O szczepieniach w szerszym kontekście

Szczepienia działają na pewno – świadczy o tym historia. Ostatecznym dowodem jest analiza zachorowalności przed i po wprowadzeniu szczepień – a różnica jest drastyczna. Nie można tej analizy podważyć w żaden sposób. Jest ona tak oczywista, jak fakt, że Ziemia nie jest płaska, gdy obserwujemy ją kamerą rakiety wznoszącej się na wysokość większą niż kilkadziesiąt kilometrów i widzimy jej krzywiznę (równie oczywista jest ta sama konstatacja, gdy spojrzymy na Księżyc, który nie jest w pełni, bo wtedy widać na nim „odciśnięty” kulisty kształt Ziemskiego globu, a nie czarną płaską, grubą kreskę).

Pisząc to, nie deprecjonuję wcale ruchu antyszczepionkowego. Przede wszystkim dlatego, że jest to ruch społeczny. Tak samo uważam, że nie można deprecjonować ruchu wyznawców płaskiej Ziemi. Jeśli w coś takiego wierzy wystarczająco wielu ludzi, to przecież znaczy, że dana idea wymaga uwagi, a często także przeciwdziałania. Nie możemy być obojętni, bo jeśli choroba intelektualna zainfekuje wystarczająco liczną grupę społeczną – wtedy staje się ona realnym, a nie wymyślonym problemem.

Niestety naukowcy w swej większości nie potrafią tak na to spojrzeć – i oznacza to, że społeczeństwo nie ma obrońców, czyli przeciwciał intelektualnych. A przez to, że ich nie ma, choroba ignorancji się szerzy. Przedstawicieli nauki paraliżuje po prostu wstyd. Wstydem jest gromadzić i demistyfikować dowody na kontakty z cywilizacją pozaziemską, a nie powinno tak być – bo nie jest wstydem przecież należeć do SETI. Nikt z naukowców nie dyskutuje z przedstawicielami ruchów płaskiej Ziemi. Nie ma rozmowy o szczepionkach, bo lekarze wiedzą od społeczeństwa lepiej, jak się leczyć i nie chcą zniżać się do poziomu ignorancji, aby prowadzić z gawiedzią ożywione dyskusje.

To błąd, bowiem czyniący tak naukowcy umieszczają się poza nawiasem dyskursu społecznego. Indywidualni naukowcy, prowadzący w zaciszach swoich gabinetów własne badania, nie mają obowiązku społecznego udzielania się w tej sprawie publicznie – i to dobrze, że skupiają się na jednym i zapominają o całym świecie. Ale byli i tacy naukowcy, a właściwie naukowcy na naukowej emeryturze, którzy nie odkrywali już niczego nowego, lecz administrowali instytucjami naukowymi, i na nich ten społeczny obowiązek powinien spoczywać. Oni są zobowiązani do wykazywania błędności antynaukowych twierdzeń.

W przypadku szczepień ten problem jest niestety bardzo wnikliwie lekceważony. W interesie lekarzy nigdy nie leży szerzenie wiedzy na temat zdrowia, gdyż wtedy ich wiedza specjalistyczna traci na wartości. O ile same starty rakiet i nagrania wideo z nich są skutecznym antidotum faktograficznym powstrzymującym szerzenie się poglądów zwolenników hipotezy płaskiej Ziemi (w tym sensie długie debaty z naukowcami nie są już niezbędne), tak w przypadku ruchów antyszczepionkowych do społeczeństwa nie docierają z obiektywnych źródeł prawie żadne informacje mogące podważać twierdzenia znachorów, szamanów i innych współczesnych kuglarzy.

Szczepienia są skuteczne – to obiektywnie stwierdzony fakt. Ale zawsze można popsuć coś, co wcześniej działało dobrze w imię jakichś ideologii albo po prostu w związku z faktem dużego zaufania społecznego do tej procedury (im większe zaufanie, tym większa szansa, że ktoś będzie chciał je w nieuprawniony sposób wykorzystać). Ludzkość w swej większości boi się naruszenia swojej powłoki cielesnej – mówiąc kolokwialnie: często boi się igieł. Jednak zgadza się na szczepienia w imię ochrony przed chorobami, których już od dawna nikt nie widział – wszystko odbywa się w imię zaufania do instytucji ochrony zdrowia; w imię zaufania, że to ukłucie jest potrzebne, konstruktywne.

To ogromny kapitał zaufania, który obecnie jest marnotrawiony przez instytucje publiczne, które odmawiają udziału w dyskusji i odmawiają przeprowadzania ponownych badań, twierdząc, że nie są one potrzebne. To błąd – nawet jeśli jesteśmy już czegoś pewni, trzeba jeszcze raz to sprawdzić i wręcz na billboardach publikować wyniki, bo jest w tym społeczeństwie wiele wątpliwości. To ciągły i nieustający proces udowadniania potwierdzonego – na tym przecież polega nauka i nie powinno się szczędzić na te wydatki środków.

Dopóki ruch antyszczepionkowy nie utraci całkowicie swego rozgłosu i wpływów – naukowcy powinni żarliwie walczyć o nasze umysły, a że mają ku temu więcej argumentów, walka tego rodzaju jest więc dość łatwa, i leży ona w społecznym interesie. Z kolei my jako społeczeństwo powinniśmy wspierać takie wysiłki – nie potępiając naukowców, którzy z oszołomionymi hipotezami chcą dyskutować w imię wyższego celu, jakim jest konsensus w tej materii. Dla dobra społeczeństwa trzeba z naukowców wykorzenić poczucie wstydu.

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (6)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (2)

12 komentarzy

  1. Adam Bielański

    Straszne to jest co czytam. Tym straszniejsze, że na Tosterze. Zbigniew i Justyna – oboje zupełnie nie dostrzegacie o czym pisze Marek. Szczepionki działają – z tym nikt nie polemizuje. Opór budzi rozszerzanie katalogu szczepień obowiązkowych i zalecanych. Opór budzą dziwne przypadki powikłań po szczepieniach – trudno rodzicowi dziecka stwierdzić z całą pewnością, że to NOP, ale lekarze na taką sugestię potrafią reagować wręcz agresją słowną, więc możliwość zgłaszania NOPów jest tylko hipotezą, listkiem figowym. Opór budzi wreszcie zalecanie szczepień na choroby takie jak ospa wietrzna, gdzie przebycie jej w dzieciństwie uodparnia na całe życie, a zaszczepienie – na 10 czy 15 lat. A później? Albo ponowne szczepienie, albo ryzyko półpaśca. Fachowcy są w stanie wymienić kilka innych zalecanych szczepionek, uodparniających na kilka(naście) lat i wystawiających ludzi na wysokie ryzyko po zaniku odporności.

    Sporo dyskusji wywołuje kwestia harmonogramu szczepień – czy szczepić na zapalenie opon mózgowych, tężca czy gruźlicę dziecko zaraz po urodzeniu, po 6 miesiącach, czy po roku? Dzisiaj dziecko nie bardzo ma gdzie zarazić się tężcem w pierwszym roku życia. A im później podana jest szczepionka – tym mniejszym jest ryzykiem dla dziecka. Tutaj wpada też przypadek szczepionki na meningokoki (chyba – to z własnej pamięci odgrzebuję), którą zaleca się podawać po 6, 12, 18 i 24 miesiącu życia. Przy czym w ulotce można doczytać, że wystarczy podać jedną dawkę po 24 miesiącu życia by dziecko uodpornić, po prostu młodsze dzieci ‘gubią’ tę odporność i dlatego trzeba przypominać. Ale jeśli mamy dziecko w domu, nie w szpitalu… to wystarczy ta ostatnia dawka – tylko trzeba przeczytać ulotkę samej szczepionki, a nie harmonogram szczepień obowiązkowych i zalecanych.

    Last but not least – zdarzają się szczepionki wadliwe – zanieczyszczone, albo z innych powodów złe. Pewnie wszyscy słyszeli o związkach rtęci dodawanych jako konserwanty do szczepionek starszych generacji, ale to nie jest jedyny problem. Brakuje mi rzetelnych informacji na ten temat – znaleźć mogę albo panikowanie fanatyków anty (“szczepionki zabjiajo!”), albo bagatelizowanie lekarzy: “wszystko jest ok, antyszczepionkowcy to kretyni”. I to jest to, co faktycznie jest w artykule. Jedyny temat z całej listy, poruszony w artykule. Sorry, ale dla mnie artykuł został opublikowany przedwcześnie.

    • Ciekawy jestem, czy w najbliższym czasie uda się dyskusję na ten temat unormować, tak aby móc usłyszeć rzetelne argumenty obu stron. To jest właśnie to do czego zachęcam i dlatego nie skupiam się na argumentach, tylko na formie ich formułowania oraz poszerzeniu możliwości ich wymiany.

      • Adam Bielański

        Bardzo liczę na to unormowanie. Natomiast odnośnie samego artykułu i jego wymowy – przedstawiłeś sytuację tak: Szczepienia działają i to jest fakt. Antyszczepionkowcy nie mają z kim rozmawiać i tworzy się problem społeczny. Podobnym problemem mogli by być płaskoziemcy, ale na szczęście są zdjęcia satelitarne i widoczny z Ziemi kształt Księżyca.

        To wygląda jakby antyszczepionkowcom chodziło według Ciebie o to, że szczepionki nie działają i tyle. Więc trzeba ich edukować, bo działanie szczepionek to obiektywny fakt.
        W podobnym tonie odpisaliście – Ty i Justyna, na post Marka. I dlatego to mnie tak poruszyło.

        • Adam Bielański

          Patrzę na moje stosowanie znaków przestankowych i aż oczy szczypią. Przepraszam. Szkoda, że już edytować nie mogę. Ale postaram się poprawić.

          • „Straszne to jest co czytam. Tym straszniejsze, że na Tosterze. Zbigniew i Justyna – oboje zupełnie nie dostrzegacie o czym pisze Marek” → Ależ misją Tostera jest podejmować różne tematy i przedstawiać Czytelnikom różne możliwe poglądy na ich temat. W naszej redakcji nie głaszczemy siebie wzajemnie po rozmarzonych głowach, lecz żarliwie i merytorycznie dyskutujemy wokół swoich artykułów oraz wyrażamy odmienne głosy na dane tematy. W tym przypadku będę stanowczo broniła Zbigniewa jako autora tego artykułu – postulując, iż to nie ja ani nie Zbigniew nie dostrzegamy, o czym pisze Marek; to nasi interlokutorzy w tej dyskusji zdają się nie dostrzegać, o czym piszemy my… już tłumaczę, dlaczego:

            Autor tego artykułu nie polemizuje z kontrowersyjnością szczepień jako preparatów medycznych, nie neguje istnienia skutków ubocznych szczepień i objawów NOP – żadne z nas nie napisało, że procedury medyczne są doskonale zorganizowane i w pełni bezpieczne dla zdrowia ludzi (zresztą nie istnieją żadne preparaty ani czynności medyczne wolne od skutków ubocznych – tzn. neutralne, obojętne dla organizmu człowieka). Ale to NIE JEST artykuł o składzie chemicznym szczepionek, o warunkach ich przechowywania np. w przychodniach, o strukturze kalendarza szczepień, o koncernach produkujących szczepionki zakupowane przez Polskę do szczepienia polskich dzieci, etc. NIE O TYM jest ten artykuł!

            Jak mówi sam tytuł – artykuł ten jest o szczepieniach W SZERSZYM KONTEKŚCIE. Autor tego artykułu postuluje, że naukowcy powinni koniecznie zbadać ponownie działanie szczepień i reakcje ludzkiego ciała na nie – po to, aby wejść w rzeczowy dyskurs ze społeczeństwem, ponieważ są mu taki właśnie merytoryczny dyskurs winni, jest to ich obowiązek intelektualny, a także moralny względem społeczeństwa. Jeśli Zbigniew np. ufa szczepionkom, a i tak potrafi kierować się sceptycyzmem i namawia do postaw sceptycznych hermetyczne środowiska naukowców – to tylko CIESZYĆ SIĘ z takiego podejścia do sprawy. Bo to właśnie ten SCEPTYCYZM może skłonić naukowców do wnikliwego przyjrzenia się szczepieniom – i w rezultacie to właśnie ten sceptycyzm może realnie RATOWAĆ ludzkie zdrowie i życie. Osobiste poglądy moje, Twoje, Zbigniewa – „za” czy „przeciw” szczepionkom – NIE MAJĄ nic do rzeczy, nie wiążą się w żaden sposób z treścią tego artykułu i z tematyką tej dyskusji! Zbigniew napisał w swym artykule o tym, że niezależnie od postaw „za” czy „przeciw” – PODWAŻENIE, CZYLI PONOWNE GRUNTOWNE PRZEBADANIE szczepionek powinno być rdzeniem myślenia dzisiejszych naukowców.

            Naprawdę nie zgadzasz się z tym, że szczepienia powinny być od nowa gruntownie badane?… No, z tej dyskusji wynika, że nie jesteś zainteresowany tym, czym jest zainteresowany Zbigniew – czyli sceptycyzmem, podważeniem i ponownym gruntownym zbadaniem szczepień.

            Kiedy opublikujemy na łamach Tostera artykuł o wadach szczepionek jako preparatów medycznych oraz o wadach w procedurach medycznych (np. podanie dziecku szczepionki przez lekarza – bez dokładnego zbadania dziecka, czy np. nie ma objawów wykluwającego się przeziębienia, co powinno być przyczyną do odroczenia zaszczepienia, a nierzadko niestety nie jest) lub o błędach w sztuce medycznej – to wówczas jak najbardziej możemy dyskutować o tym, jakie skutki uboczne szczepienia mogą powodować etc. Dziś, w obrębie tego artykułu, nie ma podstaw do dyskusji na temat wadliwości szczepień – bo NIE O TYM jest ten artykuł.

            Pozdrawiam 🙂 .

            • PS

              „Natomiast odnośnie samego artykułu i jego wymowy – przedstawiłeś sytuację tak: Szczepienia działają i to jest fakt. Antyszczepionkowcy nie mają z kim rozmawiać i tworzy się problem społeczny. Podobnym problemem mogli by być płaskoziemcy, ale na szczęście są zdjęcia satelitarne i widoczny z Ziemi kształt Księżyca” → tak, taki pogląd przedstawił Zbigniew, lecz cóż z tego? To jego pogląd, ma do niego prawo. Natomiast przecież clou tego artykułu leży gdzie indziej! O, tutaj:

              „Szczepienia są skuteczne – to obiektywnie stwierdzony fakt. Ale zawsze można popsuć coś, co wcześniej działało dobrze w imię jakichś ideologii albo po prostu w związku z faktem dużego zaufania społecznego do tej procedury (im większe zaufanie, tym większa szansa, że ktoś będzie chciał je w nieuprawniony sposób wykorzystać). Ludzkość w swej większości boi się naruszenia swojej powłoki cielesnej – mówiąc kolokwialnie: często boi się igieł. Jednak zgadza się na szczepienia w imię ochrony przed chorobami, których już od dawna nikt nie widział – wszystko odbywa się w imię zaufania do instytucji ochrony zdrowia; w imię zaufania, że to ukłucie jest potrzebne, konstruktywne. To ogromny kapitał zaufania, który obecnie jest marnotrawiony przez instytucje publiczne, które odmawiają udziału w dyskusji i odmawiają przeprowadzania ponownych badań, twierdząc, że nie są one potrzebne. To błąd – nawet jeśli jesteśmy już czegoś pewni, trzeba jeszcze raz to sprawdzić i wręcz na billboardach publikować wyniki, bo jest w tym społeczeństwie wiele wątpliwości. To ciągły i nieustający proces udowadniania potwierdzonego – na tym przecież polega nauka i nie powinno się szczędzić na te wydatki środków”.

              • PS 2

                Dlatego zgadzam się ze Zbigniewem: kapitał zaufania społecznego jest obecnie marnotrawiony przez instytucje publiczne – a to bardzo źle, szkodliwie dla nas, dla ludzi, dla społeczeństwa! I zgadzam się również z tym, że powinnością nauki jest budować ciągły proces udowadniania wcześniej potwierdzonego – że instytucje nie powinny oszczędzać na takich właśnie badaniach! I z tym, że fundamentem takich właśnie badań musi być sceptycyzm – a jest to zdobycz intelektualna XVIII w. i epoki oświecenia, i błędem oraz olbrzymią stratą jest wyrzekać się współcześnie tej zdobyczy, “spuszczać ją w sedesie”.

                • Adam Bielański

                  Za wyjaśnienia dziękuję.

                  Na koniec tylko wyrażę swój pogląd: skoro wyjaśnienia były potrzebne (nie tylko mnie, jak widać w komentarzach), to może to wskazywać, że coś z samą konstrukcją artykułu jest nie tak – przez co artykuł sugeruje innego, niż Twoje wyjaśnienia, mimo że wyjaśnienia te obficie cytują artykuł.

                  • Tu – pełna zgoda z mojej strony: nasze (dziś akurat Zbigniewa) artykuły nie są doskonałe, ponieważ (jak każdy człowiek, nie robot, błądzimy i poszukujemy różnych, świeżych form narracji). Dlatego właśnie stanęłam w obronie Zbigniewa – nie z powodu jego narracji zastosowanej w artykule, tylko dlatego, że wiem, jak bardzo słuszny, wartościowy społecznie jest jego sceptycyzm.

                    Ponownie: pozdrawiam 🙂 .

  2. Czytając ten tost czuję wyraźny dysonans poznawczy.
    Cytuję: “Szczepienia są skuteczne – to obiektywnie stwierdzony fakt.”
    Prawda, tylko że ruch antyszczepionkowy tego nie podważa. Ruch twierdzi, że niektóre szczepionki są po prostu szkodliwe, a nawet niebezpieczne dla życia. To zbiega się z doniesieniami medialnymi (także w mediach głównego nurtu) o dziwnych przypadkach po zastosowaniu szczepionek.
    Ludzie nie chcą już słuchać (i mają 100% rację) filozoficznych gadek (jak Pańska) jak to generalnie szczepienia są skuteczne, ale chcą mieć pewność, że konkretna szczepionka pomoże ich dziecku bez skutków ubocznych (sic!), które mogą być gorsze od np. odry czy świnki.
    Ludzie wiedzą dwie rzeczy:
    1. Koncerny farmaceutyczne to przedsięwzięcia biznesowe nastawione na zysk. Nie jest w ich interesie odejście od szczepień niepotrzebnych (choć nieszkodliwych). Całkiem spora i ciągle rosnąca grupa ludzi wierzy, że koncerny farmaceutyczne nawet w przypadku wiedzy o szkodliwości niektórych szczepionek nie zaprzestają ich oferowania do sprzedaży. I podają przykłady!!!
    2. Ludzie wiedzą ( i jest to wiedza potwierdzona, pewna), że niektórzy lekarze biorą udział w tym wzmiankowanym wyżej procederze koncernów farmaceutycznych, za stosowną zachętą, ma się rozumieć.
    Ludzie oczekują, że instytucje państwowe oraz instytucje i osoby zaufania społecznego nie będą ich karać, strofować od ciemnogrodu itp., ale wiarygodnie wyjaśnią wszelkie wątpliwości i WEZMĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ za skutki stosowania szczepionek.
    Jeżeli jest państwowy przymus to musi być i państwowa odpowiedzialność.
    Na koniec wróćmy jeszcze raz do twierdzenia: „Szczepienia są skuteczne – to obiektywnie stwierdzony fakt” i sprecyzujmy, że owszem to prawda ale tylko w krótkim i średnim okresie. Pytanie czy przypadkiem przez szczepienia nie upodabniamy się do przedkolumbijskich Indian? Czy szczepionki nie osłabiają – per saldo – naszej naturalnej odporności? Tutaj jest pole dla nauki, dla lekarzy.
    Pan proponuje nam tutaj Autorze, jakąś propagitkę. Nie wątpię, że koncerny farmaceutyczne po cichu ją sfinasują.

    • Szanowny Panie,

      autor tego artykułu odnosi się do idei szczepień – która na pewno jest skuteczna; właśnie dzięki szczepieniom pozbyliśmy się z planety Ziemia choroby o nazwie ospa prawdziwa (eradykowaliśmy tę chorobę). Ta choroba nie zniknęła z ziemskiego globu z innych przyczyn – została wyrugowana wskutek szczepionki. Polemika z tym faktem jest awykonalna – jeśli miałaby być merytoryczna. Możliwa jest natomiast – jak zawsze – polemika emocjonalna, a nawet histeryczna, ale tym rodzajem dyskursu i formułą wypowiedzi redakcja Tostera Pandory nie jest zainteresowana.

      Autor tego artykułu stanął, owszem, po stronie idei szczepień, lecz umknęła Panu najistotniejsza wartość i sens logiczny tego artykułu: autor podjął wysiłek skłonienia środowisk naukowych do wyjścia naprzeciw ludziom, czyli potrzebom społecznym – autor postuluje tu, iż naukowcy, w tym: lekarze, są zobligowani i moralnie, i intelektualnie do wnikliwego, ponownego zbadania tematu szczepień i dostarczenia dowodów naukowych, wniosków płynących z tych badań do opinii społecznej. To bardzo ważny postulat, a autor za jego pośrednictwem zajął stanowisko po stronie dobra społecznego, po stronie obywatela!

      Idea szczepień nie wymaga, nie potrzebuje dyskusji, i dlatego też autor powyższego artykułu tej dyskusji czytelnikowi nie proponuje – ponieważ rozmawiać możemy jedynie o składzie chemicznym poszczególnych (konkretnych) preparatów, przechowywaniu szczepień oraz o jakości procedur medycznych (podających szczepienia), ale nie o tym jest ten artykuł, proszę Pana. Autor wskazuje jedynie na potrzebę rozliczania hermetycznych i leniwych środowisk naukowych z ich intelektualnej inercji!

    • Czytając Pana wywód mam dysonans poznawczy:
      z początku przypuszcza Pan niemoralność koncernów, z drugiej strony współpracę lekarzy uważa Pan za pewną. Skoro nie wiadomo, czy jest spisek, to i pewności co do współpracy lekarzy również nie ma. Przeciwne twierdzenie to błąd logiczny.

      Jednak kluczowe jest to, co Pan powiedział o “filozofowaniu” – niemającym z filozofią nic wspólnego. Jestem tutaj po to, żeby głośno powiedzieć, że tak – dyskusja z Panem jest potrzebna, wręcz niezbędna – trzeba udowadniać po raz wtóry konieczność szczepień – skoro ma Pan wątpliwości. Ma Pan prawo do tych wątpliwości, tego nikt Panu nie odbiera.

      Odpowiedzialność jest tylko obywatela drogi Panie i proszę nie nadużywać tego słowa – skoro jest przymus i jest on nieuzasadniony to można i należy ten przymus demokratycznie podważyć – co też Pan czyni i dlatego instytucje państwa muszą dać Panu odpór, bo muszą być również profesjonalne, a nie tylko populistyczne jak politycy – dopóki ten przymus nie zostanie ustawą zniesiony, to Pan, jak i ja jesteśmy za niego współodpowiedzialni – nie koncerny, Pan osobiście i proszę się tego nie wypierać.
      Ja dobrze się czuję z tą odpowiedzialnością – Pan nie i tym się różnimy, ale to nie ja mam zadanie z Panem dyskutować – nikt mi za to nie płaci, ani nie imputuję mieć do tego jakichś szczególnych kompetencji. Po prostu uważam, że muszą istnieć systemowe kanały komunikacji z ludźmi pełnymi wątpliwości i zacietrzewienia. Takie to są już tej dyskusji prawa i warunki – w końcu sprawa jest emocjonalna, bo angażuje zdrowie dzieci.

      Jest Pan przykładem na zjawisko, które opisuję, bardzo się cieszę że są ludzie tacy jak Pan i bardzo żałuję, że nie ma Pan adwersarzy instytucjonalnych – specjalistów. To chciałem przekazać – a w szczegóły techniczne szczepień – nie wnikam.

      Miłego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *