Dusza za duszę, czyli refleksja nad karą śmierci – Głos drugi

Aborcja, eutanazja i kara śmierci to trzy kardynalne tematy z dziedziny problematyki społecznej – fundamentalne trojaczki w rodzinie zagadnień dotyczących ludzkiego życia i śmierci. Nieśmiertelne podmioty społecznych i politycznych dyskusji oraz najobszerniejszego działu filozofii, czyli etyki. Co mogę o nich powiedzieć, czego jeszcze w historii świata by nie powiedziano? Czy jestem w stanie cokolwiek do tego nieśmiertelnego dyskursu dodać?… Dziś skupię się na karze śmierci, i szerzej – na problemie wymiaru sprawiedliwości, na motywie zbrodni i kary, odpowiadając na artykuł Beniamina Religi (pierwszy na łamach Tostera Pandory głos publicystyczny na ten temat).

Beniamin przywołuje konkretne zbrodnie i zasądzone zbrodniarzom kary, i doprawdy trudno nie zgodzić się z jego refleksją, iż odsiadywanie przez Brevika wyroku za masowe morderstwo – w trzypokojowej celi z dostępem do konsoli do gier, jest wyrokiem nie tylko nieadekwatnie skarlałym w odniesieniu do uczynionego zła, ale i wyrokiem abstrakcyjnym, ośmieszającym powinności i funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości.

Jednak rozprawiając o zasadności lub jej braku i skali różnych wyroków, nie uciekniemy od zmierzenia się z refleksją na temat dwóch pojęć – ściśle ze sobą sprzęgniętych, a zarazem o odrębnych definicjach: kara a sprawiedliwość.

Kara za popełnione zbrodnie wymierzana przez ludzkie prawo musi być przede wszystkim skuteczna, to jej kluczowe zadanie, a skuteczność ta musi być tożsama z powinnością chronienia społeczeństwa przed potencjalnymi – dalszymi relacjami ze zbrodniarzem. Skuteczność ta podobna jest więc do profilaktyki, do zapobiegania, do działań prewencyjnych, zgodnie z którymi podstawowym celem wymierzenia zbrodniarzowi kary jest jego izolacja od społeczeństwa, a w przypadku Brevika – izolacja ta winna być dożywotnia, bez możliwości powrotu do wolności i egzystencji wśród ludzi, winna też przebiec w połączeniu z utratą praw obywatelskich i pod odpowiednim rygorem (umieszczenie Brevika w celi pełnej nonszalanckich wygód i rozrywek, z oczywistych względów przekracza rozumowanie racjonalne i właściwie nie wymaga komentarza krytycznego – krytyka pozostaje w tym wypadku rozumiejąca się sama przez się).

Kara – każda – rzecz jasna potrzebuje być sprawiedliwa, czyli proporcjonalna do rozmiaru popełnionej zbrodni, ale co owa proporcjonalność faktycznie ma oznaczać, jak ją zdefiniować? Kontynuując oscylowanie wokół przykładu Brevika, zamordował on 77 ludzi – zaś kara ma osądzać jedno życie ludzkie: to, które reprezentuje Brevik. A zatem widać na tym przykładzie nader jasno, że nie ma na świecie wagi, która byłaby w mocy miarodajnie, efektywnie zważyć liczbę 77 kontra 1. Dlatego też wszyscy ci, którzy domagają się powrotu współczesnego wymiaru sprawiedliwości do idei oko za oko – popełniają błąd poznawczy.

Rozumowanie logiczne – matematyczne, myślenie zero-jedynkowe nie jest wystarczające, aby sformułować i wszechstronne, i precyzyjne, a więc zadowalające pełen przekrój społeczeństwa zasady mające regulować funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Dlatego drugim kluczowym pojęciem, z jakim koniecznie musimy się zmierzyć, jest – sprawiedliwość. Słowo to na pewno odwołuje się do potrzeby adekwatności formy wyroku do skali popełnionej zbrodni, ale kryją się w tym słowie inne jeszcze odcienie, zabarwienia – otóż w słowie „sprawiedliwość” zawiera się podskórna, instynktowna, intuicyjna chęć uzyskania od zbrodniarza zadośćuczynienia czy odszkodowania. Mówiąc wprost, społeczeństwo nie chce, aby wymiar sprawiedliwości jedynie osadził zbrodniarza dożywotnio w więzieniu, zapewniając tym sposobem społeczeństwu bezpieczeństwo, wolność od potencjalnej styczności ze zbrodniarzem – społeczeństwo chce, aby zbrodniarz ten wypłacił rodzinom zamordowanych oraz samemu społeczeństwu zadośćuczynienie; społeczeństwo chce, aby kara wymierzona zbrodniarzowi, w jego odbiorze była czymś tragicznym, czymś, co zmusi go do poniesienia dotkliwej ceny wewnętrznej za wyrządzone zło, okrucieństwo, zadane innym cierpienie. A stąd, czyli od tego mechanizmu myślowego – już tylko mały krok do pojęcia zemsty…

Potrzeba czy ochota zemsty – to naturalne, ludzkie uczucie. I wynika ono bezpośrednio z… miłości. Przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, przeciwieństwem miłości jest obojętność. Rzadko kiedy w życiu, praktycznie nigdy, towarzyszy mi całkowita pewność – tymczasem żywię ogromne przekonanie wobec tezy, iż ludzie odczuwający potrzebę zemszczenia się, kierują się pasją swoich serc. Innymi słowy zemsta, a to ściśle z zemsty kiełkuje wspomniana chęć wyegzekwowania od zbrodniarza wypłacenia zadośćuczynienia, podyktowana jest – zawsze – potrzebą ducha, potrzebą temperamentu, potrzebą emocjonalną. Wszystko jedno, jak nazwiemy i określimy tę sferę uczuć człowieka – czy powiemy, że siedliskiem uczuć jest, metaforycznie rozumiane, serce czy dusza, czy głowa rozumiana jako umysł złożony ze świadomości oraz nieświadomości, zemsta umiejscowiona jest właśnie w tej sferze odpowiadającej za ludzkie pasje, namiętności, emocje. Zemsta jest niczym innym jak miłością – jest dokładnie drugą stroną tego samego medalu (miłości), ponieważ zemsta jest nienawiścią, ponieważ nienawiść jest dokładnie przedłużeniem czy odwróceniem (jak w krzywym lustrze) miłości, a nie jej przeciwieństwem.

Zrozummy się prawidłowo: nie deprecjonuję ani udziału, ani znaczenia motywu zemsty i zadośćuczynienia w życiu człowieka. W artykule tym nie będę zemsty ani oceniać wzgardzająco, ani przeciwnie – nie chcę jej wznosić, uzasadniać. Próbuję ją tylko dobrze, czyli jak najpełniej zrozumieć. W tym celu staram się jak najpilniej obserwować otaczającą rzeczywistość: Polskę, Europę i świat – historię i teraźniejszość. Z moich skromnych, bo siłą rzeczy i tak skrawkowych, obserwacji – cedzę wnioski. I głównym wnioskiem, który w tym artykule podnoszę, jest to, że zemsta jest uczuciem, a z uczuciami nie da się dyskutować. Bez kłopotu potrafię wyobrazić sobie sytuację, w jakiej ojciec brutalnie zgwałconej córki – chwyta siekierę i idzie własnoręcznie wymierzyć bardziej adekwatną ze swojego punktu widzenia sprawiedliwość, ponieważ prawny wymiar sprawiedliwości ogłosił dla gwałciciela karę na przykład zaledwie pięciu lat pozbawienia wolności. Ani nie usprawiedliwiam tego ojca, ani go nie potępiam – rozumiem go i nie dziwię się jego postępowaniu. Uważam natomiast, że kierowanie się przez prawo ludzkie (mówimy tu o strukturach porządkowych i dbających o bezpieczeństwo społeczeństwa, takich jak policja i wojsko, oraz o środowiskach prawniczych z najważniejszym spośród nich, czyli o sądownictwie) motorami napędowymi w postaci uczuć, jest kategorycznie niedopuszczalne.

Zadajmy sobie wspólnie kluczowe pytanie o to, jaki jest nadrzędny sens tworzenia, formułowania prawa ludzkiego.

Żeby sprostać temu pytaniu, uświadommy sobie najpierw, że zapisy prawne po to mają być zimne, suche, aby mogły podlegać dyskusji – ponieważ niewykonalnym jest sformułować zapis prawny tak, by jednoznacznie potrafił on rozstrzygać wszystkie problemy dotyczące ludzkiej natury oraz kultury i wynikającego z nich postępowania. Dlatego takich zapisów prawnych ludzkość potrzebuje formułować wiele, aby regulacje prawne mogły być wszechstronne i spójne. Tymczasem zapisy prawne uwzględniające ludzkie namiętności – różne napięcia emocjonalne – byłyby niewymierne, niewystarczające, niemogące objąć sobą clou danego problemu. Takie prawo byłoby karkołomne, kalekie, skore do nadużyć, do wynaturzeń. Oczywiście prawo ludzkie i tak prowadzi do nadużyć i wynaturzeń, nie da się ich zupełnie z prawa wykluczyć, ponieważ nie da się ich wykluczyć z natury i kultury człowieka. Ludzkość popełnia błędy, a w tym niestety także wykroczenia, tak samo jak popełnia uczynki szczodre czy piękne, czy szlachetnie, i żaden zapis – ani prawny, ani filozoficzny raczej nigdy nie będzie mógł w pełni uchwycić rozpiętości ludzkiej natury i kultury. Ale potrzebujemy tworzyć, formułować te zapisy – po to, aby chronić i rozwijać naszą cywilizację, czyli, najkrócej rzecz ujmując, po to, aby mogli w możliwie bezpiecznych warunkach rodzić się nowi ludzie dostarczający nowy, własny wkład do tego „nieskończonego” ludzkiego dorobku.

Dlatego tworzone przez ludzkość zapisy prawne po pierwsze muszą opisywać coś, co możemy nazwać wartościami fundamentalnymi czy uniwersalnymi, po drugie muszą opisywać coś, co możemy nazwać wartościami specyficznymi i szczególnymi – charakteryzującymi ten, czyli konkretny, a nie inny, czyli dowolny kontekst kulturowy, a po trzecie muszą opisywać te dwa kierunki wartości w sposób jednocześnie możliwie stały oraz podążający za duchem czasów, czyli za zmianami kulturowymi.

Rzeczywistość zmienia się przez cały czas – cały świat pozostaje w nieuchronnym, nieustającym ruchu, w procesie przeobrażania się, co zauważa i opisuje znana sentencja wypowiedziana przez starożytnego filozofa Heraklita: panta rhei. Sentencja ta oznacza, że wszystko płynie, rusza się, posuwa naprzód – również martwe, stacjonarne z wyglądu skały, góry bez przerwy się przesuwają, „idą” i „płyną”. Naturalnie część obserwowalnych zmian wokół następuje ekspansywnie, skokowo, inna część następuje powoli, nieomal niezauważalnie (tak jak dzieje się to w przypadku gór), ale zmiany zachodzą przez cały czas – wszędzie wkoło nas, i w nas samych także.

Toteż normy społeczne, a więc i podążające za normami zapisy prawne, muszą być elastyczne, ale zarazem nie na tyle zmienne, by bezrefleksyjnie przekreślać prawa naturalne należące się każdej istocie ludzkiej. I aby ten warunek mógł zostać spełniony, czyli aby prawo ludzkie wspomagało, a nie kaleczyło, a nie ograbiało człowieczeństwo z jego naturalnych uprawnień – prawo to musi być pisane językiem zimnym, kompletnie bezemocjonalnym; zresztą zgodnie z identyczną zasadą formułowany być powinien język nauki. W tych obszarach myśli ludzkiej, jakimi są prawo i nauka (mówiąc nauka, mam na uwadze nauki przyrodnicze i tak zwane ścisłe oraz medycynę) kategorycznie nie ma miejsca na żadną formułę dla emocji, odczuć i uczuć, ani wysokich, ani niskich – żadnych. Bo jeśli w zapisach prawnych (lub naukowych) wygospodarujemy miejsce na emocje – uniemożliwimy sobie dyskusję na ich temat, a brak dyskusji, niemożność dyskusji prowadzi do wykrystalizowania się systemów agresywnych, opresyjnych i reżimowych, z totalitarnymi, z orwellowskimi systemami na czele.

Zarówno Hitler, jak Stalin, jak Marks i wielu, wielu innych ideologów oraz wodzów, byli idealistami. W samych doktrynach ideologicznych, politycznych – jeśli rozpatrzymy je w ujęciu czysto semantycznym, oderwanym od uczynków popełnionych w historii na ich tle – bardzo często znajdziemy czystość czy nawet swoiste piękno ludzkiej myśli. Jednak obarczenie tych postulatów emocjami żywionymi przez reprezentantów tych idei w realnym świecie – skutkuje obrazem zbrodni, wojny, krwi, mordu, także bluźnierstwa przeciwko człowieczeństwu i ataków na kulturową i artystyczną spuściznę.

Nie inaczej ochota zemsty u każdego zwykłego, przeciętnego człowieka – wynika nierzadko ze zrozumiałych, czytelnych, czystych pobudek, ale nieodzownie prowadzi do wyniszczenia wewnętrznego samego mściciela. Zemsta jest niskim, upodlającym uczuciem nieco podobnym do wyrafinowanego, szpetnego cynizmu – zaś to nie ofiara kpiarza cierpi, zaś dzieje się odwrotnie: to cyniczny kpiarz naraża samego siebie na dodatkowe cierpienie, bowiem zemsta nie przynosi ulgi, zemsta nie stanowi jakości konstruktywnej, zemście nie przyświecają żadne racjonalne pobudki, i dlatego też postuluję, że zemsta nie może zostać uwzględniona w żadnym zapisie prawnym jako przedmiot regulacji wymiaru sprawiedliwości.

Beniamin w swoim artykule porusza jeszcze jeden cenny z merytorycznego punktu widzenia argument – mianowicie ekonomiczny. Istotnie trudno mi podjąć rzeczowy dyskurs z tym argumentem, zacytuję go: „Utrzymanie więźnia w Polsce kosztuje około 2 tysiące złotych miesięcznie. Rocznie daje to 24 tysiące złotych, w ciągu 25 lat – 600 tysięcy. Wszystkie te wydatki pokrywane są z kieszeni praworządnych, ciężko pracujących ludzi, z których wielu liczy każdy grosz od wypłaty do wypłaty. Czy nie lepiej byłoby kasować najgorszego autoramentu zwyrodnialców przy pomocy 4 metrów sznura jutowego (koszt – około 30 zł) i gałęzi, a forsę przeznaczyć na przykład na zakup aparatury medycznej dla chorych dzieci, na sierocińce, domy samotnej matki lub na schroniska dla zwierząt?”.

Mówiąc wprost: tak, Beniamin ma rację. Z racjonalnego punktu widzenia czymś nielogicznym i nieakceptowalnym wskutek tego zdaje się aktualny stan prawny zmuszający uczciwie i mozolnie pracujących obywateli do utrzymywania zwyrodnialców, morderców czy gwałcicieli, w tym samym czasie, kiedy samotne matki nie ze swej winy, tylko z winy systemu nie dożywiają swoich dzieci, a dzienna stawka żywieniowa w nie jednym polskim szpitalu jest niższa od dziennej stawki żywieniowej polskiego więźnia przebywającego w zakładzie karnym – znane i udokumentowane są również przypadki w polskich szpitalach, gdzie obiad kobiety w ciąży zagrożonej jest tańszy, by nie powiedzieć, że srodze uboższy od obiadu więźnia. Zaś z humanistycznego punktu widzenia utrzymywanie przez ciężko pracujących obywateli – ciężkich i zupełnie nierokujących (nienadających się do resocjalizacji) zwyrodnialców jest niegodziwe, haniebne i również kompletnie niezrozumiałe oraz nieakceptowalne. Jednakże można przecież – zamiast kierować się myśleniem stricte ekonomicznym, czyli niekosztowną utylizacją – zbudować zapis prawny tak, aby więzień będący owym ciężkim zwyrodnialcem osadzonym w zakładzie karnym sam pracował na swoje utrzymanie. Nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do tego, by zdrowy na ciele chłop w sile wieku – siedział w celi bezczynnie i jadł za pieniądze podatników, nieprawdaż? Mógłby wszak zasuwać łopatą i odśnieżać ulice, czyż nie? No niestety, niezupełnie…

Mówimy tu o ciężkich zwyrodnialcach. Nie możesz takiemu człowiekowi dać w łapy szufli i wpuścić go do miasta, pomiędzy normalnych ludzi, żeby odśnieżał. Nie możesz jednakowoż zesłać go w ciężkie warunki pracy, na przykład do kopalni, i dać w łapy kilofa – bo choć zwykłych obywateli tam nie spotka i nie zamorduje, to wbije ten kilof w łeb drugiemu więźniowi. Proces uruchomienia potężnej machiny strażniczej, porządkowej – kontrolującej takich więźniów w czasie pracy zapewne przewyższyłby koszty utrzymywania bezużytecznego ze społecznego punktu widzenia więźnia w jego bezczynności w celi. Próba zagospodarowania takiego więźnia do pracy na tyle wytężonej, aby mogła utrzymać jego samego w osadzeniu i wyżywieniu w zakładzie karnym, zdaje się awykonalna – jeśli chcielibyśmy przeprowadzić ją tak, aby znów nie obciążyć i tak już nadto dojonej kieszeni normalnego obywatela. A zatem – ponownie dobijamy do twardej ściany…

W tym miejscu zawracamy do refleksji podniesionej przez Beniamina, czyli do wątku kary śmierci – do wątku utylizacji zwyrodniałych osobników gatunku ludzkiego. Byłoby to na pewno zbawienne dla obywatelskich portfeli. Bo nie ma więcej wariantów rozwiązania problemu istnienia takowych zwyrodnialców, aniżeli tylko te trzy: wygnanie, zamknięcie, uśmiercenie. W XXI wieku wygnanie stanowczo odpada – nie będę nawet tłumaczyła, dlaczego, myślę, że to jasne. Zamknięcie jako elementarne spełnienie potrzeby izolacji od społeczeństwa jest co prawda efektywne, ale niestety zbyt kosztowne. Uśmiercenie byłoby z kolei możliwie tanie i efektywne, ale za to… no właśnie…

Uważam, że byłoby niemoralne. Niehumanitarne, niehumanistyczne i niegodne człowieka – uczciwego, ludzkiego. Moja opinia nie jest jednakże wygłaszana w sposób dziarski, lekką ręką. Jestem świadoma tego, że w krajach, w jakich do zapisów prawnych karę śmierci wprowadzono – statystyki przestępcze zdecydowanie spadły. Strach przed najgroźniejszym możliwym wymiarem kary – przed utratą życia – w praktyce okazuje naprawdę wyjątkowo skutecznym przyczynkiem do autorefleksji wśród osób balansujących na granicy z prawem. Ale jednocześnie na przykład w Chinach zapadają wyroki śmierci za niepozorne przestępstwa w Internecie. No ale Chiny to inna kultura, państwo komunistyczne – powiecie – w demokratycznej Europie takie ekstrema na pewno by się nie wydarzały… Odpowiem: czyżby? Jesteś absolutnie przekonany, że na przykład polski system prawny dopuszczający karę śmierci, o co zresztą od lat gorąco postuluje choćby Janusz Korwin-Mikke, funkcjonowałby na tyle biegle, aby nie oskarżyć i nie skazać człowieka de facto niezasługującego na ten ostatecznie drastyczny i nieodwracalny wyrok? Co prawda zgadzam się z Korwinem-Mikkem, że strach jest bardzo skutecznym czynnikiem regulującym poczynania jednostek składających się na społeczeństwo, pytanie jednak brzmi: czy podsycanie czynnika strachu powinno zachodzić w sposób niepohamowanie rosnący i w dodatku w majestacie prawa?

Ten problem nie dotyczy oczywiście stricte Polski – każdy system prawny narażony jest na niestuprocentową skuteczność, na wadliwość wynikającą z niemożności uwzględnienia sobą absolutnie wszystkich okoliczności, sytuacji i wyjątków. Ale to ryzyko musi być maksymalnie umniejszone, obniżone, aby system prawny mógł być możliwie jak najmniej wynaturzony, czyli aby mógł być możliwe moralnie słuszny, godny.

Dlatego osobiście jestem przeciwna karze śmierci – albowiem zdaję sobie sprawę z faktu, że system prawny uwzględniający zapis o karze śmierci może obrócić się przeciwko jednostce niewinnej. A ja nie chcę i nie zamierzam mieć na swoich rękach plam po czyjejkolwiek krwi. Tak samo jak nie chciałabym wciskać guzika uruchamiającego zapadnię pod szubienicą, tak samo jak nie chciałabym rzucić kamieniem w nierządnicę, tak samo jak nie chciałabym podać zastrzyku śmierci zdrowemu człowiekowi, tak samo jako obywatel zachowujący pełnię praw ludzkich oraz obywatelskich – nie wyrażam zgody na przerywanie rdzenia kręgowego czy uduszenie w komorze gazowej drugiej istoty ludzkiej, obojętnie, jakich uczynków by się nie dopuściła!

Opowiadam się za zaostrzeniem zapisów prawnych – wyroków za zbrodnie. Czymś z wszech miar nieakceptowalnym jest sytuacja, a taką sytuację mamy aktualnie w Polsce, w jakiej dwóch ratowników medycznych w czasie wyjazdu służbowego gwałci koleżankę z pracy w trakcie jej ataku epilepsji oraz niedługo po poronieniu, i spotyka się z irracjonalnymi i rozwleczonymi w czasie dochodzeniami oraz wyrokami narażającymi ofiarę tej odrażającej, nikczemnej traumy na wielokrotne stawanie twarzą w twarz z oprawcami i składanie zeznań na sali rozpraw w ich obecności. Jestem przekonana, że zbrodniarze ci winni niezbędnie przeżyć resztę swych żyć w celach – na głodowych (jedynie przetrwalnikowych, nieprowadzących do spustoszeń w organizmie) racjach wody i pokarmu. Nie widzę żadnych podstaw do tego, by ludzie ci w zakładzie karnym mieli otrzymywać sute, kosztowne posiłki przewyższające podażą kaloryczną posiłek szpitalny kobiety w zagrożonej ciąży; by ich pobyt w zakładzie karnym miał trwać wyłącznie parę lat, a potem, po wyjściu na wolność miałby przysługiwać tym ludziom powrót do społeczeństwa, do normalnego życia i pracy, do wszelkich swobód i uprawnień obywatelskich. Jestem zdania, iż niezbędna jest tu stygmatyzacja – i prawna, i obyczajowa – tego rodzaju osobników, bez możliwości powrotu do społeczeństwa i aktywności zawodowej, nie dostrzegam też najmniejszych przyczyn do tego, by w więzieniu otaczać tych osobników opieką psychologiczną, czyli rozmowami z ambitnymi absolwentkami kierunków takich jak resocjalizacja, które to absolwentki w sposób pokraczny, odklejony od realiów życia, infantylnie wierzą w zbawczość własnych supermocy edukatorskich.

Ale ta stygmatyzacja zbrodniarzy nie może być wymiarem okrucieństwa ani jakkolwiek pojmowanych tortur, znęcania się, zadawania bólu i cierpienia!

To wszystko w historii już było – ludzkość od początku wiązania się w struktury społeczne, osadnicze, próbowała sobie poradzić z problemem istnienia w ich obrębie osobników nieprzystosowanych społecznie, szkodliwych i zbrodniczych. I próbowano radzić sobie z tym problemem na kilka sposobów, najpierw przez dotkliwe wykluczenie społeczne – czyli wygnanie poza obóz, osadę, co praktycznie skazywało zbrodniarza na zagładę. Następnie próbowano karać zbrodniarzy poprzez resocjalizację pracą – przykładem są słynne kamieniołomy. Próbowano podążać za ideą prawa talionu (idea pochodzi od słów „odwet” i „taki sam”) ukutą przez kodeks Hammurabiego – ogłaszający, że jedynie słuszną, adekwatną i sprawiedliwą karą dla zbrodniarza może być oko za oko: „Jeśli pełnoprawny obywatel wybił oko członkowi klasy pełnoprawnych obywateli, wyrwą mu oko. Jeśli złamał kość pełnoprawnego obywatela, złamią mu kość”. Jednak kodeks Hammurabiego dla współczesnego człowieka musi być czymś nie do przyjęcia, czymś ostatecznie pogrzebanym w mrokach historii, albowiem odpłacenie drugiemu człowiekowi tym, co on uczynił swej ofierze, upodabnia nas do tegoż zbrodniarza. Stosując na zbrodniarzu jego własne krwawe metody obchodzenia się z życiem, poszerzamy przestrzeń zła. A naszym zadaniem – i jako jednostek, i jako rozwiniętych, cywilizowanych społeczeństw – jest poszerzać przestrzeń dobra. Dokarmiając pulę ludzkich patologii – wyrokami kary śmierci, odczłowieczamy się, zasilając pole ludzkiej nikczemności, zbrodniczości, duchowego i moralnego upadku, a nawet zgnilizny.

Jako społeczeństwo, jako obywatele, jako podatnicy ponosimy mnóstwo tak zwanych kosztów niekoniecznych – utrzymywanie więźniów jest jednym z tego typu kosztów. Brak moralności, podłość więźnia – zupełnie nie zwalnia nas z obowiązku pilnowania swojej własnej duszy, swojej własnej moralności. Pragnienie odwetu, zemsty; chęć, by zbrodniarz znosił tortury – jest wyłącznie skrzywionym obrazem naszej miłości. Ażeby móc zbrodniarza adekwatnie osądzić, należy podejść do niego obojętnie, czyli bez nienawiści, bez mściwości, bo nienawiść, bo mściwość są miłością. Zatem za każdym razem, kiedy czytasz w gazecie news o popełnionej zbrodni – o morderstwie z premedytacją przy zachowaniu świadomości czynu, czy o pedofilu, który zgwałcił dziecko… myśl o tym, by system prawny jak najszybciej osadził zbrodniarza w zakładzie karnym, pozbawiając go dożywotnio nie tylko wolności, ale i praw wyborczych, praw do kontaktów ze społeczeństwem, jak i praw do powrotu do życia na wolności. Nie opowiadaj się za na przykład kastracją chemiczną lub operacyjną pedofila – to okaleczenie ciała człowieka, zastanów się, czy chciałbyś trzymać w dłoni ten skalpel. No więc nie zmuszaj lekarzy, którzy złożyli przysięgę Hipokratesa, do użycia tego skalpela. I nie życz nawet w duchu pedofilowi tego, by współwięźniowie w zakładzie karnym gwałcili go i znęcali się nad nim do nieprzytomności. Każda z tych reakcji złorzeczenia – pomniejsza Twoje osobiste wewnętrzne dobro.

Zrozum, nie namawiam Cię do tego, byś uruchamiał w sobie empatię w stosunku do zwyrodnialców. Namawiam Cię wyłącznie do tego, byś umacniał swoje własne człowieczeństwo, byś nie dokarmiał w sobie instynktów prymitywnych, zwierzęcych. Jesteśmy, Ty i ja, jako członkowie jednego społeczeństwa i jednego kontekstu kulturowego – systemem naczyń połączonych. Czymś innym byłaby rozmowa o obronie własnej, a czymś innym jest ta rozmowa – rozmowa o zbrodni i karze, i o zemście…

Świat się zmienia, wszystko płynie… Nauka i technologia – rozwijają się. Ale dotychczas nie wynaleziono protezy mogącej zastąpić ludzką duszę. Więc dbaj o swoją duszę jako o swój najważniejszy organ wewnętrzny. I pamiętaj proszę: dusza to tylko słowo, rozmazana nazwa, wytrych semantyczny. Nieważne, w co wierzysz, a w co nie – obojętne, czy powiem „dusza”, czy „umysł”. Chodzi o to, co kryje się za tymi słowami – a kryje się moralność, która musi nas dwoje, członków jednego społeczeństwa, łączyć, spajać, a nie dzielić. A jeśli nadal chciałbyś torturować więźniów, którzy dopuścili się nieludzkich, ordynarnych zbrodni – jeśli żaden z moich argumentów do Ciebie nie trafia, uświadom sobie, że Twoja potrzeba zemsty jest de facto aktem miłości. Naprawdę życzysz sobie kochać zbrodniarzy?…

Justyna Karolak

Link do artykułu Beniamina Religi, pierwszego głosu w tej publicystycznej dyskusji: http://tosterpandory.pl/bardzo-zle-pojmowany-humanitaryzm-glos-pierwszy/.

Link do artykułu Zbigniewa Galara, trzeciego głosu w tej publicystycznej dyskusji: http://tosterpandory.pl/kara-smierci-jako-temat-tabu-glos-trzeci/.

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając tutaj.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *