Co autor „Marynarki” miał na myśli, czyli wywiad z Tomaszewskim

mirosław tomaszewski marynarka

Z okazji powieści „Marynarka” Mirosława Tomaszewskiego, mam przyjemność przedstawić Czytelnikom Tostera unikalny wywiad z autorem, który został przeprowadzony specjalnie dla Tostera Pandory.  Chciałabym bowiem, aby dział Literatury zawierał nie tylko oczywiste recenzje, opinie na temat rozmaitych utworów literackich. Sama będąc pisarką, uwielbiam atmosferę wokół spotkań z pisarzami i szalenie intryguje mnie zawsze, „co autor miał na myśli”. To niezmiernie ciekawe, co kierowało autorem, jakie tropy myślowe, bądź codzienne – prozaiczne, przywiodły go do poruszenia takiej, a nie innej tematyki. Ile autor ma wspólnego ze swoim bohaterem literackim? Którędy przebiega granica między fikcją a realnością? Jaka jest zawartość „prawdy w prawdzie”?… Pandora spróbuje poniżej odpowiedzieć na te pytania, i na wiele innych. Spróbuje porwać Was do wnętrza głowy pisarza. Spróbuje zorganizować specjalnie dla Was najprawdziwsze, choć przecież wirtualne, spotkanie z autorem. Zapraszam serdecznie do lektury wywiadu, z którego wyłania się postać pisarza – świadomego, wrażliwego, inteligentnego, otoczonego niezwykłą aurą pokory i taktu, połączonych z determinacją urodzonego indywidualisty…

Justyna Karolak.

 mirosław tomaszewski 1

Rozmowa Pandory z Mirosławem Tomaszewskim – 15. czerwca 2014.

Pandora: Chadzasz w marynarce?

Mirosław Tomaszewski: Rzadko.

P.: Dlaczego? Czyżby z tego samego powodu, co Smutny, główny bohater Twojej powieści, „Marynarka”?

M.T.: Teraz już się powoli godzę z tym mundurkiem, jako najbardziej przydatnym w wielu sytuacjach i pozwalającym ukryć się w tłumie. Nie jestem, jak Smutny, punkiem ani w ogóle rebeliantem, jak tamten facet, ale jest we mnie silny rys antyestablishmentowy, więc unikanie marynarek kiedyś było dla mnie dość ważne. W mojej poprzedniej powieści „UGI”, nurt buntu był również wyraźnie widoczny. Tamta powieść określana była niekiedy jako thriller antyglobalistyczny. Orwellowski „Pełnomocnik”, którym zadebiutowałem, mówił o totalitaryzmie, więc wyłania się z tych trzech powieści postać autora, który raczej z trudem mieści się w marynarce.

P.: Z tego co mówisz, odnoszę wrażenie, że Twoje powieści są silnie determinowane przez problematykę społeczno-polityczną. Czy tak?

M.T.: Potwierdzam i zaprzeczam. Kiedy słyszę: powieść społeczna, polityczna albo historyczna, najchętniej odwracam się na pięcie. Ale nie mogę też zaprzeczyć, że moje książki są osadzone w którymś z wyżej wymienionych kontekstów lub z wieloma naraz, jednocześnie próbując się z tych szufladek wyrwać, mam nadzieję, że skutecznie. W centralnym punkcie każdej z moich powieści osadzony jest człowiek. A konkretnie mężczyzna, tak się złożyło, nie przypadkiem. Tę postać zawsze stawiam w tle społecznym, politycznym lub historycznym i każę jej dokonywać wyborów. Czasem bohater podejmuje decyzje, czasem ich unika, ale zawsze jest silnie dotknięty przez to, co dzieje się dookoła. Można powiedzieć, że los miota moimi postaciami, a ich decyzje nie zawsze są sprawcze. Unikam herosów, którzy są genialni, silni i zawsze wygrywają.

P.: Z pewnością takim herosem nie jest Adam, czyli Smutny z „Marynarki”. Czy on jest Twoim alter ego?

M.T.: Nie, chociaż ja też wygrywam rzadko, jak większość z nas. Unikam tworzenia postaci, które są czyimiś kopiami, a tym bardziej powielania siebie. W jakimś sensie nie znoszę Smutnego, mimo że dobrze go rozumiem i współczuję mu. W gruncie rzeczy jest niewinny. To, jacy jesteśmy, zależy od tego, co zdarzyło się wcześniej, nie tylko nam. Ta uniwersalna zasada w jego wypadku staje się dojmująca. Na przykładzie Smutnego pokazuję, jak mocno kształtuje nas przeszłość. Ten, kogo przemielą młyny historii, nie ma szans wyjść z tego cało. Nie nadaję się na bohatera tego typu powieści, które sam piszę i nie chciałbym nim być. Na szczęście ze mną los obszedł się o wiele łaskawiej.

P.: Może przeznaczenie wyznaczyło Ci rolę pisarza, który tworzy innych, często nieszczęśliwych ludzi – ale to chyba okrutne zadanie?

M.T.: Tak. Ale jakoś sobie z tym daję radę.

P.: Co zatem pcha ludzi na drogę pisania? Oprócz losu, oczywiście.

M.T.: Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Wydaje mi się, że to rodzaj wewnętrznej skazy, z którą niektórzy się rodzą. Do jej opisania użyłbym wyrażenia – nadwyżka wyobraźni. Większość potrafi ją zaleczyć, niektórzy ją rozdrapują. Ci, którzy ją mają i rezygnują z bycia twórcą, skazują się na niespełnienie, rozpamiętywanie zaniechanych szans. Ci, którzy ryzykownie idą tą drogą, zwykle nie mają wcale lżej. Kilka razy zostałem zapytany przez kogoś na rozdrożu o radę dotyczącą podjęcia prób literackich. Upraszczając, oczekiwano ode mnie porady – czy warto? Moja odpowiedź brzmi zawsze tak samo. Jeśli nie jesteś pewien, to znaczy, że nie warto. Ci, którzy to robią, zwykle nie mają wyboru – muszą. Każdy, kto ma zbyt wiele wahań, polegnie wcześniej czy później, więc lepiej nie zaczynać.

P.: A skąd u Ciebie ta determinacja?

M.T.: To jedna z tych tajemnic, której nigdy nie udaje się poznać. Kiedy próbuję ją rozwikłać, zwykle przychodzą mi do głowy dwie przyczyny: specyficzny genotyp i przeznaczenie. Obie ze sobą powiązane, chociaż jedno pojęcie pochodzi z nauki, a drugie bliższe jest mistycyzmowi i wierze, jakkolwiek ją rozumiemy.

P.: Bliższe wierze – w co?

M.T.: W przeznaczenie.

P.: Nie wiesz, dlaczego piszesz, ale może wiesz chociaż, dlaczego napisałeś „Marynarkę”?

M.T.: Ten temat gnębił mnie od dzieciństwa. Urodziłem się i dorastałem w pobliżu gdyńskiej stoczni. Nocne walenie w blachy kadłubów statków towarzyszyło moim snom i bezsenności. 17. grudnia 1970, obudziły mnie strzały, które z tej odległości były jakimś nieznanym dźwiękiem. Po kilku dniach okazało się, że tego dnia, na którejś z gdyńskich ulic, zginął uczeń Technikum Chłodniczego, do którego 3 miesiące wcześniej zacząłem chodzić. Nazywał się Staszek Sieradzan. Nie poznaliśmy się, ale jego śmierć była dla mnie doświadczeniem formującym, jeśli chodzi o stosunek do PRL, co przełożyło się później na relację z władzą totalitarną i w jakimś sensie z każdą władzą. Byłem zawsze uczulony na jej kłamstwa i manipulacje. Po lekturze „Archipelagu Gułag”, „Roku 1984” i innych nielegalnych książek już wiedziałem, że w moim kraju czeka mnie wewnętrzna emigracja albo walka. Nie mam duszy wojownika i jestem indywidualistą, więc moja aktywność przełożyła się na pisanie. To była moja walka. Nie tyle o lepsze państwo, ile o wewnętrzną wolność, którą znajdowałem tam, gdzie mogłem rządzić niepodzielnie – w krainach stworzonych przez swoją wyobraźnię. Ta ucieczka od rzeczywistości nie była jednak czystym eskapizmem. Zawsze chodziło o jakąś sprawę, chociaż nie zawsze o tę, którą żyło społeczeństwo przejęte „Tańcem z gwiazdami”.

P.: O jaką dokładnie sprawę chodzi w „Marynarce”?

mirosław tomaszewski 2

M.T.: O zbrodnię. I karę. O pamięć. I niepamięć. O to, że w głowie każdego z nas przeszłość wygląda inaczej. O to, jak trudno jest ocenić czyjeś postępowanie. O zrozumienie innego człowieka. O Polskę – kraj ludzi nieufnych, doświadczanych traumatycznie przez historię. O zagadkę, której stopniowe rozwiązywanie ma dać czytelnikowi przyjemność lektury. O elementy z których składa się życie. Struktura tej powieści bywa określana przez dwa wyrazy – puzzlowa i szkatułkowa. Puzzlowa, bo opowieść zbudowana jest z wielu mini opowiadań, które powoli składają się w większą całość. Szkatułkowa, bo – jak w rosyjskiej matrioszce – po wyjęciu mniejszej z większej, okazuje się, że w środku jest jeszcze następna.

P.: Kim jest mężczyzna na okładce „Marynarki”?

M.T.: Wszystko zależy od czytelnika. Dla mnie jest to Smutny. Szkoda, że z konturu tej postaci nie wystaje gitara. Wtedy byłby nim bezsprzecznie. Teraz może być to także jego ojciec. W poprzedniej wersji okładki, w czarnej sylwetce był mały biały punkcik umiejscowiony w miejscu serca. To był ślad po kuli, która przeszła na wylot. W tej wersji postacią był raczej ojciec Smutnego, ale mógłby także być to jego syn, który w powieści dwukrotnie założył marynarkę. Bardzo spodobał mi się ten znak plastyczny zastosowany przez panią Katarzynę Borkowską, autorkę okładki. Postanowiłem więc przedłużyć życie tej białej kropki i czasem, jeśli czytelnik sobie tego życzy, w papierowej wersji książki robię w odpowiednim miejscu otwór przy pomocy młotka i szewskiego dziurkacza, wycinając w kartoniku okładki dziurę po kuli w miejscu serca.

P.: Kto będzie na okładce następnej powieści?

M.T.: Jeszcze nie wiem. Dopiero naszkicowałem jej plan. Tymczasem dopinam moje trzy komedie teatralne. Właściwie to są one gotowe i czekają na swoje szanse.

P.: Kiedy i gdzie można będzie je obejrzeć?

M.T.: Pierwszy termin to wrzesień 2014, w którym ma być premiera „Osadzonych”. Drugi to listopad z „Teściową Hamleta”, ale wolałbym widzów jeszcze nie zapraszać na spektakle. Ta druga komedia miała już 6 dat zapowiadanych premier, ale żadna się nie odbyła, chociaż powstawał już nawet plakat i odbywały się próby. Jeśli premiery staną się nieodwoływalne, informację o tym zamieszczę na moim blogu, do którego odwiedzenia zapraszam: www.tomaszewski.edmuz.pl.

P.: Dlaczego piszesz komedie? To bardzo odległe od Twoich, raczej tragicznych, powieści.

M.T.: Nie do końca tragicznych. Wielu widzi w moich książkach, a szczególnie w „Marynarce”, dużo elementów komediowych. Mierzę się z tym gatunkiem, szukając ekstremalnych wyzwań. Rozbawić kogoś – to najtrudniejsze zadanie i wcale nie tak odległe od tragedii. Bo gdy komedia nie śmieszy, to robi się z tego największa tragedia, głównie dla autora. Poza tym najśmieszniejsze jest i najskuteczniej działa zderzenie ludzkiej słabości z sytuacją komiczną. Śmiech najczęściej wybucha wtedy, gdy komuś się coś nie uda, ktoś jest głupszy od nas albo żałosny. Ten wniosek jest dla ludzkiego rodzaju bardzo przygnębiający i to być może stąd bierze się przysłowiowa smutna natura komików.

P.: Pisałeś powieści, dramaty, komedie teatralne, seriale telewizyjne. A co z filmem?

M.T.: To moja największa, do tej pory niespełniona, miłość. „Marynarka” jest zapisem scenariusza i mam nadzieję, że kiedyś zobaczę ten film na ekranie, ale tu nie można być niczego pewnym. Chodzi o kilka milionów złotych, a fabuł w Polsce powstaje stosunkowo niewiele. Jest bardzo trudno znaleźć producenta filmu, zwłaszcza gdy scenarzysta nie jest jednocześnie reżyserem. Mam też gotowy scenariusz na dramat młodzieżowo-muzyczny „Motyl”. Pewien reżyser przymierza się do realizacji komedii według tekstu mojej sztuki „Kopiuj, wklej”, ale ponieważ ma to być produkcja offowa, to czeka go ciężkie zadanie. Ale cóż przychodzi łatwo?… Mnie – niewiele. Doświadczenie podpowiada mi, że jeśli utwór ma być coś wart, musi być okupiony ciężką walką. Ale warto ją podejmować. To na koniec taka mądra rada dla tych, którzy stają przed ważną decyzją.

P.: Serdecznie dziękuję za tę rozmowę. I za radę.

Mirosław Tomaszewski – nota biograficzna oraz utwory literackie do pobrania (bezpłatnie)

Urodził się i mieszka w Gdyni. Autor komedii teatralnej Kopiuj, wklej (2014), Teściowa Hamleta (2013) i Osadzeni (2014); dwie ostatnie czekają na premierę, a ostatnia posiada również wersję angielską. Jego dramat Jak bracia w roku 2007 stał się słuchowiskiem Polskiego Radia, a w rok później  nominowano go do finału festiwalu Dwa Teatry. Komediowe słuchowisko Piśko (znane z Teatru Polskiego Radia z 2006r.) stworzył wspólnie z Pawłem Chmielewskim na podstawie prozy Arkadija Awerczenki. Autor powieści: Pełnomocnik (political fiction z nurtu orwellowskiego z 1992r.) i UGI (thriller antyglobalistyczny z 2006r.). Autor dramatu Stroiciel, który w reżyserii Pawła Chmielewskiego miał prapremierę w Teatrze TV w 1995r. Autor trzech opatentowanych wynalazków z dziedziny budowy maszyn… Autor scenariuszy do około 170. odcinków seriali telewizyjnych… i oczywiście Marynarki, powieści wydanej nakładem W.A.B. w 2013 roku.

W wywiadzie udzielonym Gazecie Wyborczej 17. grudnia 2013r., Tomaszewski powiedział tak, odnosząc się do treści Marynarki:

„Jest wiele książek historycznych, ale obraz przeszłości najskuteczniej zostaje osadzony w świadomości społeczeństw przez działania artystyczne. Rzadko są wierne prawdzie, czasem zaledwie się do niej zbliżają, ale to one, jeśli są coś warte, zostają najdłużej i działają najsilniej”.

Na łamach bloga Kronika błękitnej biblioteczki Monika Sjoholm powiedziała o Marynarce tak:

„To nie jest powieść historyczna, zahacza jedynie o czarny wątek: grudzień 1970 roku. Pisarz umiejętnie wplata ten dramatyczny epizod, który wypływa poniekąd z serc i dusz bohaterów –  jest to bardzo ciekawy zabieg, bo chodzi o jednostkę, o ludzkie dylematy, a nie o tendencyjne masowe informacje znane z telewizji”.

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *