Dwaj panowie w łódce i pterodaktyl

Jak powszechnie wiadomo, teorie spiskowe wyglądają spod łóżka, a czasem spod szafy lub innego ciemnego kąta. Najczęściej są dość zabawnym humbugiem w typie wiadomości, jaką podawali wyznawcy teorii płaskiej Ziemi, że ich zwolennicy są już obecni prawie na całym globie. Czasem w odmętach dość niejasnych insynuacji pojawia się nagle światło prawdy i na jaw wychodzi coś naprawdę szokującego, co wcześniej wydawało się absurdalne. Do najpopularniejszych i jednocześnie najbardziej nieprawdopodobnych należy teoria o reptilianach…

Gdybyśmy jednak poznali zakres iluminacji albo też zagłupienia – nieważne, jak by to nazwać, ale jakby się nam to stało i uznalibyśmy istotnie reptilian za rzeczywistych, to jestem przekonany, iż najwięcej z nich znajduje się w naszym kraju. Proces przygotowania reptilianina do przebywania wśród ludzi musi być chyba dość bolesny, ponieważ wyraz twarzy niektórych osobników jest nieco, jakby to powiedzieć, ściągnięty. Ludzie z tym wyrazem twarzy wyglądają jakby mieli permanentne kłopoty z wypróżnianiem…

*

Przywlokłem się w końcu do domu. Praca nie była może wyczerpująca, ale macerowała mózg, co objawiło się brakiem entuzjazmu do ogólnie pojętej idei ciągu dalszego, więc kiedy oparłem się o drzwi domu i stwierdziłem brak kluczy, złapałem tak zwaną zawiechę. Gdzieś z zakamarków pamięci wyłoniła mi się blado informacja: „Jutro będę później, kochanie. Idę się spotkać z Anią, wiesz, z Anią. Pamiętasz Anię?”. „Pamiętam” – odpowiedziałem żonie i włożyłem głowę z powrotem do monitora.

Wyjąłem komórkę, poprzyglądałem jej się przez chwilę, i schowałem z powrotem. Nie będę żony ściągał z drugiego końca miasta tylko dlatego, że jestem debilem bez kluczy. „Idę na piwo” – podjąłem męską decyzję.

Daleko do knajpy nie miałem, przeszedłem na drugą stronę ulicy i wszedłem do środka.

Otoczyła mnie przyjazna atmosfera postapokaliptyczna. Knajpa miała wystrój, jakby ją szlag trafił jakieś pięćdziesiąt lat temu, i dawała wyraz hobbystycznym zapędom właściciela dotyczącym motoryzacji. Pod sufitem wisiał jak zwykle monstrualny wojskowy motocykl, a na ścianie na ekranie telewizora podrygiwała rytmicznie dziwnie wyglądająca panienka. Zdaje się, że śpiewała. Usiadłem strategicznie przy barze – poza polem rażenia motocykla i panienki. „Cześć, Darek – powiedziałem do właściciela. – Perełkę poproszę”. Dostałem szklankę wypełnioną piwem i bez komentarzy zanurzyłem mózg w chłodnym oceanie z pianką. W połowie szklanki osiągnąłem nirwanę i z radosną bezmyślnością rozejrzałem się po knajpie.

Tłoku nie było: facet przy automacie z grą, ja i drugi gość w kurtce khaki – też siedzący przy barze. Oddałem się więc pogłębionym wewnętrznym rozważaniom nad idiotyzmem nazwy „Perła” dla piwa (nad jego smakiem wolałem się nie rozwodzić). Z mojego wnętrza wyrwał mnie głos:

– O reptilianach słyszałeś?

Na ekranie myśli wyświetlił mi się ogromny ptak z błoniastymi skrzydłami. „Nie, to pterodaktyl” – przypomniałem sobie.

– Tak, chyba coś czytałem w Internecie – potwierdziłem, zupełnie nie mając pojęcia, o co chodzi.
– Widzisz, reptilianie to taka rasa uczłowieczonych gadów czy jaszczurów, które potrafią podszywać się pod ludzi. Najbardziej wpływowe osoby na świecie to właśnie oni, reptilianie, na przykład brytyjska królowa albo amerykańscy prezydenci. To wszystko są dwunożne jaszczurki z kosmosu – ciągnął, niewzruszony.
– Aha – stwierdziłem i spojrzałem z nadzieją na Darka; mój wzrok nadawał: „Pomocy”.

Twarz Darka wyrażała kompletne désintéressement.

– Jeszcze jedno piwko poproszę – powiedziałem.
– A dla mnie setkę – zawiadomił Kurtka.

Zajrzałem do piwa i poddałem się. Po następnym łyku dowiedziałem się, że każdy może być reptilianinem – nawet ja też mogę być. Spojrzałem w lustro za barem – siedział tam sześćdziesięcioletni łysy krótkowidz.

– Chyba jestem za stary na reptilianina – stwierdziłem.
– Może tak być – potwierdził Kurtka i zamówił następną setkę.

Z telewizora nagle zawyło Cucurrucucú paloma. Stan surrealizmu osiągnął gęstość miodu.

– Ale ja się nie boję – zadeklarował Kurtka.

Darek kopał coś w ważnych papierach. Facet przy automacie martwym wzrokiem patrzył na migający obrazek.

– Ja ich śledzę – Kurtka mrugnął jednym okiem.
– Aha – potwierdziłem uprzejmie.
– Ja ich nagrywam z telewizora i potem analizuję klatka po klatce, bo oni mają taki tik z oczami, i po tym można ich rozpoznać. No i po tym, że gadają jak potłuczeni, ale najbardziej po oczach – wyjaśnił Kurtka.
– I dużo ich pracuje w telewizji? – zapytałem, bo zaczęło mnie to bawić.
– W telewizji też – potwierdził – ale najwięcej w sejmie.
– A, w sejmie – potwierdziłem i przestało mnie to bawić.
– Nie widziałeś, jakie tam dziwolągi chodzą? Nikt normalny by chyba nie mógł tego wybrać, musieli się tam jakoś inaczej dostać. – Kurtka popił kieliszek. – Musieli się za ludzi przebrać, jak nic.
– Nie mam telewizora od dawna, to ich nie oglądam – ostrożnie ominąłem temat.

Nagle w mojej kieszeni zadzwonił telefon. Z ulgą odebrałem.

– Gdzie jesteś? – trzeźwy głos mojej żony sprowadził mnie na ziemię.
– U Darka – poinformowałem ją. – Zapomniałem klucza.
– Zaraz tam będę – powiedziała.

W drzwiach pojawiła się postać mojej żony, a do jej końca przywiązany był nasz pies.

– Muszę iść, żona czeka – rzuciłem pieniądze na bar i pobiegłem do drzwi.

Szliśmy razem do parku, pies radośnie próbował łapać płatki śniegu powoli lecące z nieba.

– Słyszałaś o reptilianach? – zapytałem żony.
– Tak, chyba czytałam coś w Internecie – odparła.

W myślach znów wyświetlił mi się pterodaktyl.

Leonard Jaszczuk

Czas i miejsce zdarzenia: 20 grudnia 2017 r., środa, Łódź, po drugiej stronie ulicy.

Dwaj panowie w łódce i pies

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Jeden komentarz

  1. Piękna sytuacja i świetny tekst – miło jest wiedzieć że w XXI wieku ludzie siedzący po barach tropią tzn. robią coś ważnego, udzielają się w rzeczywistości, przez co nie spływa ona po nich gładko, nie dostając się w zakamarki umysłów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *