycznej: śmierć kobiety oraz zarodka (w przypadku ciąży pozamacicznej śmierć zarodka zawsze jest pewna i nie da się zapobiec jej na drodze działań ratunkowych, medycznych – w przypadku ciąży pozamacicznej powikłaniom w zdrowiu kobiety, a na pewno jej śmierci zapobiec jak najbardziej można, podejmując odpowiednie kroki medyczne w postaci terminowania ciąży).

Moim zdaniem nie do końca właściwe wydają się rozważania nad kwestią, od którego momentu zaczyna się zjawisko pod tytułem człowiek (znacznie ważniejsze rozważania, to moim zdaniem te, które pytają o to, co to znaczy godnie żyć oraz o to, co to znaczy godnie umrzeć): tym jednoznacznym punktem nie jest wszak ani samo zapłodnienie komórki jajowej, ani samo zaimplementowanie się zapłodnionej komórki jajowej w macicy. A to dlatego, że obie zapłodnione komórki jajowe – czyli i ta obecna w jajowodzie, i ta osadzona w macicy – zachowują identyczne cechy życia, czyli biologicznego instynktu przetrwania: obie jednakowo dążą do rozwoju i do BYCIA CZŁOWIEKIEM. Jedyna, choć zarazem kolosalna różnica między nimi polega na tym, że zapłodniona komórka jajowa numer jeden (tj. ta będąca tzw. ciążą pozamaciczną) nie jest w mocy rozwinąć się do postaci gotowego człowieka, natomiast zapłodniona komórka jajowa numer dwa (tj. ta, która prawidłowo trafia do macicy i zagnieżdża się w niej) jest w mocy rozwinąć się do postaci gotowego człowieka. Mówiąc wprost, zapłodniona komórka jajowa nr 1 nie jest w mocy przeżyć – zapłodniona komórka jajowa nr 2, przeciwnie: jest „predestynowana” do przeżycia. Czy którakolwiek z tych dwu zapłodnionych komórek jest ważniejsza od pozostałej? Nie. Czy którakolwiek z tych dwu zapłodnionych komórek jest bardziej lub jest mniej człowiekiem? Nie. Czy którakolwiek z tych dwu zapłodnionych komórek jajowych ma większe/lepsze szanse na urośnięcie do poziomu gotowego, odrębnego (od organizmu matki) człowieka? Zdecydowanie – tak. Zapłodniona komórka jajowa nr 2 ma takie szanse – zapłodniona komórka jajowa nr 1 nie ma takich szans wcale, ani trochę; ani przez chwilę. Dlatego terminowanie takiej wadliwej (pozamacicznej) ciąży powinno być dokonywane jak najszybciej i nie ma tu żadnego pola do najmniejszej dyskusji, a tym bardziej do sporu.

Po dziewiąte, co do godności życia ludzkiego – samo prawo do życia jest koronnym prawem każdego człowieka, który jako istota świadoma i zdolna do abstrakcyjnego myślenia, prócz charakterystycznego dla innych gatunków (zwierząt) instynktu przetrwania, kieruje się również wolą przeżycia. Zapłodniona komórka jajowa na pewno wykazuje cechy mechanizmu przetrwania – ale czy zawiera w sobie wolę życia? Innymi słowy: czy zapłodniona komórka jajowa ma człowieczą świadomość? Na to pytanie racjonalnej, pełnej odpowiedzi nie znamy – może ma, a może nie ma. Wiemy natomiast na pewno, że nawet jeżeli miałaby taką świadomość – to nie potrafi o niej zakomunikować. Pytanie właściwe więc brzmi: kto wobec tego ma podejmować decyzje dotyczące życia i śmierci zygoty ludzkiej, która wykazuje poważne wady rozwojowe? Kto powinien wziąć odpowiedzialność za życie najpierw płodu, a potem odrębnego od ciała matki nowego człowieka, który tu i teraz – żyje dzięki temu, że zawiera się w jej ciele? Kto ma troszczyć się o życie tego dziecka, które – po 9 miesiącach – urodziwszy się, w chwilę potem umrze, bo np. nie rozwinął się u niego mózg? Ja naprawdę rozumiem tych ludzi, którzy wierzą w pogląd, że dusza ludzka jest wartością nadrzędną – i że dusza ludzka jest jakością niepowiązaną organicznie z narządem mózgu. Lecz identycznie ludzie ci powinni rozumieć innych, którzy uważają przeciwnie: np. że „dusza” jest osadzona w mózgu jako organie (że bez pojęcia „umysłu”, a więc de facto mózgu, nie ma pojęcia „duszy”). Albo że duszy ludzkiej wcale nie ma – że istnieje wyłącznie struktura intelektualna, emocjonalna, świadoma i podświadoma, obecna w tkance mózgowej (stworzona wyłącznie dzięki mózgowi). Tych oraz innych jeszcze egzystencjalnych „prawd” jest tyle, ilu jest ludzi. I na pewno niedopuszczalną w świetle moralności zdaje się ta postawa, która w wyniku subiektywnych wierzeń uzurpuje sobie prawo do bycia obiektywnym nadczłowiekiem – czyli do bycia kimś lepszym od tego, kto ufa innym poglądom. Czyli do bycia kimś, kto zna PRAWDĘ; kto uzurpuje sobie nadludzkie prawo do tłumaczenia mnie z moich osobistych decyzji przed swoim bogiem albo przed Bogiem. Ja osobiście nie życzę sobie ludzkich modlitw w mojej intencji: nie życzę sobie, by ktokolwiek postronny, niepowiązany w żaden sposób ze mną ni z moją rodziną, występował w moim imieniu w wymyślonym przez siebie dyskursie pomiędzy CZŁOWIEKIEM a BOGIEM. Ja jestem CZŁOWIEKIEM oraz KOBIETĄ, i ja sama odpowiem za siebie – jeśli przyjdzie mi kiedykolwiek odpowiedzieć za siebie przed siłą sprawczą życia na Ziemi. Jeśli ta siła, jeśli „ten architekt” istnieje, dowiem się o tym po śmierci, i wtedy odważnie, uczciwie odpowiem przed „nim” za moje wybory, sukcesy i błędy. A póki nie umrę, to ja jako CZŁOWIEK i ja jako KOBIETA ciężarna, w której ciele rozwija się (rośnie) płód, powinnam móc podjąć suwerenną decyzję, czy chcę, aby moje dziecko przyszło na ten świat np. bez mózgu; czy chcę, aby moje dziecko wymagało 24-godzinnej opieki medycznej, by leżało z rurką w gardle, by odżywiało się przez sondę, by nie znało smaku czekolady, by było nieświadome świata zewnętrznego… Kto ma mieć prawo podjąć decyzję o całym doczesnym życiu CZŁOWIEKA, które tu i teraz, wielkości fasolki lub grapefruita, żyje w moim ciele, „oddycha mną”, „jest częścią mnie”… Kto? Moja odpowiedź na to pytanie jest czysta i prosta: JA. To JA powinnam móc podjąć te wiążące decyzje. Przede wszystkim JA oraz oczywiście wszystkie bliskie mi osoby, z którymi jestem emocjonalnie i życiowo związana, i które do swej decyzyjności dopuszczę, a więc np. mąż (ojciec płodu).

12-argumentow-dotyczacych-aborcji-2

Po dziesiąte, w tym miejscu pragnę wspomnieć, że nie jestem feministką. Uważam bowiem, że feminizm – po tym, gdy skutecznie przebrnął już przez swe trzy czy nawet cztery fale – przestał być budujący, wznoszący, konstruktywny… Jestem humanistką. I uważam, że współcześnie właśnie HUMANIZM – jest tym „izmem”, o który należy się troszczyć, który należy wspierać, który należy hołubić. KOBIETA jest przecież przede wszystkim CZŁOWIEKIEM – a humanizm ogniskuje się na człowieku i człowieczeństwie; na istocie ludzkiej, uwzględniając wszelkie aspekty człowieczeństwa, a nie tylko te związane z płcią biologiczną i kulturową. Toteż ja miano „człowiek” uznaję za pełniejsze, „grubsze” od miana „kobieta”, bo kobiecość stanowi jedynie część mojej specyfikacji jako człowieka. Fakt, że natura/biologia (według racjonalistów), czy że Bóg (według ludzi wiary) uposażył akurat moją płeć do wydawania z siebie nowego życia, nie może i nie powinien w sposób bezkompromisowy poświęcać innych warstw mojego człowieczeństwa. Czyli to, że jestem kobietą nie może i nie powinno przesłaniać innym mojej wolnej woli, jako i świadomego, i intuicyjnego wyboru przypisanego do każdego człowieka. Kobiety powinny rodzić dzieci dlatego, że chcą, a nie dlatego, że mogą – tym bardziej nie dlatego, że muszą.

Po jedenaste, biologia (natura) a kultura, to nie są formuły opozycyjne względem siebie, ani całkiem oddzielne, ani sprzeczne, ani nawet ambiwalentne w odczuciach czy wnioskach ludzi zastanawiających się nad tymi dwiema kwestiami. Usłyszałam argument, że słowa „natura” używają jedynie radykaliści – konserwatyści. Otóż nie, to nieprawda. Otóż natura (biologia), choć i jej granic oraz możliwości w sposób pełny nie znamy (ani stosując metody poznania racjonalnego, naukowego i sceptycznego, ani stosując metody poznania duchowego, intuicyjnego i ufnego), stworzyła sobą podwaliny do zaistnienia kultury. To zupełnie nie tak, że na świecie istnieją jedynie „wdruki kulturowe” i że wszystko zależy od osadzenia jednostki ludzkiej w danym kontekście – gdyby tak było, żadna z kobiet nie zawahałaby się nawet przez sekundę; nie zastanowiłaby się, czy chce, czy nie chce wydać z siebie, ze swego ciała – na świat potomka pochodzącego z gwałtu. My, kobiety, my – LUDZIE, chcemy mieć zagwarantowane prawo do podjęcia tej decyzji właśnie dlatego, że świetnie rozumiemy biologię, naturę. Świetnie rozumiemy, co to może znaczyć – nosić w swoim ciele (w macicy) pakiet genów od psychopaty. Świetnie wiemy, że problemem nie będzie tu wychowanie dziecka, które będzie synem albo córką psychopaty (gwałciciela) – problemem jest natomiast właśnie to fatalne ryzyko, że może twarz dziecka odziedziczy rysy po „tacie”, że może odziedziczy po „tacie” skłonności (psychologiczne)… Natura (biologia) i kultura są ze sobą niepodważalnie zespolone – „wszędzie są jakieś kultury” i „wszędzie są jakieś biologie”; jeden przejaw życia od drugiego przejawu życia jest niemożliwy do zupełnego oddzielenia. Te dwa przejawy życia (natura i kultura) powinny sobie wzajemnie sprzyjać – nie powinny ze sobą walczyć, nie powinny się nawzajem negować.

I tak też natura (biologia) w przypadku płodów wadliwych (przejawiających wady rozwojowe) samoistnie dąży do poronienia tychże. Tyle że natura (biologia) nie jest perfekcyjna: natura wielokrotnie działa loteryjnie, a przynajmniej nie da się w sposób dosadny wychwycić wszystkich kierujących nią prawidłowości. I tak też natura samoistnie dąży do poronienia wadliwych płodów, ale czasem mechanizm ten zawodzi – i tu z pomocą winna przyjść współczesna medycyna, aby właśnie wesprzeć samą naturę, czyli aby terminować tę że „niechcianą” ciążę, z której tak czy inaczej zdrowy osobnik nie powstanie. „Niechcianą”: z punktu widzenia racjonalistów, niechcianą przez samą naturę (biologię), zaś z punktu widzenia osób religijnych, niechcianą przez samego Boga. Medycyna powinna zatem móc legalnie, na mocy prawa ludzkiego, wyjść temu problemowi naprzeciw, aby terminować tę niechcianą ciążę i aby czynem tym wesprzeć naturę albo Boga.

Po dwunaste, spotkałam się z argumentem, że pojęcie natury nie może być brane pod uwagę w rozważaniach etycznych, bo etyka skupia się na kulturze. Nie mogę zgodzić się z tym poglądem, bo jest płaski, pozbawiony głębi i wyprany z powagi wypowiedzi. Etyka to bowiem najpotężniejszy dziś i najprężniejszy dział królowej nauk, czyli filozofii – etyka to aktualnie dział myśli ludzkiej, mający pełne ręce roboty. Współczesna etyka, która nie weźmie pod rozwagę uwarunkowań naturalnych (biologicznych) obecnych w życiu człowieka, nie będzie w stanie rozwiązać żadnego ze znaczących dylematów moralnych. Dlatego, że rozwój myśli ludzkiej, a wraz z nią wiedzy, nauki i technologii – nieustająco idzie do przodu. Człowiek jako istota rozumna coraz mocniej „wgryza” się w świat – ludzkość coraz częściej i coraz głębiej będzie ingerowała w tzw. naturę, głównie poprzez genetykę. Pytania o to, do którego momentu moralne będzie ingerowanie człowieka w naturę – są niesamowicie istotne! Dla przykładu: nie od dziś wiemy, że natura samoistnie tworzy osobniki homoseksualne – występują one nie tylko wśród gatunku ludzkiego, ale także u różnych gatunków zwierząt. W „normalnych warunkach”, to jest w przyrodzie, osobniki homoseksualne nie są w stanie rozmnożyć się, wydać na świat potomstwa. Tymczasem już dziś wiemy, że homoseksualni ludzie – z pomocą nauki ominęli tę naturalną barierę, homoseksualiści bowiem przy wsparciu nauki i oczywiście surogatki są w stanie przekazać swój materiał genetyczny dalej, bez odbycia stosunku płciowego z osobnikiem płci przeciwnej. Co chcę przez to powiedzieć? Tylko i aż tyle, że granice – różne granice – przesuwają się, poszerzają. I nikt z nas nie powstrzyma tego postępu – dlatego dział filozofii, którym jest etyka, ma pełne ręce roboty, i będzie miał jeszcze bardziej pełne. Wykluczenie z tych etycznych rozważań pojęć takich jak „natura” czy „biologia” wydaje się pozbawione sensu, logiki i głębi.

Na koniec, wracając do meritum, czyli do kwestii aborcji – chcę przekazać argument przemawiający za pozostawieniem pełnego wyboru w tej kwestii kobiecie; argument dla ludzi wiary, np. dla katolików. Otóż gdyby Bóg chciał, żeby człowiek nie mógł latać, nie dopuściłby do skonstruowania przez człowieka „żelaznego ptaka”, czyli samolotu. Gdyby Bóg nie zawierał w sobie zgody na podążanie przez człowieka wybraną przez człowieka ścieżką – nie dałby człowiekowi wolnej woli. Gdyby Bóg chciał zahamować postęp technologii wywołany i sprawiony ręką człowieka – zgładziłby gatunek ludzki kataklizmem na miarę tych, których przebieg znamy z opisów w Biblii. A skoro Bóg nie zabrał głosu w tej dyskusji, skoro nie odebrał człowiekowi wolnej woli, wobec tego żaden człowiek nie powinien wkładać w usta Pana Boga wymyślonych przez człowieka decyzji. Bóg o niczym nie zadecydował – obecnie – to znaczy nie wtrącił się, nie zaingerował w naszą wolną wolę, więc czemu Wy, ludzie wierzący w Niego, usiłujecie przemawiać w Jego imieniu? Czemu nie hamujecie się w swoich osobistych osądach, skoro nawet Bóg wybrał nie osądzać, nie ingerować, pozwolić nam wszystkim na bycie nami – istotami ludzkimi dysponującymi nieograniczoną przez Stwórcę wolną wolą?…

12-argumentow-dotyczacych-aborcji-3

Gwoli ścisłości, dodam jeszcze kluczowe dla treści tego artykułu dane osobiste, a mianowicie:

•  Nie uznaję się za katolika, choć kocham polskie, katolickie Boże Narodzenie i zamierzam obchodzić je do śmierci bądź do chwili, kiedy mi się znudzi.

•   Jestem agnostykiem, który skłania się w kierunku „wiary”.

•  Nie wiem, czy kiedykolwiek byłabym w stanie dokonać aborcji, w jakiejkolwiek sytuacji życiowej – nigdy nie byłam w ciąży, ale gdybym była w ciąży, chciałabym móc na mocy prawa ludzkiego decydować o swoim zdrowiu i życiu oraz o zdrowiu i życiu płodu, który noszę w swoim ciele.

•  Nie jestem „pro-aborcyjna” ani też „pro-life’owa” – ale jestem za wolnością człowieka, czyli również za wolnością człowieka-kobiety, i uważam, że to one – kobiety, uposażone przez naturę do dawania życia, winny móc w pełni decydować o jakości tego życia, które dają, jak i oczywiście o jakości swego własnego życia, zdrowia etc.

•  Skutecznie odróżniam pojęcia: nieumyślne spowodowanie śmierci, zabójstwo, morderstwo, eutanazja, aborcja – dla mnie to oczywiste, że NIE SĄ to synonimy, a tym bardziej miana jednoznaczne, tożsame.

•  Nie jestem feministką, ale jestem humanistką i pozostaję dumna z tego faktu, że jestem kobietą i humanistką.

• Mam męża, z którym rozmawiam o wszystkim, który rozumie moje poglądy i wspiera mnie we wszystkich dziedzinach życia, który szanuje kobiety i który choć nie rozumie, co to znaczy mieć macicę, jednocześnie świetnie rozumie, że to kobieta wie lepiej od niego, czym jest czysto organiczny lęk o życie dziecka znajdującego się w macicy i czym może być czysto organiczny lęk przed wydaniem na świat dziecka znajdującego się w macicy, które zdaniem kobiety w tej macicy znaleźć się nie powinno.

• Chciałabym, żeby kobiety, które nie zaznały w życiu tego szczęścia polegającego na byciu z partnerem naprawdę blisko (emocjonalnie, psychologicznie) czuły się pełnoprawnymi i nieosamotnionymi członkiniami polskiego społeczeństwa. Chciałabym, żeby kobiety te  w sytuacji samotności otrzymały – wybraną przez siebie osobiście, indywidualnie – pomoc i wsparcie ze strony świeckiego państwa polskiego.

• Drażnią mnie wypowiedzi publiczne polskich celebrytów, jak np. Cejrowski, Terlikowski. Pierwszy z nich powiedział, że ci, co odrzucają ustawę o całkowitym zakazie aborcji „będą obryzgani krwią tych dzieci na swoich sumieniach”. Drugi z nich porównał kobiety polskie do SS-manów, poprzez publikację w social mediach munduru SS i opisanie go analogią do tematu aborcji. Oczywiście, że tego rodzaju wypowiedzi wypatroszone są z wyobraźni, empatii i rozumu. I o ile pierwszy z panów wniósł sobą cokolwiek do dziedziny reportażu, o tyle obecność drugiego z panów w jakichkolwiek mass mediach pozostaje doskonale bezzasadna.

•  Drażnią mnie i bolą wypowiedzi polskich polityków, jak np. Korwina-Mikkego, który powiedział odnośnie do ciąży z gwałtu, że gdyby on jako mężczyzna padł ofiarą brutalnej napaści, wskutek której do pleców napastnik przykleiłby mu dziecko, on nie miałby prawa zabić tego dziecka; on trzymałby je pokornie na swoich plecach, przytwierdzone dziewięciomiesięcznym klejem. Po owych 9 miesiącach klej sam by odpadł, a pan oddałby dziecko do okna życia czy domu dziecka. Wbrew pozorom, w wypowiedzi tej czai się pewna sprawność intelektualna, choć na pierwszy plan wybija się jednak nieludzki brak wyobraźni i niezdolność do współodczuwania, czyli empatii. Dla mnie pozostaje oczywiste, że istnieje masakryczna wręcz różnica, pomiędzy „przyklejeniem” niewinnego życia ludzkiego do moich pleców – a zmieszaniem materiału genetycznego psychopaty z moim materiałem genetycznym, którego to zmieszania owoc ma dojrzewać w moim ciele, jako część mnie i mojego ustroju.

• Dziwię się ludziom, którzy uznają się za rozwiniętych duchowo, a którzy opowiadają się za kategorycznym przymusem donoszenia ciąży będącej wynikiem gwałtu. Zakładam, że nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie ci nie przejawiają nawet cienia obawy o to, czym „nasiąknie” zarodek karmiony krwią i życiem matki, trawionej traumą i strachem. Zainteresowanych gorąco zachęcam do odszukania w sieci dość świeżego eksperymentu naukowego na myszach, z wykorzystaniem zapachu mięty – myszy i mięta, zapamiętajcie to sformułowanie, po czym samodzielnie odszukajcie w sieci intrygujące wyniki badań. Dowiecie się z nich, że matka na poziomie genetycznym jest w mocy – i robi to skutecznie – przekazać potomkowi STRACH.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (13)
  • w porządku-niezła grzanka (8)
  • potrzebny-smaczny tost (9)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

6 komentarzy

  1. Najśmieszniejsze jest to, że większość przeciwników aborcji to…mężczyźni, którzy mogą sobie co najwyżej wyobrazić jak to jest nosić w sobie dziecko poczęte w wyniku gwałtu albo być samotną matką porzuconą przez nieodpowiedzialnego idiotę. Szkoda, że pro-life’owcy nie interesują się zupełnie życiem już urodzonych dzieci, dlaczego nie protestują np. przeciw karmieniu dzieci wszelkim przetworzonym świństwem zawierającym całą tablicę Mendelejewa, które to serwowane jest również w przedszkolach i szkołach? Bo zwyczajnie nie obchodzi ich zdrowie oraz życie dzieci i dorosłych

    • i jedzą mięso i mają zarost i w ogóle precz z mężczyznami – Liga rządzi, Liga radzi, Liga nigdy cię nie zdradzi – brawo krągłe

    • Pani Marto,

      myślę, że relacja liczbowa pomiędzy przeciwnikami aborcji a zwolennikami aborcji rysuje się podobnie – niezależnie od płci zwolenników/przeciwników danej idei. Innymi słowy: nie zgadzam się z tezą, że większość przeciwników aborcji to mężczyźni.

      Nie zgadzam się również z tym, że „mężczyźni mogą sobie co najwyżej wyobrazić jak to jest (…)”, w związku z czym mieliby nie mieć prawa do zabierania głosu w dyskursie społecznym i politycznym na temat aborcji. To tak jakby powiedzieć, że kobieta bezdzietna nie powinna mieć prawa do wypowiadania się na temat kondycji szkolnictwa (no bo nie ma dzieci, więc niech nie zajmuje stanowiska na temat edukacji dzieci). Albo tak jakby powiedzieć, że osoba zdrowa nie powinna mieć prawa do wypowiadania się na temat wysokości krawężników i dziur w chodnikach (no bo nie chodzi o kulach ani nie porusza się na wózku inwalidzkim, więc nie ma wiedzy o potrzebach ludzi niepełnosprawnych). Otóż ja osobiście nie zgadzam się na takie ujmowanie sprawy, traktowanie problemu. Uważam, że wszyscy – i kobiety, i mężczyźni – budujemy jedno i to samo społeczeństwo, w związku z czym jak najbardziej powinniśmy swobodnie wymieniać się między sobą odmiennymi poglądami na istotne społecznie tematy. A w polityce działają zarówno mężczyźni, co kobiety, i to nie jest tak, że mężczyźni za plecami kobiet podejmują samozwańcze, odklejone od rzeczywistości decyzje o zdrowiu i życiu kobiet.

      Kolejna rzecz to ta, że bieda w naszym kraju, niedożywione dzieci, dzieci niepełnosprawne, dzieci w domach dziecka – jak najbardziej (a nawet jeszcze bardziej) zasługują i potrzebują wzmożonego zainteresowania naszych elit politycznych. Ale to, że takie zainteresowanie obecnie nie jest wystarczające, nie może stanowić moralnego usprawiedliwienia, a wręcz wybielenia, dla tematu śmierci, jaki to temat – aborcja nieuchronnie ze sobą niesie.

      Osobiście jestem za podtrzymaniem kompromisu aborcyjnego w Polsce. W pewnym sensie jestem również za zliberalizowaniem (złagodzeniem) obecnej ustawy aborcyjnej. Ale jednocześnie jestem przeciwnikiem trywializowania tematu aborcji i opowiadania o tym temacie „lekką ręką” – tak jak zrobiła to np. pani Natalia Przybysz.

      Ten artykuł jest próbą „obiektywnego” zmierzenia się z trudnym tematem moralnym, etycznym, duchowym i prawnym, jakim jest aborcja. Natomiast artykuł ten nie powinien służyć nikomu za pretekst do bezrefleksyjnego narzucania „drugiej stronie barykady” poczucia winy.

      Pozdrawiam 🙂 .

    • Pani Marto, uważamy, że większość kobiet biorących udział w czarnym proteście również może sobie jedynie wyobrazić (na szczęście – jedynie wyobrazić) „jak to jest nosić w sobie dziecko poczęte w wyniku gwałtu albo być samotną matką porzuconą przez nieodpowiedzialnego idiotę”. Czy to, że te panie sobie „tylko wyobrażają” – miałoby odebrać im prawo do poglądów, do protestowania?

  2. No cóż – dzieci i ryby głosu nie mają.

    • To nie tak, Panie Tomaszu… Po prostu uważam, że kompromis aborcyjny w Polsce, który funkcjonuje od lat 90., jest słuszny – i uważam, że to bardzo dobrze, że aktualnie nic mu nie zagraża. Uważam, że dobrym jest taki zapis prawny, który dopuszcza usunięcie ciąży z gwałtu, usunięcie ciąży z poważnymi wadami rozwojowymi oraz usunięcie ciąży w sytuacji, gdy zagraża ona życiu kobiety (np. wtedy, kiedy ciąża nie osadziła się w macicy, tylko pozostała w jajowodzie – z czego człowiek i tak nie powstanie, najwyżej jajowód może pęknąć, a kobieta wykrwawić się na śmierć).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *