Czy można zgubić seksualność?

Manuela Gretkowska w swej literaturze i publicznych wypowiedziach akcentuje, że Polacy są społeczeństwem pruderyjnym, że nie umiemy rozmawiać o erotyce, że mamy ściśnięte gardła i krocza, że odnośnie do seksualności towarzyszy nam nieustanne poczucie wstydu i zażenowania – w przeciwieństwie do postępowych społeczeństw Zachodu. Ja obserwuję coś odwrotnego: odnoszę chroniczne wrażenie, że staję się świadkiem rozpędzającej się wulgaryzacji i patologizacji tego ważnego obszaru życia, jakim jest seksualność człowieka.

Powiedziałabym, że Gretkowska to polski odpowiednik Jelinek – i zdecydowanie nie jest to komplement. Jelinek otrzymała Literacką Nagrodę Nobla za „demaskowanie absurdalności stereotypów społecznych w powieściach i dramatach”, a także za „nadzwyczajną lingwistyczną pasję”. Oba umotywowania interpretuję jednoznacznie: stanowią one dowód na brzydką deprecjację współczesnej kultury i sztuki. I nie jestem odosobniona w tej interpretacji, bowiem jeden z członków Szwedzkiej Akademii wycofał się z dalszego udziału w jej pracach, oświadczając, że przyznanie Nobla Jelinek „rujnuje tę nagrodę”.

W literaturze takiej jak Pianistka czy rodzimy Trans pióra Gretkowskiej – nie dostrzegam pasji, a tym bardziej odwagi. Ani językowej, ani innej. Kompletnie nie wiążę tego rodzaju literackich obrazów z umiejętnością rozmawiania o seksie w sposób prawdomówny, zdolny do obnażania intymności człowieka wraz z całą paletą emocji, która się w tej sferze kryje. Te literackie obrazy raczej podszywają się pod prawdomówność, pod otwartość autorów i bohaterów literackich na dialogi dotyczące seksualności, ale w środku tych obrazów nie zawierają się ludzkie intymne prawdy, a jedynie modne prowokacje, najczęściej feministyczno-surrealne.

Wulgaryzacja seksualności, jak i ogólnej biologiczności człowieka, nieprawdopodobnie silnie wkracza nie tylko do literatury. Filmowymi przykładami owej zwulgaryzowanej prowokacji będą:

  • pornografia dla pseudointelektualistów, czyli Nimfomanka Skandynawa, Larsa von Triera
  • Wilgotne miejsca – adaptacja w wydaniu Niemca, Davida Wnendta, powieści również Niemki, Charlotte Roche; „dzieło” przewidziane dla młodych kobiet, obleśnie zachęcające do wkraczania w życiu intymnym w dosłownie brudne i niebezpieczne relacje
  • kabaretowa prezentacja salonu niby sado-maso w wykonaniu człowieka o rzekomo pięćdziesięciu twarzach, czyli 50 twarzy Greya w reżyserii Brytyjki, Sam Taylor-Johnson, na podstawie równie żenującej i „erotycznej na niby” książki pod tym samym tytułem, pióra także Angielki, E. L. James
  • Szamanka Żuławskiego – tu wspomnijmy koniecznie, iż scenariusz do tego „cuda” napisał nie kto inny, a sama Gretkowska

W kulturze Zachodu, w obrębie Unii Europejskiej, widzę postęp w mentalności, który de facto jest procesem gnilnym, a nie konstruktywnym, a nie wznoszącym. Widzę postęp, który obniża wartość człowieka, który rozcieńcza moralne granice i normy, który wcale nie służy i nie rozwija w społeczeństwach otwartości i swobody mentalnej, a tylko plącze i miesza w instynktownych oraz świadomych potrzebach ciała i duszy. I rację mają ci muzułmanie, którzy twierdzą, że Europa jest zepsuta i że należy ją czyścić i leczyć. Bo europejski organizm ewidentnie gnije. Europejski organizm pomylił odwagę z hazardową brawurą, okaleczył i wypaczył pojęcie społecznej normy i obyczajności, zaszkodził ludziom, którym dobrze we własnej skórze i którzy nie oczekują od życia, od aparatu państwowego i od różnych działaczy społecznych tego, by jacykolwiek edukatorzy wpychali im się do łóżek i natarczywie nauczali, jaki akt seksualny uchodzić ma za wyzwolony, pełny i niepruderyjny, a jaki za prymitywny, tchórzliwy i zachowawczy.

Polska szczęśliwie jeszcze pozostaje wolna od tego europejskiego „postępu” i frywolnego, bezrefleksyjnego obłędu, ale już działają polscy pisarze, rozmaici ludzie sztuki oraz aktywiści społeczni i polityczni, którzy starają się ów zachodni „luz” koniecznie przenosić na „głupie i pruderyjne” społeczeństwo polskie. Do czego ten „luz” i fałszywie, niechlujnie pojmowana postępowość prowadzi, cudnie widać na przykładzie Szwecji, gdzie sztucznie obmyślonym dekretem środowiska feministyczne usiłowały uregulować „problem” oddawania moczu przez mężczyzn w pozycji stojącej… Widać na przykładzie Niemiec, gdzie organizacje obarczone lewicową, jedynie pozornie humanistyczną, wrażliwością, jak np. Pro Familia, próbowały wkroczyć ze swoimi wizjami edukacji seksualnej do przedszkoli i szkół – a były to wizje, najprościej mówiąc, chore, które narażały dzieci i młodzież na ordynarną ingerencję programu nauczania w ich intymność, w ich tkliwe, nieukształtowane jeszcze poczucie cielesności i świadomości seksualnej. Niektóre dzieci mdlały albo wymiotowały w czasie lekcji o seksualności i gdyby nie zagorzałe protesty rodziców, tego rodzaju edukacja seksualna trwałaby w najlepsze.

Jeśli chamstwo, nachalność, bezczelność, obrzydliwy tupet, wulgarność zmieszaną z trywializacją i technicznym podejściem do tematów seksualności – chcemy nazywać postępowością, wolnością, swobodą, odwagą, to chyba doprawdy ewidentnie postradaliśmy zmysły, zwyczajnie nam odbiło. Mam nadzieję, że Polsce jak najdłużej uda się opierać temu moralnemu szaleństwu, a dziś mogę losowi szczerze podziękować za to, że przyszło mi dojrzeć w innych, zdrowszych czasach i że nie mam dzieci, które byłyby tak drastycznie narażane na pranie im umysłów w kierunku wulgarności i jednocześnie wstrętnej infantylizacji erotyki i seksualności. Powiedziałam: w zdrowszych czasach – a pamiętam schyłek PRL-u…

Zapewniam czytelnika, że moje poglądy polityczne nie są stricte prawicowe, a duchowe – nie są katolickie. Zapewniam również i można wierzyć mi na słowo, że nie zaliczam się do osób pruderyjnych. Zapewniam także, że potrafię oddzielić pojęcie pożądania od pojęcia miłości i nie jestem aż tak naiwną idealistką, by nie rozumieć, że w poszukiwania seksualnych doznań przez młodych ludzi często wpisane pozostaje błądzenie, przygodność.

Nie opowiadam się w żadnym razie za demonizacją i tabuizacją seksualności, lecz wolałabym nie być bez przerwy atakowana wulgaryzmami odnoszącymi się do erotyki, seksualności, cielesności oraz tożsamości płciowej i z całą stanowczością nie życzę moim rodakom cichego znoszenia tych samych ataków. Opowiadam się za tym, by prawa i potrzeby seksualnych mniejszości nie były przy entuzjastycznym udziale aparatów państwowych przenoszone na prawa i potrzeby społecznych większości, a tym bardziej na normy społeczne i obyczajowe.

Proszę mi wierzyć, że gdybym dziś miała 12 lat i do szkoły przyszłaby wyzwolona pedagożka, która pokazywałaby mnie i moim koleżankom oraz kolegom, jak ubrać banan w prezerwatywę, zrobiłoby mi się niedobrze. Gdyby na forum klasy wyzwolona pedagożka mówiła mi o masturbacji, tobym spaliła się – istotnie – ze wstydu. Ale nie dlatego, że byłam dzieckiem pruderyjnym czy wstydliwym, tylko dlatego, że byłam dzieckiem introwertycznym i wolałam rozmawiać o cielesności i seksualności osobiście, twarzą w twarz – z tatą lub z mamą. Oczywiście także z przyjaciółkami. A jakbym nie miała normalnych rodziców i przyjaciół, a potrzebowałabym o coś zapytać, z kimś porozmawiać, poszłabym na indywidualną rozmowę do psychologa szkolnego. A to, czym jest prezerwatywa i co należy z nią robić, odkrywa się samemu – kiedy jest się na to gotowym – wraz z partnerem. Zaś masturbacja to ten wymiar erotyki, który pozwala dzieciakowi samodzielnie, intuicyjnie, instynktownie zapoznać się z własnym ciałem i jego seksualnymi potrzebami – to nie jest temat do publicznych dyskusji i totalnie zbyteczne są jakiekolwiek pedagogiczne instruktaże na tym polu. Z tej banalnej przyczyny, że każdy człowiek jest trochę taki sam, ale jednak przede wszystkim – jest trochę inny, wyłącznie własny, toteż inaczej, na swój osobniczy sposób czuje własne ciało, inaczej, po swojemu odbiera różne bodźce, dlatego też nie wolno go pouczać, z góry przygotowywać na określone doznania, wrażenia, bo nie da się w ten sposób (tj. z góry) zaprogramować niczyjej seksualności i nie da się uprzedzić faktów. Takie pouczenia – to zawsze cudze chybione wizje, które nie muszą znaleźć poparcia w naszym osobistym doświadczeniu, co więcej – mogą nas skaleczyć duchowo i mylnie uformować. Zresztą na tym między innymi polega piękno erotyki i seksu, że się je odkrywa, zdobywa stopniowo – razem z partnerem, wspólnie z drugim człowiekiem, do którego fizycznie się zbliżamy. To jest wspólny wybór, wspólna przygoda dwojga ludzi, a nie teoria do wykładania w szkole na tle całej klasy.

Zastanawia mnie, w jakim kraju wychowała się Gretkowska, bo po pogardzie, z jaką odnosi się do swoich rodaków, wnoszę, że chyba nie w Polsce. Gdzie ukrywają się przed moim wzrokiem te srogie zastępy rzeczonych pruderyjnych Polaków ze ściśniętymi kroczami? Naprawdę chciałabym się tego dowiedzieć. Bo o sobie wiem na pewno, że dorastałam w Polsce. I że ostatnie cienie pruderii w kontekście seksualności opadły z nas, z polskiego narodu, najpóźniej wraz z pokoleniem mojej matki urodzonej w latach 50. ubiegłego wieku. Każdy kolejny rocznik – coraz naturalniej, płynniej, jawniej rozwijał się w kierunku otwartości na rozmowy o seksie, w czasach mojego dzieciństwa i wieku młodzieńczego bardzo swobodnie dyskutowało się na różne organiczne, biologiczne tematy w domu rodzinnym i w grupach rówieśniczych. I nie wydaje mi się, by w XXI wieku – w dobie Internetu – dzieciaki miały jakiekolwiek problemy z dotarciem do potrzebnych im informacji w tej materii. To wręcz bałwochwalstwo, by roczniki Gretkowskiej przypisywały sobie wiedzę na temat seksualności czy wyobraźnię na temat seksualności – większą od tej wiedzy i wyobraźni, którą przejawiają młode, dzisiejsze pokolenia.

Problem zdaje się polegać na tym, że chęć ingerowania w intymność młodego człowieka dziś tłumaczy się potrzebą merytorycznego, pedagogicznego zapanowania nad brudem i pornograficznym wymiarem Internetu. A to tłumaczenie, to podła bzdura, niestety. Wychowanie dziecka i młodego człowieka, także w kontekście świadomości seksualnej, zawsze leżało po stronie rodzica, natomiast szkoła winna mieć znaczenie wtórne wobec władzy rodzicielskiej, a nie promować swój obowiązek wychowawczy jako głównie czy jedynie słuszny oraz niezbędny. To rodzice wychowują – szkoła ma przekazywać wiedzę, a nie wychowywać, i choć procesy nauczania nie mogą być w całości oderwane od funkcji wychowawczych, to jednak z całą stanowczością funkcja wychowawcza szkoły winna znajdować się na ostatnim, a nie pierwszym, miejscu jej misji. Przerażające w XXI wieku jest to, że polityka europejska uzurpuje sobie uprawnienia do odcięcia dziecka od rodzica, że aparaty państwowe ujednolicane do struktury rządu UE – nachalnie wkraczają w fundamentalną komórkę społeczną, czyli w rodzinę. Polityka UE usiłuje scedować obowiązek wychowawczy z rodzica na państwo, czyli na szkołę, która coraz jawniej staje się ohydnym narzędziem państwa, a więc narzędziem politycznym.

Ponadto wszystkie wyzwolone feministki, pedagożki, psycholożki i seksuolożki informuję uprzejmie, że nie da się zapanować nad bogactwem treści dostępnych w Internecie – albowiem jest to najsilniejsze, najpełniejsze, najbardziej dynamiczne i zróżnicowane medium, jakie widział świat. Niemożliwe jest, byście umówiły się między sobą, napisały piękne, mądre, oświecone, wesołe podręczniki do wychowania seksualnego, a potem swobodnie wtargnęły z nimi do szkół i spotkały się z czymś innym, niż uśmiech współczucia i drwiny ze strony młodzieży. Musicie to sobie porządnie uświadomić: wasza wiedza o seksie nie jest odkrywcza i nie jest w mocy dzisiejszej wiedzy obecnej w Internecie w żaden sposób usystematyzować, tym bardziej nie jesteście w stanie internetowych zasobów ani zakazać, ani zastąpić. Wokół was żyją miliony normalnych, świadomych, śmiałych w poglądach Polaków, którzy się z was śmieją i którzy będą walczyć do ostatniej kropli krwi, by nie oddać wam pod opiekę i edukację swoich dzieci. To, że wam się wydaje, że potraficie mówić do dzieci o seksie – wesoło, dowcipnie, to tylko wasza wizja relacji pedagog-uczeń. Dzieci się z was śmieją – dzieci mają całkiem inne poczucie humoru, za którym nigdy nie nadążycie, i zupełnie nie podzielają waszych fantazji seksualno-edukatorskich.

Można by zignorować temat wychowania seksualnego w polskich szkołach – gdyby nie to, że moralne granice zostają coraz silniej rozpuszczane, również niestety na gruncie polskim. Gdyby nie to, że polskie feministyczne surrealistki, powielające jak doskonała kalka slogany Zachodu i UE, slogany całkowicie niekompatybilne z polskim kontekstem kulturowym i polskim doświadczeniem historycznym, chcą edukacji seksualnej nie tylko dla młodzieży, ale i dla dzieci najmłodszych – chcą tego rodzaju edukacji również na poziomie przedszkolnym. Ta histeryczna lawina karkołomnej lewicowej choroby społeczeństw europejskich – sunie coraz intensywniej, szybciej, zbliża się również do polskości. Następnym postulatem w ramach edukacji seksualnej w przedszkolach i szkołach będą zabawki erotyczne traktowane jako materiały edukacyjne oraz automaty z darmowymi prezerwatywami. A jeszcze następnym krokiem – będzie walka o prawa pedofilów, i zobaczycie sami, i wspomnicie moje słowa: pedofilia już wkrótce stanie się elementem nowych kampanii społecznych, politycznych i edukacyjnych, w których będzie ona prezentowana i wdrażana do świadomości społecznej nie jako zboczenie i przestępstwo, a jako niszowa preferencja seksualna, którą nakaże się nam tolerować, a nawet akceptować społecznie.

Erotyka, seksualność człowieka – to są tematy wiecznie żywe, tętniące. One funkcjonują w międzyludzkich rozmowach, zwierzeniach, są naszą codziennością. I żadne oskarżenia o pruderię na nic się zdadzą: Polacy nigdy nie byli narodem uległym, wsobnym, zahukanym, pomylonym, tchórzliwym czy zawstydzonym. Polski język pod względem zasobów pozwalających na opisywanie erotyki, seksualności – jest bogaty, plastyczny i piękny. To tylko ludzie bez wyobraźni i obudowani kompleksami, które starają się przerzucić na całość społeczeństwa, postulują, że Polacy są głupi, pruderyjni, nierozwinięci i pełni wstydu. Te zarzuty są miałkie pod względem intelektualnym, moralnie – skażone, a pod względem obyczajowym – nietrafione.

Czas odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule artykułu: czy można zgubić swoją seksualność? Odpowiedź brzmi: tak, można – tak, istnieje takie zagrożenie. Co więcej: można roztrwonić swoją tożsamość płciową i orientację seksualną. To staje się możliwe w świecie, w którym psychologów i seksuologów hurtem upycha się w każdą dziedzinę i szczelinę życia ludzkiego. W którym dekret, zapis prawny ma regulować ludzką duchowość, fantazję, marzenia i potrzeby. W tym świecie, w którym reklama rajtuz i szamponu widzialna na każdym kroku – kipi i wylewa się na mnie seksem, a raczej seksualną stylizacją. I w tym świecie zamoczonym dogłębnie w obrazie „cycka, fiuta i dupy” – ktokolwiek chce wmówić mi, że żyję w kraju złożonym z zachowań pruderyjnych?…

Jesteśmy społeczeństwem pruderyjnym? Serio? A widzieliście spektakl pt. Klątwa? Widzieliście ten światły i w duchu wyzwolonego Zachodu teatr wystawiony za pieniądze państwowe, czyli publiczne – czyli za wasze i za moje pieniądze? Czy myślicie, że coś podobnego byłoby realne do zrealizowania w atmosferze pruderii?…

Na Klątwę już wylało się tsunami zasłużonej krytyki, ale chyba jeszcze nikt nie napisał tego:

Klątwa to nie tylko pewien podły cios w postać, w ikonę papieża-Polaka, Jana Pawła II. Klątwa to nie tylko papier toaletowy zaimplementowany w miejsce artyzmu. Klątwa to także obmierzłe, obrzydłe zmasakrowanie tematu, jakim jest fellatio. Tak, drodzy wyzwoleni czytelnicy. O tym chyba nikt nie napisał, a to goła prawda: czynność erotyczną i seksualną, niezwykle intymną i atrakcyjną dla obu stron miłości fizycznej, ukazano w Klątwie jako coś fatalnie mechanicznego, jako jakieś dziwaczno-nieprawdopodobne „narzędzie polityczne”, i pal sześć, że scena ta godzi w czyjeś uczucia religijne, tu stało się coś o wiele gorszego – stało się uprzedmiotowienie i rozjechanie człowieka, i kobiety, i mężczyzny, a także świętości, rozumianej nie tylko jako sfera sacrum, ale właśnie jako sfera humanum. Jestem przekonana, że tę scenę Klątwy obejrzały w Internecie tabuny gimnazjalistów. I proszę mi teraz wytłumaczyć: jak takie zobrazowanie fellatio oddziałuje na umysł, na świadomość, na wyobraźnię młodego człowieka? Jak taki zorganizowany – za nasze pieniądze – teatr ma się do problemu dbania o wrażliwość młodych ludzi, do problemu społecznej potrzeby zaopiekowania się edukacją seksualną? Myślicie, że kogokolwiek z tych młodych ludzi zabolał wątek drwienia z katolicyzmu polskiego? Jeśli tak myślicie, to jesteście totalnymi ignorantami, abnegatami życia.

Chcecie prawdomównie, intrygująco ukazanej erotyki i seksualności w sztuce? To idźcie do literatury iberoamerykańskiej, do Márqueza i Stu lat samotności oraz Rzeczy o mych smutnych kurwach. Idźcie do Murakamiego – Na południe od granicy, na zachód od słońca. Idźcie do kina – zobaczcie Męża fryzjerki albo Betty Blue

Nie mam najmniejszego zamiaru nikogo pouczać, nikogo edukować – zwłaszcza dlatego, że brzydzę się tą odsłoną wszelkiej edukacji, którą nie tylko proponuje, ale wszczepia i wciska polityka UE. Dlatego nie wymienię wam wszystkich zacnych dzieł literackich i filmowych, w których możecie znaleźć szereg kapitalnych – obrazów i treści malujących i opisujących erotykę i seks. Pozostawiam wam zaledwie parę drobnych drogowskazów, bo wierzę, że odwaga i kontrowersje w sztuce – mogą być wolne od wyuzdania, od wulgarności, od hańbiącej człowieczeństwo brzydoty.

Innymi słowy: brutalność może być ukazana w odcięciu od tzw. kultury gwałtu; poszukiwania i głody erotyczne mogą być ukazane bez nikczemnej błazenady; a propaganda polityczna nie musi być przez nas, zwykłych normalnych ludzi, wpuszczana z zabłoconymi butami do samego centrum naszego życia… więc czytajcie i oglądajcie, jeśli taka wasza wola…

Artykuły uzupełniające:

Powieści godne polecenia:

  • Na południe od granicy, na zachód od słońca oraz inne powieści japońskiego pisarza, Harukiego Murakamiego – dobra, inteligentnie napisana literatura komercyjna, w której erotyka zajmuje ważne i unikalnie przedstawione, prostolinijne i uczciwe miejsce w życiu człowieka
  • Sto lat samotności i Rzecz o mych smutnych kurwach Gabriela Garcíi Márqueza – pierwsza z powieści to sztandarowe dzieło tego wytrawnego pisarza, w którym erotyka ukazana jest w wymiarze zarówno organicznym i dosadnym, jak i „magicznym” czy nieomal „mistycznym”; druga pozycja literacka jednego z najwybitniejszych tuzów literatury pięknej – to w zasadzie romantyczna, ale pięknie usurowiona elegia o miłości, w której pragnienie i doznanie fizycznego ciała drugiego człowieka nieoczekiwanie ustępuje pola uczuciowym peanom i tęsknotom. Recenzja Rzeczy o mych smutnych kurwach: http://tosterpandory.pl/rzecz-o-mych-smutnych-kurwach-gabriel-garcia-marquez/
  • Markiz de Sade – w tym wypadku rzeczywiście mamy do czynienia ze swoistą i mocną kontrowersyjnością w literaturze dot. erotyki i seksualności, ale książki pióra de Sade czyta się jak literaturę, a nie jak niby literackie wydmuszki. Dobrze jest osobiście przeczytać książki de Sade, chociażby z uwagi na ciekawe walory stricte literackie. Warto w tym miejscu zaakcentować, iż na literaturę właśnie de Sade ochoczo powołują się pisarki typu Gretkowskiej – w twórczości np. Gretkowskiej zdecydowanie pobrzmiewają wyrazy fascynacji twórczością de Sade. Zwracam jednak uwagę, iż to, że ktoś potrafi trawestować – nie jest tożsame z tym, że potrafi samodzielnie myśleć w pokrewnym kierunku.

Filmy warte pozytywnej rekomendacji:

Z pokorą i bezwstydem

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Wszystkim czytelnikom, którzy poświęcili czas na przeczytanie mojego artykułu, a którzy uważają, że napisałam w nim bzdury, proponuję lekturę zaledwie kilku zebranych punktów, które dość jasno dokumentują, dlaczego opisany przeze mnie permisywny rodzaj edukacji seksualnej uznaję za pomysł fatalno-koszmarny:

    1. Lothar Kleinschmidt, Beate Martin, Andreas Seibel (pedagodzy seksualni). Materiał przygotowany przez niemiecką organizację Pro Familia – poradnik dla przedszkolnych pedagogów seksualnych: jedno dziecko przyjmuje rolę rzeczoznawcy pup, dzieci ustawiają się w rzędzie z gołymi pupami w stronę tegoż rzeczoznawcy, a rzeczoznawca orzeka, która pupa do kogo należy. Jeśli nie wie, może pupę delikatnie pogłaskać albo uszczypnąć. Uzasadnienie: ćwiczenie nadaje się do wykonania z każdą częścią ciała.

    2. Temat dla szkół – ogólne wytyczne dla zajęć szkolnych z edukacji seksualnej (znów wizja niemiecka): należy zakwestionować wyobrażenia uczniów na temat tego, co jest normalne. Należy oderwać się od ról płciowych.

    3. Kwestionariusz heteroseksualny (również w obrębie niemieckiej szkolnej edukacji seksualnej) – pytania do uczniów:
    a) Jak ci się wydaje – skąd pochodzi twoja heteroseksualność?
    b) Kiedy i dlaczego zdecydowałeś się być heteroseksualny?
    c) Czy twoi rodzice wiedzą, że jesteś heteroseksualny?
    d) Czy twoja heteroseksualność nie wynika ze strachu przed osobami czującymi miłość do osób tej samej płci?
    e) Większość nadużyć seksualnych dokonywana jest na dzieciach przez heteroseksualnych dorosłych. Czy w związku z tym uważasz, że odpowiedzialne jest powierzanie dzieci pod opiekę heteroseksualnym nauczycielom/nauczycielkom?
    f) Co mężczyźni i kobiety właściwie robią razem w łóżku? Skąd mogą wiedzieć, jak się nawzajem zaspokoić, skoro tak bardzo różnią się anatomicznie?

    4. Alfred Kinsey, amerykański seksuolog, przekazuje informacje dla nauczycieli: „Granice pomiędzy orientacjami seksualnymi są płynne. Tylko niewielka część społeczeństwa ma odczucia jednoznaczne homo- bądź heteroseksualne”. Pytania do uczniów:
    a) Czy całowałeś już namiętnie mężczyznę (jeśli jesteś chłopcem)?
    b) Czy całowałaś już namiętnie kobietę (jeśli jesteś dziewczyną)?

    5. Prof. Elizabeth Tuider (socjolog), napisała podręcznik dla nauczycieli, w którym postuluje, że należy poszerzyć zbyt wąskie rozumienie seksualności, cytaty:
    a) Uwrażliwienie na różnorodność – trenowanie pochwalania wszelkich praktyk i dewiacji seksualnych z naciskiem na pozaheteroseksualne
    b) Wprowadzenie niejasności – tożsamość płciowa nie jest niczym oczywistym; ma być niejasna
    c) Wprowadzenie zamętu – wielość opcji, możliwości, nie wiadomo, kto jest kim
    d) Przewartościowanie dotychczasowych przekonań – przekonanie o tym, kim jest ojciec, mężczyzna, kim jest kobieta, matka, tracą znaczenie
    e) Empowerment (wzmocnienie) dotychczas poszkodowanych – nieakceptowane praktyki seksualne mają zdobyć uznanie i miejsce w społeczeństwie
    f) Przezwyciężenie heteronormatywności – społeczeństwo wymusiło heteroseksualność, która nie jest żadną normą
    g) Rozdział pt. „Tożsamości, praktyki seksualne”, str. 127. Cel ćwiczenia – przeciwdziałanie zbyt wąskiemu rozumieniu pojęcia seksualności. Opis: uczniowie zostają zachęceni przez nauczyciela do przeprowadzenia tzw. burzy mózgów, do wypisywania na macie ściennej wszystkich pojęć i określeń na praktyki seksualne. Zachęcani są, aby wyzbyć się wszelkich oporów i wymienić też te określenia, które pozornie mogą się wydać obrzydliwe, perwersyjne albo zakazane. Praktyki seksualne, które są przez niemieckie prawo zakazane (seks ze zwierzętami oraz seks z osobami poniżej 14. roku życia bez zgody osoby) zostają wyróżnione markerem. W następnej kolejności uczestnicy tworzą mniejsze grupki i wymyślają galaktyczne praktyki seksualne, jakich jeszcze nie było na ziemi. Zastanawiają się, kto z kim, kiedy i gdzie może uprawiać seks i jakie środki pomocnicze przy tym zastosuje. Grupy otrzymują przeróżne przebrania, materiały do wyobrażenia wymyślonych praktyk seksualnych, galaktyczne seks-zabawki…
    h) Od 12. roku życia uczniowie mają dowiadywać się na zajęciach edukacji seksualnej o konstelacjach seksu grupowego, o seksie analnym, o seksie oralnym, o gang-bangu (czyli z wieloma partnerami po kolei), o łykaniu spermy oraz mają uczyć się projektować „nowy burdel dla wszystkich” (tzn. taki, który zaspokoi potrzeby wszystkich zainteresowanych).
    i) Str. 75 – rozdział pt. „Różnorodność, granice”, ćwiczenie pt.: „Nowy dom publiczny dla wszystkich”. Uczniowie otrzymują zadanie zmodernizowania domu publicznego w dużym mieście tak, aby mógł on zaspokoić wszystkie potrzeby seksualne zainteresowanych.

    6. O tym, że lobby pefofilskie stopniowo stara się nawiązać porozumienie ze środowiskami LGBTQ. Dieter Gieseking angażuje się w akcje mające doprowadzić do zrównania pedofilii z homoseksualizmem, heteroseksualizmem, biseksualizmem etc. Twierdzi on, że pedofile powinni mieścić się w zakresie różnorodności seksualnej. Pedofile (np. w Niemczech i Holandii) zabiegają o prawne obniżenie wieku zezwalającego na kontakty seksualne. Pan Gieseking powiedział publicznie, że te programy edukacji seksualnej, które organizacje LGTB planują wdrażać do niemieckich placówek oświaty, bardzo poprawią sytuację pedofilów.

    7. Nambla – amerykańska organizacja – wydała książkę, w której obala mit traumy u dzieci molestowanych seksualnie. Autorzy książki „udowadniają”, że jeśli dziecko się zgadza na kontakty seksualne z dorosłym, to nie ma problemu.

    Źródło: wykład socjologa Magdaleny Czarnik – youtube.com/watch?v=p5aUDSuruWY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *