Eko-psychopata VS szczepionki

Eko-psychopata VS szczepionki

Co się dzieje? Skąd czerpią się współcześnie tak mocno natężone postawy fanatyczne? Jakie postawy fanatyczne, o czym mowa?…

Ekologia – zdrowa ongiś i logiczna gałąź nauki – dziś urosła do zaawansowanego nurtu o charakterze wyznaniowym (nie naukowym) pod tytułem Ekologizm. Już nie chodzi o to, że orzechy piorące są np.: tańsze, życzliwsze dla środowiska i lepsze, tylko o to, że jeśli nie kochasz orzechów piorących, jesteś złym człowiekiem, którego w głębi mocno nienawidzę, gardzę Tobą i nie będę z Tobą rozmawiał na żaden temat. Dla mnie jesteś zadufanym w sobie egoistą, który nie dba o świat – myśli eko-psychopata. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego i zamierzam konsekwentnie obchodzić Cię szerokim łukiem, jak gdybym omijał cuchnące fekalia. Dokładnie w ten sposób myśli eko-psychopata, który ufa w świętość liścia sałaty na śniadanie, obiad i kolację, natomiast dogłębnie nienawidzi każdego człowieka, który nie podziela jego „ekologicznych”, hmm… nie postulatów i zainteresowań, lecz fanatycznych krucjat, mówiąc wprost.

Eko-psychopata zabrnął niesłychanie daleko w swoich „poglądach”. Dawno przekroczył granicę zdrowego rozsądku, więc już ani trochę nie zauważa, że stał się wredny, złośliwy i zajadły. Każdy, kto spożywa mięso, będzie dla niego uosobieniem duchowego uwstecznienia. Eko-psychopaci każdą wolną chwilę poświęcają na „poszerzanie swej wiedzy” oraz „rozwój duchowy”, ale kwintesencją mądrości duchowej jest dla nich… Osho! Są ogromnie zakłamani, jak wszyscy fanatycy – dowolnej religii, ale uwielbiają myśleć o sobie jako o elicie intelektualnej i chętnie powołują się na swoje „naukowe podejście do tematu”. Tymczasem najczęściej do nauki nie nadają się zwyczajnie – bo nie są wystarczająco sprawni intelektualnie – uczelnie wyższe usuwają ich bez wahania z listy studentów, istnieje niemało takich przypadków.

Najnowszym trendem eko-psychozy maniakalnej jest trend antyszczepionkowy. Tu eko-psychopaci osiągnęli najwyższe szczyty ignorancji, fanatycznego zaślepienia, zajadłości i odporności na logicznie brzmiące argumenty. Oderwani od historycznych korzeni i dorobku ludzkości, dzisiaj unoszą się jak smutne bąble powietrza na tafli kałuży – ich wewnętrzna pustka stała się wypełniona aż do postaci menisku wypukłego niesamowitym tupetem i obrzydliwą postawą roszczeniową, natomiast kropli wiedzy, a co gorsza – kropli świadomości i rozumu – w nich nie upatrzysz.

Oto skrótowa charakterystyka współczesnych fanatyków-eko, czyli eko-psychopatów, którzy mianują się orędownikami oświeconej myśli ludzkiej i empatii w stosunku do całej planety oraz wszystkich przejawów życia… prócz samego człowieka. A teraz brnijmy głębiej, sięgnijmy do konkretnych przykładów i szczegółów zjawiska.

Modna i popularna ekopsychoza wypączkowała z nurtu New Age i stanowi dziś jego zniekształcone, karykaturalne echo. Wszelkie tego typu nurty ideowe rodzą się tam, gdzie dawne postawy – głównie religijne – już ludziom nie wystarczają, a wtedy zmuszeni są oni przerzucić swoje myśli w inne obszary. Można to wyjaśnić precyzyjniej na przykładzie Polski: mimo iż mówi się, że katolicyzm jest u nas w kraju ochoczo hołubioną religią i prawie wszyscy jesteśmy katolikami, w rzeczywistości wcale tak nie jest. Nasz świat już bardzo się zmienił pod tym względem i wciąż dynamicznie się zmienia – katolicyzm Polakom dziś nie wystarcza, następuje odpłynięcie od Kościoła. Coraz mniej ślubów kościelnych, coraz więcej niechrzczonych dzieci etc.; proces odstępowania od kultów religijnych na dobre ruszył, dzieje się, trwa… Coraz częściej ludzie w Polsce mówią o sobie, że są ateistami albo agnostykami, a nie katolikami – i świetnie! Sęk tkwi jednak w tym, iż kościoły nie spełniają naszych oczekiwań, a potrzeba uczestniczenia w jakiejś „wspólnocie duchowej” w wielu ludziach pozostaje – nienakarmiona. I cóż mają z nią uczynić? Ano, czynią to, co potrafią. Dlatego właśnie masa ludzi zanurza się delikatnie, stopniowo w „holistyczne i zdrowe” podejście do życia i świata, aż stają się ekofanatykami – na przykład.

Takim ludziom nie wytłumaczysz, że lądowanie na Księżycu się odbyło i że jest faktem. Oni są mistrzami w obmyślaniu wszystkich nośnych teorii spiskowych dziejów, dlatego poświęcą niebotyczne ilości godzin na przetrząśnięcie Internetu, a następnie wskażą Ci wytropioną przez siebie „listę jedynych słusznych argumentów przemawiających za tym, że lądowanie na Księżycu nie miało miejsca – jest manipulacją i kłamstwem”. Oni naprawdę głęboko wierzą, że Ziemia jest płaska – choć sami nie rozumieją tego, że właśnie w to wierzą, a przynajmniej zasłaniają się przed tym, jak tylko mogą, bo uznając się za intelektualistę, przecież nie wypada otwarcie narazić się na śmieszność…

Takim ludziom nie wytłumaczysz, czym jest szczepionka np.: przeciw polio – oni jako jedyni na świecie posiadają „wiedzę” na ten temat, dlatego świetnie rozumieją, że „epidemia polio wybuchła tak naprawdę dopiero po tym, jak opracowano szczepionkę przeciw tej chorobie – która wcześniej nawet nie istniała”.

Szczepienia są nikomu do niczego niepotrzebne, bo zarazki są wymysłem naukowców. Jedynym źródłem autyzmu są szczepienia. Szczepionki wiążą się ze wszystkimi ponurymi aspektami rzeczywistości, są przyczyną wszelkiego zła. Na przykład wywołują choroby psychiczne, jak schizofrenia… Na tych przykładach widać chyba wyraźnie, że ludzkość cofnęła się o parę stuleci, do czasów, kiedy to dwaj ówcześni chirurdzy stwierdzili, iż odkryli związek schizofrenii czy depresji z bakteriami żyjącymi w jelicie, tak więc osoby chore psychicznie „leczyli” poprzez wycięcie znacznej części jelita… jeden z nich profilaktycznie usunął własnej żonie wszystkie zdrowe zęby, aby zawczasu wyeliminować ryzyko zachorowania żony na schizofrenię (z przyczyny bakterii żyjących w uzębieniu) – przecież zawsze lepiej jest zapobiegać, niż potem zaleczać skutki…

Szczepienia – zwłaszcza dzieci – to trudny i kontrowersyjny temat. Szczepieniom warto się przyglądać, trzeba być czujnym – przecież taka jest rola kochającego rodzica. Ale życie nie jest czarno-białe. Zamiast obrzucać słownym łajnem wszystkich rodziców, którzy szczepią swoje dzieci, dużo lepiej byłoby poszukać dobrego lekarza – albo innego naukowca – i przepytać go dokładnie z wiedzy merytorycznej na okoliczność naszych wątpliwości.

Kiedyś, jak człowiek czegoś nie wiedział i nie rozumiał, to się pytał mądrzejszych od siebie, czyli wykwalifikowanych specjalistów danej dziedziny. Tego świata już nie ma – rozpuścił się jak kryształki cukru w gorącej herbacie. Dzisiaj każdy jest najmądrzejszy, bo w Internecie zawarta jest wszak absolutnie cała wiedza, więc dowolny kretyn może ją wytropić, by potem powiedzieć: już wiem wszystko, już nikt nigdy do niczego innego mnie nie przekona, zamykam oczy, zamykam uszy…

Zrozummy się dobrze: ten artykuł nie służy do tego, żeby zachęcić do szczepień albo zniechęcić do szczepień (choć niewątpliwie pozostaje mocno krytyczny wobec nurtów antyszczepionkowych i bardziej miękki w stosunku do medycznych uzasadnień istnienia i działania szczepionek). Ten artykuł opowiada przede wszystkim o fanatycznym zaślepieniu, o braku rzetelnej dążności do realnej wiedzy, o czerpaniu wybiórczych strzępków informacji z jednego źródła a ignorowaniu innych informacji z przeciwnych źródeł… Żadna dyskusja społeczna nie powinna przebiegać w tak zdegenerowany sposób – przeciwstawne modele myślenia powinny się wzajemnie wysłuchiwać i komunikować.

Ludzie boją się oczywiście i również z tego powodu (prastary, naturalny, podskórny lęk) bywają oporni na wiedzę. Nie chcą się uczyć od mądrzejszych od siebie, bo współczesny świat bardzo sprzyja niestety temu, by polegać na swojej „intuicji”, a nie polegać na autorytetach czy ustalonym dotychczas zbiorze aksjomatów. Nasze czasy sprzyjają temu, by „obalać przestarzałe aksjomaty i zastępować je nowymi; to jest możliwe, wystarczy SAMEMU dobrze pomyśleć, przeszukać Internet i samodzielnie odkryć WIĄŻĄCE, NOWE, PRAWDZIWE informacje”. Toż to – dla rozumnego człowieka – książkowy przykład oksymoronowego bełkotu!

Nie wytłumaczysz ekopsychopatom, że powikłania poszczepienne są rzadkością, a ochrona zdrowia wynikająca z obecności szczepień w naszym życiu – powszechnością. Nie wytłumaczysz, że powikłania po pełnym przejściu choroby, jak np.: świnka albo różyczka, są o wiele częstsze i poważniejsze, niż powikłania po zaszczepieniu przeciwko tym chorobom. Nie wytłumaczysz, że „autyzm poszczepienny”, to przypadek jeden na… czy w tym miejscu wpiszemy liczbę milion czy sto milionów, ta liczba i tak dla fanatyków nie ma żadnego znaczenia, bo oni uwielbiają unosić się na dzikim grzbiecie fali emocji, a zimne fakty są przez nich ignorowane. Niedopuszczane do świadomości są wypowiedzi naukowców, którzy podkreślają, że nauka nie wykryła i nie uznała bezpośredniego związku między np.: autyzmem a składem szczepienia; nie ma takich dowodów, nikt takiego jednoznacznego związku nie wykazał i nie stwierdził. Ale zwykły strach ludzki ważniejszy jest od faktów. Szczepionki są złe, i basta, a wszystkie choroby de facto nie istnieją – z raka można uleczyć się samemu poprzez medytacje i afirmacje, a chemioterapia i naświetlania to trucizny mające na celu zabić/zaszkodzić, bo rak jest najlepszym biznesem, a przemysł farmakologiczny to opasły pasożyt żywiący się rakiem i szczepionkami (powikłaniami poszczepiennymi).

Jeśli w społeczeństwach, w których większość jednostek się szczepi pewne choroby nie występują lub występują w minimalnym stopniu, natomiast w społeczeństwach, w których coraz więcej jednostek się nie szczepi (z powodu mody na nurty antyszczepionkowe) pewne choroby (np.: odra) powracają, to dla logicznie myślącego człowieka skala tego, co jest dobre, a co nie – powinna być jasna. Niestety tak nie jest, bo autorytety trzeba obalać, bo trzeba nawoływać do przebudzenia, do otwarcia oczu – ludzie, nie dajcie sobie niczego wmówić przez tych morderców w białych kitlach! Wołają ekopsychopaci.

Niechaj każdy wierzy, w co chce wierzyć, ale niedopuszczalnym wydaje się nazywanie swojej wiary wiedzą. Język nauki dlatego jest zimny i pozbawiony emocji, bo musi być twardy i kluczowy – dlatego nie może być w nim miejsca na własną subiektywną interpretację czy na strach. Jeśli więc naukowiec jest dla Ciebie kłamcą, bezdusznym łotrem i wstrętnym manipulatorem, odrzuć wszystkie dobra cywilizacyjne, z których codziennie korzystasz – z Internetem na czele! – i wykaż się konsekwencją w swoim myśleniu.

A przy okazji uświadom sobie aspekt fundamentalny całej tej opowieści:

Łatwo jest pogardzić szczepionką czy dowolnym medykamentem, gdy jest się zdrowym i gdy członkowie rodziny są zdrowi. Ale kiedy pojawia się poważny problem chorobowy, kiedy człowiek cierpi, wtedy potrzebuje zaufać lekarzowi, i wtedy chętnie korzysta z wszelakich propozycji farmakologicznych, które stwarzają szansę na uśmierzenie bólu i wyjście ze schorzenia. W czasach, które jeszcze przez wielu są pamiętane, kiedy po mieście spacerowało mnóstwo dzieci chorujących na polio, rodzice z entuzjazmem szczepili swoje dzieci, nie chcąc ich narażać na to cierpienie – widzieli go za dużo, znali je z obserwowania dzieci sąsiadów, mieli je na wyciągnięcie ręki. Świetnie więc rozumieli, że jest to straszne cierpienie, i wtedy szczepili. Polio – zniknęło z naszego pola widzenia, więc wygenerowały się nurty, które nawołują do nieszczepienia dzieci, bo przecież po co szczepić przeciwko czemuś, co nie istnieje… Jakże łatwo ulegać swoim subiektywnym odczuciom i emocjom, jakże łatwo o zmianę punktu widzenia i odwagę, gdy dookoła nie widać potwora… Lecz cóż wówczas, jeśli potwór wróci? Czy wtedy antyszczepionkowcy będą konsekwentni w swoich agresywnych poglądach? Obyśmy nigdy nie musieli tego sprawdzać, przekonywać się na swojej skórze, oby nasze osobiste wybory zawsze były wypadkową zdrowego rozsądku i intuicji, ale nigdy jednotorowym pokłosiem wyłącznie jednego albo wyłącznie drugiego…

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

5 komentarzy

  1. Szanowna Pani Justyno,
    Pozwolę sobie zacytować Panią „…Na tych przykładach widać chyba wyraźnie, że ludzkość cofnęła się o parę stuleci, do czasów, kiedy to dwaj ówcześni chirurdzy stwierdzili, iż odkryli związek schizofrenii czy depresji z bakteriami żyjącymi w jelicie, tak więc osoby chore psychicznie „leczyli” poprzez wycięcie znacznej części jelita… jeden z nich profilaktycznie usunął własnej żonie wszystkie zdrowe zęby, aby zawczasu wyeliminować ryzyko zachorowania żony na schizofrenię (z przyczyny bakterii żyjących w uzębieniu) – przecież zawsze lepiej jest zapobiegać, niż potem zaleczać skutki…” – proszę odpowiedzieć w kontekście przytoczonej wypowiedzi, czymże innym jest szczepienie jak nie zapobieganiem…?
    Ja tam do szczepionek nic nie mam, nie mam też dzieci więc się nie wypowiadam, ale bardzo jestem ciekaw czy szanowna autorka przyjęła w dorosłym życiu serię szczepień przypominających? Jeśli tak rozumiem Pani postawę jednak jeśli nie…no cóż, pozostaje mi postawić trzy kropki…

    • justynakarolak

      Szanowny Panie,

      jestem zdania, że szczepienie – to nie tylko zapobieganie; to oddziaływanie na układ immunologiczny w taki sposób, aby złagodzić przebieg choroby przy ewentualnym zachorowaniu.

      Zaś pytanie mnie o szczepienia przypominające wydaje mi się dość osobistym pytaniem, bo artykuł odnosi się do szczepień dzieci, które ja również otrzymałam w dzieciństwie. Jednak skoro wątek szczepień wzbudza tyle emocji i traktuję go ogromnie poważnie w kontekście społecznym, uznaję, iż nie wypada mi w takiej sytuacji unikać szczerości, więc odpowiem, że mimo iż nie przyjęłam tzw.: szczepień przypominających, to w moim dorosłym życiu pojawiły się okoliczności, w wyniku których zdecydowałam się przyjąć zarówno szczepionki przeciwgrypowe, jak i szczepionkę przeciwtężcową – oba moje wybory zaowocowały pozytywnym skutkiem zdrowotnym.

      Co nie znaczy, że w całości popieram szczepienia małych dzieci, a zwłaszcza szczepienie w pierwszej dobie po urodzeniu, które na pewno rozbudza mój sceptycyzm i czujność.

      Natomiast nie uważam wszystkich niezwykle rozemocjonowanych nawoływań do jednoznacznego potępienia szczepień – za działanie o wydźwięku pozytywnym społecznie. Uważam wiele głosów spośród tych nawoływań za wręcz szkodliwe społecznie. Dlatego w tym tekście moją intencją było „rzucić” nieco cieplejsze światło na szczepienia, które są obecnie bardzo ochoczo i entuzjastycznie potępiane. Jestem zwolennikiem dialogu między rodzicami, którzy szczepią – a rodzicami, którzy nie szczepią, natomiast stykam się coraz częściej z brakiem takiego dialogu, dlatego podchodzę z olbrzymią rezerwą do wszystkich entuzjastów, którzy nie szczepią,= i mają 100-procentową pewność, iż się nie pomylili w swoim wyborze. To „poczucie nieomylności” oraz upatrywania jedynej wiarygodnej prawdy w wierze własnej – mnie zdumiewa i przeraża, bo ci sami ludzie, którzy są nieomylni w twierdzeniu, że szczepionki są na pewno tylko i wyłącznie złe, oczekują jednocześnie 100-procentowego zapewnienia ze strony lekarzy, że po zaszczepieniu ich dziecka na pewno (na 100%) nie wystąpią niepożądane skutki uboczne, a kiedy nikt im takiego zapewnienia nie gwarantuje – bo takiej gwarancji nie ma, nie istnieje, i nauka nigdy nie była tak czarno-biała i drastyczna, jaką jest wiara, różna wiara, np.: „ekologia” – ci sami ludzie nazywają lekarzy manipulantami, „mordercami w białych kitlach” i wyzyskiwaczami albo kłamcami. Nawet witamina może wywołać niepożądane skutki uboczne, albo banalna aspiryna, leki nie są obojętne dla organizmu, tak samo jak szczepionki. Moim zdaniem zamiast tylko atakować lekarzy i szczepionki jako takie, należałoby przyjrzeć się służbie zdrowia w Polsce (publicznej) i zastanowić się nad innymi wątkami w jej obrębie, które na pewno kuleją, np.: na ile rzetelnie prowadzone są badania małych dzieci tuż przed szczepieniem, bo nie tylko skład szczepionki, ale kondycja zdrowotna malucha jest tu niezwykle ważnym aspektem. Czasami maluch bywa „markotny albo np.: drażliwy bez powodu” akurat w dniu, gdy rodzice zabierają go na szczepienie, a jest to wystarczająca przyczyna do tego, aby szczepienie ODROCZYĆ, i nie tylko lekarze, ale i rodzice powinni być w tym wypadku czujni. Czasami maluch np.: „kaprysi”, a nie przejawia innych objawów, i lekarz badający dziecko przed szczepieniem stwierdza, że dziecko jest zdrowe – tymczasem ono może kaprysić, bo „złapało” jakiegoś wirusa i choroba właśnie się wykluwa. Jeśli takie dziecko zostanie zaszczepione, może dojść do przykrych skutków i powikłań, a potem cała odpowiedzialność spada oczywiście wyłącznie na te do cna złe szczepionki i „głupiego” lekarza, który nie dopatrzył swoich obowiązków i jest „konowałem”. A co ze świadomością rodziców, którzy tak fanatycznie ufają w nieomylność swej intuicji? Jeśli ich intuicja jest tak nieomylna, powinni bez pudła odgadnąć, że w dziecku rozwija się na przykład przeziębienie – i nie szczepić w tym okresie…

      Prawda jest taka, że nikt nie jest nieomylny, dlatego osobiście nie lubię jednostronności w wyrażanych poglądach i żarliwego nawoływania do tego, aby wszyscy koniecznie szli za „moim przykładem”, bo mój wybór jest najlepszy i nie ma innej słusznej drogi. A kim ja jestem, żeby oceniać, co jest lepsze dla kogoś innego, niż ja?…

      Gdybym miała dziecko, stanęłabym przed dramatyczną decyzją, co zrobić w temacie szczepień – jak każdy kochający rodzic. Ale nieważne, co pomyślę, co wybiorę – przecież skutki mojej decyzji poniesie inny, odrębny człowiek: moje dziecko. Dlatego zrobiłabym wszystko, by kierować się w moim wyborze wypadkową dwu sił: wiedzy i intuicji. Ale nigdy nie powiem, że wiem wszystko, jestem najlepsza, a inni są głupi, bo nie podejmują moich, tylko własne decyzje.

      Pozdrawiam serdecznie,
      dziękuję za kulturalny i zrównoważony komentarz 🙂

      • Szanowna Pani Justyno,
        Dziękuję za szczerą odpowiedź. Według mnie kiedy wypowiada się publicznie na temat szczepień to pytanie czy odnowiło się szczepienia już nie dotyczy prywatności. Bo my dorośli wyszczepieni w dzieciństwie już dawno straciliśmy odporność. Więc popierając szczepienia powinniśmy być szczepieni od nowa.Czy nie boi się Pani że zachoruje Pani odrę? Bo ja też nie mam odnowionych szczepień i trochę się boję jednak mój strach jest jeszcze większy kiedy czytam na ulotce szczepionki co może mi się stać po zaszczepieniu…Czy wie Pani że m.in. powikłaniem po szczepionce na odrę jest właśnie zachorowanie na nią…? No ale nic, temat chyba nigdy nie pozostanie rozstrzygnięty. Ja uważam, że w związku z bardzo poważnymi powikłaniami poszczepiennymi powinniśmy mieć wybór czy ryzykujemy przejście chorób, które w dzisiejszym świecie już nie są śmiertelne czy ryzykujemy poważnego NOPA. Wszystko jest fajnie dopóki nie trafi na Ciebie…
        Pozdrawiam serdecznie i gratuluję nowej powieści 🙂
        FAN

        • justynakarolak

          Szanowny Panie,
          Drogi FANIE ,

          tak, zgadzam się, kiedy człowiek wypowiada się publicznie, powinien zgodnie z zasadami konsekwencji i zwykłej ludzkiej uczciwości i lojalności, popierać swoje przemyślenia osobistym jestestwem, i niechaj tak będzie 🙂 . Tak też staram się czynić, zwłaszcza w kontekście ważnych, mocnych tematów społecznych… I tak też było i jest w przypadku tej dyskusji: od początku, poprzez wcześniej i teraz, nieustająco biorę na siebie pełną odpowiedzialność za każde wygłoszone słowo. Oczywiście włącznie z konsekwencjami, które kroczą śladem tej zdeklarowanej odpowiedzialności – je również przyjmę lojalnie, szczerze, świadomie.

          Kontynuując wątek szczepień, nie pobrałam szczepień przypominających i jednocześnie nie boję się zachorować na odrę. Z dużym prawdopodobieństwem być może dlatego (nie pobrałam szczepień przypominających i się nie boję), że temat odry jako powracającej epidemii – dla mnie również jest swoistym „matrixem”, jak dla wielu rodziców nie szczepiących swoich dzieci, dla nich też ten sam problem poważnej epidemii pozostaje swoistym „drzemiącym lub zahibernowanym lub wirtulanym demonem”, dlatego właśnie tak ufają oni prywatnej intuicji, złorzecząc na naukę; i dlatego właśnie nie szczepią. Jednakże gdybym wyruszała w podróż do Afryki – wirus Ebola już stanowczo przemawia do mojej wyobraźni, wtedy też gruntownie przyjrzałabym się (po raz kolejny, od nowa, w innym kontekście…) składowi szczepionek i ryzyku ich stosowania i powikłań typu NOP. I raczej na pewno zdecydowałabym się zaszczepić przeciwko temu wirusowi.

          Temat szczepień pozostaje od początku do końca naprawdę trudny, bo jeden demon przemawia do wyobraźni laika, inny – nie. Nie lękam się ani nie krępuję przyznać, że jestem laikiem w dziedzinie szczepień, jakkolwiek staram się popatrzeć na problem z ludzkiej, społecznej strony, i: z dwu stron (za i przeciw), i do tego jedynie zachęcam Czytelników – do nuty relatywizmu, bo taka postawa wydaje mi się dużo zdrowsza od jednośladowości popatrywań na świat…

          Potwierdzam ze swej strony, że nie powinno się zmuszać ludzi do szczepienia dzieci, bo naprawdę rozumiem wypowiedzi matek i ojców, którzy zaszczepili pierwsze dziecko, a ono zapadło na autyzm, więc… jasne, że powinni mieć prawo nie szczepić drugiego dziecka – z oczywistych uprawnień w postaci swojej miłości rodzicielskiej i wynikających z niej lęków. I wyniki naukowe w postaci nie uzyskania dowodów na związek między szczepieniami a autyzmem – w takim wypadku nie mają nic do rzeczy. Rodzice mają prawo – moim zdaniem – do wybierania, co dobre dla ich dzieci, a zwłaszcza w tym interwale czasowym, gdy dziecko nie jest w stanie ani naprowadzić ich na właściwszy trop, ani tym bardziej samodzielnie podjąć takiej decyzji. Czym innym jest jednak zdrowy rozsądek, uczucie rodzica, i intuicja względem swojego dziecka, a czym innym jest jednogłośne nawoływanie do przebudzenia całych tłumów… bo takie nawoływanie w moim poczuciu – pozbawione jest znamion rozsądku i równowagi, czego nie lubię i nie szanuję.

          Pozdrawiam serdecznie,
          dziękuję ogromnie za gratulacje odnośnie drugiej książki, to szalenie miłe, naprawdę 🙂 .

  2. Ci chirurdzy, którzy usuwali ludziom jelita, żeby im „pomóc” żyli w XX wieku. 🙂

    Obawiam się, że wszystkie te epidemie ruchów holistyczno-new age-prano-antyszczepionkowych, to jedynie rezultat zagubienia ludzkości spowodowany słabością moralną tradycyjnej naukowej medycyny.
    Słabości merytorycznej w medycynie naukowej nie uświadczysz, ale masa jest żerujących na tym fakcie niekompetentnych merytorycznie, a jedynie tytularnie „likorzy”, którzy uważają się za bogów i wyznaczników ludzkiego losu, tylko dlatego, że parają się medycyną.

    1. Jakby środowisko lekarskie było bez winy, to nie istniałby problem homeopatii, bo już dawno lekarze spuściliby (leki) firmę farmaceutyczną, która je produkuje w klozecie.
    2. Gdyby środowisko lekarskie było bez winy, to nie istniałby problem alternatywnych metod leczenia, bo lekarze sami szukaliby pacjentów na wczesnym etapie raka pomagając im realnie, zanim przypną się do zdesperowanych umierających ludzi, jakieś pseudointelektualne pijawki.

    Zamiast leczenia mamy bierne jaśniepaństwo czekające na pacjenta i wyrzucające pod byle pretekstem ze szpitala. Bo na chorych – nie na zdrowych ludziach zarabia się pieniądze – co za bzdura. 🙁

    Słabość systemu ochrony zdrowia, który jest de facto systemem ochrony przewlekłości choroby, wykorzystują po prostu „powracające do natury” intelektualne pasożyty. To, że tak żenująco płytkie wypociny jak leczący Osho z arystotelozą, znajdują posłuch wśród gawiedzi, która przecież chodzi do szkół, świadczy o słabości intelektualnego systemu odpornościowego społeczeństwa, a nie o sile tych żałosnych antyszczepionkowych pierwotniaków umysłowych i Moon-hoaxowych intelektualnych bakterii.

    żal.pl – tyle wam powiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *