Ekologiczny bełkot „Transcendencji”

Ekologiczny bełkot Transcendencji

Niniejszy tekst trudno nazwać „recenzją”. Jest on właściwie skromnym zarysem rozczarowania filmem, którego twórcy tyle obiecali, a tak mało dotrzymali. Rozczarowanie to można by opisać na wielu stronach, tak jest rozległe i bolesne. Redakcja Tostera uznała jednakże, że niewarto i szkoda czasu – stąd tylko krótki tekst.

„Transcendencja” miała rozwinąć motyw „Kosiarza umysłów”, potraktować motyw ów poważnie, podejść do niego dojrzale i postawić go w kręgu mocnych, filozoficznych pytań. Do tych szczytnych celów reżyser miał „pod ręką” prawdziwą plejadę gwiazd kina: widowiskowego i wyrazistego Johnny’ego Deppa, nienagannego pod względem kunsztu aktorskiego Morgana Freemana i zdolną, intrygującą Rebeccę Hall. Zadziwiające to, lecz – jak się okazuje – niestety prawdziwe, iż złego filmu nie uratują nawet tak doskonali aktorzy.

Ekologiczny bełkot Transcendencji 1

O czym jest „Transcendencja”? Na to odpowiedzieć wręcz nie sposób.

W prostej linii, na podstawie przeniesienia umysłu wielkiego naukowca do komputera, z założenia film opowiada o sensie człowieczeństwa, próbując stawiać pytania o dobro i o zło. Ale tak naprawdę… naprawdę niewiadomo, o czym jest ten film!

Być może film obroniłby się jako melodramat – gdyby uwypuklić w nim wątek miłosny między naukowcem a jego żoną, która nie mogąc pogodzić się z tym, że ukochany mąż umiera, wpada na pomysł ocalenia jego umysłu (przeniesienia do komputera), a więc – istoty, człowieczeństwa. Owszem, nie przytuli się już do ciała męża, ale będzie mogła prowadzić z nim codzienne rozmowy i nurzać się we wspólnych wspomnieniach. Jego ciało umrze – fakt – ale ona nie musi się kategorycznie z mężem pożegnać, nie musi być skazana na jego totalną zagładę, odejście, ni żałobę; nie musi borykać się z dotkliwą stratą i godzić z nieuchronnością śmierci. Niestety film nie uwypukla tego wątku, a wręcz prześlizguje się po jego powierzchni, pomija, bez mała całkowitym, milczeniem.

Być może film obroniłby się jako horror, gdyby uwypuklić w nim potencjalne niebezpieczeństwo wynikające z podejmowania przez człowieka zabawy „w pana boga”. Gdyby umysł człowieka przeniesiony do komputera – zupełnie oszalał, gdyby to szaleństwo w mroczny, nie do końca uchwytny sposób narastało, wtedy widz miałby zimne ciarki na plecach, odbierał nieprzyjemny strach, bał się – jak to na dobrym horrorze. Niestety w tym kontekście „Transcendecję” bije stary, poczciwy „Kosiarz umysłów”, co tylko potęguje rozczarowanie. Mając dzisiaj tak ogromne możliwości techniczne i finansowe – nie potrafić przedstawić na ekranie owej upiornej grozy, jaka miała miejsca tyle lat wstecz w „Kosiarzu(…)”? Wstyd i żenada. Zważywszy, iż Depp urodzony wprost do grania niezwykle charakterystycznych szaleńców czy dziwaków, został tu sprowadzony do poziomu mizernej, powściągliwej, bezemocjonalnej gadającej głowy.

„Transcendencja” nie broni się pod żadnym względem. Jest to jedno z największych rozczarowań filmowych Tostera ostatnich lat. Miał być „raj”, jest ekologiczny bełkot, fatalnie nudna narracja i wybitnie oraz dobitnie zmarnowany potencjał na interesującą oraz „dającą po głowie” historię.

Trudno stwierdzić, jakie jest źródło tej kompleksowej porażki. Scenariusz? Reżyseria? Można założyć, że i jedno, i drugie. Jakkolwiek największa odpowiedzialność za tę tragedię spoczywa na reżyserze, on to bowiem, mając do dyspozycji nawet najbardziej beznamiętny i dziurawy scenariusz, i aktorów z prawdziwego zdarzenia – winien pokierować planem zdjęciowym w ratunkową stronę, aby nie było aż tak źle.

Pandora

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *