25 lat wolności i garść historii

25 lat wolności, to wspaniały czas, który udało się nam przeżyć i który zawdzięczamy głównie sami sobie. Potrafiliśmy w zbiorowym wysiłku i proteście zrzucić z siebie ciężar wschodu, który nas dusił i nie pozwalał żyć własnym życiem. Kto nie pamięta tamtego czasu, z trudnością zrozumie, do jakiego stopnia nasze życie było przesiąknięte zapachem rozkładającego się wielkiego trupa komunizmu. Teraz nawet trudno powiedzieć do jakiego stopnia to był potwór komunistyczny, a na ile sowietyzm; to nie tylko kwestia ideologii wynikającej z utopii marksistowskiej, to również – wciąż głodny i nienasycony – rosyjski smok, który chce wciąż posiadać, wciąż nie może się nażreć swoją przestrzenią, a przecież to największy terytorialnie kraj na ziemi. Skąd bierze się w tym narodzie tyle szaleństwa i nienasyconej żądzy imperialnej? Trudno powiedzieć.

My jednak zrzuciliśmy z siebie tę niewolę i teraz możemy zwyczajnie żyć i narzekać tak właśnie, jak najbardziej lubimy.

Czy wykorzystaliśmy swoją szansę?

Oczywiście – tak!

Widać to tym bardziej na przykładzie naszego sąsiada – Ukrainy; oni mieli swoją szansę i raz ją przegrali, a teraz muszą płacić krwią za nowa próbę wolności, a kraj już został podzielony.

Czy jesteśmy zadowoleni?

Oczywiście – nie!

Mamy wolność, ale zaplątaliśmy się w bełkot państwa urzędniczego i grzęźniemy w jego labiryntach.

Mamy wolność, ale nie zbudowaliśmy stabilnego systemu rozwoju społecznego uczestnictwa w zarządzaniu państwem.

Mamy wolność, ale przeżywamy kryzys elit politycznych, które nie potrafią odnaleźć się pomiędzy demokracją a partyjnym dyktatem.

Mamy wolność, ale nie zbudowaliśmy społeczeństwa obywatelskiego i wciąż pokutuje wśród nas duch niewolnictwa, który budzi pogardę jednych dla drugich.

I tak, ale, ale, ale – ale mamy wolność, i to jest najważniejsze, z resztą damy sobie radę.

A teraz garść refleksji o naszej historii.

Niemcy mieli faszyzm i, obłąkani jego wizją, próbowali podbić świat. Rosjanie mieli komunizm i, obłąkani jego wizją, próbowali podbić świat. Czasy, które sprzyjały obłędowi, nie ominęły żadnego narodu, każdy naród wyhodował sobie swojego małego „hitlerka”, który oczekiwał tylko, aby dorwać się do władzy, i było wszystko jedno, czy to był oficerski szynel, czy rewolucyjna bluza. Trudno to nawet nazwać racjonalnie. To, co z ludźmi zrobiły tamte czasy, doprawdy – jakby ogarnął ich zbiorowy amok. Sądzę, iż należałoby postawić pytanie – dlaczego w połowie XX wieku świat oszalał? Czy był to wynik ogólnoświatowego kryzysu, czy obłąkanie wynikało z frustracji seksualnej w ramach budzącej się świadomości płciowej, a może upadek tradycyjnych wartości wiary podtrzymującej gmach społeczeństwa, czy może doszło do konfliktu wewnętrznego na bazie zderzenia się z dynamiką światowej rewolucji technicznej?… Doprawdy, trudno odnaleźć odpowiedź, dlaczego ludzie w XX wieku oszaleli. Część tego obłędu zresztą można zaobserwować w zachowaniu u niektórych ludzi także dziś, pojawiają się one w postawach, które ukazują autorytarność, a nawet totalitarność, głód władzy i jej nadmierną celebrację, a także kategorię mniejszego zła – jako kategorię moralną w odniesieniu do zachowań społecznych.

Jak doszło do tej zbrodni, jaką zastosowali wobec nas Rosjanie? Po pierwsze, Polacy w tradycji rosyjskiej byli pojmowani raczej jako wróg niż jako przyjaciel, i wspólne słowiańskie pochodzenie nie pomagało w kontaktach, a raczej nasączało je podejrzliwością. Po drugie, polscy oficerowie oraz inteligencja byli niszczeni we wspólnym wysiłku przez armię faszystowską i komunistyczną na bazie współpracy, jaka została podjęta pomiędzy służbami hitlerowskimi a KGB, armia polska uważana była za wysoce niebezpieczną i niezwykle skuteczną armię, mimo jej niedofinansowania. Po trzecie, dla faszystów Polacy w ogóle, a już szczególnie ich inteligencja i dowódcy, była wrogiem biologicznym, dla Rosjan natomiast byliśmy wrogiem ideologicznym – w realizacji w każdym przypadku pierwszą myślą, jaka przychodziła do głowy i jednym, i drugim, była eksterminacja. Niemcy zgodnie ze swoim duchem narodowym przygotowywali to metodycznie i na ogromną przemysłową skalę, natomiast Rosjanie zgodnie ze swoją tradycją – mordowali na piechotę.

Nie ma różnicy w tych mordach, ani po stronie ideologii, ani po stronie bestialstwa; wymiar jest ten sam: dążenie do biologicznej eksterminacji społeczeństwa.

W czasach Stalina obowiązywał pewien rodzaj, niepowtarzalnego i trudnego do przekazania dzisiaj, sposobu komunikowania się ze światem. Był to rodzaj fatalizmu połączonego z cynicznym poczuciem humoru, przed którym stała wystawka z pozornego współczucia – brzmi to skomplikowanie, ale sprowadza się do czasem prostego wzorca: „dumał, nie dumał, nada rabotać, podgawarił i ubił jewo”. Oprawca mógł nawet z tobą rozmawiać i przyznawać ci rację, co więcej – współczuć, ale jego decyzji o tym, że cię zabije, to nie zmieniało, a i tak w jego pojęciu robił to w sposób humanitarny, nie znęcając się nad tobą, na koniec niejako na pocieszenie mówił, że to i tak mała strata w porównaniu z inną hekatombą, jaka mu w danym momencie przychodziła na myśl. Ten sposób myślenia wywodzący się z chłopskich korzeni i im zawdzięczający to poczucie fatalizmu, był rodzajem obowiązującej filozofii etyki i on pozwalał znaleźć argumenty, aby przekonać każdego do swoich racji tym bardziej, że alternatywą była śmierć, i to nie jakaś wielka, procesowa, głośna i nagłośniona – nie: prosta zwyczajna i podła, psia, na miejscu od strzału litości czasem zapowiedzianego, a czasem z zaskoczenia. Zabicie człowieka nie jako wydarzenie, ale praca, uciążliwa praca – trzeba wykopać doły, trzeba zapisać nazwisko, stopień i wiek, trzeba owinąć głowę szmatą, trzeba zakopać zwłoki, trzeba sypać biały proszek, trzeba w końcu go zastrzelić, tego wroga – sobaczego syna.

Różni nadzorcy na różnym stopniu rozwoju kariery publicznej w Sowieckiej Rosji, przyjeżdżali i angażowali się w proces mordowania Polaków. Samego natomiast mordowania dokonywali chłopcy, którzy chcieli się odwdzięczyć za zmianę swego życia z dalekiej wsi, zabitej deskami, bez prądu, bez przyszłości, bez nadziei, nagle stawali się nowoczesnymi chłopakami – kierowcami, pracującymi na sprzęcie technicznym i będącymi dumą swojej wsi, i im przedstawiono wroga tych wszystkich zdobyczy i nareszcie mogli się zrewanżować, ciężko pracując nad wybiciem polskich żołnierzy.

To, co się stało, jest naszą historią i nie znajdziemy dla tego dramatu żadnego wytłumaczenia, nie znajdziemy żadnej odpowiedzi, nie znajdziemy również żadnej rekompensaty; to nasz polski dramat i tak zacznijmy go traktować, nie uzależniajmy go od tego, czy Rosjanie zechcą, czy nie zechcą go odpowiednio uzasadnić lub nawet do niego się przyznać. To jest nasz pomnik bohaterstwa narodowego, to są kości, które leżą pod naszym progiem – wznieśmy im pomnik, jego postać może mieć różne wymiary, ale nie zajmujmy się ruską wiarą lub niewiarą we własne poczucie rzeczywistości, albo są gotowi na spojrzenie w swoją ciemną stronę, albo nie; pieprzyć ich. Oni nie mogą nas zatrzymać w naszym rozwoju i to właśnie jest najważniejsze, bo nie wczoraj i nie dzisiaj zadecyduje o tym, co zostanie zapamiętane jutro, tylko to, co uda się nam osiągnąć pojutrze. Jeśli zechcemy konsultować wolność naszej pamięci narodowej z Rosją, to nie ma dla nas przyszłości. My – musimy być silni jako naród, i wtedy inne narody będą musiały przyjąć nasz sposób postrzegania świata, ponieważ tak będzie dyktować to gospodarka naszego kraju.

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *