Dialogi Pandory – ws. uchodźców

 

Dialogi Pandory

Europa jest kontynentem obdarzonym i obarczonym własną specyficzną kulturą, historią i aspiracjami. Europa jest również jednym z księżyców Jowisza – nieprzystępnym, bo odciętym za pomocą solidnego lodowego płaszcza, który skrywa wewnątrz cały ocean wody. Europa jest również postacią mityczną – tak jak postacią mityczną jest Pandora. A cóż niby symbolika postaci takich jak Europa i Pandora – wnieść ma do dialogów polskich społecznych na temat uchodźców z Syrii, dialogów wijących się w nieustającym konflikcie z powodu odmiennych nastrojów naszych?…

Europa, słynąca ze swej wybitnej urody, została porwana. Pandora, jednakowoż słynąca z niezwykłej urody (została takąż urodą obdarowana przez samą Afrodytę), także poniekąd została „uprowadzona”, bo zlecenie na jej stworzenie (ulepienie z gliny) – przyszło z samej góry, to znaczy od Zeusa, który rozkazał powołanie do życia Pandory w ramach kary dla ludzkości (za kradzież bogom ognia, którą popełnił Prometeusz). Pandora więc na mocy odgórnie nałożonej idei – przyszła na świat obciążona smutnym posłannictwem. Zatem ją też jak gdyby „wykradziono” z innej drogi – radości, igraszek, zabawy, tak jak i Europę wykradł z jej środowiska igraszek i zabawy sam Zeus. Dano Pandorze na smutną, obciążoną, świeżo poczętą drogę – glinianą beczkę, w której kryły się wszelkie nieszczęścia doczesnego świata, a na dnie znajdowała się nadzieja. Nadzieja jest jednakże jedna i płonna, natomiast nieszczęść i dramatów – istniało, i istnieje, wiele, zdumiewająco wiele…

Czwarty pod względem wielkości księżyc Jowisza – otrzymał imię na cześć mitycznej, porwanej księżniczki, Europy…

A co z Pandorą? Na jakie współczesne odkrycie nada się jej imię?…

Prawdopodobnie imieniem Pandory ludzkość ochrzci miejsce wyjątkowo niebezpieczne, które z wierzchu wygląda na łaskawe – miłe, właściwe, stosowne, dobre, a nawet piękne; zasługujące na nasze współczucie, na empatię, i urocze lub wzruszające na tyle, iż nie sposób będzie odmówić mu zasymilowania się z resztą okalającego krajobrazu…

Prawdopodobnie imieniem Pandory ludzkość mogłaby ochrzcić miejsce, w którym osiedlili się ludzie – piękni, pokrzywdzeni i niejako „uprowadzeni” z ich naturalnego środowiska igraszek i zabaw. Tacy ludzie, w stosunku do których nie da się czuć emocji innych, niż podziw albo współczucie; wobec których nie sposób nie żywić empatii. Ci ludzie jednak – mogą mieć przy sobie, niewinne z wyglądu, gliniane beczki. A obecność tychże ludzi w naszym świecie – może być efektem rozkazu z samej góry, w imię kary dla ludzkości za jej… łatwowierność? Naiwność? Poprawność polityczną?…

A może – wcale, wcale nie… Idealne miejsce dla mitów znajduje się przecież wyłącznie na zakurzonej półce. A miejsce dla przytomnej interpretacji faktów, czyli poglądów, to rzecz zupełnie inna, odrębna – systematycznie wypiekana przez Toster Pandory.

Przyjrzyjmy się więc wspólnie polskim nastrojom społecznym – w kontekście uchodźców z Syrii. Przyjrzyjmy się naszym realnym zachowaniom i ponurym inwektywom, którymi obrzucamy się nawzajem. Przyjrzyjmy się również temu, co na ten temat powiedziałaby być może sama Pandora – prosząca nas o to, byśmy nie uchylali wieka tej glinianej beczki, z którą właśnie ją do nas przysłano, bo taki był rozkaz, czy posłannictwo „z góry”.

Dialogi Pandory 1

Dialog pierwszy – konflikt między „lewakami” a „pisowcami”

 Zamiast rozmawiać o skomplikowanej sytuacji geopolitycznej, my, Polacy, sprowadzamy samych siebie do roli żałosnych błaznów. Zamiast skupić się na treści wypowiadanego przez interlokutora (drugiego Polaka) zdania, wolimy z punktu sklasyfikować go jako „lewaka” albo „pisowca”.  Podział na lewicę i prawicę w dyskusjach społecznych jest sposobem myślenia z ubiegłego wieku. Jeśli chcemy rozmawiać nowocześnie – uprasza się o zmianę metody formułowania wypowiedzi. Gdy nie masz pewności, czy Twój interlokutor popiera jakąkolwiek frakcję polityczną, bądź łaskaw nie nadawać mu etykiety w sposób odgórny – nie jesteś wszak Zeusem.

 Dialog drugi – konflikt między miłosiernymi a rasistami

Fakt, że wyznajesz tolerancję i bezgraniczną akceptację – tak, jakby były one złotymi cielcami – nie upoważnia Ciebie w żaden sposób do określania upodlającymi mianami –  takimi jak rasista, nazista, ksenofob – każdego, kto nie podziela Twoich otwartych i liberalnych (nieradykalnych) poglądów. Zanim nazwiesz drugiego Polaka rasistą – bądź łaskaw pójść na stronę, i wyczyścić swoje własne sumienie jednak, najpierw. Nie jesteś sumą sumień w naszym społeczeństwie, i chociaż wolno Ci być miłosiernym, chociaż wolno Ci na pierwszym miejscu stawiać najwyższe prawo człowieka i człowieczeństwa – prawo do ratowania życia, na przykład przed wojną – nie masz prawa nazywać wszystkich otaczających Cię głosów sprzeciwu wobec przyjęcia uchodźców z Syrii do Polski i przyznania im przepastnych świadczeń socjalnych (zapomóg na poziomie europejskim) mianami fobii, uprzedzeń, prześladowców rasowych, wyznaniowych czy kulturowych.

A jeśli nie rozumiesz, że bycie liberałem czasem nie różni się niczym od bycia radykałem – przeczytaj powieść Márqueza, „Sto lat samotności”, i na przykładzie pułkownika Aureliana Buendii sprawdź, z jaką łatwością liberalizm przeobraża się w radykalizm, i odwrotnie, bo każda idea wcielona w czyn uwielbia zamieniać się w swoje własne przeciwieństwo…

Natomiast odwoływanie się w swoich poglądach do postaw nazistowskich, rasistowskich, do obozów koncentracyjnych – z uwagi na historię Polski i naszych dziadków, którzy przeżyli wojnę i przebywali istotnie w takich obozach, jest co najmniej niesmaczne. I takie poglądy sieją liberałowie? Miłośnicy życia i sprawiedliwości? Nie sądzę.

 Dialogi Pandory 2

Dialog trzeci – konflikt między antykatolikami a filozofami i politologami

Katolicyzm w Polsce z pewnością uczynił wiele niewłaściwego – na wokandzie społecznej bez przerwy uporczywie wiszą kwestie molestowania dzieci przez księży, niemoralne zdaniem znacznej części społeczeństwa sposoby finansowania Kościoła, bezprawne w świeckim – podobno – państwie polskim przymusy posyłania dzieci na lekcje religii.

Tak, to prawda – katolicyzm „nie jest bez winy”. Nikt i nic nie jest bez winy! Ale zamiast rozpatrywać różne zjawiska z dziedziny problematyki społecznej w kategorii winowajców i ofiar – może warto wzbić się ponad tę znakomicie już wyeksploatowaną ideę cierpiętnictwa i męczeństwa oraz poświęcenia, jak i szukania katów odpowiedzialnych za te dramatyczne emocje, i spojrzeć na świat… nie, nie z lotu ptaka – po prostu: z innej, niereligijnej, ani też nie antyreligijnej, perspektywy.

Ciosasz w katolicyzm na każdym kroku, bo Ci „podpadł”, bo niesmaczny, ale zamiast trzymać się skrawkami paznokci za pojedynczą łuskę społecznej niezgody – może wysłuchaj najpierw zdania filozofów i politologów. Wysłuchaj też cierpliwie zdania ateistów, których jak najbardziej interesuje pojęcie moralności i etyki, natomiast zupełnie nie interesuje ich zajmowanie się hipotezą, jaką jest „bóg”, „Absolut”. Twoje stałe mieszanie katolickiego boga – ponieważ jesteś antykatolikiem – w kontekst filozoficzny, jak i polityczny, jakim jest problem wojen na Dalekim Wschodzie, ośmiesza Cię zwyczajnie, nic więcej. To prawda, że chrześcijanie też mordowali z imieniem swojego boga na ustach, ale paręset lat ewolucji duchowej i ideowej oduczyło nas – dzikich, barbarzyńskich zachowań,  w przeciwieństwie do współczesnych, iście pokojowych muzułmanów, którzy bez żadnych ograniczeń skutecznie praktykują obrzezanie kobiet, nawet w krajach europejskich, takich jak Wielka Brytania. Wolno Ci zamykać oczy na te różnice w wyznawanych ideologiach i tradycjach, ale nie wolno Ci głosić, że te różnice nie istnieją – tych ostatnich uprawnień nie posiadasz.

Różnica w formułowaniu przeciwstawnych stanowisk w tym rodzaju dialogu polega na tym, iż antykatolicy na jednej szali stawiają starszą panią w moherowym berecie, nieszkodliwie bojkotującą spektakl teatralny pod tytułem „Golgota Picnic”, z ekstremistą islamskim, gotowym wybuchnąć pod byle pretekstem zbawienia chorej – europejskiej – części świata.  Oraz na tym, iż filozofowie bądź rozsądni politolodzy próbują metodą dystansu podejmować dyskusję społeczną. Są niestety bardzo często skazani na porażkę, bo dystans do rzeczywistości ujmuje kształtowi wypowiedzi tego swoistego, entuzjastycznego, krwistego ładunku emocji, którym tak sprawnie żonglują populistyczne mass media oraz otwarta i tolerancyjna – ponad miarę – część naszego społeczeństwa, sprzeciwiająca się jedynie wszelkim przejawom fanatyzmu, z… katolicyzmem na czele!

Dialog czwarty – konflikt między faktem a marzeniem

 Faktem jest, że wszyscy – lub co najmniej większość z nas, Polaków – pragnie pokoju, zgody w świecie. Nie, zaraz, chwileczkę – to jest nasze marzenie! Faktem jest natomiast, że różnimy się między tym, co lubimy określać jako fakty a tym, co niechętnie określamy jako marzenia, życzenia, potrzeby, oczekiwania i wyobrażenia.

Nasze piękne życzenia co do pokoju na świecie nie zmienią magicznym sposobem złożonej sytuacji geopolitycznej na globie – wojny i pogromy w Syrii są wynikiem tarć różnych stref wpływów światowych mocarstw, a zamach islamistów (pod szyldem „uchodźców”) w Paryżu jest bezpośrednim rezultatem tych tarć i prowadzonych działań strategicznych i wojennych.

Snucie romantycznej wizji, jak to będzie pięknie, gdy Polska słynąca ze swej gościnności przyjmie uchodźców z Syrii – nie zmieni faktu, iż wśród owych „uchodźców” spodziewać się należy, co jest normalnym w tych okolicznościach zachowaniem opartym na instynkcie samozachowawczym, osobników niebezpiecznych. I nie trzeba używać tu słowa zamachowiec ani terrorysta, wystarczy uprzytomnić sobie, z jakim typem ludzi mamy tu do czynienia, co można łatwo stwierdzić, analizując problemy, z jakimi borykają się np.: Niemcy w obozach uchodźczych na swoim terenie. I u nas – w Polsce – będzie przebiegało to identycznie, a nie pięknie, bo jesteśmy gościnni, bo na naszych ziemiach od wieków żyją pokojowi przecież Tatarzy.

Serce polskie rwie się do romantycznych uniesień i pokojowej wizji rzeczywistości – rzeczywistość natomiast pozostaje brutalna, zimna i nieprzejednana. Uchodźcy owi nie asymilują się z naszą kulturą, w obozach uchodźczych panuje chaos, dziki chaos, jedynie około 20 procent spośród tych ludzi wyraża wolę nauki języka kraju europejskiego, który ich przyjął, pozostali nie chcą uczyć się języka, ani zawodów, nie chcą pracować, odcinają się od europejskich wolontariuszy, roszczeniowo licząc na socjalne świadczenia, a drobne napięcia w obrębie własnych grup społecznych regulują samodzielnie – zgodnie z własnymi przyzwyczajeniami kulturowymi, czyli wrzaskiem i nożem. I to są na przykład fakty. Jakże odmienne od tych, którymi możemy opisać istotnie pokojowych i funkcjonujących w naszej kulturze od wieków – Tatarów.

Dialog piąty – konflikt „poprawności politycznej” a potrzeby
„nazywania rzeczy po imieniu”

Zwolennicy szeroko zakrojonej poprawności politycznej tłuką w łeb zwolenników nazywania rzeczy po imieniu, określając ich – rasistami, fanami eugeniki i obozów koncentracyjnych, miłośnikami stosowania w przewinach odpowiedzialności zbiorowej i gazowania. Zwolennicy nazywania rzeczy po imieniu tłuką w łeb zwolenników poprawności politycznej, określając ich ślepcami, naiwniakami, infantylnymi pomiotami, debilami, idiotami i miłośnikami idei unicestwienia normalności i sceptycyzmu.

Ci pierwsi nie wyobrażają sobie Europy innej, niż ta, której pragną oni sami – dla wszystkich siebie, i wszystkich innych.

Ci drudzy nie wyobrażają sobie Europy innej, niż ta, którą chcą upatrywać dla swoich potomków – dla przyszłych pokoleń, i wszystkich innych, niż ci pierwsi.

W tym rodzaju dialogu nie ma szczeliny na czołganie się na zbawiające – obie strony – kompromisy. Bo jedni chcą jeszcze głębszego ujednolicenia tego, co już jest od dawna ustalone – natomiast drudzy chcą stworzenia kontrapunktu wobec tego, co jest ustalone, w imię przyszłych pokoleń, o potrzebach których, patrząc z perspektywy dzisiaj, nic wiążącego nie wiemy.

 Dialogi Pandory 3

Dialog szósty – wzajemne obrzucanie łajnem (rozgrzewka przed konfliktem)

 Obie strony barykady – TAK dla uchodźców, i NIE dla uchodźców z Syrii – nie dopuszczają do siebie rzeczywistej treści złożonego problemu, bo zamiast wymieniać się przemyślanymi argumentami, wymieniamy się prymitywnymi argumentami ad personam oraz, równie prymitywnymi, odruchami sercowo-mózgowymi.

Taka płaszczyzna nieporozumienia u samych podstaw – oczywiście musi odmawiać obu stronom pola dla podjęcia poważnej dyskusji. Na płaszczyźnie bezpłodnej i upośledzonej erystyki może odbywać się tylko wzajemne obrzucanie łajnem…

Chcesz zostać wysłuchany? Wysłuchaj więc i mnie – zamiast informować mnie z poczuciem wyższości, jak na świecie jest, i basta. Bądź uprzejmy zażywić nutę wątpliwości wobec samego siebie w pierwszej kolejności, bo to, jak na świecie jest – bywa bardzo różne, w zależności od tego, kto opowiada daną historię.

Dialog siódmy – widowisko (konflikt pasywny)

Naturalnym następstwem wzajemnego obrzucania łajnem jest udanie się w kierunku widowiska. Kiedy werbalny przekaz się nie sprawdza – lecz jak miałby się sprawdzać, skoro ani jedna, ani druga strona nie wysłuchuje zdania przeciwnego? – pora sięgnąć po inne, bardziej malownicze środki wyrazu.

Odbywa się więc na rynku dużego miasta spektakularne i jakże czyste w swym przekazie – palenie kukły, imitującej człowieka o określonym wyznaniu. Kibole biorą do rąk flagi polskie i przywdziewają maski narodowców. A garść poprawnych politycznie wynosi palacza kukły i kibola w, nie ustępującym im wcale pod względem malowniczości, poście na portalu społecznościowym, jako wizytówkę i nieomal logotyp wyrażający wszystkie głosy sprzeciwu wobec przyjęcia do Polski uchodźców. Wszystkie głosy sprzeciwu – prócz mojego, na przykład. Ponieważ ja nie przyklaskuję paleniu kukły, ni podżeganiu do nienawiści – mimo stanowczo wyrażanego NIE dla uchodźców z Syrii w Polsce.

Dialog ósmy – konflikt pod tytułem: masło czy margaryna?

Po dwóch poprzedzających etapach społecznych „dyskusji” przychodzi czas powrotu wszystkich konfliktów nieśmiertelnych. Ten etap jest wręcz momentem ich doskonałego renesansu.

Większość z nas – nawet, gdy nie chcieliśmy – przynajmniej raz w życiu znalazła się w centrum tragikomicznego sporu na temat tego, co jest zdrowe, a co chore, dlaczego masło – a nie margaryna, oraz – szczepić, czy nie szczepić.

Po prawie całkowitym wyczerpaniu wszystkich innych potencjalnie możliwych form dialogu, nastaje zatem czas konfliktu przypominającego machanie plastykową szabelką na podwórkowym turnieju szermierczym:

-TAK dla uchodźców!

-NIE dla uchodźców!

-TAK, ty ksenofobie!

-NIE, ty idioto!

-TAK jest zdrowe, NIE jest chore i szkodliwe!

-NIE jest zdrowe, TAK jest chore i szkodliwe!

-TAK!

-NIE!

-…

 Dialog dziewiąty – mierzę ciebie moją miarą

 Festiwal cudów poglądowych wieńczy się prostolinijnym i dziecięco urokliwym mierzeniem całego świata własną, osobniczą miarą. Póki pojedynczy człowiek nie zostanie „zmuszony” przez czarno-białą rzeczywistość do weryfikacji swoich „chciejstw i ochót” dotyczących tego, jak powinien wyglądać świat, a niestety – nie wygląda, póty żadna idea różnorodności, nie mówiąc o wielokulturowości, nie będzie mogła zostać zaproszona do naszych małych pojedynczych światów, których suma dopiero składa się na świat – obiektywny, prawdziwy, niepojęty, czuły i agresywny, nieprzystępny i gościnny… Po prostu: świat.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (10)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

2 komentarze

  1. „To prawda, że chrześcijanie też mordowali z imieniem swojego boga na ustach, ale paręset lat ewolucji duchowej i ideowej oduczyło nas – dzikich, barbarzyńskich zachowań”. Tutaj autorka troszeczkę się zagalopowała. W XIX wieku Europejczycy z lubością wyrzynali ludność w podbitych koloniach, i cykali sobie fotografie z odciętymi głowami pokonanych „dzikich” tubylców. W XX wieku rzuciliśmy się sobie do gardeł urządzając gigantyczną eksterminację. XXI wiek też nie zapowiada się ciekawo, wszak nie brakuje różnych ultrasów, którzy tylko czyhają by dorwać się do władzy. Wszak mamy księdza, który głosi, że palenie pedałów na stosach, to piękny średniowieczny zwyczaj, do którego należy powrócić. Mamy ludzi głoszących, żeby „ciapatych” wsadzać do Oświęcimia, wszak infrastruktura jest już gotowa. Można by tak długo wymieniać. I gdzie jest ta ewolucja? Chyba że polega ona na cynizmie i obłudzie:)

    • justynakarolak

      Szanowny Panie,
      odnosząc się najpierw do przytoczonej przez Pana – myśli mojej sformułowanej w artykule:

      ma Pan rację – nie wyraziłam się ściśle. Napisałam o krucjatach chrześcijańskich i mówiąc o mordach popełnianych przez chrześcijan z imieniem chrześcijańskiego boga na ustach, odnosiłam się właśnie do krucjat. Nie mam wątpliwości, iż jest Pan doskonale świadomy, jak dawno miały one miejsce. Co do zaś drugiej części Pana wypowiedzi, czyli do zwrócenia mi uwagi, iż w XIX wieku Europejczycy „z lubością wyrzynali ludność w podbitych koloniach” – to prawda, ale czynili to nie z imieniem boga na ustach, tylko w imię korzyści politycznych i ekonomicznych. Nie twierdzę, że mordowanie w imię polityki i profitów finansowych jest mniej niemoralne od mordowania w imię boga, ale jeśli chcemy być precyzyjni – bądźmy precyzyjni w prezentowanych przez siebie poglądach i opisach motywów działań ludzkich.

      Tak, to prawda, iż Europa ponosi współodpowiedzialność za dzisiejszą sytuację problemu napływu uchodźców muzułmańskich do swoich krajów, nie zmienia to postaci rzeczy, iż istnieje różnica między „groźnością” kościoła katolickiego np. w Polsce i jego wyznawców a „groźnością” islamskiego uchodźcy rzekomo z Syrii, który w istocie ucieka np. z Iraku czy Afganistanu.

      Kontekst geopolityczny jest złożony, o czym nie raz już rozmawialiśmy i w stosunku do którego – i Pan, i ja, zgadzamy się. Tak, kontekst geopolityczny jest złożony – nie, Europa nie jest bez winy, a wręcz przeciwnie.

      Pan mówi, że „mamy księdza nawołującego do palenia pedałów na średniowiecznym stosie” – to prawda, ale ja nie żywię obaw w stosunku do tego księdza, podobnie uśmiechem litości i współczucia obdzielam przeuroczą starszą panią w moherowym berecie, która z właściwą sobie żarliwością usiłuje zasabotować np. spektakl pt.: „Golgota Picnic”. Inaczej te niepozorne i zupełnie nie niebezpieczne pikiety i rozpaczliwe nawoływania będą przebiegały, gdy w Polsce osiądą tzw.: „uchodźcy z Syrii”. Być może te niepozorne pikiety i nawoływania spolegliwie ucichną, a nasze społeczne patrzenie na sytuację w kraju zmuszone zostanie ogniskować się zupełnie gdzie indziej – proszę zgadnąć: gdzie, na czym.

      Kto głosi, żeby „ciapatych umieścić w Oświęcimiu”? Ja?! Nie, proszę Pana. Proszę łaskawie spojrzeć, jaki „piękny, wypośrodkowany” artykuł tu zapodałam, proszę mi w kontekście tego artykułu nie wciskać tytułem kontrargumentu żadnych postaw nazistowskich, bo brzydzę się takowymi, i nie mają one z treścią niniejszego tekstu nic wspólnego. Uprzejmie zwracam Pana czujne czytelnicze oko w tym kierunku, iż to ja w tym tekście potępiłam motyw palenia kukły i inne przejawy obrzucania drugiego człowieka – nieważne, z jakiej kultury pochodzącego – „łajnem”.

      Co do wieku XX – istnieje odrębna kategoria na łamach Tostera poświęcona temu wiekowi. Proszę spojrzeć, jak wiele zbrodni ma na koncie wiek XX – w percepcji mojej, i naszej redakcji, w jak wiele wojny i zbrodni ocieka ten wiek. Nigdy nie wybielałam naszej kultury Zachodu, wieku XX – czemu Pan przypomina mi o aspektach, z których zdaję sobie sprawę, i które nie leżą zupełnie w tonie tego artykułu, pod którym właśnie rozmawiamy?…

      … co do wieku XXI – tak, znowu ma Pan rację, przyznaję: wiek XXI również nie rysuje się ciekawie, dobrze, pokojowo… Właściwe pytanie brzmi: co z tym zrobimy? I ja, i Pan.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *