Chiny – USA, czyli droga do wojny


Toster Pandory gorąco zaprasza do lektury niniejszego opracowania – to fascynujący materiał publicystyczny, poparty bogatą bibliografią (aż 50 pozycji!), zarazem osadzony w konwencji political fiction. Autor poświęciwszy miesiąc kwiecień 2018 r. na opisanie świeżych tez dot. dziedziny polityki i układu sił gospodarczych oraz militarnych na świecie, dokonuje niezwykłych analiz politologicznych, wskazując szereg cennych z merytorycznego punktu widzenia przypisów, i jednocześnie dzieli się z nami ciekawą wizją konfliktu zbrojnego, czyli wojny, która jego zdaniem może wybuchnąć na jesieni tego, a więc 2018 roku…

Chiny – USA, czyli droga do wojny: Plansza do gry

W opisywanym poniżej scenariuszu wojna amerykańsko-chińska rozpocznie się na przełomie września i października tego roku. Tego, czyli 2018 roku. Tak oto rozpocznie się prawdziwa historia XXI wieku, zawieszona na kołku przez ostatnie 30 lat. Doprowadzi ona do regresu handlu światowego oraz globalnego rozwoju gospodarczego – odtąd światowy rozwój gospodarczy będzie już dwubiegunowy: wschodni i zachodni. Powstaną strefy dominacji dwóch języków, chińskiego i angielskiego. Wojna tego rodzaju podzieli nawet Internet, bo kable światłowodowe można bardzo łatwo przeciąć, a znacznie trudniej połączyć.

Bezpośrednim powodem wybuchu wojny będzie agresja amerykańska w stosunkach z Chinami. Znana nam zimnowojenna geostrategia USA opierała się bowiem na założeniu, że nie można dopuścić do połączenia gospodarczego głównych krajów azjatyckich, a przede wszystkim Rosji i Chin oraz Indii. Co więcej, dominująca w ostatnich dekadach doktryna Zbigniewa Brzezińskiego zakłada, że połączenie potencjałów głównych krajów azjatyckich i głównego półwyspu tej masy lądu (zwanego Europą) będzie dla Ameryki zabójcze i trzeba mu zapobiec, nawet za cenę gorącej wojny. Ta analiza musiała zostać w 2016 roku podważona i zaktualizowana wraz z konstatacją, że Chiny mogą utworzyć tylko na zachodnim Pacyfiku wystarczający potencjał, aby dominować nad światem (tam mieści się obecnie się 60% światowego PKB) i nie potrzebują już do tego Europy (zwłaszcza zbiurokratyzowanej, socjalistycznej, dziczejącej i starzejącej się Europy).

Punkt ciężkości, po którym Amerykanie dopuszczą się rozpoczęcia gorącej wojny, przesunął się znacząco. Tak jak i wcześniej w historii, prawie 80 lat temu, to Ameryka doprowadziła do Pearl Harbor, blokując dostęp do surowców gospodarce Japonii (bez nich miała dwa lata życia), tak i teraz wojna zostanie wymuszona blokadą handlu morskiego na zachodnim Pacyfiku – przy braku własnej klasy średniej i odpowiednim zasobie lokalnych odbiorców, zdusi to gospodarczy potencjał Chin.

Chiny – USA, czyli droga do wojny: Uwaga metodologiczna

Istnieją tylko trzy źródła zmian na świecie wyrażane pytaniami: kto? Jak? Czym?

Na pytanie „kto?” odpowiedzią jest demografia, musi istnieć bowiem ktoś, kto poweźmie decyzję, oraz musi być jakaś grupa społeczna, której wola, czyli ukierunkowana liczebność, będzie mocą wszelkich przemian.

Na pytanie „jak?” odpowiedzią jest cywilizacja, kultura stanowiąca szczegółowy opis preferencji stanowiących, w jaki sposób, oraz pokazująca dynamikę, jak i wydajność przeprowadzanych zmian.

Pozostaje jeszcze technologia – odpowiedź na pytanie „czym?” zmieniany jest ten świat, za pośrednictwem jakich narzędzi i z dostępem do jakich energii (jakich rzędów wielkości jest to energia). Pytanie „czym?” w dzisiejszych czasach niestety dużo bardziej niż „kto?” obrazuje możliwości zmieniania. Działanie za sprawą maszyn jest bowiem wielokrotnie bardziej wydajne od ludzi (ich liczebności), w ujęciu możliwości zmieniania świata. A z każdym kolejnym energetycznym wynalazkiem ludzka mnogość relatywnie traci na znaczeniu. W takich oto warunkach obserwujemy tąpnięcie na szachownicy świata – przyszłość już nastała, jest ona tylko niewystarczająco zakomunikowana i rozłożona. Rzeczywistość „wymaga” więc wojny, aby przekonał się o tym każdy z nas.

Chiny – USA, czyli droga do wojny: Pozycja USA

Amerykanie przespali zmianę światowego lidera gospodarczego, która nastąpiła jeszcze w 2014, bo byli przekonani o własnej niekwestionowanej potędze. Stało się tak z powodu nieudolności ówczesnego prezydenta, zajmowania się wojną z pasterzami oraz z powodu, że Chiny bardzo aktywnie i mądrze ukrywały rozmiary swojego sukcesu i wzrostu gospodarczego. Zwłaszcza po kryzysie 2008 roku, kiedy wszystkim wskaźniki się posypały i wieszczono rychły upadek chińskiej „przegrzanej” gospodarki, ukrywano publikowanie kluczowych wskaźników gospodarczych w państwie środka oraz sztuczne utrzymywano nierynkową niemoc kursu juana (dzisiaj wymienianego także za ropę, za co przywództwo przecież utracił zarówno Saddam Hussein w Iraku, jak i rządzący Libią do 2011 roku Muammar Kaddafi).

Rezultat mógł być tylko jeden – wybór prezydenta na wojnę i na trudne czasy, który miał sprawić, że skończy się wolny handel. Wolny, czyli sprzyjający każdemu tym bardziej, im ktoś jest potężniejszy (gdy boisko jest równe – rynek bez barier to zwykły multiplikator siły; takie są prawa proporcjonalnych wzrostów dla gospodarczych atraktorów). Handel, który miał do tej pory w założeniu najbardziej rozwijać największą gospodarkę – Amerykę, stracił swój blask, gdy analitycy amerykańscy w połowie 2016 roku wyliczyli, że to Chiny są najpotężniejszą gospodarką świata. Chociaż oficjalne PKB Chin powinno przekroczyć PKB USA około roku 2025, a już jest większe niż PKB strefy euro [1], to nie sam produkt krajowy brutto jest tutaj najlepszym miernikiem. W rezultacie, w szczycie kampanii prezydenckiej w USA, tj. 9 października tego samego roku, wyciekły maile kompromitujące kandydaturę Hilary Clinton. Panujący establishment zakończył ośmieszający pochód ery polityczno-poprawnej dotowanej pajdokracji. Ameryka wybrała swojego nowego, agresywnego lidera – prezydenta, który świetnie spełniać się będzie w swojej roli…

Jest nią „America First!”, czyli projekt na dalszy ciąg utrzymywania świata pod miękkim, amerykańskim butem, bo nie można już tego robić bezproblemowo. Nowy prezydent przybył spóźniony o cztery lata – bo kolejna kadencja Obamy była błędem dyskredytującym intelekt decydentów USA. Nowy prezydent więc na początku wydawał się nadpobudliwy, realizując program [2], który miał jeszcze rację bytu jakieś dziesięć lat temu: jego pierwsze sześć decyzji podjętych w pierwszych dniach (sic!) prezydentury utwierdza w przekonaniu, że był to z góry ustalony szereg posunięć, realizowany według gotowego scenariusza, którego sam zainteresowany nie był autorem.

Po pierwsze zaostrzenie prawa do aborcji, ograniczenie wspomagania środowisk gejowskich, co w założeniu miało zwiększyć dzietność Ameryki na trudne czasy.

Po drugie Trump skończył z ochroną środowiska, wznowił budowę dwóch ropociągów (Keystone XL oraz Dakota Access Pipeline), a państwowa Agencja Ochrony Środowiska (Environment Protection Agency) prewencyjnie dostała zakaz wypowiadania się w mediach i finansowania badań nad monitoringiem i ochroną środowiska (sic!). Wypowiadając porozumienie paryskie o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla sprawił, że gospodarka przestała kierować się kryterium ekologii w ocenie wyboru źródła energii, sprowadzając problematykę do ekonomiczności danego źródła w danych warunkach. To nie jest tak, że przemysł ma odchodzić od źródeł odnawialnych, lecz stosować je tylko wtedy, gdy są tańsze. Ekologia nie jest bowiem opłacalna w krótkoterminowej perspektywie dla USA. Skoro szykują kraj na wojnę, liczy się tylko wydajność.

Po trzecie Trump cofnął Obamacare, czyli wyrzucanie pieniędzy na finansowanie agencji ubezpieczeniowych pod przykrywką dbania o zdrowie nieubezpieczonych, czyli nierobotnych Amerykanów. Zwiększył tym samym presję na wzięcie się do pracy – to dlatego wskaźniki gospodarcze oraz poziomu zatrudnienia rosną z każdym rokiem, pomimo ciągłej krytyki poziomu intelektualnego prezydenta ze strony demokratów.

Po czwarte powstrzymał Trans Pacific Partnership TPP, czyli transpacyficzne partnerstwo o wolnym handlu, zmuszając Chiny do poniesienia politycznych kosztów wniesienia ponownie propozycji wspierania otwartej wymiany, ale już bez udziału kluczowego amerykańskiego rynku. Blokada była tym bardziej niezwykła, że umowa wydawała się już uzgodniona. Co więcej, w tym samym momencie Trump podważył otwartość i dobre intencje wśród swoich najbliższych sąsiadów, zgłaszając chęć renegocjacji North American Free Trade Agreement NAFTA (co spowodowało kryzys stosunków z Kanadą i Meksykiem). Teraz już oba państwa wiedzą, jak mają być blisko, i że w razie czego – muszą się dołożyć do wydatków wojennych.

Po piąte zablokował biurokrację, ustanawiając blokadę na zatrudnianie nowych urzędników. Koniec z klasą nierobów jeszcze nie nastąpił, ale pogroził palcem, wysyłając jasny sygnał – czas na optymalizację, bo nie ma pieniędzy na bizantynizm Unii Europejskiej. Jest to tym bardziej kluczowe, że Ameryka podporządkowała się temu zarządzeniu, co pokazuje wszystkim zainteresowanym, że można. Jednocześnie nie ma blokady dla nowych urzędników służących bezpieczeństwu narodowemu.

Po szóste i najważniejsze, ustami rzecznika prasowego pogroził wolnym mediom, że każda wolność ma granice i nie będzie tolerowane otwarte sprzeciwianie się jego agendzie imperatora, co praktykowane było za prezydentury Obamy, bo „deligitymizacja” nowego prezydenta jest niedopuszczalna, a winni „zostaną pociągnięci do odpowiedzialności”. Media się uspokoiły w kwestiach krytycznych, w tym także samej legalności wyboru (co nie było przecież udziałem Obamy, którego prawo do sprawowania prezydentury kwestionowano przez obie jego kadencje) – specjalne spotkanie nowego prezydenta z właścicielami mediów wystarczyło.

Trump jest odpowiedzią amerykańskiego establishmentu na niezorientowanie się w rosnącej pozycji Chin. Odpowiedzią „na szybko”, odpowiedzią niedoskonałą, bo gdy nie było czasu by przygotować faktycznego lidera na nadchodzące wyzwania, prawdziwi ludzie u władzy posłużyli się marionetką, podążając zgodnie z maksymą: „skoro nie mamy kogoś, kto umie rządzić, to znajdziemy kogoś, kto chociaż się słucha”. Dlatego w czasie jego prezydentury ma się wydarzyć wojna, bo z każdym mijającym miesiącem Ameryka słabnie – relatywnie wobec Chin.

W dwa miesiące, od 8 listopada 2016 roku, nowa administracja zrobiła przegląd sił i środków, którymi dysponują do wojny z Chinami. Ta analiza nie była dla nich korzystna – dlatego wojna nie miała szans rozpocząć się w pierwszym roku urzędowania nowego prezydenta. Po prostu część kluczowych programów zbrojeniowych nie była jeszcze ukończona, choć już dawno powinna, głównie z powodu bizantynizmu amerykańskiego systemu zamówień zbrojeniowych [3].

W grudniu 2016 doszło do pierwszej próbnej konfrontacji obu flot na morzu południowo-chińskim [4]. Chiny okazały się w niej zwycięskie, gdy wykryły i przejęły podwodny dron. Pilna potrzeba osiągnięcia większej morskiej przewagi powietrznej sprawiła również, że Trump zaraz po przeglądzie zasobów, jeszcze w grudniu, a dokładnie 22 grudnia, zwrócił się do firmy Boeing o wycenę [5] dla ulepszeń istniejących morskich samolotów (typu F-18 Super Hornet). To pozwoli marynarce działać jeszcze przed wprowadzeniem nowego typu samolotu F-35 typu C, którego wdrożenie natrafia na szereg kolejnych opóźnień (samolot miał być gotowy na początku 2014 roku [6]). Program nowego myśliwca wielozadaniowego F-35, to najdroższy projekt zbrojeniowy w historii świata, o wartości ponad 1100 miliardów dolarów i mający prawie 10 lat opóźnień (to dlatego obecny park maszynowy lotnictwa Stanów Zjednoczonych jest tak przestarzały, bo nowy typ samolotów miał być wprowadzony już dawno temu [7]). Obecnie ostateczne wdrożenie programu F-35 do produkcji seryjnej planowane jest na rok 2020. Z powodu starzejącego się parku maszynowego (w przeciągu ostatniego półrocza roku 2016 marynarka USA utraciła aż 9 samolotów) zdecydowano się dokupić 110 nowych F-18 typu Super Hornet. Spośród obecnej floty samolotów typu F-18, z których część weszła do służby jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku, ponad połowa jest już niezdatna do lotu, a pracownicy marynarki przetrząsają muzea, aby zapewnić zamienne części do tych starych samolotów [8].

F-35 został opracowany tylko w jednym celu – potencjalnej wojny z Chinami. Jest to jedyny podstawowy samolot myśliwski w dziejach, którego głównym założeniem projektowym jest niewykrywalność dla radarów, a nie przewaga powietrzna [9]. F-117, pomimo myśliwskiego oznaczenia typu F, czyli Fighter, był bowiem bombowcem. F-22 z kolei był samolotem prototypowym, który ze względu na duże koszty jednostkowe (ponad 150 milionów dolarów za sztukę) spotkała jedynie produkcja krótkoseryjna (187 sztuk). Każdy dotychczasowy samolot USA mógł zostać wyposażony w najnowsze elektroniczne systemy walki sieciocentrycznej, bez konieczności kosztownego projektowania nowej maszyny, jednak byłby pozbawiony możliwości działania na teatrze wojennym pełnym sprawnych oraz zaawansowanych systemów przeciwlotniczych. Nikt nie miał i nie mógł opracować takich możliwości na początku XXI wieku za wyjątkiem Chin. Rosja była i jest na to po prostu za słaba – to znaczy: jej obrona przeciwlotnicza jest skuteczna, ale nie na tyle liczna, by nie mogła być unieszkodliwiona. Jako państwo Rosja jest ponad dwukrotnie słabsza od Chin, a jej gospodarka jest od chińskiej sześć razy mniejsza (siła robocza 76 milionów versus 806 milionów [10]).

Nowy rodzaj lotniskowca typu Ford, na początku prezydentury Trumpa był dopiero na ukończeniu. 19 grudnia 2012 roku poziom ukompletowania prototypowej konstrukcji osiągnął 90% i wydawało się, że projekt zostanie wkrótce sprawdzony w próbach morskich, co umożliwi przejście do produkcji ciągłej kolejnych okrętów tego typu. Jednak ze względu na techniczne problemy przy instalacji nowego radaru oraz kwestie czułości nowych elektromagnetycznych katapult typu EMALS, oddanie do użytku nowego okrętu drastycznie się opóźniło. Projekt, który miał być zakończony w lipcu 2013 roku ciągnął się do połowy roku 2017, dokładnie do 22 lipca.

O poziomie napięcia i skali potrzeb związanych z tym okrętem najlepiej świadczy fakt, że w połowie maja 2017 roku nowy prezydent USA stracił cierpliwość, żądając nawet instalacji starych parowych katapult do wystrzeliwania samolotów [11], byle tylko nowy typ lotniskowca mógł być jak najszybciej oddany do użytku.

Tymczasem w połowie roku 2017 Chiny przeprowadziły udane testy z rakietą hiperdźwiękową [12], czyli zdolną do osiągania ogromnych prędkości (powyżej 6200 km/h) i mających przez to zwiększony zasięg. Zasięg każdego systemu rakiet po przejściu na silnik hiperdźwiękowy jest ponad trzykrotnie większy, ponieważ napęd hiperdźwiękowy jest formą silnika odrzutowego (dużo bardziej wydajnego w atmosferze niż rakietowy), bo taki proces spalania korzysta z zewnętrznego utleniacza, jakim jest powietrze. Co więcej, taki pocisk nie potrzebuje przenosić dodatkowej masy w postaci materiału wybuchowego, bo sama jego prędkość wystarcza, żeby poczynił większe zniszczenia niż niejeden klasyczny pocisk.

Odtąd, czyli od końca 2017 roku, Ameryka po raz pierwszy po 1946 roku realnie boi się, że ich lotniskowiec może zostać trafiony, co oznaczałoby katastrofę dla ich planu ataku na Chiny. Trafienie w lotniskowiec oznacza tak wielką prestiżową porażkę, że jej reperkusje mogą przesądzić o losach wojny.

Klasyczne systemy przeciwrakietowe okrętów osłonowych lotniskowców typu AEGIS nie są praktycznie zdolne do zestrzeliwania obiektów lecących (i manewrujących) z takimi prędkościami. Co więcej, ostatnio ogłoszony przełom badaczy chińskich nasuwa wniosek, że niespodziewanie to Chiny prowadzą w tym wyścigu zbrojeń. Taka sytuacja jest dla Amerykanów niemałym zaskoczeniem, ponieważ ich własny projekt rakiety hiperdźwiękowej prowadzony przez DARPA zakończył się niepowodzeniem w 2015 roku [13]. W lutym tego roku przyszły ambasador USA w Australii – Harry Harris wyraził się następująco: „Technologia broni hiperdźwiękowej w Chinach wyprzedza naszą… jesteśmy w tyle”. Kalkulujące długofalowy zysk wielkie koncerny zbrojeniowe nie starały się zbytnio tej technologii rozwijać, ponieważ Amerykanie ufni w swoją przewagę technologiczną uważali, że mogą jeszcze długo gonić króliczka za rządowe pieniądze, bez efektów w postaci gotowych rozwiązań (przez co prowadzili kosztowne programy hiperdźwiękowe bez efektów, m.in. Falcon Hypersonic Technology Vehicle 2, Boeing X51A WaveRider, Prompt Global Strike). To, że Amerykanie są zaskoczeni, dodatkowo potwierdza fakt, że ustami społecznych działaczy nakłaniają do zahamowania badań w tym zakresie, gdyż zwiększa to napięcie (sic!) międzynarodowe [14]. Rosjanie również ogłosili przełom w technologii rakiet hiperdźwiękowych, testując swój pocisk przeciwokrętowy Zircon, którego seryjna produkcja ma ruszyć pod koniec tego roku i według niepotwierdzonych zapewnień może on rozwijać prędkość 7400 km/h (wyrzutnia takich pocisków jest obecnie instalowana na krążowniku atomowym Piotr Wielki – typ Kirow).

Stąd też lotniskowce pilnie potrzebują samolotów o zwiększonym zasięgu, aby utrzymywać grupę okrętów, w tym najważniejszy z nich, czyli lotniskowiec, dalej od źródła zagrożenia. Dlatego samoloty typu F-18 w najnowszym wariancie (Block III) mają ulepszone pole przekroju redukujące tarcie i wydłużające zasięg o ponad 200 kilometrów. US Missile Defence Agency zwróciła się z prośbą do firm amerykańskich o nadsyłanie pomysłów na wykrywanie hiperdźwiękowo poruszających się pocisków. Marynarka rozpisała również w trybie przyspieszonym przetarg na wykorzystanie dronów jako małych latających cystern z paliwem (ogłoszony w grudniu 2017 roku, a wyłonienie zwycięscy ma się odbyć w połowie 2018 roku [15]), ponieważ obecne latające cysterny (wielkości samolotów pasażerskich) mogą zostać łatwo wykryte i zniszczone takim właśnie hiperdźwiękowym pociskiem. Przetarg był tak przyspieszony, że firma Boeing zaproponowała tylko przeróbkę istniejącego drona rozpoznawczego, dopiero 19 kwietnia br. firma Lockheed Martin zaprezentowała dedykowany produkt [16]. Amerykanie zlecili również opracowanie własnych pocisków hiperdźwiękowych (bez przetargu i w trybie pilnym), dając firmie Lockheed Martin 19 kwietnia 2018 roku okrągły miliard dolarów w ciemno – na opracowanie prototypu do roku 2022 (gdyż firma ta ma widocznie w przekonaniu urzędników największe szanse na realizację zamówienia w tak krótkim czasie [17]).

Amerykanom kończy się czas, bo z każdym rokiem są relatywnie coraz słabsi, pomimo nieustannego rozwoju. Ich jedyna fundamentalna i niepodważalna dotąd przewaga nad wszystkimi pozostałymi krajami na świecie, w postaci floty pływających baz lotniczych, wraz z rozwojem technologii hiperdźwiękowej topnieje. Każdy ważny kraj świata ma flotę okrętów podwodnych z bronią atomową, co oznacza, że nie można wyeliminować tej broni zupełnie, nawet atakując z zaskoczenia. Sprawia to, że nikt nie posiada broni jądrowej po to, aby jej użyć, ponieważ musi liczyć się ze zbyt bolesną odpowiedzią. To dlatego lotniskowce są niesłychanie ważne. Był to jedyny środek wojenny, który nie narażał na odwet ze strony przeciwnika, z powodu ruchomości pływających baz.

Jednak w przeciwieństwie do lotnisk znajdujących się na stałym lądzie, okręt typu lotnisko musi być gęsto upakowany samolotami, rakietami i materiałami pędnymi. Dużo bardziej niż podczas II wojny światowej, kiedy ostatnio lotniskowce były atakowane, a już wtedy ich ugaszenie po trafieniu – było ogromnym wyzwaniem. Oznacza to wprost, że mający 5 tysięcy ludzi na pokładzie lotniskowiec jest bardzo czuły na ciosy – jest to praktycznie pływająca bomba. Nie pomaga to utrzymać morale załóg, które nie są dość dobrze opłacane. Zamiast właściwych postaw – lojalności, patriotyzmu i dumy ze służby na najpotężniejszych okrętach świata – marynarka USA stosuje tanie sztuczki, czyli inżynierię behawioralną, dając młodym marynarzom szansę na zjedzenie w każdej chwili na pokładzie hamburgera (sic!), czy zwiększając liczbę kobiet (z których około 30 miesięcznie zachodzi w ciążę – i to tylko na jednym lotniskowcu). Co więcej, zamiast dyscypliny – życie na pokładzie przypomina serial rodzinny, gdyż najdroższy okręt świata przenosi całe rodziny przy relokacji okrętu, co w przypadku transportu prywatnych samochodów członków załogi wygląda i żałośnie, i komicznie.

Ameryka musi rozpocząć działania wojenne zanim technologia hiperdźwiękowa w pełni się rozwinie, czyli do połowy 2019 roku, bo nim opracowane zostaną skuteczne systemy przeciwdziałania (światłowodowe lasery) mogące zestrzeliwać tego typu obiekty – minie 10 lat. W tym czasie Chiny suchą stopą dotrą do lat 20., gdzie ich przewaga gospodarcza, ludnościowa i technologiczna – będzie już druzgocąca.

Chiny – USA, czyli droga do wojny: Pozycja Chin

W Chinach toczy się gra o takie same wpływy, jak w Ameryce, gdzie Ji Xinpingowi udało się prawie niemożliwe, a mianowicie: dokonać czystki w armii (ponad 200 oficerów aresztowanych, kontradmirał Jiang Zhonghua skoczył z okna, generał Song Yuwen powiesił się, a wiceadmirał Ma Faxiang również defenestrował się z 15 piętra kwatery głównej floty wojennej [18]) oraz aresztować głównego szefa tajnych służb, Zhou Yongkanga [19], kierującego resortem oficjalnie od 2003 do 2007 roku, który później zawiadywał nim teoretycznie z bardziej bezpieczniejszego tylnego fotela, aż do 2014 roku. Teraz, dzięki temu zwycięstwu Ji Xinpinga, w 2017 roku na zjeździe XIX kongresu Komunistycznej Partii Chin KPCh, wziął wszystko [20]: jako szef komisji bezpieczeństwa kontroluje policję polityczną, jako szef komisji wojskowej kontroluje armię, jako szef partii kontroluje administrację państwową, jako delegat partii kontroluje kraj – dożywotnio, odkąd jego myśl polityczną i nazwisko wpisano do statutu partii [21]. Jest więc pierwszym postkomunistycznym cesarzem i absolutnym dyktatorem. Chiny są po prawie 200 latach wreszcie gotowe na wojnę – Chiny zawsze myślały o sobie w tych kategoriach, bo są i zawsze były imperium.

Ich PKB było najwyższe ze wszystkich krajów przez prawie całość historii świata. Musiało się to oczywiście zmienić w XIX wieku, bo w Europie doszło do rewolucji przemysłowej, która nie była obecna nigdzie indziej. Lecz po tej dwustuletniej przerwie – Chiny powracają, zajmują ponownie pozycję lidera światowego, według siły nabywczej ludności zrobiły to już w 2014 roku. Ich PKB nie przekroczyło jeszcze PKB USA, bo Chiny ukrywają rozmiary swojej prawdziwej wielkości. Dzięki szybkości swojego wolnorynkowego rozwoju, niemającego niczego wspólnego z komunizmem, to nie im się spieszy – one muszą tylko czekać, a Amerykanie liczyć na cud.

Cud w postaci regionalnych tendencji odśrodkowych i rozpadu Chin, kryzysu rozgrzanego rynku nieruchomości, kryzysu zadłużenia, czy choćby niepokojów demokratycznych. Kryzys ten już miał dawno nadejść. Amerykanie czekali na niego przez całe lata zerowe – i się nie doczekali, a zamiast tego kryzys dotknął gospodarki zachodnie w 2008 roku, w wyniku nieprzemyślanych wariacji na giełdach papierów wartościowych.

Amerykanie podjęli trzy, a właściwie dwie słuszne decyzje w XX wieku (dwie pierwsze były podobnymi decyzjami, więc generalnie można poczytać im je jako jeden dobry pomysł plus jeden niezepsuty ich skutek; dokładnie opisuję te zjawiska w następnych akapitach – przyp.: Z.G.), ponieważ ostatni w kolejności przystępowali do wojen światowych, i nie tylko dlatego, że byli tacy mądrzy, lecz również dlatego, że mogli, bo byli na antypodach. Konsekwencje tych decyzji wytworzyły amerykańską hegemonię światową, wraz z trzecią dobrą decyzją już powojenną – będącą powiązaniem kursu dolara ze złotem. Dolar zimnowojenny – to była jedyna pewna waluta świata, a przez to lokata kapitału, w warunkach fiducjarnego koszyka walut podczas odbudowy gospodarek po dwóch wojnach światowych. O czym niewielu przedstawicieli starszego pokolenia wie – Rosja, wraz z całym Układem Warszawskim, nigdy nie stanowiła dla USA przeciwwagi gospodarczej, tylko broń atomowa utrzymywała okres zimnowojenny we względnej równowadze. Zagrożona atakiem była zachodnia Europa, a nie Ameryka – Związek Radziecki nigdy nie miał sił na ataki gdzieś dalej.

Niestety dla tej kolonii Amerykanie nie potrafili skutecznie wykorzystać swojej szansy dziejowej, bo potem poczynili trzy błędy (właściwie dwa, bo trzeci był konsekwencją dwóch poprzednich). Nadszedł Nixon, za czasów którego Amerykanie podjęli dwie niepozorne, ale błędne decyzje. Pierwszą było uwikłanie się w machlojki ludzi z Wall Street, czyli odejście od standardu złota i wymuszenie handlu ropą z wykorzystaniem dolarów (wskutek tego dług Amerykanów kredytować musieli wszyscy) – skomentowałbym to następująco: pycha kroczy przed upadkiem, ale przed pychą pełznie chciwość. Petrodolar wymuszał na Amerykanach zaangażowanie na całym Bliskim Wschodzie i czynił z nich żandarma światowego (poprzez wymuszanie handlu surowcami energetycznymi pod groźbą interwencji zbrojnej z udziałem lotniskowców – bez strat własnych), co zaangażowało ich w szereg niepotrzebnych wojen. Jednak mogli tak sobie poczynać, bo każde imperium ma prawo do błędu – ale: jednego. Dwa błędy – to już przyczynek do upadku, a o nim przekonamy się w wyniku konfliktu roku 2018, z powodu drugiego błędu, jaki popełni Henry Kissinger, gorący zwolennik otwarcia gospodarczego na Chiny. Błędem tym było myślenie w perspektywie najbliższych 50 lat, czyli myślenie krótkowzroczne.

Chiny – zniewolone przynależnością do systemu komunistycznego, mające wiele krwawych wojen i rewolucji światopoglądowych za sobą, łapiące wróble, które niszczą plony, i walczące bohatersko z następnikiem, czyli plagą owadów – były w latach 70. bardzo słabe. Kissinger miał rację, że układ z Chinami pogrzebie teoretycznego głównego wroga: Związek Radziecki. Lecz z powodu słabości gospodarczej i intelektualnej Rosji – Związek Radziecki nigdy nie był dla USA równorzędnym przeciwnikiem. To prawda, że Rosja zbankrutowała, bo musiała utrzymywać dodatkowe dywizje na południu, i dlatego właśnie Europa zachodnia była bezpieczna, bo od czasu chińskiego otwarcia na świat, uwaga Związku Radzieckiego była bardziej skupiona na Syberii, niż na projekcie poszerzania Układu Warszawskiego na zachód. To prawda, że Ameryka tuż po zakończeniu zimnej wojny nie miała co robić z zaoszczędzonymi pieniędzmi, więc kupiła sobie za nie wojnę w Mezopotamii. To prawda, że amerykańskie koncerny na chińskim offshoringu zarobiły krocie. Natomiast Amerykanie powinni wiedzieć, że pieniądze to nie wszystko, że tak naprawdę liczy się władza, i że perspektywa 50 lat jest dla imperiów niczym. Kiedy Richard Nixon w 1972 roku zapytał ówczesnego chińskiego premiera Zhou Enlai, jak ocenia on skutki rewolucji francuskiej, usłyszał w odpowiedzi: „Za wcześnie, by oceniać”.

Ten trzeci błąd został wymieniony już na początku – to błąd podstawowy: tzw. błąd zaniechania. Zbyt późne zorientowanie się we wzroście potęgi Chin spowodowała ułuda, że tak duży organizm nie ma prawa sprawnie oraz długo się rozwijać i działać; że jego skala, a wręcz sukces (sic!) wywołają jego upadek; że wcześniej czy później Chiny przestaną być skalowalne i runą pod własnym ciężarem, jak Zapora Trzech Przełomów albo jak przegrzana giełda, bo rozwijają się „za szybko” i kosztem środowiska naturalnego (tak jakby rozwój stanowił czynnik ryzyka dla organizmu społecznego). Nic takiego apokaliptycznego się nie stało, a nawet smog Chiny oczyszczają specjalnymi maszynami wciągającymi zapylone powietrze, zamiast tego tylko umysł mainstreamowego intelektualisty zachodniego, zaczadzony myśleniem ekologicznym, nie miał prawa rzetelnie ocenić rzeczywistości. W efekcie Ameryka zorientowała się w zagrożeniu o kilka lat za późno, by móc skutecznie przeciwdziałać utracie swojej pozycji bez wywołania gorącej wojny. Jedyne, co grozi katastrofą, to przegrzane notowania parkietu giełdowego na Wall Street, którego wartość wzrosła o 350% od roku 2008 (czyli od ostatniego kryzysu). Oznacza to, że zbudowano kolejną bańkę, bo nikt przecież nie uważa, że amerykańska gospodarka urosła ponad trzykrotnie w ciągu ostatnich 10 lat.

Paradoksalnie największym atutem Chin w przyszłym konflikcie jest ekologia, a właściwie odnawialne źródła energii, których nowe gigawaty oddawane są z każdym miesiącem, a nie z każdym rokiem. Na każdy dolar włożony w tę technologię w 2017 roku przez Amerykanów – Chiny włożyły trzy (i to przy niższych kosztach wytworzenia [22]). Chiny w 2017 roku zainwestowały w odnawialne źródła energii 126 miliardów dolarów, co stanowiło prawie połowę wydatków światowych, a USA tylko 40 miliardów dolarów; trzecia z kolei była Japonia z zaledwie 13 miliardami.

Po co Chińczykom tyle energii odnawialnej? Bo znacznie trudniej jest zniszczyć taką rozproszoną infrastrukturę. Klasyczne elektrownie węglowe są wymarzonym celem dla ataków z powietrza, jądrowe elektrownie tym bardziej. Współczesne kotły wraz z systemami chłodzenia stanowią bardzo skomplikowaną maszynerię, którą łatwo jest uszkodzić, ponadto potrzebują infrastruktury do dostarczania gazu bądź węgla. Energia odnawialna działa więc także w sytuacji blokady handlu i importu surowców energetycznych. Co więcej, raz wyłączona elektrownia węglowa potrzebuje innej sprawnej dużej elektrowni, aby rozpocząć na nowo spalanie w kotłach. Źródła energii odnawialnej dużo łatwiej jest ukryć i przez to uchronić od zniszczenia (np. małe hydroelektrownie wodne). Ponadto jest ona dziesiątki razy bardziej odporna na trafienia. Hektarowe pole pełne paneli słonecznych trafione klasyczną bombą traci zaledwie kilka procent mocy. Podobnie jest z wiatrakami – każdy trzeba namierzyć i zniszczyć oddzielnie. Trzech z dziesięciu największych producentów turbin wiatrowych na świecie znajduje się w Chinach. Amerykanie nie mają środków technicznych, aby przeprowadzić skuteczne zmasowane uderzenia na tego typu rozproszoną infrastrukturę. Co więcej, koszt broni precyzyjnej użytej do uszkadzania elektrowni słonecznych i wiatrowych – będzie wyższy niż efekty w postaci poczynionego zniszczenia.

Współczesne rozwinięte cywilizacje techniczne – potrzebują energii elektrycznej jak powietrza: bez tego nie działają nie tylko tramwaje i komputery, ale przede wszystkim wodociągi i chłodnie, czyli źródła wody i jedzenia dla populacji. Odcięcie miastu źródła zasilania wiąże się z jego unieszkodliwieniem, bo po trzech dniach w mieście zaczyna się głód i zamieszki, co sprawia, że ludzie nie mogą już uczestniczyć w obiegu usług wzajemnych i szkodzą sobie zamiast się wspomagać. Ogromne miasto pozbawione prądu może zapaść się pod ciężarem wewnętrznych problemów. To dlatego Chińczycy usilnie rozbudowują wojenną infrastrukturę energetyczną, która uczyni ich gospodarkę odporną na precyzyjne uderzenia w kluczowe punkty infrastrukturalne (ponieważ będzie ich zbyt wiele, aby zniszczyć je wszystkie).

Chiny wiedzą, że Ameryka szykuje się do wojny, dlatego przyspieszyli. Już w sierpniu 2017 zrealizowali plan instalacji źródeł energii odnawialnej, jaki mieli do roku 2020 [23] – ponad dwa lata przed czasem, i to bez ogłaszania nowego, bardziej ambitnego planu, to nie przypadek, ale świadome przeciwdziałanie. Dwie trzecie, czyli 53 gigawaty z nowej mocy zainstalowanej w zeszłym roku, pochodziło z paneli słonecznych (dla porównania największa polska elektrownia Bełchatów wytwarza 5 gigawatów, co stanowi 20% produkcji krajowej). W rezultacie już tylko 60% energii Chińczycy czerpią z czułego pod względem wojskowym węgla, a energia solarna wraz z innymi odnawialnymi źródłami energii zapewnia im 26% (12% to średnia światowa – co oznacza, że Chiny świadomie wyszły przed szereg).

Drugą równie ważną kwestią jest motoryzacja oparta o prąd. W momencie wybuchu wojny wszystkie źródła ropy w Chinach bardzo szybko wyschną, bo zasoby przejmie wojsko (krajowe wydobycie zaspokaja bowiem tylko 36% potrzeb, a złoża wyczerpią się za 10 lat [24]). Gaz ziemny Chiny transportują dużo bezpieczniejszym rurociągiem z Turkmenistanu, ponadto mają dużo własnych zasobów. Tylko ropa jest więc kluczowa, bo jest sprowadzana głównie (ponad w 80%) przez zagrożoną amerykańskim atakiem i blokadą cieśninę Malakka, znajdującą się pomiędzy brzegami Malezji i Indonezji. Jest to najważniejsze miejsce na Ziemi, przez które przechodzi większość handlu światowego, a w 2016 roku przepłynęło przez nią 84 tysiące statków. Antidotum na blokadę tej cieśniny jest budowa kanału na przesmyku Kra, który Chiny od 2015 przekopują przez Tajlandię (projekt ma zakończyć się do roku 2025, a samo kopanie przesmyku zajmie 5 lat [25]). Jednocześnie od 2005 roku buduje się ropociąg omijający Malakkę – przez Birmę do Kunmingu, stolicy prowincji Junnan.

Chiny już wiedzą, że z tymi projektami nie zdążą, dlatego muszą uniezależniać przede wszystkim energetykę (fundament gospodarki) od źródeł ropopochodnych, więc przestawiają motoryzację na prąd. Dosłownie: przestawiają. Już w 2017 roku sześciu z dziesięciu największych producentów samochodów elektrycznych na świecie znajdowało się w Chinach [26]. Jedno chińskie miasto, Shenzhen, ma już ponad 16 tysięcy elektrycznych autobusów komunikacji miejskiej (dla porównania jest to więcej niż mają elektrycznych autobusów wszystkie większe miasta USA razem wzięte [27]), przez co będzie mogło dowozić pracowników do fabryk, nawet w sytuacji petrochemicznego kryzysu. Chiny promują masową elektryfikację samochodów – np. koncern Geely ogłosił, że Volvo (ich spółka – córka) będzie od 2019 roku produkować już tylko samochody elektryczne i hybrydy. Elektryfikacja wszystkich taksówek w Shenzhen przekroczyła 63%. Świat się na naszych oczach deglobalizuje, bo fundament gospodarek, czyli źródła energii coraz częściej są produkowane na miejscu, przez co eroduje system wzajemnych współzależności, które generalnie ograniczały dążenie do wojen w historii.

Chiny od pięciu lat budują system o nazwie Pas i Szlak (ang. One Belt, One Road, lub Belt, Road Initiative – BRI, czyli tzw. Jedwabny Szlak) mający uniezależnić ich od wąskich gardeł w handlu. Cele są dwa: Afryka i Europa. Afryka to źródło surowców i taniej siły roboczej (w 2015 roku na szczycie Unii Afrykańskiej Chiny zadeklarowały inwestycje przekraczające 60 mld dolarów). Europa to miejsce wymiany wiedzy i idei oraz przede wszystkim źródło pieniądza.

Obecnie te projekty są na etapie budowania lądowego połączenia terytorium Chin z Oceanem Indyjskim przez Pakistan, aż do portu w Gwadarze – co skraca połączenie do obu destynacji. Chociaż jednocześnie Chiny prowadzą inwestycje na całym świecie, optymistycznie zakładając powodzenie dalszych etapów tej gospodarczej misji. Oznacza to budowę pierwszej zamorskiej bazy wojskowej Chin w Dżibuti w Afryce, uruchomionej w połowie 2017 roku [28], gdzie 10 tysięcy Chińczyków pilnuje wejścia na Morze Czerwone. Lecz teren bazy jest obecnie nie do obrony przed Amerykanami w przypadku większego konfliktu. Tak samo nie do obrony są świeżo zakupione porty w ramach strategii sznura pereł (czyli oceanicznej odnogi Jedwabnego Szlaku) – Hambantota na Sri Lance [29], czy greckiego portu Pireus [30]. Oba przedsięwzięcia są przedwczesne, a do ich sfinalizowania doprowadziła chęć skorzystania z okazji. Zarówno Sri Lanka, jak i Grecja borykając się ostatnio z problemami zadłużenia, były bowiem skłonne do obniżenia ceny.

Chińczycy jednocześnie sondują drogi wejścia logistycznego do Europy:

  • Przez Białoruś – gdzie jeszcze w 2012 roku budowali miasteczko technologiczne [31], a od 6 maja 2017 roku zabezpieczają ten kraj przed wpływami Ameryki, tworząc specjalną grupę roboczą do walki z „kolorowymi rewolucjami” [32], czyli zamachami stanu inspirowanymi z zewnątrz (np. pomarańczowa rewolucja wywołana przez CIA na Ukrainie, by oderwać ten kraj spod wpływów Rosji). Chiny wiedzą, jak tego typu działanie może być niebezpieczne i umieją mu przeciwdziałać. Na przykład w 2014 roku Chiny powstrzymały próbę kolorowej rewolucji na terenie Hong Kongu. Była to przygotowywana przez organizację pozarządową National Endowment for Democracy tzw. rewolucja parasoli (ang. Umbrella Revolution).
  • Przez Ukrainę – gdzie Chińczycy wykupują tysiące hektarów uprawnej ziemi.
  • Przez Polskę – po odmowie dzierżawy terenów wojskowych w Łodzi przez ministra obrony, Macierewicza, a wcześniej wyrzucenie chińskich firm budujących autostradę między Łodzią a Warszawą na Euro 2012 (bez negocjacji), oraz po dyplomatycznym skandalu, jakim było zablokowanie przez ambasadora USA umowy (pod pretekstem, że chiński wykonawca był właścicielem spółki, która była na „czarnej liście” Banku Światowego – instytucji założonej i utrzymywanej głównie przez USA [33]), i to w ostatnim dniu przed przyjazdem premiera Chin, na budowę kanału śląskiego (Chiny zgodziły się sfinansować i wybudować kanał między Wisłą i Odrą) – Polska znalazła się na peryferiach projektu (jako „trudny teren”). Jednak Chińczycy potrafią się uczyć i po opanowaniu lokalnej specyfiki, czyli zrozumieniu idei wojny polskopolskiej i braku spójności struktur administracyjnych oraz ogólnego chaosu, zrezygnowali z prób dogadywania się na szczeblu centralnym i negocjują teraz bezpośrednio z samorządem. Dzięki temu ominęli Łódź, robiąc terminal kolejowy w Kutnie – tylko po rozmowach z władzami miasta [34]. Na szczeblu centralnym natomiast już tylko pożyczają pieniądze (np. na rozbudowę terminalu kontenerowego portu w Gdańsku). Nie okazaliśmy się bowiem partnerem poważnym, więc przestali nas tak traktować – to smutne.
  • Przez Węgry – gdzie pomimo entuzjastycznego przyjęcia Chińczyków przez prezydenta Orbana (jest to jedyny kraj Unii Europejskiej zupełnie nieprotestujący przeciw chińskim metodom i warunkom uczestnictwa w projekcie Pasa i Szlaku), projekt inwestycyjny został zahamowany wskutek nad wyraz aktywnej obecności wojskowej Amerykanów w Rumuni. Silna obecność wojsk amerykańskich w tym kraju sprawia, że droga przez Dunaj wydaje się Chińczykom zbyt ryzykowna.
  • Przez Arktykę do Norwegii – Arktyka topnieje [35], i to w zastraszającym tempie. Od roku 1979 na biegunie północnym lód stracił połowę swojej objętości (z 30 do 15 tysięcy km sześciennych); jego zasięg na razie nadal jest duży (bo zmniejszył się jedynie o jedną ósmą), ale dalsze zmiany będą postępowały bardziej drastycznie. Ocieplenie na biegunie północnym sięga bowiem 9 stopni Celsjusza i jest wielokrotnie silniejsze od średniej globalnej. Chiny budują swój pierwszy duży lodołamacz o nazwie „Śnieżny Smok 2”, którego zwodowanie planuje się na rok 2019 [36], oraz negocjują wykorzystanie rosyjskich lodołamaczy o napędzie atomowym (których użycie miałoby utworzyć specjalne konwoje morskie składające się z wielu kontenerowców płynących za liderem). W rezultacie w ramach tzw. Północnego Szlaku Morskiego droga morska pomiędzy Chinami a Europą może skrócić się o około dwa tygodnie. A co kluczowe, prowadzona wzdłuż wybrzeża rosyjskiego – może stać się bezpieczniejszą alternatywą. Artyleria rosyjska może skutecznie osłaniać flotę handlową płynącą wzdłuż wybrzeża do Murmańska (a stamtąd drogą lądową do Petersburga i na Bałtyk oraz do Moskwy i na Morze Czarne). Każda porównywalna technologicznie lądowa artyleria rakietowa (rakiety niwelują ruchomość okrętów, bo są samonaprowadzające) ma bowiem przewagę wobec obiektów morskich, bo jest mniejsza i może być dobrze ukryta – częściowo zakopana, natomiast statki są dużym celem. Z powodu tej perspektywy Rosja broniąc swojego dostępu do Morza Czarnego, była gotowa poświęcić minimum 50 miliardów dolarów [37] na wojnę w Donbasie.

Chiny natrafiają przy projekcie Jedwabnego Szlaku nie tylko na przeciwdziałanie Ameryki, lecz przede wszystkim na obronę Europy przed gospodarczą marginalizacją [38]. Na przykład przejęcie producenta pestycydów Syngenta AG w Szwajcarii (za $ 46,3 miliarda), producenta robotów przemysłowych KUKA AG w Niemczech (za $ 4 miliardy), producenta samochodów Volvo Personvagnar AB w Szwecji (za $ 1,8 miliarda) – dało wielu europejskim przywódcom do myślenia. W Afryce z kolei postkolonialne kraje zgadzają się na wszystko – zwłaszcza że Chińczycy traktują ich lepiej niż Anglosasi (bo nie próbują narzucać np. demokracji i praw człowieka tam, gdzie sobie tego nie życzą, czyli nie wtrącają się w lokalne czystki i spory).

Europa jest rozbijana przez Chiny projektem 16+1 [39] nakierowanym na kraje postkomunistyczne lub Trójmorza (Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne), z których 11 jest członkiem Unii Europejskiej i 12 członkami NATO – i nie można być zwolennikiem Unii Europejskiej i Trójmorza równocześnie. Europa jest również przerażona poziomem gospodarczej inwazji (być może dlatego, że sami robili to na mniejszą skalę w krajach postkomunistycznych i wiedzą, do czego założenie, że „kapitał nie ma narodowości” może doprowadzić) – w ciągu ostatnich 10 lat Chiny zainwestowały w Europie co najmniej 318 miliardów dolarów [40] (dane bez inwestycji na terenach Ukrainy, Mołdawii, Słowacji, Serbii z Kosowem, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry i Macedonii). Kwota bardziej bliska faktycznemu ich poziomowi opiewa na sumę około 500 miliardów (wliczając dodatkowo 355 fuzji, operacje na giełdach na minimum 49 miliardów, itp.) Przejęto minimum 360 przedsiębiorstw, w tym cztery lotniska, sześć portów, farmy wiatrowe i co najmniej 13 profesjonalnych klubów piłkarskich! Chiny wykupują także ważne budynki, np. nabyły ponad tuzin biurowców w największym centrum finansowym Europy – londyńskim City (eksterytorialna 1 mila kwadratowa o nazwie City of London). Za sprawą Chińczyków dążących do utworzenia połączeń logistycznych mórz północy, półwyspu Europy z Morzem Śródziemnym – powstaje także pierwszy od siedmiu dekad zupełnie nowy most na Dunaju, budowany w Serbii.

Chiny wiedzą, że Europa jest stara i zmęczona, a z każdym rokiem będzie mniej konkurencyjna (w porównaniu z praktykami konkurencji w Chinach – prawie każda agresywna strategia zachodniego koncernu wydaje się być umiarkowaną [41]). To dlatego pośpiech w jej przejęciu jest tu niewskazany. Dynamiczne działania ostatnich lat wskazują, że to działania Amerykanów skłaniają Chińczyków do zawłaszczania jak największej części światowego tortu, zanim będzie za późno.

Największa fala zakupów (patrząc po datach ogłoszenia transakcji, bo w przypadku tak dużych przedsięwzięć, pomiędzy podpisem a finalizacją mogą nieraz minąć dwa lata przygotowań technicznych) miała miejsce w 2016 roku (ponad dwa i pół razy więcej, niż w roku kolejnym). Potencjalnym wyjaśnieniem tej sytuacji jest silne przeciwdziałanie ze strony krajów europejskich (aż do 2018 roku nie było widać takich sygnałów), to że Chińczykom skończyły się pieniądze na inwestycje (jeszcze mniej prawdopodobne) albo (co wzmacnia hipotezę o zbliżającej się wojnie), że Chiny liczą się z utratą kapitału w przypadku wojny (zakończenie operacji wysysania własności intelektualnej musi zakończyć się do połowy 2018 roku).

Chiny starają się uniezależnić inne kraje od dominacji USA „dedolaryzując” światową gospodarkę i tworząc alternatywę dla petrodyktatu zachodniej waluty (konieczności zakupu ropy za dolary). Takie działania służą dywersyfikacji, dając więcej opcji wyboru dla mniejszych graczy, co zaowocuje zwiększeniem możliwości handlu poprzez ułatwione pozyskiwanie energii. Jest to działanie pozytywne dla każdego państwa na świecie (za wyjątkiem USA), gdyż umożliwia ono zablokowanie finansowania długu USA (w praktyce drukowania dolarów w celu pokrycia dalszych wydatków zbrojeniowych). Oczywiście stworzenie alternatyw dla innych państw w handlu ropą nie jest celem Chin, chodzi natomiast o odcięcie zewnętrznych dostaw kapitału dla kompleksu zbrojeniowego USA.

Dedolaryzacja rozpoczęła się od dojścia do władzy Putina w Rosji, który znacząco ograniczył swoje rezerwy w dolarach. W zeszłym roku także zabronił wykorzystywania dolara do transakcji w portach [42]. Z kolei chińska idea dedolaryzacji opiera się na stworzeniu międzynarodowej waluty opartej na specjalnych prawach ciągnienia IMF, czyli Międzynarodowego Funduszu Walutowego, tak aby zapobiec „niebezpiecznym fluktuacjom pochodzących z waluty USA i niepewności odnośnie do jej prawdziwej wartości”, jak to określił Zhou Xiaochuan – prezes chińskiego banku centralnego. W międzyczasie Rosja i Chiny pozyskują jak największe ilości złota (oraz w przypadku Chin – ukrywają posiadane zasoby). Oba kraje mają około 10% światowych zasobów tego pierwiastka. W międzyczasie Arabia Saudyjska zaczęła akceptować chińskiego juana jako płatność za ropę (gdyż Chiny pozostają ich największym klientem). Chiny przerosły Stany Zjednoczone w 2017 roku na pozycji głównego importera ropy. W przypadku Iranu, żeby obejść sankcje międzynarodowe, Chiny, Indie i Rosja wprowadziły handel barterowy – płacąc innymi towarami zamiast dolarami. Zrujnowana socjalizmem Wenezuela, oskarżająca kapitalistyczną Amerykę o to, co najgorsze, także już nie sprzedaje ropy za dolary.

Do tego Chiny zaczną wkrótce kupować od Rosji gaz i ropę za juany, które będą mogły być konwertowane bezpośrednio na złoto na szanghajskiej międzynarodowej giełdzie energii. Chiny są największym producentem złota na świecie, drugie miejsce zajmuje Rosja. Co więcej, zaczęły już sprzedawać kontrakty typu futures denominowane w juanach, które będzie można zamieniać na złoto, co podważy amerykańskie benchmarki wartości ropy [43] (kontrakty North Sea Brent oraz West Texas Intermediate). Wszystko powyższe umożliwi powołanie nowego standardu walutowego opartego na złocie w ramach współpracy krajów BRICS (Brazylii, Rosji, Indii, Chin, i Afryki Południowej) oraz SCO (Shanghai Cooperation Organization), czyli dodatkowo Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Uzbekistanu i Pakistanu (populacja ponad 3 miliardów ludzi – 42% spośród 7,5 miliarda na świecie). Oficjalnymi obserwatorami stowarzyszenia SCO są Afganistan, Iran, Mongolia i Białoruś – niestety nie ma wśród nich Polski. Oznacza to upadek znaczenia dolara także w tym sensie, że nie pojawia się po prostu wobec niego równoważna alternatywa w postaci innych walut fiducjarnych (takich jak juan czy euro), ale pojawia się jakościowo lepsza propozycja w postaci wymiany ropy na złoto. Coraz więcej krajów (takich jak Turcja czy Rosja) ustanawia juana jako medium rezerwy walutowej, orientując się tym samym na zwycięstwo Chin w globalnej grze o przywództwo. Co nie zmienia faktu, że nadal jest o co toczyć wojnę, bo obecnie nadal 80% transakcji za ropę przeprowadzanych jest w dolarach. Sekretarz skarbu USA mógł w 1971 roku powiedzieć do swoich europejskich odpowiedników: „dolar jest naszą walutą, ale waszym problemem”; ale te czasy powoli się kończą.

Chiny wiedzą, że czekają je trudne czasy, dlatego zwierają szyki i zwiększają kontrolę społeczną. Wiedzą, jakie niepokoje może wywołać wojna i obniżenie poziomu życia spowodowane atakiem na fundamenty rozwoju gospodarczego, dlatego za pośrednictwem systemów uczenia maszynowego oraz algorytmów sztucznej inteligencji tworzą system zaufania społecznego do obywatela, a w konsekwencji system oceny obywatela [44], tzw. Social Credit Score. Dzięki niemu będą mogły zapobiegać i przeciwdziałać niepokojom społecznym podczas wojny. System ten jest już sprawdzony, bo był z sukcesem testowany w regionie zamieszkiwanym przez dziesiątki milionów ludzi, a od maja tego roku zacznie być wdrażany na terenie całego kraju. Do roku 2020 Chiny planują zakończenie wdrożenia, w rezultacie elektroniczny ranking poziomu społecznej przydatności dla narodu otrzyma każdy z 1400 milionów obywateli. Jest to zupełnie nowy rodzaj automatycznej bazy danych, która uwzględni historię życia, rodzaj wydatków, sieci kontaktów oraz zachowania obywateli, także internetowe opinie. W rezultacie chińscy policjanci będą mogli automatycznie rozpoznawać poszukiwanych przestępców na obrazach z 600 milionów kamer, a ich okulary przezierne (rzeczywistości rozszerzonej) wskażą im, kim powinni się zainteresować w pierwszej kolejności, nawet w gęstym tłumie (jest to tak zwana dyskryminacja statystyczna, czyli profilowanie społeczne na podstawie tysięcy parametrów, których wypadkowa buduje końcowy ranking). To bardzo skutecznie wyeliminuje zarzewia wszelkich protestów, umożliwiając oznaczanie, dyskryminację i w ostateczności wyłapywanie prowodyrów (np. osoby społecznie aktywne, które często pojawiają się na różnych zgromadzeniach). Osoby o niskim rankingu będą odcięte od ułatwień wielu automatycznych systemów, w tym dostępu do różnych usług, jak np. wynajem samochodu, nie będą też mogły przemieszczać się komunikacją publiczną na duże odległości (nie mogąc kupić na przykład samochodu czy biletu na pociąg, co dotknęło już 4 milionów Chińczyków, czy biletu na samolot, który to zakaz dotyczy już 11 milionów obywateli).

To pierwszy tego rodzaju system na świecie, i od razu jest on wprowadzany na masową skalę. Jeśli ranking się sprawdzi i będzie sprawiedliwy, to stanie się wyznacznikiem statusu społecznego. W rezultacie pojawi się również społeczny ostracyzm i wykluczenie wobec osób o najniższym profilu. Takie osoby nie będą mogły znaleźć pracy, nie będą wpuszczanie do organizacji i stowarzyszeń, a kontakty z nimi będą uważane za nieuzasadnione, co stworzy kastę „nietykalnych” (tak jak w systemie indyjskim).

Chiny starając się zdążyć przed wojną, jednocześnie sprawiają, że USA musi działać szybko, ponieważ możliwości przyduszenia chińskiej gospodarki, bez inwazji w obrębie jej granic, pozostaje coraz mniej.

Chiny – USA, czyli droga do wojny:
Dlaczego właśnie teraz możliwe będzie
zbrojne rozstrzygnięcie?

Kluczowe pytanie brzmi: skoro Amerykanie tego chcą, to dlaczego jeszcze nie zaatakowali? Powinni zrobić to w pierwszym możliwym terminie. Przecież teoretycznie mogli to zrobić w rok po wyborze prezydenta Trumpa (nie zaraz po wyborach, bo wiele czasu wymaga zapoznanie się z aktualną sytuacją nowej administracji, poza tym podzielona opinia publiczna byłaby wtedy w zbyt dużym szoku). Oprócz opóźnień kluczowych systemów uzbrojenia – nowego typu lotniskowca oraz nowego samolotu wielozadaniowego, wyjaśnieniem jest również katastrofalna sytuacja amerykańskiego przemysłu kosmicznego.

Amerykanie nie wysłali człowieka w kosmos od 8 lipca 2011 roku (wtedy miał miejsce ostatni lot promu kosmicznego). To już prawie 7 lat, odkąd muszą wysługiwać się Rosjanami (Sojuz) w dowożeniu własnych astronautów na międzynarodową stację kosmiczną ISS. Co więcej – ich uzależnienie było i nadal jest kompleksowe, bo największe amerykańskie rakiety nadal korzystają z rosyjskich silników RD-180. Teraz, tj. w 2018 roku, to się zmieniło: na początku br. amerykańska firma SpaceX startem rakiety Falcon Heavy udowodniła, że Amerykanie dysponują możliwością wyniesienia ciężkich pojazdów załogowych z użyciem rodzimej produkcji aż 27 mniejszych silników (cóż z tego, że nie jest certyfikowana do przenoszenia ludzi, kiedy w sytuacji wojny liczyć się będzie, że rakieta nie wybucha podczas startu, a wówczas certyfikaty nie mają żadnego znaczenia). Dodatkowo latem tego roku mają się odbyć próbne loty certyfikacyjne dwóch kosmicznych pojazdów załogowych. Co więcej, założona przez właściciela Amazon firma Blue Origin – opracowała znacznie cięższy zamiennik rosyjskiego silnika o nazwie BE-4 (jego pierwszy test przeprowadzono pod koniec 2017 r.), co pozwoli uniezależnić przemysł kosmiczny od Rosjan, także w sektorze towarowym [45].

Możliwość wynoszenia ładunków na orbitę jest kluczowa, ponieważ szykowany konflikt na Pacyfiku to pierwsza wojna, która będzie prowadzona także w kosmosie. Amerykańscy marynarze na nowo uczą się nawigacji, bo przy powszechności systemów GPS zdolność tę utracili. Umiejętność czytania map i układów gwiazd może się okazać przydatna, gdy Chińczycy wystrzelą rakiety do niszczenia satelitów; mają też oni zdolność zakłócania częstotliwości, a także przejmowania dronów nieszyfrujących sterującego przekazu radiowego. W rezultacie, na razie za wyjątkiem 25% cła na stal i aluminium, których $ 50 miliardowy wpływ Chiny wyrównały kontrcłami na 128 produktów [46], brak jest retoryki wojennej w mediach (zanim dojdzie do wojny, trzeba taką atmosferę podgrzewać).

Drugą równie ważną przyczyną ograniczeń w eskalacji atmosfery wokół przyszłego konfliktu była sytuacja obu Korei pod koniec zeszłego i na początku bieżącego roku. Sprytnie podjudzana przez Chińczyków groźba ataku Korei Północnej na swojego południowego sąsiada, połączona z możliwością atomowego uderzenia na Amerykę (ostatnia testowana rakieta Koreańczyków z północy miała już możliwość dolecenia do Stanów Zjednoczonych, ale nie mogła pomieścić jeszcze bomby wodorowej), musiała wywołać reakcję Donalda Trumpa. Establishment USA był tą sytuacją tak zaskoczony, że zdołał wysłać na miejsce tylko dwa lotniskowce w ramach demonstracji siły (co pokazuje realne zdolności marynarki w sytuacji nagłej: tylko jedna grupa bojowa), trzeci dołączył dopiero po miesiącu i to z nieukompletowanym stanem załogi. Dopóki istniała realna możliwość inwazji na Koreę i zaangażowania się w konieczność pacyfikacji kilkudziesięciu milionów wygłodniałych Koreańczyków, groźba ataku na Chiny przesuwała się w czasie. O to opóźnienie Chińczykom chodziło. Jednak 13 marca tego roku Donald Trump zwolnił dotychczasowego sekretarza stanu, Rexa Tillersona, zastępując go szefem tajnych służb, Michaelem Pompeo [47]. W rezultacie za amerykańską dyplomację osobiście wziął się szef CIA. Niestety dla Chińczyków amerykański wywiad przejrzał blef związany z Koreą [48] i zmusił Kim Dzong Una do zawarcia pokoju (być może właśnie za to Mike Pompeo został tym stanowiskiem nagrodzony). Pokój pomiędzy obiema Koreami zostanie podpisany po 68 latach rozejmu. W ciągu tego lata prezydent Trump ostatecznie zakończy kwestię Korei, co rozwiązuje Amerykanom ręce na jesień.

Wojna USA-Chiny najwcześniej rozpocząć się może właśnie na jesieni, po potwierdzeniu zdolności rodzimego przemysłu do wynoszenia misji załogowych w przestrzeń kosmiczną. Teatr działań rozciąga się na półkuli północnej, przez co ważna jest tutaj obserwacja, że wojen tradycyjnie nie rozpoczyna się zimą. Powinna zatem zacząć się ona w pierwszym możliwym terminie, tj. na przełomie września i października lub wiosną. Lecz kampania wiosenna może być spóźniona – Chiny mogą być już wtedy za silne.

Nie od dzisiaj wiadomo, że nie będzie to wojna lądowa. Amerykanie nie planują desantu na Chiny. Świadczy o tym nie tylko niemożność logistyczna takiego przedsięwzięcia, która się nie poprawia (systemy ochrony aktywnej typu hard kill, wyłapujące nadlatujące pociski i znacznie ulepszające możliwości bojowe czołgów M1A2 Abrams, w pierwszej kolejności powędrują do brygady stacjonującej w Polsce, a nie do Marines), lecz również, a może przede wszystkim z powodu strategii wyjścia z takiego konfliktu. Nikt bowiem nie jest zainteresowany wojną totalną, w którą teoretycznie można wciągnąć mniej więcej co czwartego obywatela płci męskiej (tak było np. podczas I wojny światowej – co oznacza, że Chiny wystawią około 170 milionów żołnierzy); jest to po prostu globalna gra o przywództwo i żadna ze stron nie chce w niej stracić swojej mocarstwowej pozycji. To będzie wojna wysokich technologii i wojskowych elit: wojna powietrzno-morsko-cyber-kosmiczna. Straty odnotują przede wszystkim poszczególne gospodarki. Liczył się będzie sprzęt zdolny do dalekiego rażenia. Nie ma więc w tej sytuacji perspektywy rezygnacji Ameryki z konfliktu z powodu przewagi liczebnej wojsk Chin. Tutaj liczy się przewaga zaawansowanego sprzętu, a nią dysponuje nadal marynarka i lotnictwo USA.

Na podstawie analizy dotychczasowych konfliktów (ostatni miał miejsce w 1979 roku) [49], w jakie zaangażowane były współczesne Chiny – wiadomo, że Państwo Środka (ze względów kulturowych zmuszających przywódców do zachowania twarzy) nie będzie skłonne do negocjacji pokojowych, jeśli będą prowadzić konflikt z równorzędnym przeciwnikiem (tak, by nie być postrzegane jako słabe), co oznacza, że dojdzie do szybkiej eskalacji, tak jak to miało miejsce w przeszłości. Uważając (nie bez racji), że opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych będzie mało odporna na wieści o poważnych stratach w ludziach, a jeśli się pojawią, będzie dążyć do jak najszybszego zakończenia dalszego rozlewu krwi – Chiny spróbują zatopić amerykański lotniskowiec, dążąc do dużej bitwy morskiej i nie licząc się ze stratami we własnej flocie. Straty wśród pilotów obu stron będą ukrywane, małe okręty będą bagatelizowane, zatopione okręty podwodne będą uznawane za zaginione, ale nie można ukryć przed światem trafienia w dumę floty – lotniskowiec. Nawet przy obecnej dysproporcji sprzętu Chiny mogłyby taką bitwę wydać i wygrać – dysponują bowiem dwoma małymi lotniskowcami, osłanianymi przez około 50 innych okrętów (drugi chiński lotniskowiec właśnie kończy próby morskie, a pełną gotowość bojową osiągnie w przyszłym roku; trzeci zaś, tym razem dużo większy, jest w budowie).

Amerykanie będą prowadzić wojnę prawdopodobnie dwiema grupami bojowymi, po dwa lotniskowce w każdej (na wystawienie na ryzyko większej ilości lotniskowców ich nie stać – inaczej utracą zdolność działania w każdym zakątku świata). Jeśli do takiej walnej bitwy dojdzie z jedną z grup bojowych i jeśli w jej wyniku Amerykanie rzeczywiście utracą przynajmniej jeden okręt-lotnisko, wojna może zakończyć się międzynarodową percepcją zwycięstwa Chin (nawet jeśli potem zdziesiątkowana Chińska flota wycofa się do portów i będzie biernie odpierać ataki kolejnych bombardowań na przybrzeżne miasta).

Chiny – USA, czyli droga do wojny: Alternatywna historia

Dominacja świata atlantyckiego powoli się kończy, czas na dominację Pacyfiku. W rezultacie Ameryka, ta powoli zapominana kolonia, straciła dziejową szansę na zapisanie się w historii czymś więcej, niż jedynie jako kolejne imperium. Istniała pewna możliwość – na początku lat 60. XX wieku – by Ameryka poprowadziła ludzkość w przestrzeń kosmiczną, co kulturowo i znaczeniowo przytłoczyłoby wszystko, co zrobiły do tej pory inne imperia. Istniała ta możliwość – gdyby tylko USA kontynuowały w tempie z lat 60. swój dalszy program kosmiczny, ale tego nie zrobiły z powodów… mniejsza o nie. Dzięki rozwiniętej infrastrukturze kosmicznej w 30 lat później (około roku 2000) miałyby możliwość uderzenia konwencjonalnego w każde miejsce na Ziemi – choćby za pomocą satelitów geostacjonarnych zrzucających kilkunastometrowe pręty wolframu lub inne grawitacyjnie rozpędzany masy, które w momencie uderzenia w powierzchnię byłyby bronią nie do obrony, nawet przy technologii laserowej, ponieważ taki pocisk jest pozbawiony napędu i tylko spada, a nie wykonuje lotu poziomo. Tylko z lotu poziomego każdy pocisk można potencjalnie wytrącić.

W sytuacji takiej przewagi prestiżowej (aktywnej bazy na Księżycu i dokonanego lądowania na Marsie) i wojskowej (rozwinięta sieć stacji kosmicznych z uzbrojonymi satelitami wojskowymi) – świat mógłby się ugiąć, a Chiny mogłyby zaakceptować przewodnictwo USA w zamian za dostęp do infrastruktury kosmicznej, np. wstęp na duże stacje kosmiczne. Jednak Ameryka zdecydowała się usiąść na laurach, a za 50 do 100 lat nikt już nie będzie pamiętał, kto rozpoczął i długo prowadził w wyścigu ludzkości o eksplorację kosmosu, ponieważ NASA zgubiła oryginalne nagrania w idealnej jakości z pierwszego lądowania na Księżycu w wysokiej rozdzielczości (a ostatnio nawet skasowała projekt łazika księżycowego [50]).

Chiny – USA, czyli droga do wojny: Główne przesłanie

Na koniec należy także podsumować i uściślić główną tezę, jaką chciałem przekazać w kwietniu 2018 roku za pomocą niniejszego opracowania. Otóż nie głosi ona, że wojna USA-Chiny na pewno wybuchnie na przełomie września i października tego roku, tylko że wszystkie czynniki racjonalne na to wskazują. A wielcy politycy – właśnie takimi czynnikami się posługują przy projektowaniu swoich posunięć. Innymi słowy, jeśli gorąca wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami miałaby kiedykolwiek wybuchnąć – to właśnie za pół roku, na jesieni 2018 roku, bo wtedy jest na ów konflikt największa szansa. Obyśmy przetrwali ten rok, i to bez tego konfliktu…

Zbigniew Galar

Bibliografia:

[1] Wang B., China’s GDP already surpasses the 19 countries that make Eurozone in 2018, Next Big Future, 2018, https://www.nextbigfuture.com/2018/03/chinas-gdp-already-surpasses-the-19-countries-that-make-eurozone-in-2018.html, dostęp: 2018.04.22.

[2] Mortimer C., Donald Trump: Six things new US President has done in his first days in the Oval Office, Independent, 2017, https://www.independent.co.uk/news/world/americas/donald-trump-what-new-us-president-done-signed-executive-orders-white-house-meetings-mexico-border-a7545371.html, dostęp: 2018.04.01.

[3] McCain J., America’s most wasted, Senator John McCain report, 2015, https://ec.militarytimes.com/static/pdfs/americas-most-wasted-the-army-s-costly-misfire-10-2015.pdf, dostęp: 2018.04.22.

[4] Lockie A., China just confronted the US Navy in the Pacific — and it looks like China came out on top, Business Insider, 2017, https://businessinsider.com.pl/international/china-just-confronted-the-us-navy-in-the-pacific-and-it-looks-like-china-came-out-on/69zwblg, dostęp: 2018.04.22.

[5] Lockie A., The most expensive F-35 variant has hit another major snag that could take years to fix, Business Insider, 2017, http://www.businessinsider.com/expensive-f35-snag-years-to-fix-2017-1?IR=T, dostęp: 2018.04.22.

[6] Capaccio A., F-35 Program Costs Jump to $406.5 Billion in Latest Estimate, Bloomberg, 2017, https://www.bloomberg.com/news/articles/2017-07-10/f-35-program-costs-jump-to-406-billion-in-new-pentagon-estimate, dostęp: 2018.04.22.

[7] Trevithick J., Navy to Slash Legacy F/A-18 Hornet Fleet To Prop Up Beleaguered USMC Squadrons, The Drive, 2018, http://www.thedrive.com/the-war-zone/19040/navy-to-slash-legacy-f-a-18-hornet-fleet-to-prop-up-beleaguered-usmc-squadrons, dostęp: 2018.04.22.

[8] Lockie A., Boeing has an updated F-18 in the works — here’s how it’s ‘comparable’ to the F-35, Business Insider, 2017, http://www.businessinsider.com/boeing-updated-f18-comparable-f35-advanced-super-hornet-2017-1?IR=T, dostęp: 2018.04.22.

[9] Lockie A., Former US Navy commander: Here’s what the US should have built instead of the F-35, Business Insider, 2016, http://www.businessinsider.com/alternative-to-f-35-2016-12?IR=T, dostęp: 2018.04.22.

[10] China vs. Russia, Index Mundi, 2017, https://www.indexmundi.com/factbook/compare/china.russia/economy, dostęp: 2018.04.22.

[11] Mitchell E., Trump wants ‘goddamned steam’ catapults on new aircraft carriers, The Hill, 2017, http://thehill.com/policy/defense/333040-trump-wants-goddamned-steam-catapults-on-new-aircraft-carriers, dostęp: 2018.04.22.

[12] Xiaoci D., China’s new ramjet engine to enhance firing range of missiles, combat ability of J20, Global Times, 2017, http://www.globaltimes.cn/content/1050098.shtml, dostęp: 2018.04.23.

[13] Seidel J., China declares success of hypervelocity missile program, http://www.news.com.au/technology/china-declares-success-of-hypervelocity-missile-program/news-story/f85c269edd0eb804ac6509486633cb4c, dostęp: 2018.04.23.

[14] Seidel J., Hypersonic missiles: China’s lead prompts Pentagon call for new defence systems, News.com.au, 2018, http://www.news.com.au/technology/innovation/hypersonic-missiles-chinas-lead-prompts-pentagon-call-for-new-defence-systems/news-story/697fe1a50704fd6fa993f15419882177, dostęp: 2018.04.23.

[15] Insinna V., Boeing offers sneak peek of MQ-25 tanker drone, TechWatch, 2017, https://www.defensenews.com/air/2017/12/19/boeing-offers-sneak-peek-of-mq-25-tanker-drone/, dostęp: 2018.04.22.

[16] Zemło J., Więcej szczegółów na temat MQ-25 Lockheeda Martina, Konflikty.pl, 2018, http://www.konflikty.pl/aktualnosci/wiadomosci/wiecej-szczegolow-mq-25-lockheeda/, dostęp: 2018.04.24.

[17] Muczyński R., Lockheed Martin opracuje pocisk hipersoniczny, Milmag, 2018, https://www.milmag.pl/news/view?news_id=764&q=hipersoniczny, dostęp: 2018.04.23.

[18] Michałek M., Seria samobójstw, dziesiątki aresztowań. Wielka czystka w chińskiej armii, TVN 24, 2014, https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/samobojstwa-w-chinskiej-armii,493634.html, dostęp: 2018.04.01.

[19] Łapówki, kochanki i ujawnianie sekretów państwa. Były szef chińskich służb aresztowany, TVN 24, 2014, https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/chinski-minister-aresztowany-korupcja-w-chinach,496100.html, dostęp: 2018.04.01.

[20] Bielecki J., Xi Jinping: Człowiek, który jest ważniejszy nawet od Trumpa, Rzeczpospolita, 2017, http://www.rp.pl/Polityka/310179890-Xi-Jinping-Czlowiek-ktory-jest-wazniejszy-nawet-od-Trumpa.html, dostęp: 2018.04.01.

[21] Kalwasiński M., Xi Jinping – jak czerwone książątko wyrosło na cesarza, Bankier PL, 2017, https://www.bankier.pl/wiadomosc/Xi-Jinping-jak-czerwone-ksiazatko-wyroslo-na-cesarza-7551600.html, dostęp: 2018.04.01.

[22] Huang E., For every $1 the US put into adding renewable energy last year, China put in $3, Quartz, 2018, https://qz.com/1247527/for-every-1-the-us-put-into-renewable-energy-last-year-china-put-in-3/, dostęp: 2018.04.24.

[23] Morgan S., China eclipses Europe as 2020 solar power target is smashed, Euractiv, 2017, https://www.euractiv.com/section/energy/news/china-eclipses-europe-as-2020-solar-power-target-is-smashed/, dostęp: 2018.04.24.

[24] Dąbrowski M., Energiczna Azja, odc. 2: Malakka oraz inne dylematy, Biznes Alert, 2016, http://biznesalert.pl/energiczna-azja-odc-2-malakka-oraz-inne-dylematy/, dostęp: 2018.04.24.

[25] Hong Liang L., Thailand, China sign agreement to construct a new strategic Kra Canal, Seatrade Maritime News, 2015, http://www.seatrade-maritime.com/news/asia/thailand-china-to-construct-a-new-strategic-kra-canal.html, dostęp: 2018.04.24.

[26] Bernard M., 6 of 10 Big Electric Car Companies Are in China, Clean Technica, 2017, https://cleantechnica.com/2017/11/23/6-10-big-electric-car-companies-china/, dostęp: 2018.04.24.

[27] Coren M., One city in China has more electric buses than all of America’s biggest cities have buses, Quartz, 2018, https://qz.com/1169690/shenzhen-in-china-has-16359-electric-buses-more-than-americas-biggest-citiess-conventional-bus-fleet/, dostęp: 2018.04.24.

[28] Repetowicz W., Chiny w Dżibuti: nowe rozdanie w geopolitycznej rozgrywce, Defence 24, 2017, http://www.defence24.pl/chiny-w-dzibuti-nowe-rozdanie-w-geopolitycznej-rozgrywce, dostęp: 2018.04.28.

[29] Schultz K., Sri Lanka, Struggling With Debt, Hands a Major Port to China, New York Times, 2017, https://www.nytimes.com/2017/12/12/world/asia/sri-lanka-china-port.html, dostęp: 2018.04.28.

[30] Horowitz J., Alderman L., Chastised by E.U., a Resentful Greece Embraces China’s Cash and Interests, New York Times, 2017, https://www.nytimes.com/2017/08/26/world/europe/greece-china-piraeus-alexis-tsipras.html, dostęp: 2018.04.28.

[31] Biernat J., Mińsk doczekał się własnego China Town, Obserwator finansowy, 2012, https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/minsk-doczekal-sie-china-town/, dostęp: 2018.04.28.

[32] Białoruś i Chiny zwierają szyki. W walce z “kolorowymi rewolucjami”, TVN 24, 2017, https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/bialorus-i-chiny-beda-walczyc-z-kolorowymi-rewolucjami,740288.html, dostęp: 2018.04.28.

[33] Tomaszewski W., Wojna o kanał, CzasNaHistorię, 2017, http://czasnahistorie.pl/wojciech-tomaszewski/wojna-o-kanal/2/, dostęp: 2018.04.29.

[34] PCC Intermodal S.A. uruchomiła połączenie kontenerowe z terminalu PCC w Kutnie do Chengdu (Chiny), PCC, 2016, https://www.pcc.eu/pcc-intermodal-s-a-uruchomila-polaczenie-kontenerowe-z-terminalu-pcc-w-kutnie-do-chengdu-chiny/?lang=pl, dostęp: 2018.04.29.

[35] Francis J., The Arctic Is Breaking Climate Records, Altering Weather Worldwide, Scientific American, 2018, https://www.scientificamerican.com/article/the-arctic-is-breaking-climate-records-altering-weather-worldwide/, dostęp: 2018.04.28.

[36] Chiny wyruszają na podbój Arktyki, Sputnik News, 2017, https://pl.sputniknews.com/swiat/201710166486986-Chiny-Rosja-Arktyka-sputnik/, dostęp: 2018.04.28.

[37] Ekspert: Rosja na konflikcie z Ukrainą straciła 50 miliardów dolarów, Forsal.pl, 2018, http://forsal.pl/artykuly/1120675,ekspert-rosja-na-konflikcie-z-ukraina-stracila-50-miliardow-dolarow.html, dostęp: 2018.04.29.

[38] Kalwasiński M., “Handelsblatt”: Polska i 26 krajów UE krytykują “Pas i Szlak”, Bankier.pl, 2018, https://www.bankier.pl/wiadomosc/Handelsblatt-Polska-i-26-krajow-UE-krytykuja-Pas-i-Szlak-7583912.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=sm&utm_campaign=socialfb, dostęp: 2018.04.28.

[39] Kowalski B., Dr Bartosz Kowalski: Międzymorze w cieniu smoka, Obserwator międzynarodowy pl, 2018, http://obserwatormiedzynarodowy.pl/2018/04/24/dr-bartosz-kowalski-miedzymorze-cieniu-smoka/, dostęp: 2018.04.29.

[40] Tartar A., Rojanasakul M., Diamond J., How China Is Buying Its Way Into Europe, Bloomberg, 2018, https://www.bloomberg.com/graphics/2018-china-business-in-europe/, dostęp: 2018.04.29.

[41] Li F., Why have all western internet firms (WIFS) failed in china? A phenomenon-based research, Academy of Management Discoveries, DOI: 10.5465/amd.2017.0102, 2018.

[42] Valori G., The de-dollarization in China, Modern Diplomacy, 2018, https://moderndiplomacy.eu/2018/04/09/the-de-dollarization-in-china/, dostęp: 2018.04.29.

[43] Engdahl W., Gold, Oil and De-Dollarization? Russia and China’s Extensive Gold Reserves, China Yuan Oil Market, Global Research, 2017, https://www.globalresearch.ca/gold-oil-and-de-dollarization-russia-and-chinas-extensive-gold-reserves-china-yuan-oil-market/5608942, dostęp: 2018.04.29.

[44] Morrissey E., China Wants To Know: What’s Your “Social Credit Score”?, Hot Air, 2018, https://hotair.com/archives/2018/04/24/china-wants-know-whats-social-credit-score/, dostęp: 2018.04.29.

[45] Ziemnicki P., Trwają testy nowego silnika Blue Origin. Następca RD-180 wciąż nie wskazany, Space 24, 2018, http://www.space24.pl/trwaja-testy-nowego-silnika-blue-origin-nastepca-rd-180-wciaz-nie-wskazany, dostęp: 2018.04.29.

[46] Jarząbek P., Trump chce nałożyć kolejne cło na chińskie towary o łącznej wartości 100 mld USD, Comparic.pl, 2018, https://comparic.pl/trump-chce-nalozyc-kolejne-cla-towary-o-lacznej-wartosci-100-mld-usd/, dostęp: 2018.04.29.

[47] Orłowski M., Donald Trump zwolnił sekretarza stanu Rexa Tillersona. Zastąpi go szef CIA Mike Pompeo, Wyborcza.pl, 2018, http://wyborcza.pl/7,75399,23136796,donald-trump-zwolnil-sekretarza-stanu-rexa-tillersona-zastapi.html, dostęp: 2018.04.29.

[48] Koree po 68 latach chcą zakończyć wojnę. Jest deklaracja, MSN Wiadomości, 2018, https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/swiat/koree-po-68-latach-chc%C4%85-zako%C5%84czy%C4%87-wojn%C4%99-jest-deklaracja/ar-AAwp9NF?ocid=spartandhp, dostęp: 2018.04.29.

[49] Skylar Mastro O., How China Ends Wars: Implications for East Asian and U.S. Security, The Washington University Quarterly, 2018, https://twq.elliott.gwu.edu/sites/g/files/zaxdzs2121/f/downloads/TWQ_Spring2018_Mastro.pdf, dostęp: 2018.04.29.

[50] Sheridan K., Scientists shocked as NASA cuts only moon rover, Phys.org, 2018, https://phys.org/news/2018-04-scientists-nasa-moon-rover.html, dostęp: 2018.04.28.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (23)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *