Czary nauki i wątpliwości wiary

czary-nauki-i-watpliwosci-wiary

Zanim nauka uformowała się jako miano, którym operujemy dzisiaj, była częścią duchowości człowieka. Dopiero Isaac Newton wraz z odczarowaniem grawitacji – czyli wraz ze zdefiniowaniem powszechnego prawa ciążenia – wpłynął na powstanie miana nauki w tym kształcie, jaki znamy dzisiaj. Przed Newtonem – człowiek tłumaczył działanie sił przyrody cudem czy ingerencją bóstw (sił nadnaturalnych). Choć niewątpliwie sformułowanie „przed Newtonem” należy rozumieć w tym kontekście umownie, bo już za Kartezjusza umysł ludzki chciał wiedzieć, a nie jedynie zawierzać. Niemniej na potrzeby niniejszego artykułu spokojnie możemy wspólnie zogniskować się na tezie, że nauka nowożytna ukuła swe miano niejako na fundamencie odkryć – nie tylko Newtona, ale i Gottfrieda Leibniza. Przy czym problem polega na tym, że mylnym zdaje się ten współczesny osąd, który pojęcie nauki traktuje jako zupełnie odrębne i różne od pojęcia duchowości.

Owszem, struktury duchowości i nauki w procesie rozwoju dziejów i myśli ludzkiej wyspecjalizowały własne metody tudzież narzędzia służące do poznania świata, natomiast – jak pomógł mi zrozumieć mądry publicysta nazwiskiem Wojciech Jóźwiak: „Wiara w dualizm to miotanie się nieugruntowanego umysłu, ponieważ świat i rzeczywistość są od początku wielorakie i pluralne”.

Zarówno wiara, jak i nauka – w swej zdrowej postaci – kłaniają się nisko innemu jeszcze pojęciu, a mianowicie tajemnicy. Opinia, że ten, kto wierzy w Absolut, nie zawiera w sobie dociekliwości i pytań natury egzystencjalnej, jest błędna. Wierzący nie jest wolny od wątpliwości, a jego pokładanie ufności w Absolucie jest de facto wyrazem zgody na tajemnicę świata, a nie brakiem potrzeby zadawania pytań czy dziwienia się światu. Również opinia, że naukowiec nie godzi się na tajemnicę świata, jest analogicznie błędna – bo podążanie drogą nauki wymaga od człowieka sukcesywnego odkrywania kolejnych pokładów niewiedzy o świecie.

W postawach niektórych ludzi nauki przejawia się pogląd głoszący, że to oczywiste, a wręcz banalne – że nauka zmienia się pod napływem świeżych dowodów. Dlaczego więc tak trudno im przyjąć do wiadomości, że Absolut w pojęciu osoby wierzącej wcale nie wadzi jej: pytać, mierzyć się z osobniczymi wątpliwościami wobec życia i śmierci, czy poszukiwać wartości namacanych, weryfikowalnych…

Głębokie prawa rządzące światem tak samo jak Absolut – chowają się przed ludzkim wzrokiem. Zarzut wobec wiary, że przekłamuje ona rzeczywistość – że krzewi fałszywy obraz świata – jest chybiony i nacechowany lekceważąco w stosunku do ludzi wiary. To jest postawa zakrawająca na cyrkową, karykaturalną próbę zanegowania 12 000 lat rozwoju kultury w imię powierzchownego kożucha unoszącego się na osobistym doświadczeniu modelowanym medialnymi obcasami.

czary-nauki-i-watpliwosci-wiary-1

Śmieszy mnie ta bezwzględna i próżna polaryzacja ludzi w kierunku albo fanatycznego pogrążenia się w wyznawanej idei, albo odejścia od religii. I zdumiewa mnie postawa niektórych jednostek ulegających tej polaryzacji w tym samym czasie, w którym mianują się oni zdrowym rozsądkiem, racjonalizmem i sceptycyzmem. Śmieszy, bo z chwilą kiedy PiS objął władzę, populistyczne mass media „polskie” (będące de facto kapitałem obcym, a mówiąc dokładniej: niemieckim) nakręcają nieśmiertelną sprężynę aborcji jako elementarnego prawa człowieka do ochrony swego życia i zdrowia, zestawiając tę że aborcję z iście przerażającym obrazem niejakiego profesora Chazana – aby poprzez ów wyreżyserowany kontrast jasno udokumentować społeczeństwu polskiemu, że bycie chrześcijaninem i katolikiem koniecznie równa się antyhumanistycznej klauzuli sumienia, i że katolicka bogobojność jest wyrazem wyłącznie zidiocenia i okrucieństwa.

Tak oto rodzi się swoisty paradoks, a może tylko płytki oksymoron: młodzi ludzie wycierają sobie usta szumnym, modnym i hipsterskim hasłem „apostazja”, a Kościół Katolicki w Polsce otrzymuje cięgi za całe zło świata, ze średniowiecznymi krucjatami na czele oraz ze świętą inkwizycją, jak i paleniem czarownic, a także książek – na stosach w Monachium za III Rzeszy.

To pomieszanie z poplątaniem razi, mierzi i brzydzi, bo zamiast krytykować konkretne postawy społeczne czy konkretne wady systemu politycznego, gawiedź ociera sobie jad płynący z poprawnych politycznie usteczek – chrześcijaństwem, o którym de facto nie posiada specjalnego wyobrażenia, nie mówiąc o wiedzy. Czy nie zdumiewa Państwa, że ci, którzy mianują się tolerancją i akceptacją w stosunku do wszelakich mniejszości (np. narodowych, homoseksualnych) bez wahania ni krztyny refleksji kopią z buta katolickiego księdza i starszą panią w moherowym berecie, natomiast z uśmiechem popierają politykę Angeli Merkel?

W tym miejscu dodam, że nie jestem ani przedstawicielem chrześcijaństwa i katolicyzmu, ani innej wiary, ani zwolennikiem bądź przeciwnikiem konkretnej frakcji politycznej. Zupełnie nie zajmuje mnie emanowanie pochlebnością/nienawiścią wobec żadnego ze zjawisk tak filozoficznych, jak politycznych, duchowych i religijnych czy czysto pragmatycznych. Interesuje mnie coś zgoła innego: zastanowienie nad tym, skąd przychodzę, kim jestem i dokąd zmierzam oraz nad tym, co dzieje się wokół mnie, czyli w moim kraju – w moim środowisku naturalnym…

Jeśli myślisz, że histeryczna babunia bojkotująca spektakl „Golgota Picnic” jest ikoną bogobojności, którą należy wzgardzać i rugować z Twojego wolnomyślicielskiego i neo-liberalnego, by nie rzec lewackiego, mikro świata – w mojej opinii jesteś głupcem, który nie ma pojęcia nie tylko o religii chrześcijańskiej i katolickiej, ale przede wszystkim nie ma wyobrażenia o pojęciu; o namacalnej rzeczywistości i o religii jako takiej. Każdy, kto myśli, że na terenie Polski spotkał się z wyrazem bogobojności – proszony jest o obejrzenie wywiadu, który Witold Gadowski przeprowadził z – polskim! – wojownikiem-dżihadystą. Katolicy nie wiedzą, czym jest bogobojność – natomiast znakomicie wiedzą, czym jest to pojęcie, muzułmanie.

Jeśli krytykujesz chrześcijaństwo – bo przeszkadzają Ci lekcje religii w szkołach i krucyfiksy wiszące w sali obrad sejmu albo dlatego, że ochrzczono cię, gdy byłeś niemowlakiem, perfidnie wykorzystując tym sposobem Twój ówczesny niewinny, nieświadomy umysł – bądź uprzejmy zażywić wątpliwość wobec swych krótkowzrocznych postaw. Pójdź, porozmawiaj z muzułmaninem – bo to z Koranu wyciągniesz definicję prawdziwej bogobojności, którą potwierdzi Ci dosadnie każdy wyznawca islamu. I potwierdzi Ci ją nie tylko swym pełnym pokory słowem, ale i czynem.

Jeśli odrzeć ten artykuł z zanurzenia w polityce, w kościele jako instytucji etc. – jeśli przyjrzeć się islamowi nie jako ideologii, lecz jako wyrazowi duchowości, to duchowość ta zasługuje na ogromny szacunek, na podziw. Islam to właśnie ten przykład wiary, która nie potrzebuje wiedzieć – która opiera się na całkowitym, totalnym zawierzeniu w wolę jedynego Boga (Allacha). I zawierzenie to staje się dosadną, niezachwianą nigdy – w żadnej sytuacji życiowej – pewnością. I ta pewność ma prawo zaimponować. W islamie nie ma bowiem szczeliny na prywatne, osobnicze wątpliwości – w kręgu tej wiary każdy i wszystko zna właściwe sobie miejsce, powinność, rolę. Tam śmierć męczeńska jest najwyższym zaszczytem, a obietnica Raju w jej następstwie – to nie wizja i nie pragnienie, lecz niepodważalna prawda, ponieważ Allach zawsze dotrzymuje obietnic; ponieważ Allach jest prawdą, a prawda Allachem.

Tymczasem nie każda wiara odrzuca wiedzę! Istnieją rodzaje wiary, które potrzebują też wiedzieć – które korzystają z narzędzi i pojęć rozumu w imię poznania. Osąd, że nauka – w opozycji do wiary – dąży do poznania; do rozumienia, do wiedzy – jest błędny.

Tym, którzy twierdzą, że religia – np. chrześcijańska – jedynie zakłamuje rzeczywistość i manipuluje wyznawcą, usiłując uzyskać jego intelektualne zniewolenie, chciałabym przypomnieć, że ten zacny mechanizm, który odcedził siły naturalne od epitetów świętości, nazywa się… chrześcijaństwo! Tak, to właśnie chrześcijaństwo jako pierwszy system duchowy – rzekło, że rzeki i góry, czy Słońce i Księżyc, a także burze z piorunami nie stanowią sfery sacrum, lecz stanowią normalne, ziemskie (naturalne) cząstki świata; zwykłej, realnej rzeczywistości. Tego postulatu nie sformułował jako pierwszy nie wiadomo, kto, tj. dowolny czy nieokreślony nurt filozoficzny/duchowy – spośród systemów duchowych, i zarazem religijnych, postulat ten sformułowała dokładnie ta religia: chrześcijaństwo. Na nic zda się więc opowiadanie bzdur o tym, że chrześcijanin odległy jest od racjonalizmu – bo to zwyczajnie nieprawda.

Tym, którzy brzydzą się chrześcijaństwem czy katolicyzmem – lub dowolną religią – przedkładając wyższość nauki nad poziomy duchowe, chciałabym przypomnieć, że nauka korzystając z prostych narzędzi i aparatów pojęciowych, potrafi bardzo skutecznie manipulować naturalnym obrazem świata. Nauka uwielbia posługiwać się manipulacją dla wygód i profitów swoich „wyznawców” – bo jeśli nie stara się pokłonić przed tajemnicą świata, jeśli nie stara się wykazać swej niewiedzy o nim, wtedy staje się niczym więcej aniżeli rodzajem „szamanizmu” czy mechanizmem mitotwórczym.

Przeszkadzają Ci lekcje religii w szkołach? Wypisz dziecko z lekcji religii i zapisz je na etykę albo na świetlicę – lekcje religii nie są obowiązkowe.

Przeszkadza Ci, że poddano Cię katolickiemu ochrzczeniu w chwili, kiedy byłeś bezwiednym, nieświadomym niemowlęciem? Naprawdę czujesz się „magicznie naznaczony” – odczuwasz na co dzień te palące na Twoim, świadomym już, czole stygmaty kościelnej wody, którą narysowano Ci znak krzyża? To nie chrzcij swojego dziecka, nie posyłaj go do pierwszej Komunii Świętej. Nie uczęszczaj w niedzielę do kościoła – nikt nie zmusza Cię do brania udziału w rytuałach i świętach, w które nie wierzysz i na które nie masz ochoty.

czary-nauki-i-watpliwosci-wiary-2

Przeszkadza Ci, że w sali szkolnej wisi krzyż z rozpostartą na nim figurką umęczonego ludzika? Świetnie! Doprowadzisz do tego, że w salach szkolnych trzeba będzie zorganizować osobliwą ścianę płaczu czy ścianę wielokultu – na której zawisną gwiazdy Dawida, wersy Koranu oraz wiele, wiele innych symboli różnych kultów: dokładnie tym zwieńczy się Twój bojkot chrześcijaństwa i katolicyzmu; dokładnie ten efekt uzyskasz! Nie uzyskasz rezultatu w postaci wszystkich miejsc użyteczności publicznej wolnych od odcieni jakiejkolwiek religii, nie doprowadzisz do jedynie świeckiego obrazu całego świata – doprowadzisz do tego, że zamiast bombek, lampek i kolęd o Bogu wypełniających hipermarkety w okresie przed Bożym Narodzeniem, uświadczysz jedynie martwej ciszy, która nie powie Ci niczego o otaczającym Cię świecie, i w tym cichym, martwym świecie doświadczysz jedynie niepokoju wynikającego z Twojej bezsilnej niewiedzy, ponieważ nie będziesz miał żadnej pewności, czy w miejscu publicznym wolno Ci wypowiedzieć na głos słowa „Boże Narodzenie”, bo może zostaną odebrane jako naruszenie cudzej wolności wyznania i atak na czyjąś, inną, duchowość; a może bezpieczniej będzie nam wszystkim operować neutralnym sformułowaniem „Święto Zimy”…

Przeszkadza Ci, że wokół stoi tyle kościołów katolickich? Doskonale! Doprowadzisz do pobudowania wielu innych świątyń – buddyjskich, meczetów, auli niedzielnych spotkań protestantów i wielu, wielu innych. Rozmnożą się jak grzyby po deszczu – tylko dlatego, że brzydzi Cię, że Twój sąsiad daje na tacę, podczas gdy sam boisz się i wstydzisz sprzeciwić rodzonej matce, która skutecznie nakazuje Ci zasuwanie do kościółka z wielkanocnym koszyczkiem, co potulnie kultywujesz – w perfekcyjnej sprzeczności z Twą racjonalną głębią, chociaż w zeszłym roku skończyłeś już trzydzieści siedem lat, no i oczywiście Twoje dzieci wciąż uczęszczają na lekcje religii (bo co by powiedziała babcia, czyli Twoja matka), a Ty potulnie zbierasz pieniądze na prezenty komunijne, które podarujesz potomstwu za dwa lata, kiedy wystrojone w kosztowne alby pójdą za Twoim niemym przyzwoleniem w białej procesji, sypiąc kwiatki oraz chwaląc Pana.

czary-nauki-i-watpliwosci-wiary-3

Najpierw bądź łaskaw przekierować swój palec wskazujący na siebie i spójrz w lustro: prawda jest taka, że nie uczynisz ze swoim osobistym życiem nic ani przez następne dwa lata, ani za pięć lat, ani nawet wieczności Ci na Twoje prestiżowe manifestacje wolnej woli nie starczy. Przy czym to, co widzisz w lustrze, nie stwarza Ci najmniejszych przeszkód do upominania innych członków polskiego społeczeństwa w kwestii tego, jak oni powinni żyć: z lubością zachęcasz wszystkich do samodzielnego myślenia.

Przestań podkarmiać system, w który nie wierzysz i odczep się od tych, którzy wierzą w co innego, niż Ty. A jeżeli nadal nie rozumiesz, że podtrzymanie w Polsce swoistego chrześcijańskiego i katolickiego status quo leży w Twoim osobistym interesie – już dziś możesz rozpocząć pisanie listu dziękczynnego do Angeli Merkel.

Z pokorą i bezwstydem

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (7)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

3 komentarze

  1. no dobra niech ci będzie jak ci musi być żeby ci było, ale skoro masz takie widzenie świata, to trza by sie zastanowić co oprócz laxigenu jest dobre, skoro system republikański, kanclerski i prezydencki poległy, więc …………?
    a może posłuchaj tej ballady 🙂

  2. Co do stanowisk w sprawach technicznych, które są w katolickim podejściu szkodliwe,
    to punktem wyjścia są przede wszystkim symbole religijne wiszące w miejscach publicznych, bo one stanowią o tym kto tutaj naprawdę rządzi.

    I nie chodzi o ten czy inny rytuał będący w panteonie, tylko o kolejność dziobania, bo kto przeforsuje swoją strefę, ten w niej rządzi, a o przynależności stref w publicznej przestrzeni decydują symbole. Wyrzucenie jednego symbolu, nie oznacza automatycznie wrzucenia na to miejsce kolejnego religijnego, tylko wejście w to miejsce symbolu narodowego i nastanie czasów w których postawy duchowe nie panoszą się tam gdzie nie powinny.

    Jednak najgorsze jest to intelektualne zniewolenie, które nie jest poddawane w wątpliwość w dyskursie publicznym z powodu obawy przed obrazą religijną, czy chrześcijańskiej tradycji. Przez to trudniej jest wyzwolić się z cudzych przekonań tym, którzy pracują na własne.

    Na Allacha i islamistów nie jest odtrutką chrześcijaństwo, tylko rzeczywistość krytykująca wszystkie negatywne postawy oraz w aspekcie władz, normalne przestrzeganie zasad współżycia społecznego, bez preferencji wyznaniowych. Gdyby wymiar sprawiedliwości działał prawidłowo, religijność muzułmańska nie byłaby szkodliwa.

    Polecam nie podkarmiać systemu obaw przedstawicieli kościoła katolickiego, bo widzę tu tworzenie uzasadnienia dla obrazy systemu religijnego, który tłamsi akurat Polaków – koszula bliska ciału, więc cóż z tego, że gdzie indziej jest gorzej. Powinniśmy wskazywać drogi rozwoju, nawet jakby u nas było najlepiej na świecie.

    Bardzo się cieszę, że nie masz relacji emocjonalnych do stanowisk tak filozoficznych, jak politycznych, duchowych i religijnych czy czysto pragmatycznych, a czy masz może po tych przemyśleniach „kim jestem i dokąd zmierzam”, wobec nich jakąś opinię?

    • Zbyszku!

      Dziękuję Ci za tak pełny komentarz 🙂 . Postaram się odnieść do wszystkich poruszonych przez Ciebie wątków:

      „Co do stanowisk w sprawach technicznych, które są w katolickim podejściu szkodliwe,
      to punktem wyjścia są przede wszystkim symbole religijne wiszące w miejscach publicznych, bo one stanowią o tym kto tutaj naprawdę rządzi” – można spojrzeć na kwestię ekspozycji symbolu religijnego w miejscu użyteczności publicznej pod kątem władzy, tak jak Ty, a można spojrzeć na tę kwestią tak jak ja, czyli: o ile nikt nie zmusza mnie do oddania hołdu danemu symbolowi religijnemu, nic nie stoi na przeszkodzie, bym osobiście go ignorowała (traktowała neutralnie), gdy nie odczuwam potrzeby duchowej kłaniania się mu. Łatwo burzyć się, że krzyż z ukrzyżowanym Chrystusem wisi w sali obrad sejmowych – kiedy u władzy jest PiS. Ten sam krzyż wisiał tam jednak za PO. To jedynie (ów krzyż) wyraz wielopokoleniowej tradycji i interpretowanie jej jako element polityki – wg mnie niczemu nie służy, a jedynie podnosi do rangi priorytetu temat de facto najmniej społecznie istotny. No bo skąd ten lęk przez katolickim krucyfiksem i jaka jest rzeczywista waga tego lęku? W swym komentarzu zamanifestowałeś tego rodzaju lęk, jak gdyby symbol katolickiego krzyża osobiście Cię atakował. Wysnuwam więc przypuszczenie, że Twój lęk przed owym katolickim krzyżem jest w istocie lękiem przed utratą kontroli nad rzeczywistością, a nie wyrazem wolnomyślicielstwa i dążenia do społecznej wolności.
      W tym miejscu odniosę się od razu do tej części Twego komentarza: „o przynależności stref w publicznej przestrzeni decydują symbole” – ja nie zgadzam się z tą tezą. Symbole pełnią kilka różnych ról – mogą być np. wyrazem pamięci po dziejach minionych, a niekoniecznie czy nie tylko wyrazem tarć między strefami wpływów. Wykluczenie z przestrzeni publicznej pojedynczego symbolu (religijnego) oczywiście zaowocuje wysypem wielu różnych symboli – za słusznością tej (mojej) tezy przemawia nie moje osobiste widzimisię, tylko faktyczny prąd w postaci owej poprawności politycznej, europejskiej, i w tę stronę niestety Europa, a wraz z nią Polska zmierza.

      „Jednak najgorsze jest to intelektualne zniewolenie, które nie jest poddawane w wątpliwość w dyskursie publicznym z powodu obawy przed obrazą religijną, czy chrześcijańskiej tradycji” – tu częściowo zgodzę się z Tobą, to znaczy: ja też uważam, że pro-europejska poprawność polityczna, której głównym celem jest dążenie do wolności, braterstwa i równości ludzi w ich różnicach, w rzeczywistości osiąga rezultat przeciwny do tego zamierzonego. Czyli swobodne krytykowanie różnych postaw np. filozoficznych zasadniczo staje się we współczesnej Europie i Polsce niemożliwe – bez narażenia się na oskarżenia o np. ksenofobię (lub o inne uprzedzenia i fobie). Natomiast nie zgodzę się z Tobą w aspekcie dotyczącym krytykowania tradycji chrześcijańskiej w Polsce – bo ta akurat krytyka ma się świetnie. Mówiąc wprost: strach Polaka przed napływem do Polski uchodźców z Iraku i Afganistanu z gruntu posądzany jest o rasizm, a także o szereg innych „malowniczych izmów” (jak np. faszyzm, ksenofobia), ale już bezwzględne krytykowanie każdego polskiego chrześcijanina i katolika (rodaka), który praktykuje wyznawaną przez siebie wiarę, uchodzi za bardzo w porządku i w tym kontekście nikt nie mówi, że taka krytyka może godzić w cudze uczucia religijne.
      W tym miejscu zwróćmy również uwagę, o czym dokładnie rozmawiamy: otóż chrześcijaństwo w Polsce, a właściwie katolicyzm, jest bardzo szczególnym obrazem wiary, który ukształtował się niezwykle charakterystycznie właśnie na gruncie polskim. Takiego obrazu chrześcijaństwa nie uświadczymy nigdzie indziej w Europie czy na świecie – np. tylko u nas silnie ukształtował się kult Matki Boskiej, tak samo zresztą – już obok religii – jak pocałunek mężczyzny w rękę kobiety, pierwotnie będący wyrazem hołdu składanego przez mężczyznę kobiecie. Wspominam o tym dlatego, że krzyż katolicki, który trwale zagościł w wielu miejscach użyteczności publicznej – jest właśnie wynikiem naszej (polskiej) tradycji, a to, że niektórzy, np. Ty, wolą go postrzegać jako manifestację władzy etc. – to są negatywne konotacje współczesne, jakie temu symbolowi nadali ludzie. Jacy ludzie? Np. ci, którzy lękają się przejawów wszelkiej duchowości, którzy wygodnie czują się wyłącznie w obszarach pragmatycznych. Tak samo jak gest pocałunku mężczyzny w rękę kobiety – zyskał negatywne konotacje w wyniku działalności feministek (które orzekły, że jest to gest kobiecie uwłaczający, podczas gdy w czasach formowania się tego gestu jako zwyczaju kulturowego – genezą jego powstania było coś dokładnie przeciwnego, tj. szacunek, a nawet hołd w stosunku do kobiety).

      „Na Allacha i islamistów nie jest odtrutką chrześcijaństwo (…). Gdyby wymiar sprawiedliwości działał prawidłowo, religijność muzułmańska nie byłaby szkodliwa” – tu także będę polemizowała. Przede wszystkim wcale nie chodzi o to, by poszukiwać „odtrutki na Allacha” – tak samo jak niegodnym człowieka empatycznego, humanistycznego i myślącego byłoby poszukiwanie odtrutki na Boga katolickiego. Otóż to nie bóg (żaden), to nie Absolut potrzebuje Twojej czy czyjejkolwiek krytyki – taką krytykę ja osobiście uznaję za niemoralną i głupią. Tak jak napisałam w artykule, tak teraz podtrzymuję tę tezę: jeśli chcemy krytykować, krytykujmy konkretne postawy np. społeczne, a nie… cudzą wiarę czy niewiarę w Absolut. Co do poruszonej przez Ciebie „odtrutki na islamistów” – również w tym miejscu nasze poglądy się różnią. Problemem nie jest religia islamska – problemem jest niedowład (nieskuteczność) rządów neo-liberalnych w Europie, które zdają się nie rozumieć, że na świecie istnieją różne modele kulturowe, których nie da się ze sobą pogodzić poprzez sprowadzenie ich do wspólnego mianownika, tj. do zaimplementowania oddzielnych kultur razem na jednym geograficznym terenie. Ja nie krytykuję niczyjej religii – nie krytykuję islamu! Tak jak napisałam w artykule: każdy kto zagłębi się rzetelnie i uczciwie w rozważania nad tym systemem duchowym, jakim jest islam, dojdzie do wniosku, że jest to duchowość przepięknie nasycona zaufaniem do wyznawanego Absolutu; że jest to duchowość niezwykle bogobojna i czysta w swych dogmatach. Ja krytykując islam – nie krytykuję religii, nie krytykuję systemu duchowego, lecz krytykuję zanurzenie się tej religii w tarciach politycznych; krytykuję ideologię – nie duchowość!
      Mylisz się bardzo: ależ oczywiście, że podtrzymanie swoistego chrześcijańskiego i katolickiego status quo w Polsce ma znaczenie olbrzymie – zachęcam Cię jednak do podjęcia własnych, suwerennych przemyśleń, dlaczego tak jest, bo dojście do ww. przeze mnie wniosku przynosi wiele satysfakcji 🙂 . Ja oczywiście z przyjemnością wyjaśnię, dlaczego tak sądzę, ale w drodze dalszej dyskusji – jeśli takowa nastąpi; w tej chwili nie chcę uprzedzać niczyich przemyśleń, ani Twoich, ani innych Czytelników 🙂 .

      Co do poruszenia przez Ciebie moich osobistych stanowisk wobec trudnych pytań egzystencjalnych – skąd przychodzę, kim jestem i dokąd zmierzam? – oczywiście mam przemyślenia na ten temat, choć nie znam wiążących odpowiedzi. Prawdę mówiąc, im dłużej żyję, tym mniej wiem 🙂 . Nie wiem, czy wiesz, ale ponoć Sokrates nie powiedział wcale „wiem, że nic nie wiem”, tylko powiedział: „nie wiem i sądzę, że nie da się wiedzieć”. Mnie osobiście szalenie blisko jest do tego typu poglądów – do takiego właśnie nastawienia filozoficznego. Jeżeli mogę w tym miejscu powiedzieć cokolwiek w miarę precyzyjnego o sobie, to powiem w ten sposób – odnośnie do tego, dokąd zmierzam:

      chciałabym zmierzać w stronę zadania właściwych pytań. Jeśli u kresu mojego marnego życia uda mi się postawić (sformułować) choć jedno właściwe pytanie (np. o sens życia), wtedy umrę szczęśliwym człowiekiem 🙂 .

      I poza całą tą dyskusją, chciałabym dopowiedzieć jeszcze:
      napisałam ten artykuł, bo uznałam, że warto pokazać, że krytyka katolicyzmu w Polsce jest modna i łatwa – ale obrona wartości chrześcijańskich i katolickich: nieoczywista, niepopularna i trudna. Uznałam, że w dobie łatwego wylewania żółci na katolicką część naszego społeczeństwa – Polacy-chrześcijanie czy Polacy-katolicy zasługują na publicystykę chroniącą ich wiarę. Sama nie jestem ani chrześcijaninem, ani katolikiem. Jestem agnostykiem i lubię mieć „bezpośrednią relację z Absolutem”, co oznacza, że nie potrzebuję do moich zastanowień nad duchowością żadnego kościoła ani żadnych religijnych praktyk – natomiast rozumiem tych, którzy w takich praktykach czują się bezpiecznie, którzy znajdują w nich oparcie i nigdy nie nazwałabym ich ludźmi „zniewolonymi intelektualnie”, mimo że sama nie chcę, by chrześcijanin tłumaczył przed Bogiem mnie z moich życiowych wyborów – za mnie. Mnie również burzą krew w żyłach wypowiedzi np. pana Terlikowskiego – ale to, że pan Terlikowski istnieje i że chciałby narzucić każdemu człowiekowi własną wizję życia i Boga, nie oznacza jeszcze, aby obrzucać inwektywami całą duchowość, jaką jest chrześcijaństwo.

      Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze dziękuję za komentarz na ważne tematy 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *