Część II – Przebieg i charakterystyka objawów

  Przebieg choroby, charakterystyka objawów 3

 

Z Cyklu pt.: „Martwica duszy” – choroba cywilizacyjna XXI wieku o charakterze epidemii

Fantastyczny zarys

Świat był i jest pełny bólu. Ból sam w sobie, jako stały element egzystencji, nie jest zły, toteż nie zasługuje na graficzne kategoryzowanie. Nie powinien być gloryfikowany, nie powinno się przypisywać mu podniosłych znaczeń i dodawać szlachetnego sensu – podobnie nie powinno się deprecjonować bólu, ignorować, traktować niepoważnie albo z góry. Ból jest subiektywny, ale ból istnieje – jest obecny w świecie obiektywnie. Nie można z jego obecnością dyskutować, ale można jego obecność spychać na marginesy świadomości, nie pochylać się nad nim i uciekać w bezpieczne (bezbolesne) miejsca, czego pochwalać się nie godzi, bo tego typu postawy pozostają jedynie lenistwem albo asekuranctwem.

Wrażliwy człowiek to ten, który cierpi wskutek spotkania z bólem. Ale myślący człowiek to ten, którego ból skłania do refleksji.

Ból nie istnieje po to, byśmy doświadczali pełni, byśmy mogli ewoluować w kierunku lepszości. Ból po prostu – istnieje. Jest sygnałem alarmowym – wiadomością o zagrożeniu. Ból informuje, że w naszym organizmie dzieje się coś anormalnego. Ból potrafi odmienić nasze wnętrze, skłonić do przewartościowania piramidy osobistych wierzeń, dążeń, pragnień i zobowiązań. Ale ból potrafi także odrzeć nas z wiary, godności i odebrać nam poczucie sprawczości oraz odpowiedzialności za własny los.

Zaś co dzieje się z człowiekiem, który jest znieczulony? Który nie czuje bólu, który nie zdaje sobie sprawy z jego istnienia? Wydaje się wręcz niemożliwe wyobrazić sobie takiego człowieka, bo przecież ból towarzyszy nam wszystkim – wszyscy cierpimy…

Lecz spróbujmy wyobrazić sobie przez chwilę tę zdumiewającą i niemożebną rzeczywistość:

na świecie istnieje ból, ale nikt go nie zauważa. Ludzie ranią się wzajemnie i cierpią wskutek zadanych ran, ale nie posiadają świadomości powstałych obrażeń, a ich cierpienie sączy się powierzchownie i złudnie, nie dotykając jądra prawdy i nie przystając do obrazu świata. W takiej rzeczywistości ból płynie równolegle do naszej jaźni, która jest ślepa i głucha, która nie potrafi nawiązać z nim żadnej interakcji. O takiej rzeczywistości można by powiedzieć, że stanowi nieomal ideał – dotychczas czysto utopijny –  bo skoro nikt nie dostrzega cudzego bólu, i skoro nikogo nie boli, to tak, jak gdyby ból nie istniał. Jeżeli zjawisko jest niewidzialne – nierejestrowalne żadnym zmysłem i żadnym aparatem badawczym – to takie zjawisko nie istnieje przecież. Byt i niebyt są skrajnymi przeciwieństwami, dopóki pozostają zauważalne i komunikowalne, ale z momentem, gdy nie można ich zobaczyć, stają się jednością, tkwią w pojedynczym punkcie, niepodzielne, nierozerwalne i nienazwane. Różnica między bytem a niebytem zawiera się tylko w procesie obserwacji tych zjawisk, bądź – inaczej mówiąc – w ludzkiej percepcji, która przekłada się na świadomość. Bez świadomego człowieka, byt i niebyt nie istnieją, nie pozwalają się opisać.

Powyższy akapit sugeruje bajdurzenie, lecz cóż poczniesz, jeśli powiem Ci, że w dokładnie takim świecie, jak opisałam powyżej, egzystujesz? Że nie był to opis żadnej utopii, jak i nie był to niby filozoficzny postulat pozbawiony głębi i przełożenia na Twoje realne życie?

 Żyjesz w świecie przepełnionym bólem, najprawdopodobniej doświadczasz bólu i jeszcze zauważasz obecność bólu w życiu innych, ale coraz rzadziej na ból reagujesz. Innymi słowy: na świecie wciąż istnieje mnóstwo rzeczy, które powinny nas boleć, ale stopniowo – już nie bolą, przestają nas obchodzić, sukcesywnie je ignorujemy lub całkiem odruchowo, podświadomie oddalamy się w inne obszary, gdzie rzeczy przykre – bolesne – nie będą mogły nas dotknąć.

Bo współczesny człowiek został zainfekowany martwicą duszy. Nasza Era Informacji dostarcza nam wszystkim na co dzień tak wielu intensywnych i prędkich bodźców, że z czasem musimy coraz większą ilość z nich traktować jako sygnały neutralne, a więc dla naszego organizmu obojętne. Mózg człowieka nie jest w stanie przetwarzać takiej liczby zintensyfikowanych bodźców, czy mówiąc wprost – nie jesteśmy w stanie na wszystkie z nich reagować. Duża część z nich musi zostać zniesiona, odsiana, wypchnięta ze świadomości. Świat pełny jest bodźców bólowych – ale współczesny człowiek nie odczytuje ich jako bólu, odrzucając jako pierwiastki obojętne.

Świat przestaje w naszych oczach być nośnikiem jakichkolwiek właściwości – pozytywnych i negatywnych. Świat jest nam obojętny, niczego sobą nie wnosi. A stał się takim w naszej percepcji, byśmy mogli przetrwać, przeżyć, i dalej ewoluować, mimo iż ewolucja ta szkicuje przed nami wątpliwej jakości rokowanie. Miło, kiedy mniej boli, ale w parze z uśmierzeniem bólu idzie również brak czerpania i wytwarzania walorów emocjonalnych i intelektualnych. Jesteśmy znieczuleni na łagodną estetykę, a forma, która dla współczesnego człowieka jest najważniejszą treścią, musi być nadzwyczajnie agresywna, byśmy pod jej wpływem mogli cokolwiek poczuć. Współcześnie – to sposób opowiadania historii, a nie historia, jest koronnym sygnałem napływającym z zewnątrz, na jaki człowiek może jakkolwiek odpowiedzieć, czyli świadomie zareagować.

Szczypta pragmatyzmu

Współczesny człowiek mówi tak:

  • wszystko już było, niczego nowego nie da się powiedzieć
  • pojedyncze źdźbło trawy nie może mnie poruszyć, bo idę przez życie zmuszony przedzierać się przez zbite zapory dźwięków, obrazów, gestów, urządzeń, sygnałów, reklam etc.
  • nie znajduję spokoju w leśnej głuszy, bo codzienny natłok dźwięków tak mocno wtargnął do mojego wnętrza, iż cisza wydaje mi się nieznośna, podejrzana i przerażająca
  • lubię, kiedy inni mówią wprost – nie lubię się domyślać, interpretować, konkludować
  • przyszłość jest bardzo odległa i nie warto nad nią dumać
  • przeszłość jest martwa i od dawna daleko poza mną

Powyższe punkty, to pierwsze objawy „martwicy duszy”. Epidemia ta rozplenia się cicho i podstępnie. Punkty brzmiące z pozoru jak zwyczajne, swobodnie rzucone, proste myśli – w rzeczywistości zawierają w sobie charakterystykę choroby, właśnie martwicy duszy.

Nieprawdą jest, że wszystko już było, że niczego nowego nie da się powiedzieć. Każdy człowiek był i jest – niepowtarzalny. Dlatego póki rodzą się kolejne pokolenia, różne jednostki, jak były, tak są w mocy kreować własne refleksje, uczynki i odkrycia. Na świecie nie ma nic stałego, już od starożytności wiemy, że „wszystko płynie” i „nie da się wejść dwukrotnie do jednej rzeki” – skąd więc pomysł, że świat został w pełni opisany, że nie sposób wnieść do tego opisu nowych wersów, że opis świata miałby być procesem zamkniętym, współcześnie niemodyfikowalnym, w całości ustalonym i niedotykalnym?

 To nieprawda, że pojedyncze źdźbło trawy nie jest w mocy Tobą poruszyć, dotknąć Cię w znaczący sposób, zwrócić Twoją uwagę. Zacząłeś tak sądzić, bo tkwisz w takim modelu życia, w którym pędzisz przed siebie, bez ustanku goniąc własny ogon. Żyjąc w ten sposób, nie możesz zarejestrować swym umysłem muśnięcia przez źdźbło trawy, co nie znaczy, że źdźbło Ciebie wcale nie musnęło. To nie Twoja wina, że nie poczułeś, ale już Twoją winą będzie postawa obrończa wobec modelu życia, który uznałeś za własny, bo powszechnie obowiązujący. Powinieneś bronić raczej swojej wrażliwości, którą wytracasz każdego dnia, pędząc przez współczesny świat, przeładowany bodźcami. Powinno Ci być wstyd, iż nie potrafisz już dostrzec drobnych akcentów obecnych wkoło Twojej osi. Powinno Ci być żal łagodnego piękna, którego już nie umiesz podziwiać – nie potrafisz się nim zachwycić. Powinno Ci być smutno i tęskno za radością z rzeczy małych i najmniejszych. Powinieneś chcieć być zdrowy, nie chory.

To nie bełkot frakcji New Age, to nie nowomowa fanatycznych mistyków, że wycieczka do gęstego lasu może przywrócić ludzkim myślom spokój i porządek, a emocjom – wrażliwość i jednocześnie wytchnienie. Nie dostrzegasz nic żałosnego w ludziach, którzy po dwunastu godzinach spędzonych w korporacji jadą samochodem do siłowni w centrum ruchliwego miasta, by w niej uprawiać jogging – na bieżni? Tylko kontakt z przyrodą, pobycie w odosobnieniu, pod gołym niebem, poczucie leśnego chrustu i nierówności pod stopami, oddychanie niemiejskim powietrzem – potrafi zapewnić człowiekowi tę niezbędną dawkę endorfin, których współcześnie tak usilnie poszukujemy pod modnym szyldem sportu i joggingu, pod dachami kompleksów sportowych. Jeśli przeraża Cię – nagła dla Ciebie i dziwna, tak samo jak dla mnie – gęsta leśna cisza, walcz ze swoim lękiem, aż oswoisz się z ciszą i przestaniesz się jej bać, aż usłyszysz w niej niebywałe bogactwo dźwięków. Prawdziwe dźwięki generuje życie, nie urządzenia, nie silniki, nie miasto.

Współcześnie jesteśmy już znieczuleni do tego stopnia, a proces ten tylko się pogłębia, iż samodzielne interpretowanie uznajemy za niewdzięczny przymus domyślania się. Wydaje nam się, że cenimy konkretność, klarowny język opisujący fakty, ale naprawdę coraz rzadziej udaje nam się samodzielnie myśleć. Młodzieży w liceum uczymy czytania ze zrozumieniem, ponieważ zapomnieliśmy, że w umiejętność czytania wpisane jest rozumienie. Lękamy się wygłaszać własne opinie na temat przeczytanych tekstów i usłyszanych wypowiedzi, jeśli były w nich zawarte delikatne metafory albo aluzje. Wydaje nam się, że tak skonstruowane dane są zbyt mgliste, abyśmy byli w stanie wydobyć z nich esencję. Do tego stanu intelektualnego i emocjonalnego znieczulenia przygotowywano nas od wielu lat, stosując na nas, bezwzględnie odczłowieczającą, szkolną tresurę, i oto aktualnie zbieramy pierwsze jędrne, imponujące owoce tej tresury. Uczono nas „od zawsze” wyłącznie tego, „co autor miał na myśli”, tępiono w nas młodzieńcze, naturalne odruchy dzielenia się ze światem własnymi interpretacjami przedstawionych teorii i tak zwanych faktów, zabraniano nam mówić o uczuciach i przejawiać zainteresowanie intymnością i seksem, gnębiono nas za wyrywanie się przed szereg, sznurowano nas i kneblowano mundurkiem, nieco wcześniej – najzupełniej legalnie – bito nas po dłoniach liniałem albo drewnianym piórnikiem oraz kazano klęczeć w kącie na grochu, z ramionami wysoko w górze… W rezultacie tresura ta okazała się aż nadto owocna, bo obecnie nieco wypłoszono się jej wynikami, stąd umieszczono w programie nauczania ów przedmiot: czytanie ze zrozumieniem. Czyżby współczesny człowiek rzeczywiście – nie potrafił rozumieć tego, co ma przed oczami, tego, co dociera do jego uszu, tego, czego dotyka jego skóra? Nie poznajemy świata poprzez zetknięcie się z nim? Nie interpretujemy suwerennie sygnałów, które do nas napływają? Nie wiemy, czego doświadczamy – czy parzy nas, czy ziębi? Trzeba nam za każdym razem od nowa powiedzieć, co mamy myśleć – co kryje się za zagadkowym korowodem czarnych robaków, zwanych literami?…

 Nie zastanawiamy się nad przyszłością, a zdarzenia przeszłe uznajemy za skutecznie wydalone z organizmu, toksyczne pozostałości. Zapomnieliśmy o naturalnej potrzebie człowieka polegającej na dążeniu do równowagi. Nad przyszłością nie dumają tylko zwierzęta, ale zwierzęta nie są i nie powinny być naszymi partnerami w dyskusji o życiu. A przeszłość, istotnie, nie powinna wywierać na nas wpływu niszczycielskiego, ale refleksja nad tym, co było, powinna być stałą składową naszego czasu teraźniejszego.

Jeśli Twoja przeszłość jest dla Ciebie tylko pasmem nieco zaprószonych obrazów, nie wywołujących uczuć, warkoczem rzeczy, których nie chcesz pamiętać, upodabniasz się na własne życzenie do wydmuszki, do skorupy cielesnej przypominającej dziwaczne znalezisko archeologiczne. Człowiek wrażliwy musi rozpoznawać siebie w swym przeszłym obrazie – któremu ma prawo się dziwić, jak i może się z dawnym sobą nie utożsamiać, ale potrzebuje rozumieć i odczuwać w swoim ciele cień siebie, którym był, bo tylko wtedy potrafi zaakceptować popełnione błędy i uśmiechnąć się z wyrozumiałością do przeżytej dawno temu tragedii. Inaczej mówiąc, emocjonalny związek z własną przeszłością pozostaje konieczny, by człowiek mógł przytulić samego siebie – by umiał się ułaskawić, ukołysać, ukochać.

To prawda, że człowiek zna wyłącznie teraźniejszość, bo z każdą chwilą, kiedy dopiero wypowiadasz nowe słowo, ono już stanowi wczoraj. To prawda, że człowiek zna wyłącznie teraźniejszość, bo z każdą chwilą, kiedy dopiero budujesz nową myśl o jutrze, Twoje jutro już stanowi dzisiaj. Jednak człowiek pamięta swoją historię i marzy o lepszym przyszłym czasie. Wobec swojej historii odczuwa ciepły sentyment, albo spiętą niechęć, a wobec swojej przyszłości odczuwa dreszcz podekscytowania bądź obawy. Powinien je odczuwać, bo tylko wówczas – „nic co ludzkie, nie jest mu obce”. Tylko wówczas regeneruje się w człowieku naturalna empatia. Tylko wówczas potrafi odejść od nadmiaru bodźców nie z wygody, tylko z chęci ocalenia swojego zdrowia psychicznego i kondycji emocjonalnej. Tylko wówczas umie zwrócić twarz w stronę bólu, spojrzeć bólowi w oczy i pojąć, że dobrze, jeśli boli – ponieważ to znaczy, że jeszcze jestem człowiekiem, że jeszcze mi zależy… I jestem człowiekiem, ponieważ przybyłem i zmierzam. Nie zostałem wklejony do określonej rzeczywistości znikąd, niczym głupi znaczek przełożony z klasera do klasera.

 

Ciąg dalszy nastąpi…

 

Justyna Karolak

 

Link do części pierwszej:

CZĘŚĆ I – DIAGNOZA: ROZPOZNANIE CHOROBY I USTALENIE PRZYCZYN

 

CZĘŚĆ III – ROKOWANIA I UŚMIERZANIE OBJAWÓW

 

CZĘŚĆ IV – W POSZUKIWANIU ANTIDOTUM

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *