Autorytarne zaburzenie osobowości

autorytarne zaburzenie osobowości

Zdumiewający brak zainteresowania polskich elit politycznych głosem społeczeństwa, nie ma sobie równych w żadnym innym państwie mieniącym się d e m o k r a t y c z n y m. Milionowe petycje, głosy ludzi w internecie, w prasie, czy nawet statystyka, nie są w stanie przekonać ludzi z tych elit, iż mają do czynienia z czymś godnym uwagi. Ma się to tak samo w stosunku do partii rządzącej, jak i do jej pseudo opozycji. Mówiąc „pseudo opozycja”, mam na myśli to, iż partia ta, tak jak i rządząca, ma w nosie, co mówi do niej społeczeństwo, a treścią jej walki opozycyjnej nie jest los społeczeństwa, tylko personalnie osoby z partii rządzącej oraz permanentna krytyka tejże, granicząca czasem ze zdrowym rozsądkiem.

Obydwie te partie, a jak na razie tylko one się liczą na naszym rynku politycznym, popisały się niejednokrotnie kompletną pogardą w stosunku do czynnika społecznego, tak jakby punktem honoru każdej z nich było działanie wbrew woli społeczeństwa. Obie partie są w pełni wodzowskie i rządzą się autorytarnymi zasadami.

autorytarne zaburzenie osobowości 1

(Osobowość autorytarna (autorytaryzm) – rodzaj osobowości, w którym jednostka wykazuje silne predyspozycje do akceptowania i podzielania antydemokratycznych przekonań, uwidaczniających się w konserwatywnych poglądach i postawach, a także w postrzeganiu świata przez pryzmat stereotypów i schematycznego „sztywnego” rozumowania. Dla osobowości autorytarnej charakterystyczna jest rezygnacja z własnej oceny zjawisk i podpieranie się autorytetem znanej osoby dla wyjaśnienia swoich poglądów i działania. Badania nad osobowością prowadził Theodor Adorno, który stworzył dla jej badania skalę F (od faszyzm). Jako cecha osobowości autorytaryzm charakteryzuje się respektem dla władzy, tendencją do idealizowania obrazu własnej grupy społecznej i karania osób naruszających obowiązujące normy, stereotypizacją postrzegania relacji społecznych i członków innych grup. Używany czasami termin Autorytarne zaburzenie osobowości nie jest uznawane za zaburzenie lub chorobę w obowiązującej obecnie klasyfikacji zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania) – do skonstruowania tego opisu jako materiał źródłowy posłużyła Wikipedia.

Obie partie popisały się nie tylko przeniesieniem tych metod na relacje ze społeczeństwem, ale nawet w stosunku do własnych członków postępują podobnie. W obydwu z nich nastąpiły spektakularne wycięcia tych członków partii, którzy swoją popularnością zagrażali naczelnemu wodzowi. Świadczy to o zupełnym niezrozumieniu zasad demokracji nie tylko w stosunku do społeczeńtwa, ale nawet w stosunku do własnej partii. Jako zabawny należy dodać wątek, iż ile razy w mediach pojawia się naczelny wódz partii opozycyjnej, tyle razy jej wynik wyborczy leci na łeb, na szyję.

Nie mam złudzeń co do ludzi polityki; wiem, jacy są i jakimi chcą się przedstawić, ale tu już nie chodzi o pozory czy manipulację. To głębszy problem, polegający na kryzysie wiary w sens demokracji u elity politycznej, dlatego też coraz częściej mówi ona nie o państwie demokratycznym, a o państwie prawa.

A skąd taka zmiana ciężaru jakościowego? Ano stąd, iż każda elita musi uzasadnić coraz bardziej rozbudowaną nomenklaturę oraz biurokrację, będącą prawdziwym zapleczem politycznym aktualnie rządzącej sałatki partyjnej.

Jak to wygląda gdzie indziej?

Zdumiewającą funkcję posiada amerykańska demokracja, mimo iż, jak wiadomo, jest trudna do spełnienia w zakresie stawianych jej warunków, to jednak amerykanie starają się ją traktować poważnie. To nieco różni Polaków od Amerykanów. Potężne mocarstwo USA stać na to, aby postawić serwer, który służy głównie temu, aby obywatele postulowali do państwa w formie zbierania podpisów pod różnego rodzaju ideami. A ponieważ jest to Internet, więc zgodnie z jego zasadami liczy się masowość zjawiska. Jedne postulaty są zabawne, inne poważne, ale każdy, który przekroczy 25 tysięcy podpisów, ma prawo oczekiwać na odpowiedź poważnego przedstawiciela władzy. I tak się też stało, kiedy 33 tysiące obywateli amerykańskich postanowiło poprzeć swoim podpisem ideę budowy przez Stany Zjednoczone „Gwiazdy śmierci”. Idea ta przeniesiona z Gwiezdnych wojen spotkała się z poparciem obywateli, którzy szukali w ten sposób rozwiązania ostatecznego dla, wciąż trwającego, wyścigu zbrojeń. Abstrahując od absurdalności tego pomysłu, należy zwrócić uwagę, iż każda idea uzyskująca szerokie poparcie społeczne, staje się jakąś historią, jakąś wartością samą w sobie, podlegającą komentarzom i badaniom. Jak natomiast zachował się rząd amerykański?

Nie zignorował 33. tysięcy swoich obywateli i nie poinformował ich, że ma na głowie kryzys, Talibów, bezrobocie oraz dewaluację dolara, o wariatach biegających z bronią – nawet nie wspominając, tylko postarał się o logiczną, niepozbawioną dowcipu odpowiedź.

Jak zachowałby się polski czterogwiazdkowy urzędnik państwowy? Czy przyszłoby mu do głowy odpowiedzieć? Czy zechciałby się zniżyć do poziomu zwykłego obywatela i postarać się o zręczną odpowiedź, o której moglibyśmy powiedzieć, że nie była dla nas poniżająca? Śmiem wątpić.

Mam wrażenie. iż urzędnik amerykański nie przestaje być obywatelem i w dalszym ciągu czuje się częścią społeczeństwa, dla którego pracuje. Co więcej – wie, iż w ten sposób nie wyrzeka się praw, które jako tegoż obywatela także go chronią. Nie gloryfikuje na ślepo systemu amerykańskiego i zdaje sobie sprawę, że także w nim jest mnóstwo nieprawidłowości oraz nadużyć, o czym świadczą niektóre  z wybuchających tam afer. Jednakże poddaję ten przykład pod rozwagę, mając na uwadze naturalność zachowań społecznych w tym systemie.

Konfrontuje to z naszymi schematami reakcji, gdzie napuszone celebrowanie własnego stanowiska i funkcji jest cechą charakterystyczną dla prowincjonalności myślenia każdego kandydata na zbawcę świata i własnej kieszeni. Prowincjonalność ta objawia się  nie tylko w okazywaniu społeczeństwu i obywatelowi swej urojonej wyższości, ale przede wszystkim w przekonaniu, iż urząd niejako namaszcza urzędnika i staje się on w ten sposób wartością nadrzędną, do której nie stosują się zasady powodujące resztą społeczeństwa.

Nasz urzędnik nie bierze pod uwagę ani możliwości wynikających z bezpośredniego kontaktu z obywatelem, ani też nie jest mu to do niczego potrzebne, ponieważ nie jest od niego w żaden sposób uzależniony, a co więcej, spoufalanie się z obywatelem mogłoby mu zostać poczytane za brak profesjonalizmu, a nawet za działanie sprzeczne z wewnętrznym kodeksem zachowań urzędu.

Polskiemu urzędasowi nie przeszkadza milion podpisów, nie przeszkadza mu nawet powszechna opinia, jedyne, czym może być zainteresowany, to ewentualnie łapówką.

Dlaczego tak się dzieje?

Ano dlatego, iż elity nami gardzą, i to głęboko.

Leonard Jaszczuk

Oto fragment cytowany z programu MaxTVNews na Youtubie, autorstwa Mariusza Maxa Kolonko, opowiadający o naszych elitach medialnych:

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *