Europa z perspektywy tysiąca lat

Porwanie Europy – Francisco Goya

Skala ma znaczenie. Pozwala dostrzegać zupełnie nowe elementy, rozpoznawać tajemnicze i obce zjawiska. Kiedy patrzymy na otoczenie z lotu ptaka, widzimy góry i łąki. Kiedy wzniesiemy się na orbitę, widzimy zielone połacie lasów, żółcienie pustyń, szare miasta i linie zalewowe rzek. Kiedy patrzymy z orbity geostacjonarnej, widzimy kontynenty. Będąc jeszcze dalej, widzimy glob ziemski. Z perspektywy Księżyca widać już tylko planetę. Z orbity Jowisza widać niebieską kropkę, na której znajduje się cała nasza historia, wszystkie nadzieje i szanse, troski i problemy. Wszystko mieści się na tym jednym punkcie, zawieszonym w bezkresnej przestrzeni – tylko na jego powierzchni…

Z perspektywą historyczną jest podobnie. Europa wygląda całkiem inaczej z perspektywy bardzo wielu lat. Z perspektywy tysiąclecia inaczej diagnozujemy jej główne problemy. Aby je zobaczyć, wpierw trzeba oderwać się od teraźniejszości wystarczająco, aby widzieć Europę w kategorii przemian trwających tysiąc lat.

Jaki był punkt wyjścia schyłku pierwszego tysiąclecia nowej ery. Kończył się świat starożytny. Zmieniały się stosunki społeczne, ukształtowane jeszcze w czasach imperium rzymskiego. Ludzie przestawali dzielić się na patrycjuszy i plebejuszy. Zamiast tego nastał czas wojowników i rolników, czyli szlachty i chłopów. Szlachta budowała warowne siedziby, a chłopi tracili przywileje ludzi niezależnych, lecz jednocześnie wywalczyli dla siebie likwidację statusu niewolnika. Wraz z rozwojem technologii budowy zamków, prowincja zyskiwała na znaczeniu. Pan na zamku miał coraz większą niezależność od władzy centralnej i emancypował się.

Jednocześnie pojawiły się nowe zagrożenia zewnętrzne. Agresywna ideologia islamu przeżywała swoje złote czasy. Gdy stanęła u bram Europy, najeżdżała ją od południa, pozyskując ponad milion niewolników wywożonych na gwałty i kastrację przez morze, od zachodu zajmowała kolejne terytoria Hiszpanii. Europejska wschodnia flanka była początkowo niezagrożona dzięki sile bizantyjskiego imperium, które z czasem skurczyło się tylko do okolic Konstantynopola i stało się stolicą imperium osmańskiego.

Walki z islamem oraz nadejście czarnej śmierci (w wyniku czego zginęła połowa populacji europejskiej) ograniczyło ekspansję europejską w pierwszej połowie tysiąclecia. Jednak przepisywane w klasztorach, ponownie odkryte, nieliczne klasyczne dzieła (90% starożytnych tekstów zniszczyli wyznawcy Mahometa, gdyż centrum intelektualne imperium rzymskiego znajdowało się na terenach Syrii) spowodowało nowe otwarcie i nadejście renesansu. Świat stanął przed Europejczykami otworem wraz z odkryciami geograficznymi połowy tysiąclecia, poczynając od wyprawy Kolumba z roku 1492.

Wraz z intelektualnym fermentem, który pochodził z rozbicia dzielnicowego i różnorodności Europy, na świat wychodziły jedynie dobre wnioski, bo w nowym podbijanym świecie, sprawdzały się tylko dobre pomysły. Europa miała okazję przetestować swoje pragmatyczne rozwiązania. To Europa stworzyła pierwsze imperia globalne, nad którymi dzień nigdy nie przemijał. Hiszpania, a potem Anglia udowodniły światu, że jest skończony i że jest tylko jeden. To dzięki Europejczykom wszystkie narody Ziemi miały po raz pierwszy okazję usłyszeć o swoim istnieniu. Kolonializm stworzył świat, który miał styczność ze sobą.

Potem nadeszła epoka rozwoju technologicznego, który przypieczętował prymat białego człowieka (Bwana M’kubwa) nad światem, a wraz z pojawieniem się karabinu maszynowego, jego hegemonia osiągnęła poziom absolutny (bitwa pod Omdurmanem w trakcie powstania Mahdiego). Wtedy też islam przestał Europie w końcu zagrażać, bo nie dysponował przemysłową technologią zbrojeniową.

Jednak w 1914 roku Europa postanowiła zniszczyć samą siebie. W ciągu 31 lat upadło 500-letnie imperium, a upadek ten pod względem redukcji potencjału, był najgłośniejszy w znanej historii ludzkości na Ziemi. W 1945 roku Europa stała się tak słaba, że jej połową zaczęła rządzić jej największa kolonia (USA), a drugą połową tak bardzo wschodnia, że azjatycka w myśleniu odnoga (Rosja).

Potrzeba było 50 lat, żeby Europa podniosła się z upadku i utworzyła nowy projekt nazywany Unią Europejską, która w założeniu miała sprawić, że pokój już na zawsze zapanuje na tym kontynencie. Europa, od czasów zapomnianej łaciny, ponownie zaczyna mówić jednym i tym samym językiem – angielski narzucany jest dzięki powstaniu Internetu. Linia porozumienia kulturowego stała się nieco szersza, jeszcze wzmacniana propagandą globalizacji, ekologii oraz końca historii. Jednak to nie wystarczyło, aby wyrównać kilkusetne rachunki krzywd. Pamięci przodków nie porzuca się dla idei i o tym zaczynają przypominać budzące się ruchy nacjonalistyczne – pytające: co z tego będziemy mieć?

Za ideą wspólnej Europy musi stać nagroda w postaci kilku podstawowych korzyści. Integracja nigdy nie była celem, bo nigdy nie była ona zrozumiała dla plebsu. Celem był pokój i rozwój gospodarczy równorzędnych partnerów, tak żeby wielka wojna w Europie już nigdy się nie powtórzyła.

Po 70 latach od upadku, Europa odzyskała psychiczną równowagę, lecz kryzys roku 2008 sprawił, że od 10 lat jest ona zaledwie jednym z trzech równorzędnych organizmów na arenie międzynarodowej, na równi są USA oraz Chiny.

Teraz musimy już uważać, bo jak tylko przyjdzie kolejna katastrofa, to utracimy jako kontynent niezależność i staniemy się półwyspem – kolonią imperium zewnętrznego. Musimy zachować pokój i stabilność kulturową, jeśli chcemy, aby przyszłość świata, a być może i podbój kosmosu, kształtowała także wizja europejska.

Dlaczego na początku XXI wieku jest to takie trudne?

Bo Unia Europejska stała się dekadencka kulturowo; elity intelektualne stronią od polityki, bo to wstyd. Boją się wypowiadać i decydować o czymkolwiek, bo mogą kogoś urazić i zostać zwolnieni z katedr. Uprawiające propagandę media rzadko pokazują rzetelne opinie, bo przekazy nie są nastawione na informowanie, tylko narzucają ideologię swoich właścicieli. Miejscowe elity działania klasy średniej niszczone są strachem władz przed niezależnością i energią. Oligarchie bronią się przed konkurencją, fiskalizmem i biurokracją – gąszcz i poziom zawiłości zakazów i nakazów, wraz z informatyzacją legislatury i urzędów, zaczyna powoli przekraczać granice absurdu.

Społeczeństwa są zagubione i zastraszone islamskim terroryzmem, pozbawione odpowiedzialności i ekonomicznej niezależności, starzeją się umierając powoli. Projekt multikulturalizmu nie powiódł się, a polegał on na zaproponowaniu czarnym i śniadym przybyszom najgorszych zawodów i uczynienia z nich wyrobników za płacę minimalną. Plan skrytego pogardzania nimi polegał na tym, by mówić: „starajcie się – aspirujcie i oswajajcie się” oraz dawać puste obietnice nakryte szklanym sufitem, czyli blokadą drogi do wyższych stanowisk i awansu społecznego. Przyjezdni przechytrzyli ten misterny plan – gdy po prostu nie poszli do pracy i siedzą na zasiłkach, podczas gdy na zmywakach pracują imigranci z Europy Wschodniej. W multikulturalizmie od początku chodziło o eksploatację kulturową, podczas której inne rasy będą zachodnim Europejczykom prawie za darmo usługiwały i bezpłatnie oddawały swoje najlepsze pomysły. Jednak przyjezdni nie zamierzali grać w taką grę, bo sami jeszcze bardziej pogardzali Europejczykami.

Lecz najważniejszą przyczyną niepokojów społecznych jest złamana obietnica. Dzisiaj nie ma już ani  pokoju, ani prosperity w Europie. Unia Europejska porzuciła swoje cele.

Nadwyżki budżetowe zjadają imigranci ekonomiczni z Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy oprócz dzieci nie robią niczego twórczego. Nie przynoszą ze sobą bogatej i kreatywnej kultury, lecz wszystkie problemy, które w swoich krajach wytworzyli. Ogromna większość imigrantów nie ucieka ze strefy wojny, lecz przypływa z wybrzeży Libii, gdzie przedostaje się z ościennych, pozbawionych systemów edukacji i przemysłu, krajów Sahary. Takich krajów, jak Niger, który w ciągu najbliższych 30 lat zwiększy populację z 20 do 72 milionów, Czad, którego liczba ludności wzrośnie z 14 do 35 milionów, Sudan, którego ludność w ciągu trzech dekad przekroczy 80 milionów. Egipt, który w tym czasie będzie mieć ponad 150 milionów mieszkańców, będzie mniejszy od Etiopii – 189 milionów, lecz blednie przy Nigerii – 400 milionów. Dla porównania 28 krajów Unii Europejskiej zamieszkuje około 450 milionów rdzennej ludności. Nawet gdyby jakąś metodą inżynierii społecznej udało się te masy ludzkie skłonić do pracy, to każdej wykonywanej czynność i zawodu będzie trzeba najpierw nauczyć, i muszą to zrobić Europejczycy. Specjaliści, którzy nie będą mogli w tym czasie pracować. Europa nie może przyjmować milionów uchodźców rocznie, którzy po czasie sprowadzą swoje rodziny, i liczyć, że nie wywoła to dodatkowych napięć związanych z innymi zwyczajami, językiem i sposobami rozwiązywania konfliktów.

Jihad, wraz z dozbrojeniem Iraku przez Amerykanów, ponownie stał się najeźdźczy i morduje pod własną flagą. Państwo Islamskie, które przysyła na teren Europy wojowników, a nie partyzantów, kiedy przyśle ich wystarczająco wielu, rozpocznie wojnę, odrzucając doktrynę łagodnego nękania terroryzmem. Państwo Islamskie jest wszędzie tam, gdzie są muzułmanie. Według CIA za 3-4 lata w Europie Zachodniej rozpocznie się ostateczne wyjaśnianie, czy nielegalni przyjezdni utrzymają swoją uprzywilejowaną przez polityczną poprawność pozycję. Żyjąc na koszt autochtonów, muszą w końcu przełamać tę usłużną gościnność – jest to tylko kwestia czasu, gdy organizacje pozarządowe przywożą Afrykańczyków tysiącami.

Europa nie może budować prosperity ani swojej globalnej pozycji drugiego hegemona światowego, nie mając formuły na to, jak zamknąć w pomieszczeniu kilku kluczowych ludzi, którzy rozwiążą nasz kolejny kontynentalny, europejski problem. Było to widać przy okazji kryzysu roku 2008. W Ameryce szef banku centralnego mógł dogadać się z kilkoma kluczowymi osobami i ogłosić strategię walki z kryzysem (lepszą czy gorszą, ale jakąś). Europa nie miała możliwości skonsultowania działań ze wszystkimi ministrami finansów i gospodarek oraz ich przełożonymi, bo było ich po prostu zbyt wielu. Ponadto Europejczycy nigdy nie ćwiczyli myślenia z punktu widzenia dobra całego kontynentu (a już tym bardziej w dłuższej perspektywie, jak np. 50 lat – tak jak myślą Chińczycy), a nie partykularnego interesu swoich mocodawców, których pieniądze będą finansowały ich spokojne synekury.

Europejscy politycy potrafią jeszcze się wznieść na poziom nacjonalizmu (a taka perspektywa jest dla nich awansem), co było widać przy tworzeniu euro jako narzędzia finansowania długu Niemiec oraz strefy wolnego handlu – jako narzędzia zabezpieczania PKB Niemiec (połowa gospodarki tego kraju produkuje na eksport, który w połowie trafia do krajów unijnych). Lecz europejscy politycy nie mogą znaleźć rozwiązania utrzymującego zrównoważony wzrost gospodarczy dla ogółu (bezrobocie: Niemcy – 5% versus Grecja – 26%, Hiszpania – 23%, południe Włoch – 21%), zamiast tego proponując chwilowe sojusze kilku krajów, w rodzaju grupy wyszehradzkiej, strefy euro i reszty, czy Europy dwóch prędkości.

Oznacza to, że podzielona, sterroryzowana przez islam, demolowana przez imigrantów, zmuszana przez polityczną poprawność do infantylnego rysowania kredą po ulicach, starzejąca się Europa, która nie ma propozycji na trwały wzrost gospodarczy (obowiązującą polityką jest jedynie zasysanie najlepszych kąsków do najsilniejszych krajów), będzie musiała utrzymać pokój. Czy upokorzeni Europejczycy zachowają spokój, kiedy utracą ten ostatni listek figowy, wygodę – i staną się za biedni?

W Europie śródziemnomorskiej od czasu kryzysu zadłużeniowego zbiedniała nie tylko pokorna strukturalna biedota, lecz również niepokorna klasa średnia, która miała domy i stabilizację finansową. Uzyskując miesiącami około 1/3 poprzednich dochodów, powoli tracą zasłużoną satysfakcję z życia, a ich myśli coraz częściej zaprząta niepewność jutra. Taki stan, w rejonie śródziemnomorskim trwa już latami, więc nastroje ludzi, którzy się nie boją i potrafią działać, są bardzo wybuchowe.

Polska, gdy się zdenerwuje, przestanie kupować niemieckie towary i to będzie koniec niemieckiej gospodarki, bo gdy inne kraje zorientują się, jaki skutek odniósł bojkot od jednego średniej wielkości kraju, zaczną ustawiać się w kolejce i dyktować twarde warunki, zmieniając tym samym paradygmat, wedle którego wszystko kręci się wokół Niemiec. Wielkie Niemcy stoją na glinianych nogach uzależnienia od rynków zbytu w innych krajach, a ich sny o potędze skończą się w momencie, w którym część krajów solidarnie wyjdzie ze strefy wolnego handlu, narzucając cła na towary niemieckie.

Rosja jest zbyt słaba bez wpływów z ropy, aby zdziałać w Europie coś więcej ponad groźby militarne, a bez wpływów z centrali każda z satelit myśli o oderwaniu się od kołchozu, bo nikt nie lubi być zarządzany w stylu wschodnim, wymagającym wiernopoddaństwa i ślepego posłuszeństwa w atmosferze kontroli.

Europa Północna nie chce spłacać długów leniwej Europy śródziemnomorskiej, której kolejne miasta zaczynają przypominać miasta Afryki i bliskiego wschodu (np. sycylijskie Palermo). Europa Zachodnia nie chce bronić przed Rosją postkomunistycznej Europy Wschodniej. W takiej sytuacji Europa Środkowa i Wschodnia nie chce dopłacać do wspólnego budżetu, skoro wysłała już na Zachód swoje zasoby siły roboczej. W Europie Środkowej i Wschodniej wkrótce tysiącami zaczną umierać starzy i schorowani, pozbawieni pomocy swoich dzieci, które urządziły sobie lepsze życie w mitycznym świecie euro.

Nie ma już wspólnej Europy – jest tylko wkraczający w nowe tysiąclecie, 750-milionowy, podzielony na 46 części kontynent.

Muleta – Ide Prosto

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *