Dlaczego wybory w USA są ważne i ciekawe?

dlaczego-wybory-w-usa-sa-wazne-i-ciekawe

Oczywiście dla różnych ludzi – ważne są różne rzeczy. Dla jednych będzie to „słitfocia” na Instagramie, dla drugich wielka tajemnica satanizmu, ale mówimy o zwyczajnych ludziach, jak to się dzielnie mówi – o zwyczajnych zjadaczach rzeczywistości. Dla zwyczajnych ludzi coś, co dzieje się na drugiej półkuli, może wydawać się odległe i trochę nierzeczywiste, ale niestety owo coś będzie miało ogromny wpływ na ich codzienne życie…

I jakbyśmy tego nie postrzegali, fatalna polityka prowadzona przez Obamę i jego administrację doprowadziła do rozchwiania sytuacji międzynarodowej, wykreowania nowych relacji w Europie, na Bliskim Wschodzie, a także w Azji. Niewątpliwie Obama został wykreowany na ciężkie czasy i po to, aby jakoś skonsumować nadchodzące kryzysy ekonomiczne, ale to, co się stało w wyniku jego niefrasobliwości i braku jakiejkolwiek perspektywy, jest udziałem milionów ludzi na całym świecie i ich rzeczywistością – dzisiaj.

Czy amerykański establishment miał świadomość tego, że kreuje na swego prezydenta pacynkę? Tego nie wiemy. Ale za to wiemy, co się stało po wyborach: upadek mocarstwowej polityki USA, upadek gospodarczy wstrząsający rynkami ekonomicznymi świata, ekspansja mocarstwowa Rosji i Chin, rozwój międzynarodowego terroryzmu, i na koniec – kryzys społeczny na tle etnicznym w samych Stanach. Ten niewątpliwy zakres osiągnięć Obamy jest okrojony i niepełny, ale oddaje mniej więcej jego poziom. Zostało to docenione i dostrzeżone oraz zaowocowało przyznaniem panu Obamie pokojowej nagrody Nobla – pokojowej, Nobla, facetowi, który zorganizował dwie wojny…

Mniejsza o to, bo po Bushu Juniorze nawet Myszka Miki wydawałaby się intelektualistką na tym stanowisku.

dlaczego-wybory-w-usa-sa-wazne-i-ciekawe-1

Tym niemniej świat pseudoliberalny oszalał z zachwytu, bo czarnoskóry prezydent, bo przystojny, bo kulturalny i taki, no taki – poprawny. Mniejsza o to, że głupawy. Zbiór lapsusów i ordynarnych byków popełniony przez Obamę jest tak wielki, że dałoby się nim obdzielić trzech prezydentów, co świadczy o tym, iż administracja i doradcy prezydenta także płynęli w tej atmosferze święta i euforii na tonącym statku. Wprawdzie sensu to nie miało żadnego, a prawda leżała na oddziale intensywnej terapii, czyli na OIOMie, lecz zarazem poprawność polityczna przeżywała tryumf.

I jak to się ma do do atmosfery wyborczej w USA – dziś?

Ano ma się tak, iż odchodzący prezydent Obama popiera członka swej administracji, dawną antagonistkę Hilary Clinton, a brat Obamy – Donalda Trumpa.

Czym tak naprawdę są wybory 2016 w USA? Są dyskusją pomiędzy dwiema koncepcjami świata, pomiędzy przeszłością a rzeczywistością. Ta koncepcja, która wygra, będzie przez najbliższe osiem lat ciążyła na polityce tej części świata, która jest spadkobierczynią tradycji europejskiej – tak jak polityka starożytnego Rzymu ciążyła na wszystkich prowincjach. Stany są wprawdzie hegemonem na kolanach, ale wciąż najpotężniejszym w naszym kręgu kulturowym.

dlaczego-wybory-w-usa-sa-wazne-i-ciekawe-2

Kandydatami są:

Hillary Diane Rodham Clinton ur. 26 października 1947 w Chicago – amerykańska polityk, obecnie kandydatka Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich w 2016 r.

Jako żona Billa Clintona była pierwszą damą stanu Arkansas w latach 1979–1981, 1983–1992 i pierwszą damą Stanów Zjednoczonych w latach 1993–2001. Pełniła urząd senatora reprezentującego stan Nowy Jork w latach 2001–2009, sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych w latach 2009–2013. W prawyborach Partii Demokratycznej w 2008 roku Clinton była główną kontrkandydatką Baracka Obamy w uzyskaniu nominacji prezydenckiej.

Oraz:

Donald John Trump ur. 14 czerwca 1946 w Nowym Jorku – amerykański przedsiębiorca i polityk, miliarder; właściciel licznych nieruchomości komercyjnych w USA, założyciel Trump Organization. Prowadził również w USA TV show – “The Apprentice”, a następnie “The Celebrity Apprentice”. Kandydat republikanów na prezydenta w wyborach w 2016.

Pani Clinton jest typowym przedstawicielem establishmentu amerykańskiego utytłanego w poprawności politycznej, za zasłoną której mielą się młyny układów i układzików. Jest oczywiście osobą wybitnie zdolną. W czasie ceremonii rozdania dyplomów wygłosiła przemówienie, w którym podważyła rolę, jaką wówczas spełniały wielkie instytucje (wliczając w to uniwersytety) i skrytykowała obecnego na tym wydarzeniu senatora Edwarda Brooke’a. Swoim wystąpieniem spowodowała owację na stojąco trwającą 7 minut. Ale zdolną również do karkołomnych moralnie czynów, spod których wyziera cynizm i absolutna bezwzględność.

Pan Trump nie jest niczym niezwykłym na arenie społecznej i biznesowej, jest typowym przedstawicielem klasy wyższej wywodzącej się od europejskich imigrantów, ma w swoim życiorysie niemieckich, szkockich oraz szwedzkich przodków. Jego dziadek był pochodzenia niemieckiego i nazywał się Friedrich Drumpf; w wieku szesnastu lat wyemigrował do Ameryki. Był poszukiwaczem złota na Alasce i zmienił nazwisko na Trump. Budował tam sieć restauracji. Majątek po nim przejął ojciec Donalda. I Donald jest, jak to oni – czyli jak to owa klasa wyższa – nieco zepsuty, bezwzględny i konserwatywny.

Gdyby nie niezwykle przychylna sytuacja na arenie politycznej Stanów, Donald Trump zostałby zmiażdżony jako polityk w pierwszych miesiącach swej kandydatury, przez prawdziwych starych wyjadaczy, ale starych zabrakło albo są już naprawdę zbyt wiekowi – a młodzi, no cóż: Obama mówi sam za siebie.

dlaczego-wybory-w-usa-sa-wazne-i-ciekawe-3

W tej sytuacji przeciwko „dzikiej” kandydaturze Trumpa, która na swej drodze pożerała wszystkich kontrkandydatów, wystawiono ostatnią linię obrony – Hillary Clinton.

Establishment szedł zresztą w dwóch równoległych kierunkach, jednym z nich była próba skanalizowania kandydatury Trumpa w ramach nurtu republikańskiego – bo pamiętajmy, że szedł on jako kandydat niezależny – a drugi, to gwałtowne poszukiwanie „słusznego” kontrkandydata. Po „wyrolowaniu” w niejasnych okolicznościach Berniego Sandersa, została właśnie Clinton…

Dlaczego Clinton?

Bo po kandydacie, którego jedynym argumentem był kolor skóry, pozostaje jeszcze tylko kandydat, którego argumentem jest płeć. Nie, kochani, nie – to nie ja jestem ksenofobem i rasistą; nie – to ludzie, którzy „mieszają” w polityce, takie mają intencje. Dla mnie, jak wspomniałem, idealnym kandydatem byłaby Myszka Miki.

Ale co jest prawdziwą treścią sporu, jaki odbywa się na naszych oczach, i dlaczego jest on tak interesujący?

Otóż jest on tak interesujący dlatego, iż oto załamuje się egalitarna koncepcja świata, ujawniając coraz bardziej, iż była to tylko propagandowa zasłona dla zakulisowych manipulacji przynoszących krociowe zyski bardzo elitarnej grupce uprzywilejowanych osób. Tak, drodzy Państwo, tu nie chodzi o tajne organizacje, tu nie chodzi o satanizm ani o Reptilian: nie! Tu chodzi o kasę. Czy teraz wszystko nie wydaje się bardziej oczywiste, bardziej prawdopodobne?…

Powróćmy jednak do wyborów:

Chociaż początkowo Sanders cieszył się sympatią wyborców w wyniku swoich prawdziwie socjalistycznych poglądów, to jednak zarząd demokratów ustalił, iż Sanders jest głupi, ponieważ wierzy w to, co mówi. Ja zgadzam się z nimi: rzeczywiście trzeba być idiotą, żeby być socjalistą – w najbardziej kapitalistycznym państwie świata, nie posmakowawszy, jak to jest rzeczywiście. W zastępstwie Sandersa wybrano osobę, co do kompetencji której nikt w całych Stanach nie miał żadnych wątpliwości: miała ona zdefiniowany zespół Delbrücka, czyli była patologicznym kłamcą.

I tak naprzeciwko bufona siłą wciągniętego do republikanów, stanęła Hilary Clinton –  demokratka.

Wszystkie trzy debaty, jakie odbyły się pomiędzy kandydatami, wyglądały podobnie, najpierw Clinton na środkach chemicznych swobodnie płynęła po głębinach polityki, a kiedy się kończyło ich działanie, zostawało ciało zawieszone na sztucznym uśmiechu, na co spokojnie oczekiwał Trump, niemiłosiernie kopiąc w ten uśmiech.

Dwie debaty wygrał Trump, jedną Clinton… Pierwszą, gdzie jeszcze starczało jej siły na całą debatę. Nie wiem, czy rzeczywiście demokraci, czy też ten wąski ekonomiczny establishment nie był w stanie znaleźć nikogo, kto byłby zdrowy i gwarantował im bezpieczeństwo. Doprawdy to zdumiewające, jak wąskie kadry pozostały do dyspozycji staremu układowi, i jak słabym on jest; przeraża mnie to, ponieważ tacy ludzie zdolni są do każdej podłości, a już stoją pod ścianą.

dlaczego-wybory-w-usa-sa-wazne-i-ciekawe-4

Jeśli wygra Trump, nastąpi głębokie przewartościowanie wielu aspektów polityki światowej. Niektóre z nich będą dla nas dobre, inne złe, a być może obudzi się w Trumpie prawdziwy mąż stanu i uzdrowi nasz świat post-europejski; może otrzeźwi Niemców, może uspokoi Rosjan, może da radę stanąć do wyścigu z Chinami – może… Ale na pewno nie stanie się to, kiedy wygra Clinton: to nie jest człowiek na nowe czasy. To bowiem człowiek, który jeszcze bardziej zaciśnie się w węźle kłamstw i manipulacji, aż doprowadzi to do paroksyzmu, w jakim możliwe jest wszystko. Clinton nie ma żadnej moralności – dla niej wojna jest tylko środkiem politycznym, a nie dramatem ludzi.

Ta walka pomiędzy starym światem a nowym, jest dramatyczna, odbywa się na terenie całej naszej cywilizacji post-europejskiej… Wszystko trzeszczy i pęka, wyłażą spod tynku twarze jak z horroru – tyle że te wampiry żywią się pieniądzem. Bo to ludzie, którzy żyją w sztucznych warunkach i traktują nas jako zasoby – nie jako osoby, ale właśnie zasoby…

Politycy, którzy nie są w stanie unieść roli, jaką narzuciła im historia. Zdziczali działacze społeczni miotający oskarżenia w imię interesów, których nie są w stanie zrozumieć. To, co się dzieje, pozornie niezrozumiałe i pozornie chaotyczne, jest tylko elementem kalkulacji. W tej kalkulacji masz przypisaną wartość początkową, wartość konsumpcyjną, wartość  nabywczą i wartość bojową – i czy ma wtedy znaczenie, skąd pochodzisz, jakiego jesteś wyznania, jakie powodują Tobą wartości i co myślisz?..

O tym właśnie jest, między innymi, kampania wyborcza w Stanach – i dokładnie to będzie treścią naszych następnych lat.

Leonard Jaszczuk

Fragment słynnego przemówienia słynnego prezydenta USA,

John F. Kennedy; wystąpienie z roku 1961:

Samo słowo „tajność” jest odpychające w wolnym i otwartym społeczeństwie. My jako ludzie, obecnie i historycznie, sprzeciwialiśmy się tajnym stowarzyszeniom, tajnym przysięgom i tajnym spotkaniom. Już dawno zdecydowaliśmy, że zagrożenia ze strony nadmiernej i niechcianej tajności istotnych faktów – daleko bardziej przewyższają zagrożenia związane z ujawnianiem faktów. Nawet obecnie nie ma sensu przeciwstawiać się groźbom pewnych zamkniętych stowarzyszeń, przez naśladowanie ich arbitralnych restrykcji. Nawet obecnie nie mają sensu zapewnienia o przetrwaniu naszego narodu, jeśli nasze tradycje nie przetrwają ich naporu. Istnieje wielce śmiertelne niebezpieczeństwo, że ogłoszenie potrzeby zwiększenia bezpieczeństwa zostanie powierzone tym, którzy niecierpliwią się, by poszerzyć jego znaczenie do samych granic oficjalnej cenzury i tajności. Nie zamierzam na to pozwolić w granicach, nad którymi mam kontrolę. Żaden z przedstawicieli mojej administracji, nieważne, czy jego ranga jest wysoka czy niska, czy jest cywilem czy wojskowym, nie powinien interpretować moich słów z dzisiejszego wieczoru jako wymówki do cenzurowania wiadomości, przyzwolenia do ukrywania naszych pomyłek lub wstrzymywania przed prasą albo opinią publiczną faktów, o jakich powinni wiedzieć. Ponieważ mamy na świecie przeciwnika w postaci monolitycznej, bezlitosnej konspiracji, której zależy głównie na ukrytych środkach do poszerzania swojej strefy wpływów, na infiltracji zamiast inwazji, na podstawieniu zamiast na wyborach, na zastraszeniu zamiast na wolnym wyborze, na partyzantce w nocy – zamiast armii za dnia, to jest to system, który dysponuje rozległymi zasobami ludzkimi i materialnymi w celu zbudowania ciasnej sieci, wysoce wydajnej maszyny, która łączy wojskowe, dyplomatyczne, wywiadowcze, ekonomiczne, naukowe i polityczne operacje. Ich przygotowania są potajemne i niepublikowane. Ich pomyłki są grzebane, nie uwidaczniane. Dysydenci są uciszani, a nie wychwalani. Żadne wydatki nie są kwestionowane, żadne pogłoski się nie wydostają, żadne sekrety nie zostają ujawnione. Żaden prezydent nie powinien obawiać się publicznego wglądu do jego programu, ponieważ z tego nadzoru przychodzi zrozumienie. Z tego zrozumienia przychodzi wsparcie bądź opozycja – i obie są konieczne. Nie proszę mediów o wsparcie dla tej administracji – jednakże proszę Was o pomoc w wielkim zadaniu informowania i alarmowania amerykańskich obywateli, w czym pokładam pełne zaufanie oraz odpowiedź i oddanie naszych obywateli bez względu na to, jak są poinformowani. Nie tylko unikałbym kontrowersji wśród czytelników, ale je powitał. Ta administracja zamierza być szczera, jeśli chodzi o jej błędy. Ponieważ jak raz powiedział to mędrzec: „błąd nie staje się pomyłką, dopóki nie odmówisz jego naprawienia”. Zamierzamy zaakceptować pełną odpowiedzialność za nasze błędy, i oczekujemy od Was, że nam je wytkniecie, kiedy je przegapimy. Bez takiej debaty i krytycyzmu żadna administracja i żaden kraj nie może odnieść sukcesu, i żadna republika nie może przetrwać. Dlatego ateński twórca prawa Solon zadeklarował jako zbrodnię unikanie przez obywatela kontrowersji. Dlatego nasza prasa była chroniona przez Pierwszą Poprawkę. Jedyny biznes w Ameryce chroniony dokładnie przez Konstytucję – nie po to, by głównie bawić i dawać rozrywkę; nie po to, by wzmacniać plotki i sentymentalizm; nie po to, by dawać opinii publicznej po prostu to, czego chce… ale by informować, podnosić, odbijać, omawiać nasze zagrożenia i możliwości – by wskazywać na nasze kryzysy i na nasze wybory; by prowadzić, kształtować, edukować, a czasem nawet rozgniewać opinię publiczną. To dokładnie oznacza analizę i relacjonowanie międzynarodowych wiadomości, ponieważ nie są one już dłużej odległe i zagraniczne, lecz na wyciągnięcie ręki i lokalne. To oznacza zwiększenie uwagi i skupienie na zrozumieniu tych wiadomości, jak i również ich usprawnioną transmisję. Oznacza to w końcu, że rząd na wszystkich poziomach musi mieć swoje zobowiązania i zaopatrywać Was w, najpełniejsze jak to tylko możliwe, informacje spoza wąskich limitów kwestii bezpieczeństwa narodowego. Tak jest też z prasą drukowaną, tym zapisem uczynków człowieka. Strażnikiem jego sumienia, nosicielem jego wiadomości, od którego oczekujemy siły i pomocy – pewności, że z jej wsparciem człowiek będzie tym, czym miał być z urodzenia: wolnym i niezależnym.

dlaczego-wybory-w-usa-sa-wazne-i-ciekawe-5

Obama, wake up!

– przedruk mojego artykułu z dn. 9.02.2010. Adres oryginału:  http://tosterpandory.blog.onet.pl/2010/02/09/obama-wake-up

Rzeczywiście wydaje się, iż jedyną zaletą niejakiego Obamy jest to, że jest on czarnoskóry. Jeśli natomiast chodzi o całą resztę jego działań, muszę z przykrością stwierdzić, iż pozostaje on kompletnym ignorantem. Nie tylko że nie potrafi dotrzymać słowa danego własnemu narodowi, to jeszcze zupełnie, ale to zupełnie nie dysponuje ogólnym obrazem rzeczywistości. Co nie jest jego winą: w końcu nawet prezydent USA jest tylko człowiekiem; natomiast zastanawiam się, co robią jego doradcy.

Realizacja działań jego wysokości Obamy ma charakter klejenia wciąż pękającej w innym miejscu ciągłości rzeczywistego oglądu świata. Polityka zagraniczna praktycznie jest ciągiem niezręczności i pomyłek. Mowa nie o tym, że USA mają być naszym wielkim bratem, ale o to, iż przez wiele lat Stany intensywnie o to walczyły, zajmując nawet nienależne im przestrzenie, wciskając się we wszelkie możliwe miejsca i manifestując potęgę swojej gospodarki. Odbywało się to na zasadzie „teraz wam pokażemy, jak pięknie jest żyć po amerykańsku”. W rezultacie w dużym stopniu udało się zamerykanizować kulturę światową za pomocą hamburgera i Disneylandu.

Przyzwyczailiśmy się do pewnego komfortu wynikającego z istnienia wuja Sama, który dba o nasze i swoje interesy, i jak trzeba – to nam pomoże. Amerykanie sami ochoczo i ze specyficznym entuzjazmem brali na siebie zobowiązania, które w końcu pozostawiliśmy im do realizacji, zajmując się własnymi, równie palącymi, sprawami, jak na przykład zjednoczenie Europy.

Po czasie okazało się jednak, że nasi przyjaciele zza oceanu nie wytrzymują nałożonego na siebie tempa i popadają wciąż w nowe tarapaty. Zaczęło się od ich wycofania się z projektu tarczy, potem było ogłoszenie kryzysu, a następnie coraz głębszy brak zrozumienia dla tworzącej się społeczności europejskiej i popadanie Amerykanów co i rusz w konflikty z nią.

Ameryka się cofa – nie w sensie obszaru swoich ambicji, ale w sensie przestrzeni swojego rozwoju. Podstawową kadencję (obecnie mówi się o pojęciu geopolityki – przyp.: red.) tego rozwoju stanowiły jak do tej pory funkcje ekonomiczne tego supermocarstwa, wsparte o – silnie wyposażone w nowoczesną broń – siły wojskowe.

W następnym etapie powstała koncepcja rozszerzenia supermocarstwa o przestrzeń wirtualną i na tym polu osiągnięto z łatwością sukces, podporządkowując sobie nieograniczony obszar wiedzy, nie mówiąc o wpływach wynikających z bezpośredniej manipulacji – tę przestrzenią, i tym obszarem.

Tymczasem doszło do przesycenia społeczno-kulturowego i wygląda, iż Amerykanie pod wodzą Obamy nie są w stanie przyjąć całego wypieczonego przez siebie indyka. Co więcej wygląda na to, iż sam Obama został wymyślony raczej na trudne czasy. Nie sądzę bowiem, aby elity finansowe nie wiedziały o zbliżających się kłopotach, zdumiewająco też mało się pojawiło znaczących społecznie kandydatów, którzy tym razem zabiegali o tron prezydenta. Czyżby nikt nie chciał wpaść w już ugotowaną zupę?

Na taki czas Obama – był kandydatem idealnym. A przecież zawsze może być tak, że mu się uda. Dlaczego nie?

Chociaż jak na razie, to mu się nie udaje i nie wiem, jak to się dzieje, ale robi wrażenie coraz bardziej osamotnionego w swoich działaniach. Co więcej ośmielę się postawić tezę, że wręcz na tyle kurczowo trzyma się on zdobytego miejsca, iż boi się opuścić Waszyngton nawet na czas ważnych międzynarodowych misji.

Ostatecznym wymiarem przekonującym o tym, iż w polityce i kondycji Ameryki następuje wyraźny regres, jest wycofanie się Ameryki z symboli wyrażających dominację Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej nad resztą globu – a więc wycofanie się z rozwoju programu kosmicznego.

Decyzja ta cofa nas wszystkich o 20 lat w rozwoju – i to jest tak, jakbyśmy trafili z powrotem do XX wieku. To, co się działo po śmierci von Brauna i tak było działaniem zaledwie podtrzymującym życie tego programu, gdyż zabrakło człowieka silnej woli z jasną wizją; i dynamika tegoż programu była raczej żałosna, ale wciąż posuwała się do przodu, stale podtrzymując ludzkie relacje z rzeczywistym wymiarem postępu społecznego i technologicznego.

Po wycofaniu się z tego programu powstaje niesamowita dziura możliwa jednak do zapełnienia przez gospodarki tak potężne, jak chińska i indyjska. W tym jednak momencie nastąpi wyraźne przesunięcie akcentów rozwoju ludzkości w inne rejony geograficzne, a same Stany Zjednoczone będą w regresie, wypełnianym tylko głośnymi występami na arenie zmagań wojennych.

Jednak to nie wojny – a tym bardziej te współczesne – wymierzają miejsce danego mocarstwa na drabince ważności. Najczęściej państwa doświadczające prowadzenia wojen – doznają raczej upokorzenia.

Europa, nawet zjednoczona, nie uniesie w tej chwili takiego programu (kosmicznego – przyp.: red.), a jej wymiar współczesności jest wyznaczany przez Wielki Zderzacz Hadronów, który zapewnia w dalszym ciągu europejskiemu organizmowi pełny status współistnienia w czasie rzeczywistym.

Moje kategorie kulturowe – mimo że nie ścisłe – w rozumieniu ekspertów przyzwyczajonych do myślenia w kategoriach czysto ekonomicznych, wnoszą jednak – jak mniemam – pewną specyficzną ilustrację rzeczywistości. Ilustracja ta może uzupełnić obraz tym specjalistom, którzy rozumieją, iż wymiar kulturowy jest często równie decydujący, co konfiguracja polityczno-ekonomiczna.

Leonard Jaszczuk

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *