Czego pragną Niemcy?

Czego pragną Niemcy

Niemcy to współcześnie najważniejszy kraj Europy, lecz nie zawsze tak było. Tuż po II Wojnie Światowej Niemcy były zdruzgotane i pobite. Ich kręgosłup, przetrącony. Lecz alianci nie chcieli słabych Niemiec – licząc na to, że staną się one naturalną przeciwwagą i buforem dla rozbuchanych ambicji terytorialnych Rosji.

W rezultacie pozwolono Niemcom dynamicznie się rozwijać. Zainwestowano w odbudowę poważne pieniądze (plan Marshalla), przywrócono dawnych fachowców (nazistów) na kluczowe stanowiska – w wyniku czego ponownie rozbudzono potwora. Tak, jakby zapomniano, że raptem kilka lat wcześniej Niemcy stały na dobrej drodze do zawojowania całego globu.

Współcześnie już wiadomo, na co liczyli alianci, odbudowując Europę po koszmarze faszystowsko-nazistowskiego świata. Kluczową rolę sprawowała zaraz po wojnie Francja – kraj, który poddał się bardzo szybko i był najmniej zniszczony. Niemcy, tuż po zajęciu Paryża, ustawili się pokornie w kolejkach do lokalnych sklepów. Nie było grabieży i niszczenia mienia. Przez całą wojnę Francja była miejscem odpoczynku dla Wehrmachtu walczącego na wschodzie. Nawet na końcu zmagań nie było frontu i rozpaczliwej obrony – tylko wojna podjazdowa i działania oskrzydlające, zwłaszcza z powodu sukcesu działań Pattona oraz wojsk powietrzno-desantowych. 80% sił i środków Niemiec było zaangażowanych na froncie wschodnim.

Francja mogła bezpiecznie opanować całe terytorium ograniczonej terytorialnie przez żelazną kurtynę Europy. Powzięła więc projekt swoich niedawnych okupantów – państw osi, formując projekt Unii Europejskiej. We francuskim projekcie początkowo były owe dwa państwa osi zła – Włochy i Niemcy (słabe, pobite, okupowane i pod całkowitą kontrolą zwycięskich mocarstw) oraz trzy mniej znaczące kraje.

Na początku lat 80-tych Francja zapragnęła dalszej integracji, bojąc się o utratę dominacji. Bardzo szybko rozwijające się Niemcy korzystały głównie na przywróceniu kapitalizmu na wschodzie (Chiny) – co wytworzyło nieco utopijny układ wpływów. Dając Niemcom wnętrze – unię walutową – wspólny pieniądz i kontrolę nad nim oraz unię fiskalną, decydującą o wysokości i rodzaju podatków wewnątrz, Francja oczekiwała całkowitego wycofania się Niemiec z roszczeń i postulatów dotyczących polityki zagranicznej UE. Ufając, że Niemcy ustalą takie zasady wewnątrzwspólnotowego gospodarowania, które wzmocnią całą zachodnią Europę, teoretycznie zapewniali sobie właściwy potencjał, na którego projekcję chcieli mieć monopol. Zewnętrzna polityka Unii Europejskiej miała być całkowicie pod kontrolą i dominacją Francji. Dodatkowo przyszła unia militarna, czyli „euroarmia”, i ona także miała być nadzorowana i dowodzona przez Francję. Był to układ nieco niesprawiedliwy dla Niemiec, mówiący mniej więcej tak: – Weźcie sobie wszystkie sprawy wewnętrzne i budujcie naszą wspólną siłę, a my potem zdecydujemy, co z nią zrobić.

Czego pragną Niemcy 1

Niemcy się na taki układ zgodziły, dobrze wiedząc, że nie przetrwa on wiecznie, bo liczy się równowaga sił, a nie wcześniej podjęte zobowiązania czy komunały. Jak tylko Niemcy wyrosły na pierwszą potęgę gospodarczą Europy – wszystkie podjęte wcześniej ustalenia przestały mieć znaczenie, gdyż wszystkie gospodarki świata powoli przestawały słuchać Unii Europejskiej, a zaczynały słuchać jedynie Niemiec. Pełna kontrola nad ustaleniami wewnątrzwspólnotowymi została podarowana im już na wstępie. Pełna kontrola nad polityką zagraniczną stała się faktem, pod wpływem nacisków z zewnątrz. Francja nie miała wpływu na zachodnich dyplomatów, a to oni decydowali, z kim chcą rozmawiać. Potrzeba było tylko przemiany struktury Unii Europejskiej tak, aby służyła ona tylko i wyłącznie interesowi Niemiec.

W efekcie nigdy nie doszło do powstania, postulowanej na początku istnienia Unii Europejskiej „euroarmii”, bo był to projekt francuski. Nie leżał on w interesie Niemiec tak samo, jak nie leży w interesie Niemiec tworzenie z Unii Europejskiej „superpaństwa”, bo oznaczałoby to demokratyzację ich wpływów oraz utratę monolitycznej kontroli nad decyzjami podejmowanymi w ramach Unii Europejskiej.

Losy Europy całkowicie zależą teraz od Niemiec. Kluczowe pytanie brzmi zatem: o co grają Niemcy – czego tak naprawdę Niemcy chcą?

Odpowiadając na to pytanie, przyjrzyjmy się najpierw co nie jest ich problemem.

Nie należy do nich ryzyko utraty hegemonii i władzy, bo Francja jest w rozsypce z powodu nadmiaru społeczności antyfrancuskiej, zlokalizowanej głównie na przedmieściach Paryża, z kolei Wielka Brytania ma poważną chęć wyjścia z paneuropejskiej struktury, a przez szeroki dostęp do morza ma tendencje separatystyczno-izolacjonistyczne.

Problemem Niemiec nie jest integracja Europy pod egidą wspólnej waluty, która zmusza wszystkie państwa do posiadania tej samej stopy procentowej, czyli takiego samego poziomu dostępu do kapitału, w postaci ujednoliconego kosztu pożyczek – bo to Niemcy ustalają tę stopę na takiej wysokości, jaka im najbardziej pasuje. W rezultacie wiarygodne i przewidywalne Niemcy ustaliły koszty pozyskania kapitału na bardzo niskim poziomie, co im służy, bo firmy niemieckie spłacają swoje długi. To z kolei sprawiło, że na drugim krańcu Europy, gdzie są rozwijające się i niewiarygodne gospodarki, zaczęły się długofalowe problemy. Młode rynki, w krajach o skorumpowanych wymiarach sprawiedliwości, pełne są przedsiębiorstw niestabilnych, które często nie spłacają swoich pożyczek, a pomimo tego, firmy te dalej miały dostęp do łatwego kapitału w strefie Euro. W konsekwencji tworzyły się bańki spekulacyjne, które pękały dopiero wtedy, gdy problem niespłaconego długu stawał się ogromny…

Czego pragną Niemcy 2

Nie należą do problemów Niemiec wysokie koszty eksportu wytworów ich ogromnej gospodarki, ponieważ inne kraje będące w stresie strefy euro mają problemy finansowe, przez co obniżają kurs Euro. Niski kurs Euro, to tani dostęp do wynagrodzenia dla niemieckich pracowników (obcokrajowiec taniej kupi Euro, żeby zapłacić za produkt, który Niemcy wytworzyli), przez co w sensie globalnym Niemcy produkują bardzo wydajnie i ekonomicznie, więc są konkurencyjni na świecie i sprzedają więcej wszystkiego.

Co więc jest problemem Niemiec?…

Problemem Niemiec jest czas.

Problemem Niemiec jest ich struktura demograficzna. Niemcy stały się ofiarą dobrobytu i dążenia do coraz większej wydajności pracy, przez co mają niski przyrost naturalny, a ich społeczeństwo szybko się starzeje. Niemcy mają coraz mniej czasu na to, aby rozdawać karty na świecie.

Problemem Niemiec jest powstrzymanie wszystkich sąsiadujących gospodarek przed wzrostem, żeby nikt nigdy nie przejął od nich pałeczki autorytarnych europejskich rządów w tej historycznej sztafecie. Dlatego tak ważna jest kontrola nad europejską walutą, czyli ustalanie korzystnych dla siebie wysokości stóp procentowych.

Pod wpływem niemieckiej kontroli nad Euro, najsilniejsza konkurencja Niemiec, Francja, obniżyła swój udział w rynku wspólnotowym i zewnętrznym UE o 5%, co przez 10 lat, od początku XXI wieku, przełożyło się na to, że z Francji do Niemiec przepłynęło 600 miliardów Euro.

Drugim zagrożeniem są rynki wschodzące, które muszą obecnie konkurować z niskimi kosztami wytwarzania na terenie Niemiec. Bogate Niemcy sprowadziły Turków na nisko płatne stanowiska (magazynierów, operatorów maszyn), podczas gdy kluczowe decyzje podejmowane są przez dobrze zorganizowanych fachowców niemieckich. W rezultacie, od początku istnienia strefy Euro, koszty pracy w Niemczech wzrosły tylko nieznacznie – o kilka procent. Co przy technologicznej przewadze powoduje nierównowagę ogólnego kosztu wytworzenia. Kraje rozwijające się nie mają rynków zbytu, przez co ich gospodarki niedostatecznie finansują swoje rządy.

Rozbuchane biurokracje krajów wschodzących pokrywają deficyt z bonów skarbowych, co oznacza ciągłe zapożyczanie się w niemieckich bankach. Do czasu, aż kraje rozwijające się będą w stanie zagrozić gospodarce Niemiec, ich kluczowe podmioty będą już pod niemiecką kontrolą. Paradoksalnie będą one wykupione, nie za ciężką pracę niemieckich firm, lecz za pieniądze pochodzące z tych biednych krajów, które wpłacane będą do Niemiec w postaci odsetek, za obecnie zaciągane pożyczki. Pomiędzy Niemcami, a resztą krajów stworzy się relacja wasalna, tak jak książąt wobec dawnego władcy feudalnego.

Problemem Niemiec jest brak silnej armii. W roku 2015 Niemcy zaczęły się reorganizować i przystąpiły do projektowania zupełnie nowego czołgu – Leopard III. Rok temu sama pozycja gospodarcza wystarczyła do obalenia rządu w Grecji i ustanowienia nowego rządu, który będzie posłusznie spłacał odsetki za zamknięte w niemieckich skarbcach zapisy księgowe. Lecz realna armia będzie Niemcom wkrótce potrzebna, kiedy władza niemiecka będzie chciała wyegzekwować odsetki od krajów średnich, mających nie tylko turystykę, lecz jeszcze do tego jakąś zdolność obrony oraz zdolność do samodzielnego myślenia.

Czego pragną Niemcy 3

Problemem Niemiec jest wzrost krajów Europy Środkowo-Wschodniej, dlatego tak silnie optują oni za ograniczaniem emisji gazów cieplarnianych. Zmiana struktury pozyskiwania energii wiąże się z inwestycjami. Niemcy mają np. największy system baterii słonecznych na świecie, który w teorii mógłby pokrywać aż 60% niemieckiego zapotrzebowania na prąd – ale w 2014 pokrył on zaledwie 4%, ponieważ w tej szerokości geograficznej są chmury i słabo świeci Słońce. Krajów rozwijających się, na takie ekologiczne mrzonki nie stać. Muszą więc przeprowadzać eko-przemiany za pożyczone – niemieckie, i ostatecznie obciążone odsetkami – pieniądze. Brak inwestycji jest równie niebezpieczny, co przełożyło się np. na powstanie ograniczeń w dostawach, pochodzącej z węgla, energii elektrycznej (lato roku 2015 w Polsce).

Jednocześnie struktury biurokratyczne Unii tworzą masy bardzo skomplikowanych i wzajemnie sprzecznych przepisów, które utrudniają wzrost i blokują wszelkie zmiany. Zmiany nie są aż tak istotne dla Niemiec, bo robią oni większość rzeczy dobrze. Do roku 2011 Unia wytworzyła ponad 150 tysięcy stron regulacji. Samo przeczytanie tych wszystkich stron skutecznie blokuje innowacyjność, a niespełnienie standardów związane jest z karami wypłacanymi na rzecz budżetu wspólnotowego, który także kontrolują Niemcy.

Najbardziej skomplikowanym systemem biurokratycznym jest CAP, czyli system dotowania rolników. Stanowi ona łapówkę dla dalszego udziału Francji w projekcie unijnym, co stanowi listek figowy dla niemieckiej dominacji. Francja, od początku istnienia Unii, dostaje 20% wszystkich środków przeznaczanych na dotacje, podczas gdy w samej tylko Polsce, rolników jest więcej, niż w całej Europie Zachodniej razem wziętej.

Problemem Niemiec jest dalsze istnienie Unii Europejskiej, gdyż unia polityczna, nawet w tak słabym kształcie, jak obecny, stanowi dodatkowy czynnik nacisku na spłacanie zaciągniętych wewnętrznie kredytów. Niemcy przez długi czas pożyczały Europie pieniądze, finansując jej rozwój, w zamian za rejestr długów – zwykłą informację, która obliguje dłużnika do spłacania odsetek. Teraz, to istnienie Unii Europejskiej musi być na tyle trwałe, aby kraje spłaciły wierzycielowi z nawiązką pożyczone pieniądze – stając się pozbawionym ryzyka kredytowego sponsorem starych Niemiec. Rok 2016 będzie pierwszym rokiem, w którym Polska wpłaci do budżetu unijnego więcej, niż z niego uzyska, lecz nie dostanie za te pożyczone Unii pieniądze żadnej rekompensaty w postaci zapisu księgowego.

Państwa, których gospodarki nie wytrzymują takiego drenażu i zaczynają popadać w kłopoty finansowe, są wspomagane, ale nie przez rząd Niemiec. Niemcy stworzyły do tego specjalny, kontrolowany przez siebie prywatny bank – nie powiązany z prawodawstwem Unii Europejskiej, z siedzibą w Luksemburgu, który w skutkach różnych operacji księgowych stał się dysponentem dodruku nowych Euro.

Dzięki niemu i pod przykrywką kryzysu roku 2008 (tzw. bailouts) dodrukowano ponad 900 miliardów Euro. Pieniądze te były całkowicie w dyspozycji Niemiec i służyły do intratnego wykupywania firm po zaniżonej kryzysem wartości. Ich dodruk spowodował inflację, która obniżyła poziom oszczędności wszystkich krajów strefy Euro. Dlatego wszystkie te kraje zanotowały spadek formy. Euro jest narzędziem projekcji siły Niemiec, co oznacza, że nigdy nie może nastąpić sytuacja, w której waluta ta przysłuży się komuś innemu – głównie dlatego Polska nie powinna wchodzić do strefy Euro.

Problemem Niemiec jest struktura demograficzna całej Europy, która zmierza ku czasom, w którym największym sektorem gospodarki będzie opieka nad rencistami. To dlatego Niemcy starają się zachęcać do imigracji i wtłaczać przyjezdnych w struktury państwa opiekuńczego. Prymitywny i niewykształcony emigrant niczego się nie nauczy, ale doskonale poradziłby sobie w roli pielęgniarza dla starzejących się Niemców. Nadchodzi ostatnia chwila, w której można jeszcze nowoprzybyłych czymś „przekupić”. Z powodu przechodzenia pokolenia powojennego na emerytury, Europa nie odnotuje już wzrostu PKB na przestrzeni najbliższych kilkudziesięciu lat, a ekonomiści z utęsknieniem będą wspominali czasy kilkuprocentowych spadków z epoki ostatniego kryzysu. W następstwie – za 10 lat, to młodzi ludzie będą dyktowali warunki, więc ten cały misterny system może zostać przewrócony albo wręcz postawiony na głowie.

Problemem Niemiec są agresywni i wyznający islam imigranci, ponieważ głównym kłopotem Niemiec pozostaje czas. Natomiast, gdy się komuś spieszy, to zaczyna on postępować nieostrożnie. Co może wyjaśniać pewne kłopoty wewnętrzne Angeli Merkel, które zintensyfikowały się po zaproszeniu „uchodźców” do Europy w połowie 2015 roku. Nie o takich i nie o tak wielu emigrantów Niemcom chodziło, więc użyto instytucji Unii Europejskiej, aby wymusić podzielenie się tym „problemem” z innymi. Stworzenie „solidarnego” mechanizmu rozdziału „uchodźców” buduje sytuację, w której na wszystkich dobrych uchodźcach korzystają Niemcy, a na złych – tracą solidarnie wszyscy.

Problemem Niemiec jest agresywność Rosji, której zostało około 5 lat skutecznej militarnej zdolności projekcji siły. Dlatego jest ona agresywna – teraz. Po tym czasie możliwości mobilizacyjne Rosji spadną o połowę (już obecnie w Rosji osób po pięćdziesiątce jest więcej niż nastolatków, z których wielu ma problemy zdrowotne). Ponadto w przeciągu kolejnych 10 lat Rosja stanie się ponownie krajem ubogim intelektualnie, przez co nie będzie w stanie prowadzić nowoczesnej robo i cyber-wojny. Braki wykształconej kadry zostały wywołane załamaniem gospodarczym, związanym z upadkiem Związku Radzieckiego, co zahamowało proces przyuczania młodzieży. W Rosji prawie nie ma inżynierskich szkół wyższych, dlatego w Związku Radzieckim system edukacji opierał się na przyuczaniu młodego człowieka u boku mistrza – doświadczonego inżyniera. Teraz ci wszyscy mistrzowie jeszcze pracują, dlatego systemy bojowe Rosji stoją na wysokim poziomie. Lecz nie będzie kto miał ich naprawiać i rozwijać, kiedy fachowcy dawnego imperium sowieckiego odejdą na emeryturę. Najmłodsi mistrzowie mają obecnie ponad 50 lat, a z powodu permanentnych problemów w służbie zdrowia, średnia długość życia w Rosji wynosi zaledwie 59 lat.

Czego pragną Niemcy 5

Niemcy będą mieli problem, jeżeli Rosja zdestabilizuje Ukrainę, zajmując port w Odessie, gdzie ma przewagę sprzyjającej jej ludności rosyjskojęzycznej (co zniszczy gospodarkę Ukrainy, która eksportuje całe swoje zboże właśnie przez ten port). Wtedy Rosja już całkiem bezpośrednio będzie mogła zagrozić krajom NATO – Litwie, Łotwie, Estonii, Rumunii i Polsce. Węgry są bezpieczne dzięki linii obronnej Karpat. Przez co problemem Niemiec będzie obrona swojej strefy wpływów i prowadzenia interesów oraz przydatnej terytorialnej izolacji od wschodu. Jeżeli Rosja zadziała szybko i wykona agresywne ruchy przeciwko Polsce w ciągu dwóch najbliższych lat, w konflikt zaangażują się pewnie Amerykanie – zdejmując problem z głowy Niemcom.

Natomiast, jeśli konflikt się przeciągnie i zagrożenie nadejdzie w ciągu 4 do 5 lat, wtedy Amerykanie będą już daleko. Będą zajęci problemem drugiej rosnącej potęgi – Chin. Z kolei to, co dotychczas trzymało ich w Europie, czyli interesy energetyczne, będzie już dla nich bez znaczenia. USA stanie się niezależne energetycznie w ciągu najbliższych 3 lat, dzięki rewolucji gazu łupkowego. Problem rozrostu Rosji mało będzie Amerykanów obchodził, bo od problemów w Europie będzie zależeć zaledwie 3% amerykańskiego PKB. Co oznacza, że to Niemcy będą musiały wybić Rosji ekspansję z głowy, a na kolejną wojnę na wschodzie, podstarzała ludność Europy nie ma najmniejszej ochoty. Może więc dojść do układu: kraje bałtyckie i Białoruś przypadną Rosji, a ziemie zachodnie Niemcom. Z reszty Polski zrobi się strefę buforową – ziemię niczyją…

Dlatego Polska musi się zbroić i radykalizować, bo jej istnienie, dotychczas akceptowalne, przy użyteczności tego kraju jako rezerwuaru taniej siły roboczej, nie leży już w interesie Niemiec, a to one dyktują Europie warunki. Czasy się zmieniły i nie możemy już liczyć na Zachód, zwłaszcza w obliczu kończącego się czasu ekspansji Niemiec oraz rosnącego zagrożenia ze strony walczącej o przetrwanie Rosji.

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (6)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *