Bum nr 2 – O Głupcach we mgle

O Głupcach we mgle 5

Z cyklu o różowej mgle – Bum nr 2

Cykl poświęcony naturze i skutkom różnych eksplozji – bum, bum, bum: odcinek drugi. O Głupcach we mgle.

Niejaki pan Wiszniewski, swego czasu będący dziekanem Wydziału Filozoficznego na Uniwersytecie Jagiellońskim, dawno temu napisał pracę zachwycającą, której pierwszy rozdział – Głupstwo i rozmaite jego odcienie – zawiera, malowniczą wprost, klasyfikację głupców maści dalece różnorodnej, acz powszechnie spotykanej.

Na głupocie myśl ludzka ogniskowała się oczywiście już znacznie wcześniej, „chwalił” ją bowiem Erazm z Rotterdamu, istotę głupoty uchwycić marzył Kant, ja zaś, zainspirowana ich doświadczeniem naukowym, filozoficznym, pisarskim – także o głupocie spostrzeżeń autorskich i wniosków kilka uformować postanowiłam…

Było to bodaj w roku 1837., gdy rzeczony Wiszniewski (w  ww. pracy swej pt.: Charaktery rozumów ludzkich) stwierdził na przykład, iż istnieje typ człowieka głupiego o nazwie „gap”, a jest nim mianowicie osobnik, któremu „wszystko łopatą w głowę kłaść trzeba”.

Istnieje i „łgarz”, czyli ten głupiec, który kłamie wyłącznie dla przyjemności.

„Człowiek ciemny” upiera się przy swoim zdaniu, a przejawia skłonność do fanatyzmu.

„Półgłówek” jak echo – powtarza cudze wypowiedzi, bo jego poziom intelektualny nie pozwala mu samodzielnie cokolwiek wymyślić, czy pojąć. Dla odmiany „półgłupiec” od czasu do czasu, gdy ani nikt, ani on sam się nie spodziewa, błyśnie swoiście celnym poglądem, osądem, dowcipem, lecz zda się ów błysk czystym przypadkiem, bo rozum półgłupca nie byłby w stanie zamoczyć w rezolutnym odkryciu nawet opuszki.

Wzrusza mnie jednakowoż „głupiec przeuczony”, którego cechuje „styl ciemny i zagadkowe wyrażenia”, przez niego samego poczytywane za głęboką mądrość.

Ileż lat zdążyło upłynąć od chwili ukucia powyższych definicji, a gapiów, łgarzy, ludzi ciemnych, półgłówków oraz półgłupców i głupców przeuczonych, uraczysz nadal na każdym kroku, w dosłownie dowolnej chwili, w drodze do pracy, w kolejce po świeże bułki, o świcie i o zmroku… Być może posługują się innymi, nowoczesnymi zwrotami, ale ich twarze, puste spojrzenia, tępe grymasy i intelektualna grafomania – pozostały wręcz cudownie, rzec by, archetypowe. I o ile, w zgodzie z zacytowaną klasyfikacją, głupiec przeuczony jawi się przede wszystkim zabawnie – najczęściej może Cię jedynie rozśmieszyć albo roztkliwić – o tyle człowiek ciemny bywa niebezpieczny, a łgarz – niesłychanie przykry.

Śmiem dodać, iż nawet gdybym przytoczyła w swoim artykule pełną klasyfikację głupoty autorstwa Wiszniewskiego, nie wyczerpałaby ona ani ilości dostępnych współcześnie naszej percepcji kolorów głupoty, ani liczby potencjalnych, iście poetyckich, metafor mogących głupotę opisać. A logarytm szkicujący aktualną, dwudziestopierwszowieczną głupotę, wydaje mi się – niestety – wciąż rosnący. Dawniej głupca od mędrca udawało się przynajmniej skutecznie oddzielić wykształceniem, dziś natomiast ludzie po studiach zbyt często pozostają najzwyklejszymi pod słońcem idiotami, zaś tapetować, spawać i kłaść papę na dachy – nie ma komu.

Dawniej, żeby uzdrawiać, leczyć, stosować terapie i wykonywać zabiegi na ciele pacjenta, należało najpierw przemierzyć pół globu, by dostać się do Avicenny i od tegoż mędrca pobrać w złożonym procesie medyczne nauki. Dziś, by wstąpić w mury uczelni medycznej, wystarczy stosowna ilość punktów uzyskana na tak zwanym nowym rodzaju matury, nie trzeba doprawdy męczyć się dodatkowymi egzaminami na medyczne studia. Nikt nie sprawdza niczyich predyspozycji, powołania do danego zawodu, ni naturalnej ciekawości świata wynikającej bezpośrednio ze sprawności szarych komórek. Intelektualista stanowi obecnie miano puste i kruche jak skorupka po jajku. Inteligentnymi czują się byle kapuściane głąby i błazny, prowadzące „blogi modowe”.

Przykre, że wcale nie lepszą jakość rozumu prezentują grube rzędy, ba – całe rzesze psychologów, przemawiające do mnie prosto ze śniadaniowego telewizora. Spotkać w Polsce mądrego psychologa, który faktycznie stara się być społecznie użyteczny, a wobec pojedynczego człowieka – empatyczny, to niewysłowienie trudny do odkrycia, prastary skarb. Rozmowa z psychologiem przypomina najczęściej polemikę ze znikającym rozwolnieniem. Najgorsze, że zgodnie z aktualnymi trendami, niebawem psychologowie i psycholożki będą dodawani w formie miniaturowej do promocyjnych paczek proszków do prania i kostek margaryn w sieciach hipermarketowych – tyle polskie uczelnie ich wyprodukowały. Telewizor, a wraz z nim – śniadaniowego psychologa, w dowolnej chwili mogę wyłączyć, zakupów nie uda mi się równie skutecznie unikać. Jestem skazana na psychologiczne wsparcie, na eksperckie porady i wskazówki dotyczące wszystkich moich sfer życia, z intymnością na czele. Przecież to niemożliwe, żebym w sposób suwerenny dotarła do mojej własnej, mądrej recepty na życie – niemożliwe, że uczę się stale, codziennie, przebywając drobne poszczególne odcinki drogi życiowej, że sama buduję konkluzje na temat tego, co cenne, wartościowe, czyste, dobre, a co nie.

Współczesny świat spowija coraz ciaśniej różowa mgła…

Istnieje takie zjawisko: wybucha bomba, a jeśli w jej pobliżu przebywał człowiek, jego ciało zostaje rozerwane tak sprawnie i kompleksowo, iż strzępy organizmu unoszą się w powietrzu – niczym dziwna, delikatnie zabarwiona rosa lub chmurka. Zjawisko to określa się mianem „różowej mgły”, bo charakterystycznego odcienia kolorystycznego nadają – czerwona krew i wnętrzności.

Wszyscy głupcy, wysoko wykształceni ludzie bez wyobraźni, bez wyzwolonego umysłu, bez umiejętności korzystania z drzemiącej w każdym z nas intuicji, powtarzający zasłyszane hasła, slogany oraz wyuczone na pamięć definicje i cytaty; wszyscy głupcy emitujący dookoła swojej osi zakłamane lub spłycone pseudo informacje o życiu i świecie – wszyscy głupcy unoszą się nad powierzchnią realnej skorupy ziemskiej niczym przerażająca, wynaturzona, różowa mgła.

Głupcy – jak to głupcy – nie mają nic mądrego do powiedzenia, zupełnie jak różowa mgła. Ona także jest milcząca, niemyśląca, niewładna. Stanowi tylko krwawy, żałosny powidok życia, natomiast z racji samej definicji – z życiem niczego wspólnego mieć nie może.

Jak zatem walczyć z głupotą?

Kiedy niegroźna, nie ma potrzeby wypowiadać wojny. Niegroźną różową mgłę należy uładzić uprzejmym spojrzeniem. Wystarczy przyjrzeć się niegroźnej różowej mgle wyrozumiale, następnie odejść w swoją stronę.

A kiedy groźna – zarozumiała, bądź fanatyczna?

Wtedy rozświetl ją podręczną latarką, którą zawsze noś ze sobą, blisko serca. Spraw, żeby zła mgła uchyliła się przed strumieniem Twojego światła. Niech jak najszybciej osiądzie na gruncie, bezbronna i bezużyteczna, nie będąca już w mocy nikomu uczynić najmniejszej krzywdy.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *