Birdman (2014) – Gorzka walka o uznanie w złudnie słodkiej polewie

Birdman-Gorzka-walka-o-uznanie-w-złudnie-słodkiej-polewie

Rok 2014. upłynął pod znakiem dwóch filmów ukazujących prywatny, odśrodkowy dramat artysty i jego bólu istnienia – Whiplash i Birdman. Oba godne są uwagi i próby wyciągnięcia własnych wniosków, ale wyraźne różnice między nimi wzbudzają żal, iż powstały w jednym roku i zmuszone były konkurować ze sobą. Oscar za rolę cudnego tyrana – kontrowersyjnego mentora w akademii muzycznej – przypadł, na pewno słusznie, J.K. Simmonsowi (przeczytaj także recenzję Whiplash na Tosterze Pandory), natomiast doskonały w Birdmanie Michael Keaton, odchodzi z oscarowej gali z pustymi rękami, ach, jakaż wielka szkoda…

Szkoda, bo wyjątkowy obraz filmowy pt.: Birdman, to jakoby opowieść o samym Keatonie, który dwukrotnie wcieliwszy się w komiksowego Batmana, w ten właśnie sposób został przez szeroką publiczność zapamiętany. Tytułowy Birdman jest starzejącym się aktorem nazwiskiem Riggan Thomson, który wystawiając sztukę na Broadwayu, krwiście walczy o prawdziwe uznanie, o zaakceptowanie jako wartościowego artysty. Pragnie uwolnić się od cienia Birdmana, którego grał w młodości, i odejść ze sceny jako wytrawny aktor, a nie „maskotka”. Ta walka tylko z wierzchu zdaje się zabawna, żartobliwa, potraktowana z przymrużeniem oka, ponieważ w rzeczywistości reżyser Birdmana nie puszcza do nas żadnego oczka. Traktuje nas, widzów, śmiertelnie poważnie, każąc nam głęboko zastanowić się nad tym, dlaczego nie dostrzegamy prawdziwych artystów wokół swojej osi, dlaczego bogactwo ich wytężonej pracy tak ochoczo omija naszą percepcję, dlaczego zbyt łatwo chwytamy się na haczyki w postaci kolorowych, lekkich, często komiksowych dzieł, pozostając ślepymi na, kryjące się za maskami, realne niepokoje twórcze i osobiste wojny artystów o to, by nie rozpłynąć się na naszych oczach, by odcisnąć na łamach historii sztuki swój oryginalny ślad…

Thomson to bohater bez wątpienia tragiczny, jak sam kreujący go Keaton – dlatego żal, że Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego w roku 2014. otrzymał Eddie Redmayne za rolę chorego na stwardnienie rozsiane naukowca Hawkinga („Teoria wszystkiego”), a nie Keaton. Wobec ról takich jak kreacja Redmayne’a, Akademia nigdy nie chce być obojętna, i w sumie trudno się temu dziwić, ale przykro, że niedocenionymi pozostają tacy jak Keaton, który w Birdmanie udowodnił jednoznacznie, że jest Aktorem przez wielkie A, potrafiącym oddać dojmujący dramat postaci, mimo że dramat ten momentami przypomina zabawną burleskę, a momentami wręcz ilustracyjny dowcip, prostolinijny żart…

Birdman-Gorzka-walka-o-uznanie-w-złudnie-1

Porzućmy jednak bezpłodne żale nad decyzjami Akademii za wyróżnienie dla najlepszego aktora pierwszoplanowego i powiedzmy, że Oscary dla Birdmana za:

  • reżyserię – Alejandro González Iñárritu,

  • najlepszy scenariusz oryginalny – Alejandro González Iñárritu, Alexander Dinelaris, Armando Bo, Nicolás Giacobone,

  • najlepsze zdjęcia – Emmanueal Lubezki,

  • najlepszy film,

są w pełni uzasadnione i sprawiedliwe przyznane.

Birdman naprawdę jest najlepszym filmem 2014. roku, o ile nie kilku ostatnich lat. W czasach królowania pop-kultury i w negatywnym rozumieniu tego miana, Birdman jawi się dziełem, które błyszczy jak diament. W odmętach pustosłowia i mamienia widza próżnymi efektami specjalnymi, ten film miażdży siłą prawdy – opowiada bowiem o prawdzie, scena za sceną wsączając się do naszej świadomej wyobraźni, by mieszać realność z teatrem i teatr z życiem. Doskonałym przykładem tego kalejdoskopu wrażeń estetycznych i intelektualnych, w którym prawda i teatr pełnią naprzemiennie, a wręcz równolegle, role tych samych barwnych szkieł, niby komiczna bójka Keatona i jego głównego przeciwnika, świetnego Edwarda Nortona, kusi naturalizmem i ujmuje kalibrem walki na śmierć i życie, której oddaje się dwóch „chłopców”. Doskonała praca kamery i unikatowe ujęcia, które podążają za równie doskonałym scenariuszem, uwypuklają dobitnie talent niezastąpionego tu Keatona – będącego jednym z najbardziej niedocenionych talentów sztuki filmowej, którego nie podziwialiśmy dotychczas za dramatyzm, jawność, klarowność kunsztu aktorskiego, a jedynie za role „kostiumowe”, w filmach co prawda mistrza, ale wyłącznie komiksu, Tima Burtona („Sok z żuka”, „Batman” i „Powrót Batmana”). Tym razem nareszcie mamy szansę zobaczyć, z jakim aktorem mamy do czynienia, ponieważ spisał się do tego stopnia perfekcyjnie, że cała plejada wspaniałych aktorów zaangażowanych do tego filmu, zdaje się jedynie budować dla niego tło – najlepsze z możliwych, lecz niemniej tło. Tragiczny, podstarzały, a jednak wciąż szalony w marzeniach i idealistycznym pragnieniu bycia ukochanym przez tłumy, bohater Keatona jest wielowymiarowy, chwytający za serce, boleśnie inteligentny i zmuszający do myślenia. Keaton przedstawił go z cudownym dystansem do samego siebie, brawurowo nie bojąc się narażenia na śmieszność; jego bohater przekonywująco przepływa od wybuchów temperamentu do powściągliwości emocji i zaciskania zębów w skomplikowanej walce o swoją wielkość. Znosi upokorzenia z uśmiechem lub nie znosi ich wcale, bezlitośnie zakasując rękawy w drodze do kolejnych starć z całym światem – z widownią, z krytyką, i z samym sobą.

Birdman-Gorzka-walka-o-uznanie-w-złudnie-2

Ten bohater, to udręczony bólem istnienia, wielki przegrany, który czuje się jak żart, jak kpina, bez przerwy miotając się między tym, czego chce od niego publiczność i inni aktorzy, jak i była żona, aktualna kochanka oraz młoda-gniewna córka. W tej groteskowej defiladzie ludzkich potrzeb i ambicji, potrzeby i ambicje Thomsona są dla wszystkich najmniej istotne, dlatego w walce o bycie zauważonym, pozostaje on samotny. W tej samotni granica między prawdą a szaleństwem rysuje się cienko, a sukces albo klęska zależy wyłącznie od jednego człowieka, któremu nikt nie chce do końca zawierzyć, więc musi wierzyć sobie sam albo zniknąć bez echa. Czy jednak człowiekowi, który dla tej jednej sztuki na Broadwayu – dla ostatecznej chwili pięknej sławy – zastawia wszystko i wyrzeka się wszystkiego, wolno zniknąć faktycznie po cichu, bez echa? Nie. Jego labiryntowa, wielowątkowa podróż po utracone marzenia i przebrzmiałą chwałę wymaga poniesienia wielu ofiar – ale która z nich okaże się najważniejsza i decydująca, będziecie musieli rozstrzygnąć sami…

Birdman to wysmakowana filmowa uczta. Daniem głównym jest osobniczy dramat człowieka, który zdaniem świata powinien już się wycofać, dobrowolnie zejść ze sceny, a który walczy do ostatniej kropli potu, znosząc spektakularne wręcz upodlenia i wyrazy pogardy. Danie główne okrasza złudnie słodka polewa, która tworzy otoczkę czarnego humoru, a czasem po prostu – humoru, pozwalając nam na chwilę uśmiechnąć się z tej dramatycznej wycieczki przez labirynt ślicznych urojeń i trującego realizmu. Poleca się tę lekturę filmową każdemu głodnemu – treści we współczesnym kinie, zespolonej z przemyślaną estetyką, która nęci oko i ogniskuje myśli. Pod względem realizacji jest to dzieło mistrzowskie, pod względem gry aktorskiej – rewelacyjne; wielce cieszy też ostateczny wydźwięk, który pozostawia spore pole na indywidualną interpretację i który pozwala czuć się wobec całego filmu dokładnie tak, jak tylko masz ochotę. Ten film nareszcie nie traktuje widza jak idioty, udowadniając, że nie tylko kino niszowe czy offowe ma artystyczną rację bytu – szeroka publiczność również potrafi myśleć i mieć rację, a komercja, to niekoniecznie płytkie słowo, które odziera dzieło z artyzmu.

No i Keaton, Keaton i jeszcze raz Keaton – albowiem wielkim aktorem Keaton jest!

Justyna Karolak

Birdman-Gorzka-walka-o-uznanie-w-złudnie-4

Birdman-Gorzka-walka-o-uznanie-w-złudnie-3

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *