Dwaj panowie w łódce i pekińczyk

– Ten zwierzak to pański?

– Ano mój.

– Wygląda na amstaffa.

– Mi też tak wygląda, ale cholera go tam wie, papierów na to nie mam – uśmiechnąłem się.

– A ten to mój – stwierdził z niechęcią, wskazując głową na stojącego obok jego nogi pekińczyka – żona mi to zrobiła – dodał.

– Ładny – stwierdziłem po namyśle.

Pekińczyk i jego pan spojrzeli sobie w oczy – obaj wydawali się nieprzekonani. Mój amstaffopodobny Limbo podbiegł z entuzjazmem do pekińczyka i liznął go przez cały łeb. Pekińczyk zawarczał. Limbo nie zrozumiał aluzji i liznął po raz drugi. Dzielny maluch rzucił mu się do gardła, ale nie dosięgnął i spadł między łapy amstaffa, ten przyjrzał mu się, przekrzywiając łeb i pobiegł do najbliższego drzewa, które pracowicie obsikał. Pekińczyk wrócił na swoje stanowisko obok nogi pana i wyglądał na zawiedzionego.

– Jesteś żałosny – stwierdził jego pan.

– Limbo jest kompletnie nieagresywny – pocieszyłem go.

– Twoje szczęście, idioto – poinformował psa właściciel. Pies machnął ogonem i usiadł. – W zasadzie zastanawiałem się, czy pański pies go zeżre w całości, a z drugiej strony byłoby mi żal, zżyliśmy się ostatnio ze sobą – stwierdził dość melancholijnie.

– Pańska żona by nas zamordowała – znów próbowałem go pocieszyć.

– Zostawiła nas – stwierdził beznamiętnie – więc jej to obojętne.

Wyjąłem papierosy, żeby nie wyglądać abstrakcyjnie i głupawo. Mój pies uwalił się w cieniu pod krzakiem, było naprawdę gorąco.

– Poczęstuje mnie pan? – zapytał gość od pekińczyka. – Chyba wrócę do palenia – zastanowił się.

– No to wyrazy współczucia – bardziej stwierdziłem, niż współczułem.

– Że co, że chcę palić? – zdziwił się.

– Nie, że żona – odpowiedziałem.

– A, żona, daj pan spokój. To nie była tragedia, panie, to była komedia – uśmiechnął się półgębkiem, zapalając papierosa. – Powiedziała, że musi się wyzwolić, odetchnąć pełną piersią i że była zbyt niedojrzała, kiedy za mnie wychodziła – wyrzucił z siebie.

Przyjrzałem mu się dokładniej; miał tak coś między czterdzieści a pięćdziesiąt.

– Długo byliście razem? – zapytałem, symulując nieumiejętnie zmartwienie.

– Coś tak z rok – odpowiedział ze smutnym uśmiechem i wzruszył ramionami.

– Więc była za młoda na trwały związek? – próbowałem zrozumieć jego sytuację.

– A gdzie tam, panie, w moim wieku była – stwierdził z wyrzutem.

– To jak, że niedojrzała zbyt? – zdziwiłem się z lekka. – Z całym szacunkiem, ale na gówniarza to pan już nie wygląda.

– I tu, widzi pan, cały dowcip jest pogrzebany – odpowiedział. – Ona w pracy poznała taką koleżankę, co ją duchowo otworzyła i ona jakby narodziła się na nowo i, panie, przejrzała na oczy. Rozumie pan?

– Nie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

– No w sumie ja też nie dokońca – przyznał mój rozmówca. – W każdym razie tak stwierdziła, że chce być teraz niezależna i dać wyraz swojemu duchowemu rozwojowi, aby żyć w zgodzie ze swoimi potrzebami, jako kobieta wyzwolona.

– I pan jej w tym przeszkadzał? – zapytałem.

– W sumie to nawet chciałem jej pomóc, ale zostałem odrzucony jako symbol męskiej tyranii i dominacji. Według niej utożsamiałem sobą wszystkie wady charakterystyczne dla systemu patriarchalnego.

– Znaczy feministka? – spytałem.

Pan podniósł brwi, zamknął oczy i zaczął recytować z pamięci: – Twierdziła, że jej rozwój jest w pełni zrównoważony i że chce żyć w zgodzie z naturą oraz w pełni doznawać spójności z duchowym aspektem tej natury, a walka o prawa kobiet jest tylko tego naturalną konsekwencją, uff… – westchnął z ulgą.

– Ach tak – zrekapitulowałem po dłuższej chwili milczenia.

– No, tak – odpowiedział obojętnie.

– W zasadzie to nie bardzo wiem, co miałbym powiedzieć – rzuciłem głupawą refleksją.

– A co tu mówić? – wzruszył ramionami. Popatrzył na pekińczyka i powiedział do niego tonem kumpla z baru: – No, zrobiłeś wszystko, co trzeba? – Pekińczyk wstał, podszedł do mojej nogi i próbował obsikać mi nogawkę, ale w porę się odsunąłem. Spojrzał na mnie z wyrzutem i zrobił kupę w miejscu, gdzie poprzednio stałem.

– Przepraszam – zreflektował się jego pan – on jest trochę głupawy. A wie pan – kontynuował – jakoś tak przyszło mi do głowy: mój kumpel i jego żona, Białorusinka, prowadzą taką inicjatywę obywatelską, że szukają na Białorusi kobiet jako partnerek, takich prawdziwych, na życie i wspólny dom. I wie pan, mają tak z dwieście zgłoszeń od Polaków na miesiąc. A kiedy jego wujek zaczął mu pomagać z Ameryki, to w pierwszym miesiącu dostali tysiąc zgłoszeń, a teraz są zasypywani prośbami z Alaski, tam to już kompletna tragedia jest z kobietami. Nie nadążają z zapotrzebowaniem, a chcą, żeby to wszystko było uczciwe i dla tych facetów, i dla tych kobiet. Chyba otworzą regularne biuro matrymonialne, bo nie wyrabiają. He, he, he, dziwne to i śmieszne, nie uważa pan?

– Życie zawsze znajduje jakieś racjonalne rozwiązania – odparłem, zapinając linkę do obroży mojego leżącego psa.

– No tak, to prawda – przyznał. – Do widzenia panu. Może ja też spróbuję – rzucił przed siebie. – Chodź, musimy nad tym pomyśleć – powiedział do pekińczyka i ruszyli w górę psiej łączki.

– Do widzenia – rzuciłem za nimi. “Powodzenia”, pomyślałem już po cichu.

Leonard Jaszczuk

Czas i miejsce zdarzenia: 4 lipca 2018 r., środa, łódzki Park im. Józefa Piłsudskiego zwany Parkiem Na Zdrowiu; psia łączka.

Dwaj panowie w łódce i pies

Dwaj panowie w łódce i pterodaktyl

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *