Jak ja niecierpię Bożego Narodzenia!

Boże Narodzenie 1

Boże Narodzenie, czas depresji i smutku, czas uśmiechów, smakowitości i lukru…

Pokolenie dzisiejszych dwudziestolatków, a także trzydziestolatków, w większości obchodzi święta Bożego Narodzenia pomimo deklaracji, iż nie wyznają wiary chrześcijańskiej ani katolickiej. Tłumaczą swoje świętowanie pewnym dyktatem pokolenia swoich rodziców i dziadków – to te starsze pokolenia egzekwują od młodych kontynuowanie bożonarodzeniowej tradycji, to tym pokoleniom młodzi nie chcą sprawiać przykrości, dlatego wciąż biorą udział w strojeniu choinki, w dzieleniu się opłatkiem, w przygotowywaniu, a na pewno w konsumowaniu wigilijnych potraw. Wielu spośród młodych deklaruje ateizm, ale co roku wypowiada te same czy bliźniaczo podobne życzenia, łamiąc się „ciałem Chrystusa”. Wielu deklaruje ateizm, lecz znaczna część z nich ochoczo zmieni zdanie – za kilka lat, kiedy powije własne dzieci, albo kiedy, „nie daj Bóg”,  członek rodziny zapadnie na ciężką chorobę, czy w rodzinie wydarzy się inny, autentyczny dramat. Wówczas ogrom ludzi zwróci się intuicją i myślą w stronę niepoznanego, mistycznego pierwiastka sprawczego, w którego pieczę nad światem, miło jest ufać, czerpiąc nadzieję i pocieszenie choćby z odruchów swojej duchowości.

Łatwo jest brzydzić się Kościołem (katolickim), gdy w materiałach na Youtube prym wiodą agresywne starsze panie w dobrze wszystkim znanych, charakterystycznych beretach. Kiedy na przykład, wielce dojrzała pod względem duchowym, „frakcja katolowa” z mocą buldożera ładuje się do teatru, strasząc publiczność doskonale wyeksponowanymi krucyfiksami z ukrzyżowanym cierpieniem, sprawnie bojkotując obrazoburczy względem ich boga spektakl pod tytułem Golgota Picnic. Równie łatwo przychodzi młodym śmiech z arcymistrzowskich pod względem komizmu występów księdza nazwiskiem Natanek, który wymieniając w porządku alfabetycznym wszystkie „szatańskie koledże”, wzbudza szczery śmiech i najszczersze niedowierzanie. Te wszystkie kpiąco-krytykujące współczesny Kościół postawy przychodzą nam nader ochoczo i naturalnie, bo tyle jest moralnego brudu we współczesnym katolicyzmie i w katolickiej części społeczeństwa, iż doprawdy ciężko się dziwić, że zdecydowana większość młodych ludzi ma bożonarodzeniową, „hipokrytyczną szopkę” głęboko w nosie. Ale już akt apostazji występuje w młodych pokoleniach niezwykle rzadko, w zasadzie praktycznie nigdy.

W polskim społeczeństwie nadal – także w młodszych i młodych pokoleniach – znakomicie funkcjonuje obyczajność pod tytułem: jedno myślę, drugie deklaruję, trzecie robię. Mówiąc, iż jestem ateistą, najczęściej jestem agnostykiem, równie często zwyczajnie nie potrafię określić, w co wierzyć, dlatego poszukuję swojej duchowej i filozoficznej ścieżki po cichu, ale jeszcze nie wiem, nie mam pomysłu, w którą stronę dosadnie podążyć. Mówiąc, że nie jestem katolikiem, mimo że nie zdobyłem się na apostazję, w rzeczywistości mam na myśli, że brzydzę się agresywnością, zaślepieniem nienawiścią i nietolerancją starszych pokoleń wyznających katolicyzm. Mówiąc, że niecierpię świąt Bożego Narodzenia, naprawdę chcę powiedzieć, że nie znoszę pop-kulturowego blichtru i marketingu wokół przedświątecznych przygotowań, czyli tego wszystkiego, co wylewa się ze wszelkich sklepów, galerii handlowych i nachalnych reklam.

W swoim byciu jakże światłym, wykształconym, czytającym i mądrym, zapominamy o podstawach każdej wiary. Podstawami tymi są naturalne, prastare potrzeby intelektualne i duchowe człowieka. Wśród nich – potrzeba ustanawiania rytuałów i za ich pośrednictwem czczenie pewnej wspólnoty międzypokoleniowej, która to potrzeba od wieków była i ciągle jest silna, podskórna, prawdziwa i dojmująca.

Współczesność rysuje się przed nami ogromnie plastycznie i szeroko. Nikt niczego nie musi, każdy może wiele albo nieomal wszystko. Fakt, że jesteśmy otwarci na świat i chcemy poszukiwać dla siebie nowych furtek i kultywować nowym, innym prawdom, niekoniecznie musi blokować dla nas uczciwy udział w świętach Bożego Narodzenia. Większość z nas bardzo dokładnie pamięta pierwsze choinki w życiu, czas dzieciństwa, kiedy zetknęliśmy się z ubranym i rozświetlonym drzewkiem po raz pierwszy, drugi czy trzeci. Często dopiero kiedy sami stajemy się rodzicami, zwracamy się myślą do tych wspomnień i nie chcemy odmawiać swoim dzieciom doświadczenia tego szczególnego, świątecznego piękna, tej kolorystycznej magii dookoła domowej krzątaniny, odkurzania służących nam co roku brokatowych cudów w postaci bombek; chwyta nas wzruszeniem za gardła taki etap życia, w którym zaczynamy dopytywać babcię o stary, rodzinny przepis na wigilijne pierogi, bo świetnie pamiętamy, że tylko te pierogi zawsze smakowały najlepiej, najcudowniej, aż łza kręci się w oku. Pragniemy pokazać własnemu dziecku te same obyczaje – nie do końca religijne, po prostu obyczaje i osobnicze rytuały, będące magicznym mechanizmem dokładnie naszego domu rodzinnego, z niego się wywodzące. Chcemy, by nasze dzieci je poznały, zasmakowały ich, żeby przejęły od starszyzny wszystko to, co w naszym własnym dzieciństwie uznaliśmy za własne, czego we wczesnej młodości się wyrzekliśmy, do czego nagle zatęskniliśmy i wspomnieliśmy z pięknym sentymentem, bo dopadła nas świadomość, że babcia, tak samo jak mama i tata, nie będą żyli wiecznie. Pewnego dnia odejdą, a wraz z nimi cała świąteczna otoczka, owa magia, ich radość ze świąt, ciężka praca i wiara.

Świadome odrzucenie określonego wyznania kładzie się poległe pod słodkim jak lukier ciężarem świątecznych wspomnień. Bycie człowiekiem uduchowionym, to zgoła co innego, niż bycie człowiekiem religijnym. Znalazłeś kiedyś starą, zakurzoną walizkę na strychu, a w niej – historyczny – zbiór bombek, choinkowych ozdób, splątanych lampek, papierowych łańcuchów, własnoręcznie klejonych razem ze starszym bratem, który złośliwie podprowadzał Ci klej i nożyczki? Wydobyłeś z czeluści tej walizy jedną po drugiej, niezapomnianą bombkę? Ta bombka pochodzi sprzed dziesięciu lat, ma ohydne zadrapanie w poprzek, bo właśnie z okazji tamtych świąt Bożego Narodzenia – rodzice podarowali mi wymarzonego psa. Żywiołowe, nieokiełznane jeszcze szczenię znienacka dopadło do tej walizki rozłożonej na stole, kiedy razem z mamą ubierałem choinkę. Zepchnęło tę walizkę na podłogę, różne szklane cuda się rozsypały. Mama się wściekła, bo zrobił się szklano-brokatowy bałagan, a przecież tego dnia o świcie wypastowała podłogi. Piesek skulił się w kącie, położył po sobie uszy. Było Ci przykro, bo dwie Twoje ulubione bombki stłukły się na drobny mak, a na trzeciej – powstała ta ohydna rysa, która dzisiaj czyni ją nieskazitelnie piękną. Trzymasz teraz tę bombkę w ręku i uśmiechasz się do niej najszczerszym, najpiękniejszym uśmiechem, jaki kiedykolwiek widział świat. Po policzkach spływają Ci łzy szczęścia i smutku za tymi, których już nie ma – cóż za ambiwalentne, niesamowite uczucie… Chciałbyś, żeby wciąż byli. Nic nie poradzisz. Myślisz jednak, że na szczęście ileż dobrego po nich pozostało – w Twojej pamięci – nieustająco żywe. Na śmierć zapomniałeś o tej walizce, poszedłeś na strych w innej sprawie, odkryłeś ją przez przypadek. Ależ odkrycie! Tkwisz w kurzu, klęczysz na brudnym strychu, dzierżysz w dłoniach zapomniane, szczęśliwie odnalezione, najdroższe na świecie skarby!

Kiedy mówisz, że niecierpisz Bożego Narodzenia, zastanów się dogłębnie, czego naprawdę niecierpisz. Tego katalogu wzruszających rys, drobnych i wielkich wypadków Twojej własnej przeszłości, które Cię ukształtowały? Zapachu wypastowanych podłóg, po których radośnie się ślizgałeś, ignorując upomnienia mamy, że nie wolno? Szelestu ozdobnych papierów, w które rodzice w środku nocy, aby z całym bożonarodzeniowym spektaklem zdążyć na czas, abyś miał niezapomnianą niespodziankę, pakowali upominki, a Ty udawałeś, że śpisz, że nie słyszysz tego szelestu, żeby sprawić rodzicom przyjemność, że jeszcze wierzysz, że to nie oni, że Mikołaj? Czego naprawdę nienawidzisz? Na co jesteś aż tak potężnie uczulony? Na zapach domowych, babcinych wypieków, na jakie Ty nigdy nie masz czasu?…

A może – to na siebie jesteś uczulony? Albo na życie? Może złościsz się, że nie masz na staroświeckie święta czasu, czy umiejętności, aby przygotować je tak wspaniale, jak potrafili to Twoi dziadkowie lub rodzice? Może ciskasz się, bo jesteś samotny i zagubiony? Może złościsz się na siebie za to, jaki stałeś się racjonalny i logiczny? Może nie umiesz odkurzyć i wydobyć z dna siebie szczęśliwego, ufnego dziecka i żal Ci wiary, którą z premedytacją odrzuciłeś?

Każda deklaracja wymaga zdecydowanej konsekwencji, a wysławiać należy ją z pieczołowitą i głęboko przestudiowaną precyzją. W przeciwnym razie pozostaje ona jedynie infantylnym, miałkim jak bańka mydlana, chwilowym kaprysem rozpieszczonego dziecka.

Z pokorą

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Kiedy powije się własne dzieci – „kiedy członek rodziny zapadnie się na ciężką chorobę, czy w rodzinie wydarzy się inny, autentyczny dramat. Wówczas ogrom ludzi zwróci się intuicją i myślą w stronę niepoznanego, mistycznego pierwiastka sprawczego, w którego pieczę nad światem, miło jest ufać, czerpiąc nadzieję i pocieszenie choćby z odruchów swojej duchowości.”
    I tego się trzymajmy, bo według moje subiektywnej opinii ma Pani rację – mądra Pani – „niepoznany, mistyczny pierwiastek sprawczy” istnieje, ale obrazą dla niego jest nazywać go Bogiem. Wiedza o Nim jest tak zaawansowana, że jeszcze dla nas niedostępna, nie ma więc sensu, aby prymitywny ludzki gatunek chwalił się wszem i wobec, że ma jakiekolwiek pojęcie o tym jakie są życzenia lub co gorsza właściwości – Boga.

    Fascynacja absolutem jest cechą ludzi niezwykłych – ciekawych, lecz teologię się „uprawia” w celach czysto komercyjnych:
    „Tak jest odkąd jedna małpa wmówiła drugiej, że On powiedział: że ma jej oddać swojego banana.”
    Rust – True Detective

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *