Egalitaryzm XXI wieku – z cyklu o zagrożeniach dla humanizmu

egalitaryzm-xxi-wieku-z-cyklu-o-zagrozeniach-dla-humanizmu

Po XX wieku, najbrutalniejszym spośród dziejów ludzkości – po wieku wojny, zbrodni i przemocy – nadszedł wiek XXI, a wraz z nim nadciągnęły czasy prawdziwie ciemne, mroczne i histeryczne. Nie wiem tylko, czy historyczne… czy wiek XXI zapisze się – jakkolwiek – na kartach historii, czy też pozostanie po nim raczej smutno prześwietlona klisza, jakaś niby pamiątka po „nieważnej minioności”?… Mam nadzieję, że coś jednak pozostanie – i że tym czymś nie będzie jedynie popiół, zdziwione oczy kota ze Shreka oraz kilka meczetów… Za wcześnie na dalekosiężne wizje dotyczące spraw ludzkości. Świat stoi dziś na zbyt dużej liczbie zwrotnic, by miarodajnie ocenić, w jakie strony wyruszą stare i nowe pociągi. Obserwuję natomiast co innego…

Przepraszamy – nie mamy miejsca dla Pareta

Podział Pareta pierwotnie obrazował społeczeństwa w niezachwianej, wręcz nieskalanej proporcji 80 % na 20 %. Zdawał się chwytać coś na kształt „normalnego obrazu świata”.

Osiemdziesiąt procent społeczeństwa uprawia ziemię, a więc karmi siebie i pozostałych; wytwarza namacalne dobra, a więc ubiera siebie i pozostałych; produkuje, realizuje i dostarcza. To dzięki owym osiemdziesięciu procentom społeczeństwa – całe społeczeństwo jest stabilne, ma się dobrze. Pozostałe 20 procent, to tak zwane elity – ludzie wyjątkowi, czyli na różne sposoby uprzywilejowani: naukowcy i artyści. Wszelcy autsajderzy, indywidualiści, którzy wnoszą do świata własne, niepowtarzalne porcje „szaleństwa” – i to dzięki tym z pozoru nikomu niepotrzebnym szaleństwom owe 80 % ma siłę i chęć dalej uprawiać ziemie, wytwarzać dobra…

Dodam, że powołując się na prawo Pareta, mam świadomość tego, że od znacznego już czasu prawo to nie jest spójne, nie jest w pełni adekwatne do współczesnej rzeczywistości. Wystarczy wspomnieć protest Oburzonych z Wall Street, aby uzmysłowić sobie, że proporcja 80 na 20 procent jest zachwiana, ponieważ de facto 99 procent ludzkości pracuje na status materialny i społeczny tylko 1 procenta. Ja jednak w tym artykule odnoszę się do prawa Pareta, chcąc wskazać je jako ideę humanistyczną, na którą we współczesnym świecie zabrakło miejsca (ideę humanistyczną, bo ekonomia jest nauką społeczną, choć potocznie wiąże się ją błędnie z dziedzinami bankowości i księgowości – przyp.: J.K.).

Na tym prawie – na prawie Pareta – zasadza się wiążąca treść i sens symbiotycznej zależności międzyludzkiej; na tym dokładnie polega ta piękna prawda stara jak świat: ludzie egzystują w relacjach i to dzięki tym relacjom, a nie dzięki poszczególnym jednostkom, świat w dalszym ciągu kręci się w kółko. Kręci się, to znaczy: jedni karmią, a inni „karmią” obrazami, książkami, hipotezami i odkryciami naukowymi, wynikami badań etc. Tych drugich, czyli tych „karmiących inaczej”, musi być zdecydowanie mniej, i dlatego zawsze było to mniej więcej 20 procent. Bo to proporcja zgodna z podziałem Pareta. Bo ta proporcja jest zdrowa – zdaje się, że wręcz „naturalna”, że ustanawia ją swoista siła dośrodkowa, która dba o to, by każdy mógł odnaleźć własne miejsce w świecie i czuć się dobrze w swojej skórze.

Każde (dowolne) społeczeństwo potrzebuje około 200 lat na to, aby wykształcić w swym obrębie elity – te 20 %, z wierzchu patrząc, wcale nie niezbędne do życia. Do przeżycia, czyli do przetrwania – na pewno nie. Ale to właśnie owe 20 % „czystego szaleństwa umysłowego” objawia się Wiekiem Pary, telefonem Bella i darmowym prądem dla całej ludzkości – Tesli…

Coś dzieje się ze światem niedobrego, skoro pojęcie „elita” kojarzy nam się – dzisiaj – bardzo, bardzo źle. Elitaryzm – dawniej – był pojęciem czystym, nobilitującym także i stawiającym przed człowiekiem wyzwania, jednak niesłychanie czystym, nierozdającym ulg i nikogo nieklepiącym po plecach. Dlatego, że bycie uprzywilejowanym wiąże się ze szczególnymi obowiązkami i odpowiedzialnością. Dzisiaj staje się pojęciem próżnym, a czasem nawet nieomal wulgarnym, sugerującym, że ktoś śmie wywyższać się z tłumu; że chce, żeby było mu lepiej niż innym – że chce czerpać profity za nic, czyli za samo istnienie (a jest to przepoczwarzone, nieprawidłowe rozumienie miana elity).

Paradoksalnie do powyższego, jednocześnie wzrost na świecie popularności poprawności politycznej powoduje, że systematycznie wykluwają się świeże „elity”, różni „nowi ludzie” uposażający samych siebie do bycia znaczącymi, wnoszącymi sobą do cywilizacji ważną jakość i wartość. Nie wiem, jak „masowa produkcja elit” przebiega na Zachodzie, wiem za to, że u nas, w Polsce, uczelnie wyższe usiłują widzieć siebie same jako ciepłe, laboratoryjne kwoki, spod skrzydeł których na świat wyfruną co i rusz cudowne pisklęta o złotym upierzeniu, które odmienią rzeczywistość, zadbają o wzrost PKB, no i oczywiście będą one aż do sędziwej emerytury chwaliły dobrodziejstwo edukacji i wiedzy wysokiej.

Wybitny erudyta i intelektualista Umberto Eco był przeciwnikiem dzielenia świata na kulturę wysoką i niską; na sztukę i na pop-kulturę. Rozumiem jego postawę. Mnie również sprawia olbrzymią przyjemność i przynosi satysfakcję – wyławianie z zalewu komercyjnej kultury prawdziwych pereł, jak i dotkliwe krytykowanie wszelkich samozwańczych aspiratorów do bycia wielkimi i wyjątkowymi, kiedy po prawdzie przysłowiowa słoma z butów jawnie im wyłazi. Oto właśnie różnica między elitą a „elitą”…

Za dużo ekspertów – czyli wykrzywiony obraz humanizmu

Trwoży mnie jednakowoż ten dziwny rodzaj pogardy do drugiego człowieka – rodzaj pogardy, który obserwuję u moich rodaków, a może i na świecie. Nie wiem, kiedy to się światu stało, przytrafiło, że bycie wysoko wykształconym uprawnia do bycia bardziej moralnym i lepiej wiedzącym, jak żyć powinien, bez wyjątku, każdy. Niebawem do kostki masła hipermarkety zaczną dodawać w promocji miniaturowego psychologa, który przy każdym moim ugryzieniu posmarowanej kanapki będzie szeptał mi do ucha, co jest dobre, a co złe – dla mnie, dla moich bliskich i oczywiście dla całego świata.

Zabieganie o tak zwaną prawdę – o uczciwy przekaz, o jakąś głębię spostrzeżeń i wypowiedzi – zagubiło się gdzieś w drodze rozrostu cywilizacji. Wartości słuszne, służące, użyteczne – z podkulonymi ogonami ustępują miejsca celebryckim pohukiwaniom wprost ze zmyślnych „mównic”, by nie powiedzieć „ambon”.

Humanizm zostaje zastępowany np. feminizmem, który – po dokonaniu wspaniałych osiągnięć przez sufrażystki – skutecznie przebrnął przez cztery fale, a potem, już kawał czasu temu, niestety przestał być konstruktywny (na pewno feminizm wciąż mógłby być budujący, przydałby się np. Chinom, Indiom i Somalii, ale to temat na zupełnie odrębną dyskusję). W tym samym czasie demokracja kuli się i wstydzi pod naporem występów politycznych wodzów różnych partii. Demokratyczne wybory stają się kiermaszem klaunów, którzy biegli są w iście cyrkowym obśmiewaniu swego opozycjonisty – ale w tym wyścigu po kosztowny stołek dobro wyborcy ma dla nich znaczenie najmniejsze, liczy się bowiem wyłącznie głos poprawnie zakreślony i wrzucony do urny.

Zdaje się, że to ta postawa polityczna, jaką stanowi liberalizm, jako pierwsza ogłosiła współczesnemu światu potrzebę zaktywizowania wartości humanistycznych. Ten rozumiany przez liberałów humanizm miał szanować, akceptować i dbać o równość ludzi – pomimo różnic ich dzielących. Równość ponad różnicami – to taka piękna, poza tym nośna idea. I wszystko byłoby z tą ideą w porządku do dzisiaj, gdyby nie to, że idee wcielone w czyn uwielbiają zamieniać się we własne przeciwieństwo – co mogę równie świetnie zilustrować popularnym przysłowiem: droga do piekła wybrukowana jest dobrymi intencjami…

egalitaryzm-xxi-wieku-z-cyklu-o-zagrozeniach-dla-humanizmu-1

Kropla historii – humanizm w przeszłości

Humanizm nie jest oczywiście pojęciem nowym. Humanizm jest fundamentalną wartością, która w obliczu wielu w historii przełomowych kulturowo momentów fin de siècle usiłowała powrócić do świadomości ludzi – stąd nic dziwnego, że także wraz z przełomem wieków XX i XXI humanizm znów począł silnie pukać do różnych drzwi. Nie jest on w żadnym razie wymysłem współczesnych liberałów i neo-liberałów, ani ich autorską propozycją, choć kształt i głębokie znaczenie miana humanizmu zmieniały się na przestrzeni epok. Jak się zmieniały? Podam kilka przykładów.

Humanizm po raz pierwszy wykrystalizował się w odrodzeniu (renesansie) – możnaby opisać go słynną sentencją: nic, co ludzkie – nie jest mi obce (z łac. Homo sum, humani nihil a me alienum puto – Jestem człowiekiem i nic, co ludzkie nie jest mi obce; Terencjusz – przyp.: J.K.). Po teocentrycznym średniowieczu, skupionym na żywotach świętych, przyszedł czas na antropocentryzm, a wraz z ogniskowaniem się postaw intelektualnych, duchowych i społecznych na człowieku i człowieczeństwie, narodziła się potrzeba akceptacji człowieka jako bytu niedoskonałego, który definiuje się i rozwija na bazie popełniania błędów. W 1450 r. pojawia się wynalazek druku przypisywany Gutenbergowi i odtąd myśl ludzka odstępuje od mozolnej wędrówki opartej na ręcznej pisaninie, a przystępuje do stopniowego szybowania – staje się powielalna, szybka i dostępna…

W baroku człowiek znów nieco zapomina o człowieczeństwie – jego myśli zwracają się ku Bogu, co odbija się również w architekturze: przepysznej i strzelistej, wznoszącej się do nieba. Molier popełnia Świętoszka, a więc zgodnie z sinusoidalną zasadą przeciwstawienia się poprzedniej epoce – w baroku, odwrotnie do renesansu, niedoskonałość człowieka staje się powodem do wstydu i krytyki, a nie przyczynkiem do rozwijania w sobie empatii i wynikającej z niej akceptacji.

XVIII wiek to oświecenie. Ówczesna myśl oświecona była zdecydowanie nie-Boska, lecz ludzka, osadzona na racjonalizmie, na sceptycyzmie i krytycyzmie. Oto zaczęto polegać na rozumie ludzkim, na tym, co człowiek może mieć światu do zaproponowania. Człowiek istniał, jeśli myślał (z łac. Cogito ergo sum – Myślę, więc jestem; Kartezjusz – przyp.: J.K.). Człowiek nadal wprawdzie wierzył w przeznaczenie i cel (Każda kula, która wylatuje na świat z rusznicy, posiada swój adres i Kroczymy w ciemnościach pod tym, co jest zapisane w górze – Denis Diderot, Kubuś fatalista i jego pan – przyp.: J.K.), ale rozumiał je jako rezultat konkretnych związków przyczynowo-skutkowych. Kodeks moralny przestał być kategoryczny, ponieważ zauważono, iż „dobre” mogło sprowadzić „złe”, i na odwrót, a więc pojęcia dobra i zła stały się szersze, bardziej pojemne. Widać to na przykładzie Diderota i jego bohatera, Kubusia: Kubuś w wyniku wypadku i złamania nogi poznaje miłość swego życia. Złe – sprowadziło dobre.

Oświecenie wymagało od człowieka czujności intelektualnej i moralnej. Sytuacje należało analizować krytycznie, uwzględniając w ich interpretacji skalę szarości. Oświecenie uznało, iż nie ma rzeczy graficznych, czyli czarno-białych. Nie ma również postulatów akceptowalnych a priori – wszystko należy poddać analizie, a dopiero następnie można wygłosić opinię albo osąd. Dlatego, że sens człowieczeństwu nadaje umiejętność podważania.

Człowiek w tej epoce stał się zatem istotą przede wszystkim świadomą, dbającą o samorozwój, dążącą do zdobycia wiedzy, kształcącą się, kreatywnie wykorzystującą rozum – istotą wyraźnie intelektualną, jak i pragmatyczną. Racjonalizm epoki oświecenia zakładał jednak dotarcie do prawdy za pomocą rozumu, w związku z czym pomijał element poznawczy w postaci ludzkiego doświadczenia. Ludzie tej epoki to jednostki sprawne i biegłe intelektualnie, ale ich umysły szybują w hermetycznej beczce idei – ich łączność ze światem i z człowieczeństwem jest „bezzmysłowa”.

I tu znów otwiera się furtka dla dopuszczenia do swej świadomości swoiście przeciwnych względem oświecenia, nowych idei, nieco innych spojrzeń na człowieczeństwo i na świat – otóż wyłania się romantyzm, a wraz z nim odejście od rozumu jako jedynej wartości słusznej i konstruktywnej. I następuje zwrócenie się do serca, czy mroków duszy, jeśli kto woli…

Romantyzm to mistycyzm, gusła oraz poleganie na mądrości ludu, ponieważ „serce widzi więcej niż mędrca szkiełko i oko”. Odtąd nie owi wykształceni „szaleńcy” i wolnomyśliciele, reformatorzy, artyści i odkrywcy liczą się najbardziej – nie 20 % społeczeństwa, ale 80 % dochodzi do głównego głosu. Ludzie wiedzą sami, w co wierzyć, a w co nie, jak postępować, bo to uczucia, emocje, intuicja, poleganie na zmysłach oraz docieranie do prawdy drogą objawienia i iluminacji stanowią największe atuty człowieczeństwa. Lud zna i rozumie sprawy, „które nie śniły się filozofom”.

I tak to humanizm rzeźbił się stopniowo i płynął przez rozdziały historii. W znacznie szerszym ujęciu moglibyśmy rozprawiać także o humanizmie starożytnym czy średniowiecznym, jednak ja skupiłam się na kilku, najważniejszych moim zdaniem w tym kontekście, punktach historii, które wiążą się z meritum tego artykułu. I po tej bardzo skondensowanej pigułce historycznej wróćmy zatem do wątku głównego, czyli do humanizmu współczesnego, i przede wszystkim do egalitaryzmu, o jakim zaraz, już za momencik, opowiem…

egalitaryzm-xxi-wieku-z-cyklu-o-zagrozeniach-dla-humanizmu-2

Manifesty humanistyczne – przewrotna droga do piekła

Pierwszy Manifest Humanistyczny został sformułowany w roku 1933, drugi – w 1973 r., a trzeci Manifest Humanistyczny – w 2002 czy 2003 r.; była to słynna deklaracja amsterdamska, która została wydana w ramach Światowego Kongresu Humanistycznego i została przyjęta przez wiele krajów, w tym przez Polskę, a motto przewodnie tegoż Kongresu i Manifestu brzmiało: Wszyscy różni – wszyscy równi: Prawa człowieka, różnorodność, humanizm.

Przypomnę, bardzo skrótowo, podstawowe założenia ww. deklaracji: humanizm jest etyczny, racjonalny i wspierający demokrację; humanizm opowiada się za wolnością osobistą i stanowi godną alternatywę dla religii (a zatem jest on świecki – przyp.: J.K.); humanizm opowiada się za szacunkiem wobec człowieka i człowieczeństwa, uznając godność i autonomię każdej jednostki oraz uznając moralność za wrodzony element ludzkiej natury (źródło tych postulatów wskażę szczegółowo w materiałach uzupełniających, które wymienię na końcu artykułu – przyp.: J.K.).

Ten (trzeci) Manifest Humanistyczny był arcyważną, ciekawą i piękną rzeczą – po raz pierwszy w dziejach ludzkości oficjalnie jakoby podsumowano humanistyczne poszukiwania i dążenia wcześniejszych epok (tych, o których wspomniałam powyżej), ujmując je w czytelną i uniwersalną formułę. W tej formule każda inność i każda suwerenność dowolnej jednostki znalazła godne dla siebie miejsce, a miejsca te poszczególne jednocześnie spotkały się z drugim człowiekiem, czyli z kolejnymi, odrębnymi jednostkami, jak i ze zbiorowością ludzką, w jakiej każde ogniwo było identycznie ważne i niezbędne…

Czy formułując postulaty trzeciego Manifestu Humanistycznego, spodziewano się, że w XXI wieku zaczną one spopielać się we własnym ogniu? Czy kreując ten nader uniwersalny kod, wzięto pod uwagę zagrożenia dla jego efektywnego wcielenia w czyn? Nie sądzę. Bo cóż mogło kryć się niewłaściwego – niebezpiecznego – w tak szlachetnie, sprawiedliwie brzmiącym komponencie samych słusznych idei?…

egalitaryzm-xxi-wieku-z-cyklu-o-zagrozeniach-dla-humanizmu-3

A kryło się bardzo dużo, niestety…

Po pierwsze tak rozumiany humanizm, to bezpłodny idealizm. Z tak rozumianego humanizmu nic nie może się zrodzić, bo zamiast poczucia bezpieczeństwa wytwarza on jedynie iluzję pewności, że świat jest skończony i gotowy – wystarczający do tego, by każdy mógł wieść szczęśliwe życie. Tak rozumiany humanizm zamiast harmonii i stabilizacji dał bloki startowe do intelektualnego marazmu, stagnacji, a może nawet do inercji: skoro wszystko jest dobre i sprawiedliwe, po co dalej szukać – usprawniać, łatać, budować?

Po drugie, wbrew zadeklarowanym w ww. Manifeście Humanistycznym postulatom, niczym niezmącone akceptowanie różnic międzyludzkich musiało obrócić się we fiasko. Owszem, zadeklarowana akceptacja tych różnic miała uwzględniać różnorodność ludzi, ale w praktyce nie da się zaakceptować całości, bez żadnego wyjątku. Dlatego, że na świecie funkcjonują rozmaite konteksty kulturowe i niemożliwym jest pogodzenie ich wszystkich, wbrew temu, o co chodzi polityce neo-liberalnej. A jeśli, mimo oczywistych zapór, uparcie będzie dążyło się do wdrażania takiej akceptacji, to wówczas coś – gdzieś ostatecznie musi pęknąć, musi powstać jakaś szczelina. A to dlatego, że różnorodność wpisana w samą naturę świata nie daje traktować się uniwersalnym mianownikiem – a jeśli uparcie będzie się do takiego uniwersalizmu dążyło, to ludzkość znajdzie się na dziwnym rozdrożu. Jedna odnoga będzie prowadziła do nieuniknionego pęknięcia, do powstania owej szczeliny. A druga do ujednolicenia świata – do zastąpienia różnorodności jednośladowością.

Rządy neo-liberalne na świecie jeszcze mocno wypierają się swej nieudolności, dlatego właśnie jesteśmy świadkami bardzo interesującego, ale i niebezpiecznego momentu dziejowego: właśnie jeszcze podążamy odnogą jednośladowości, naiwnie ufając, że jest to sprawiedliwa, czysta i optymalna droga. Ale ostatecznie dojdziemy do tej drugiej, niechcianej dziś, odnogi – do owego pęknięcia, do owej szczeliny.

Czy chcemy, czy nie, z głębin pomieszania z poplątaniem – do powierzchni stopniowo przebijają się radykałowie, których zadaniem jest wycofać świat z uwsteczniającej jednośladowości, w której 100 % ma mieć rację, a przecież jest to awykonalne. Pomału wypływają radykałowie – oni chcą przywrócić światu „sprawiedliwy porządek”, przywrócić proporcję 80 do 20 procent. Zanim jednak te drastyczne kroki nastąpią, jeszcze będziemy świadkami wciąż podrygujących i pokrzykujących dobrych intencji liberalnych, które konsekwentnie brukują dalszą drogę wprost do piekła.

Nie znaczy to, że radykałowie mają rację. Znaczy to tyle, że wadliwie rozumiany i wypaczony humanizm prowadzi do nieuniknionego: do odwrócenia monety z lewej na prawą stronę.

Do biologii – plecami, a twarzą – do Gender

Zgodnie z postulatami trzeciego Manifestu Humanistycznego moralność miała być akceptowana jako wartość wrodzona – a więc naturalna, a więc wpisana w naszą ludzką biologię. Ale w mackach modnej poprawności politycznej – zrodzonej nawiasem mówiąc w Ameryce, a rozkwitłej i wspaniale kultywowanej w Unii Europejskiej – postulat ten przemienił się w brzydki paszkwil, w którym na pierwszym miejscu uplasowały się idee Gender i potrzeby LGTB, na ostatnie miejsca zaś spadły biologiczne aspekty człowieczeństwa, a słowa takie jak archetyp, atawizm i instynkt tym bardziej stały się współcześnie wyjątkowo niechcianą zmorą człowieka „oświeconego” i „humanistycznego”.

Współczesność do szeroko pojętej, złożonej i prymitywnej, bo loteryjnej, biologii – zamaszyście odwraca się plecami. Humanizm zaczął oznaczać oderwany od namacalnej rzeczywistości nurt pseudo-intelektualny, dodatkowo z dużym entuzjazmem wypierany przez malownicze środowiska feministyczne oraz, brzydko mówiąc, lewackie.

A dlaczego pseudo-intelektualny? A dlatego, że jak się dąży do tego, aby pojęcie elity obrosło w negatywne konotacje i stało się pojęciem obelżywym i wulgarnym, to się tym samym infantylnie uprawnia  wszystkich do stania po tej samej stronie medalu, co Umberto Eco.

I tak oto jesteśmy świadkami krypto-wdrażania egalitaryzmu – wdrażania go w miejsce humanizmu… Humanizmu w międzyczasie maskowanego i spychanego przez np. feminizm, ale nie tylko przez feminizm, bo również przez inne przebarwne „izmy”, do poszukania których zachęcam Was serdecznie: potropcie sami, jeśli taka Wasza wola, które „izmy” kolportuje się i upycha usilnie w pole humanizmu, jaki prawidłowo, a nie fałszywie rozumiany powinien nieodzownie łączyć się z mianem elitaryzmu (a nie wyłącznie uniwersalizmu). Podpowiem Wam tylko tyle, że nie wszystkie nazwy tych przebarwnych „izmów” rzeczywiście muszą opiewać w końcówkę -izm albo -yzm.

egalitaryzm-xxi-wieku-z-cyklu-o-zagrozeniach-dla-humanizmu-4

Egalitaryzm XXI wieku – substytut etyki i myśli oświeconej

Przypomnę w tym miejscu, że egalitaryzm jako pogląd filozoficzny, stał u podwalin upodobań socjalistycznych Marksa i Engelsa. Zarazem podkreślę, że egalitaryzm – jak wiele innych idei, zanim wcieli się je w czyn – brzmi czysto i dobroczynnie. Wszak słowo „egalitaryzm” pochodzi z franc. égalitairé – dążący do równości. Może warto dziś głośno powiedzieć, że jeżeli chcesz, żeby wszyscy mieli tyle samo (po równo) i byli tacy sami (byli akceptowani tak samo, niezależnie od ich osobistych motywacji, jak i pochodzenia, a więc korzeni genetycznych i historycznych itd.), to – jesteś socjalistą, który w świetlistej otoczce wszechakceptacji i liberalnej poprawności politycznej pozostaje nikim innym, aniżeli dokładnie egalitarystą XXI wieku?

Jeśli chcemy uciekać dziś, w XXI wieku, od wydawania własnych opinii i wartościowań na temat uczynków – tak naszych własnych, jak czynów innych – to może warto powiedzieć głośno, że nie jesteśmy wcale ani humanistami, ani feministkami, ani wolnomyślicielami, ani liberałami? Bo kim – czym jesteśmy? Egalitarystami XXI wieku – czyli antyhumanistami…

I w tym wypaczonym, paszkwilowym świecie – wszystkim wolno wszystko. I wcale nie dlatego, że tak bardzo została uszanowana wolność osobista – przeciwnie: dlatego, że byle smród, co porywa się na walkę z wentylatorem, uważa się za Don Kichota, cytując jedną z Myśli nieuczesanych Leca.

Justyna Karolak

Materiały uzupełniające:

„Niektóre aspekty humanizmu – w dyskusji z jego paradygmatami” (artykuł Leonarda Jaszczuka wzbogacony o treść trzeciego Manifestu Humanistycznego w tłumaczeniu Dawida Ropuszańskiego)”:

Niektóre aspekty humanizmu – w dyskusji z jego paradygmatami

„Poprawność polityczna po polsku”:

Poprawność polityczna po polsku

„Świat moralnego rozgrzeszenia – eksperci”:

Świat moralnego rozgrzeszenia – eksperci

„Biologiczne aspekty humanizmu”:

Biologiczne aspekty humanizmu

„Część czwarta – New Age: witamy w piekle pustki”:

Część czwarta – New Age: witamy w piekle pustki

„Część pierwsza – Dziecięca choroba lewicowości w humanizmie”:

Część pierwsza – Dziecięca choroba lewicowości w humanizmie

„Niewolnik szuka pana”:

Niewolnik szuka Pana

„XX wiek, wiek zbrodni i przesądów”:

XX wiek, wiek zbrodni i przesądów

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *