Część III – Rokowania i uśmierzanie objawów

Część III - Rokowania i uśmierzanie objawów 2

Z Cyklu pt.: „Martwica duszy” – choroba cywilizacyjna XXI wieku o charakterze epidemii

Współczesny człowiek, jakże oświecony, inteligentny oraz cywilizacyjnie i duchowo rozwinięty, jawi się jednakże jako ogłupiałe, dzikie i zagubione stworzenie. Mając do dyspozycji tak wiele technologii teoretycznie czasooszczędnych i przejmujących na siebie znaczną część pracy naszych rąk, paradoksalnie utknął w chronicznym niedoczasie. Pędzi przed siebie z językiem wywieszonym do pasa i świata nie widzi poza wąskim, ciemnym korytarzem, przez który akurat biegnie. Mając również do dyspozycji tak wiele dzieł z dorobku kulturowego i filozoficznego tylu epok, nie potrafi z nich korzystać, przekładać ich znaczenia na współczesność w żadnej mierze. Nawet jeśli je podziwia, zwykle czyni to w sposób “martwy”, czyli z zacisza biblioteki, gdzie o nich z lubością czyta, albo z zacisza muzeum, gdzie radośnie ogląda eksponaty, ale o ile nie jest jednostką zawodowo związaną ze sztuką czy kulturą, dokładnie nie wie już, na co patrzy, w duchu zadając sobie wstydliwe pytanie: co właściwie powinienem czuć?

Patrzę na obraz i nie mam pojęcia, co czuć, ani co myśleć, jeśli w moim zasięgu nie ma znawcy tematu, który udzieliłby mi wymiernej, łatwej do zaakceptowania, wskazówki. Oto ilustracja przedstawiająca współczesnego oraz nowoczesnego człowieka.

Można by śmiało określić go świeżym terminem – nowy człowiek. Obecnie dookoła nas żyją inni, nie – po prostu: ludzie, lecz właśnie nowi ludzie.

Nowy człowiek nie potrafi samodzielnie myśleć ani czuć, ponieważ dopiero w szkole uczą go czytania ze zrozumieniem. On – sam – nie czyta niczego, jak więc miałby cokolwiek zrozumieć, co woła do niego spomiędzy wersów, które przypadkowo napotka wzrokiem? Nowy człowiek, owszem, samodzielnie przeczyta slogan reklamowy oraz raport sporządzony w Excelu, ale z literaturą piękną, czy nawet z nieco bardziej skomplikowanym w sensie budowy i treści artykułem publicystycznym, będzie miał wyraźne kłopoty. Co więcej, jeszcze wyłącznie nieliczni spośród nowych ludzi odczuwają z tego powodu dozę wstydu. Większość bez najmniejszych skrupułów uznaje, że jeśli coś jest nieczytelne – czytaj: niezrozumiałe dla mnie – to znaczy, iż jest obiektywnie niejasne, a więc głupie i niewarte uwagi. Toteż jako nowy człowiek, osobiście nie mam czym się przejmować. Bo jeśli autor danego dzieła – książki, obrazu, filmu etc. – nie zadbał o to, by przekaz był czytelny, to znaczy, że autor jest słaby, więc nie ma powodu, aby się nim zajmować.

Co stało się z czasami, w jakich gdy człowiek czegoś nie rozumiał, pytał o zdanie mądrzejszych od siebie? Umarły, bądź w najlepszym wypadku – cicho dogorywają na marginesach rzeczywistości, którą wszyscy codziennie mijamy.

Współczesne czasy, to śmierć wszelkiego profesjonalizmu. Bo profesjonalistami – są bez mała wszyscy, i wszyscy mogą nimi być. Współczesność już wygenerowała olbrzymie hordy ekspertów w wielu dziedzinach i nauki, i kultury, i sztuki, a wciąż ochoczo genereje kolejne frakcje eksceperckie, powołując do egzystencji nowe, niekończące się paranauki. Okazuje się, że modne już obecnie słowa “aksjomat” i “paradygmat” zmieniły się w tarczę strzelniczą, do której dla zabawki rozumianej jako chęć bycia zdolnym i zauważonym, zastępy idiotów strzelają z dziecinnej, infantylnej procy. Nowy człowiek nie martwi się tym, iż czegoś nie rozumie – w zamian powie: cóż, trudno, trzeba zmienić paradygmat, wystarczy rozszerzyć obowiązujący dotychczas zbiór aksjomatów, nic prostszego. Podobnych idiotów oglądamy co dzień w telewizji, gdzie ambitni psychologowie i psycholożki mianują się na społeczników, walcząc z krzywdzącymi stereotypami, podczas gdy naprawdę w środku swoich głów sądzą o sobie dokładnie tyle, iż atakują przyciasny ich zdaniem paradygmat, tworząc autorską podwalinę pod nową gałąź wiedzy.

Nowy człowiek w muzeum sztuki współczesnej, popatrujący na obraz abstrakcyjny z miną dokładnie tą samą, z jaką cielę popatrywałoby na umalowane wrota, a świnia na Drogę Mleczną, myśli: ten obraz nie ma sensu, brzydki on i nie przedstawia nic konkretnego. Pokaż temu człowiekowi słynny czarny kwadrat na białym tle Malewicza, odpowie: pseudo dzieło sztuki autorstwa wariata próbującego wmówić całemu światu, że jest wielki. Zapytaj go o fontannę Duchampa – jeśli będzie szczęśliwie choć kojarzył nazwisko artysty, niczego to nie zmieni, gdyż ręczę głową, że nowy człowiek do fontanny Duchampa zwykł oddawać poranny mocz, i tyle wie i rozumie na jej temat.

Powoli wszyscy stajemy się przedstawicielami typu nowego człowieka. Nasze głowy stają się niezdolne do interpretacji, nie umiemy również w sposób samodzielny osadzać danego dzieła czy zdarzenia w szerszym kontekście, nie widzimy głębokich przekazów tak samo, jak delikatnych niuansów, nie pojmujemy sensu zawartego w alegoriach i metaforach. Lecz pół biedy z tymi wymienionymi objawami, dużo straszliwszym jest spostrzeżenie, iż nowi ludzie stopniowo przestają odróżniać dobro od zła. A to już ogromny problem nie drobnych, poszczególnych jednostek, lecz zjawisko przekładające się na funkcjonowanie całych społeczeństw.

Oczywiście wszyscy wiemy, że na przykład – rzucić się na drugiego człowieka z pięściami, pobić go i okraść, jest złem. Ale ten artykuł mówi o rozumieniu przez nas kategorii dobra i zła w głębszym aspekcie. Jest to propozycja dyskusji na wyższym poziomie, zaproszenie do zastanowienia nad powagą opisywanych problemów dotykających każdego z nas co najmniej pośrednio, propozycja godna uwagi i potrzebna bez względu na to, czy komuś podoba się nad nią pochylić, czy nie.

Nie odróżniamy dobra od zła, bo wydaje nam się, że wszystkie informacje – w tym: ilustracje, obrazy, dźwięki, filmy, teksty, a więc wszelkie bodźce w nader natężonej ilości i wielości wrażeń, których dostarczamy sobie sami, korzystając z dobrodziejstwa Internetu – są dla nas bezpieczne. Jesteśmy od doświadczanych wskutek korzystania z Internetu treści cudownie i zbawiennie oddzieleni nie tylko ekranem monitora, jesteśmy oddzieleni od nich barierą moralną, którą właśnie wymyśliliśmy, ponieważ wiele treści obecnych w sieci spływa na nas przez przypadek, klikamy we mnóstwo rzeczy niechcący, oglądamy je przez chwilę, po czym bez emocji odfruwamy w swoją stronę, nie ponosząc żadnych konsekwencji, bo i niby dlaczego?

Lecz potem się dziwimy, że celebryta powiedział: oglądanie w Internecie treści pedofilskich nie jest tożsame z pedofilią, na takie zdjęcia albo filmy z udziałem dzieci można natknąć się przez zwykły przypadek. Ponieważ niemało z nas mimo wszystko jeszcze posiada swój rozum, a nawet serce, na tego rodzaju opinie jeżą nam się wszystkie włosy. Zapominamy jednak, że każdy z nas codziennie przefruwa przez rozmaite treści zawarte w sieci bez kropli refleksji nad tym, co “liznęły” nasze oczy, i że granica wewnętrzna, mająca na celu chronić nas przed popadaniem w kolejne warstwy połączonych milionem linków informacji, powinna być ostrzejsza, tymczasem ona się rozmywa, dążąc ewidentnie do popadnięcia w niebyt. Pedoflia pozostaje oczywiście świadomie przywołanym, ponad miarę jaskrawym przykładem, ale już filmy w rodzaju “Hostel”, nie mówiąc o “Srpskim filmie”, wydają nam się absolutnie nie zagrażającymi naszej duszy ruchomymi obrazami bez głębszej treści. Sądzimy, że wszystko, co płytkie, niczego w nas nie sieje – stajemy się kanałem przepustowym dla najohdydniejszych idei zrodzonych w odhumanizowanych umysłach i wyobrażamy sobie, że wszystkie te brudy, które przez nas przepływają, nie zatruwają nam ustroju, bo przecież nawet nie przypatrzyliśmy im się dokładniej. Stajemy się coraz wyraźniej zobojętniali, odporni na krew, wszelakie “horrorowe masakry”, bo przecież to tylko filmy, w dodatku typowo rozrywkowe, cóż zatem niemoralnego w ich niewinnym oglądaniu?

Ale problem moralności we współczesności istnieje w skali bardzo szerokiej. Moralność jest tkanką nadzwyczajnie miękką, dlatego stale należy obudowywać ją twardszymi strukturami, aby przypadkiem nie nasiąknęła byle substancją. Za często lubimy porównywać moralność do kręgosłupa, do kostnej, stabilnej osi, a ona jest niczym innym, aniżeli delikatną, gąbczastą “materią”, o której czystość systematycznie trzeba dbać. Tymczasem współczesny człowiek, skutecznie znieczulony przez intensywność i podaż ilościową bodźców wpływających do jego jaźni z zewnątrz, wciąż potrzebuje napływu kolejnych, coraz silniejszych bodźców, bo umysł ludzki, identycznie do ciała, też potrzebuje być stymulowany. Nikt nie chce popaść w atrofię wyobraźni, toteż bez ustanku poszukujemy wokół siebie bodźców dostarczających wrażeń, ale współcześnie niesłychanie łatwa dostępność do przeogromnej ilości danych powoduje, że granice osobiste nikną, rozpływają się, moralnie stajemy się rozmyci, niejednoznaczni, bo coraz częściej samodzielnie nie wiemy, co odczuwać i co sądzić.

Niemniej nie jest tak, iż wcale nie odbieramy na sobie cisnącego przyparcia nas do muru przez ekspansywne natłoki informacji. Przeciwnie nawet – tęsknimy do wolności, do wytchnienia od tego drastycznego gejzeru danych, marzymy o cichszych, skromniejszych, milszych czasach, w których już nie dane nam brać udziału. Ale – tęsknimy do nich, marzymy o nich. W ten sposób uśmierzamy swoją znieczulicę na wyższe wartości, na dobro i na zło. Chwytamy się na atrakcyjne medialnie postulaty New Age i różne “ekologizmy”, bo w nich upatrujemy mogące nas wyzwolić “powroty do źródeł”, do wartości bardziej pierwotnych. Jest to oczywistą pogonią za światem, który bezpowrotnie się zmienił, za wymyślonym białym królikiem; jest to niepraktycznym kreowaniem skrajnej baśniowości na potrzeby złudnej chwili.

Rokowania dla człowieczeństwa rysują się ogromnie czarno na tym tle. Świat, zamiast być traktowany jako jedność, rozwarstwia się, pączkując na niezliczoną liczbę elementów, których nasza percepcja nie jest w stanie obejmować, stąd duża część z nich musi zostać odrzucona przez nasz umysł, a zatem będzie oddziaływała na nas podświadomie, podprogowo, po cichu i z ukrycia. Jeśli każdy z nas nie będzie aktywnie walczył o ocalenie swojej empatii, jeśli nie będziemy podejmować trudu rozumienia różnych zjawisk na naszą własną miarę i prywatny użytek, nie czeka nas nic dobrego, świat popęka na naszych oczach, rozpadnie się na miliony niby szklanych okruchów, a człowiek nawet nie zauważy momentu, w jakim doszło do tej zdumiewającej tragedii…

 

Ciąg dalszy nastąpi…

 

Justyna Karolak

CZĘŚĆ I – DIAGNOZA: ROZPOZNANIE CHOROBY I USTALENIE PRZYCZYN

CZĘŚĆ II – PRZEBIEG I CHARAKTERYSTYKA OBJAWÓW

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Bodźce obrazkowe, w przeciwieństwie do książek, nie wymagają od nas wyobrażania sobie zjawisk i światów, dlatego człowiek pozbawiony tej drogi ćwiczeń, wychowany jedynie na filmach i seriach jest mentalnie ubogi, pozbawiony swojej wyobrażeniowej głębi, którą posiada każda, nawet niewykształcona, lecz czytająca osoba ilustrująca sobie w głowie bogactwo światów przedstawionych.

    • justynakarolak

      Tym komentarzem nieświadomie – wspaniale nawiązałeś po trosze do treści następnej części tego cyklu, który już jest w budowie i będzie opowiadał o poszukiwaniu antidotum… Dzięki i pozdrawiam, zapraszając do śledzenia kolejnych odcinków o martwicy duszy, które zostaną opublikowane wkrótce :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *