Ex Machina (2015) ― człowieczeństwo a SI: granice poznania

Ex-Machina-człowieczeństwo-a-SI

Rozmyślania po filmie…

Asimov trzy podstawowe prawa regulujące “egzystencję robota” sformułował w latach 40. ubiegłego wieku, a więc na długo przed tym, zanim potrzeba precyzyjnego zdefiniowania “natury” sztucznej inteligencji stała się uzasadniona wymiernym postępem technologicznym. Ograniczając niniejsze przemyślenia właśnie do samej “natury” SI, rozpatrując rzecz dziś ― z pułapu XXI wieku: jako ludzkość jesteśmy już ogromnie blisko doliny niesamowitości i niebawem prawa Asimova będziemy musieli od nowa przemyśleć, gdyż okażą się one niezbędne do praktycznego wprowadzenia w czyn. Film Ex Machina na pewno łudząco, hipnotycznie ociera się o dolinę niesamowitości, choć nie zanurza się w tym pojęciu w pełni czy wystarczająco głęboko, ale ten niedosyt jedynie wzmaga iluzję przedstawionej rzeczywistości i apetyt widza na kontemplowanie treści, wizualnej i merytorycznej, filmu.

Tymczasem poszerzając zakres naszych przemyśleń: relacja stwórcy i stworzonej istoty była analizowana przez człowieka nieomal od początku istnienia człowieka. Analizę tę najpierw podjęły różne religie ― człowiek ograniczony prawami nałożonej na niego fizyczności (mówię o granicach ludzkiego, doczesnego ciała, o barierach dla szerokiego poznania rzeczywistości wynikających z obudowania naszego człowieczeństwa niedoskonałą siecią zmysłów, etc.) wyposażony przez stwórcę został jednakże w coś jeszcze, czego sam do końca zdefiniować nie potrafi. Jesteśmy cielesną strukturą, fizyczną materią, zarazem jesteśmy skomplikowanym koktajlem biochemicznym, ale to nie wszystko ― jesteśmy wszak zdolni do specyficznego myślenia abstrakcyjnego, pozostawiono nam do dyspozycji wolną wolę, w wyniku której poprzez kolejne epoki usiłujemy stale rozsuwać na boki, rozpychać granice blokujące nas przed dokładnym, pełnym poznaniem rzeczywistości. To instynktowne i zarazem świadome, abstrakcyjne pragnienie poznania i siebie, i swego stwórcy, i wszechświata ― z realnie widzialnym i zrozumiałym zakresem relacji ja jako stworzenie oraz on-mój stwórca ― jest jak sen o lataniu. Odkąd człowiek wynalazł balon, sen o lataniu zaczął się urzeczywistniać. Od tego momentu człowiek rozmyśla, kombinuje, jak osiągnąć to, żeby latać coraz sprawniej ― dalej, wyżej, szybciej, wydajniej i bardziej naturalnie. Rozwój technologii ma nam, człowiekowi i ludzkości, służyć, ma poszerzać przestrzeń naszych realnych eksploracji wszelkiej rzeczywistości. Rozwój technologii jest jak konsekwentnie, stopniowo urzeczywistniany sen o lataniu ― sen, którego śnienie nigdy się nie skończy, ponieważ wszechświat jest tak rozległy, iż zdaje się niewykonalne: dobić do jego krańcowej ściany, dotrzeć do ostatecznej kurtyny ― dostrzec ją na własne oczy i dotknąć jej osobiście, swoją skórą.

Ex-Machina-człowieczeństwo-a-SI-1

Pytanie o to, czym jest człowieczeństwo, nie jest nowe. Jest ono stare na tyle, na ile stare jest człowieczeństwo. Na to pytanie starały się odpowiedzieć opracowania filozoficzne i pisma religijne, np.: Biblia. Szczególnie pisma religijne nakreślają sens i zakres człowieczeństwa poprzez szkicowanie relacji istoty ludzkiej z jej stworzycielem, a więc z tzw.: bogiem. Jednak po odrzuceniu religijnych dogmatów, a po przestawieniu myślowej zwrotnicy na metody naukowego rozumowania, filozoficzny sens pytania nie zmienia się, i człowiek nadal mierzy się z ww. pytaniem retorycznym. Jednak nauka prężnie prąca do przodu, jest już doprawdy bliska wykroczeniu poza ramy retoryczności ― dziejący się realnie, już teraz, postęp nauki może pytanie o sens oraz granice człowieczeństwa urealnić. Prace człowieka nad “powołaniem do życia” SI zmuszają ten najbardziej ponadczasowy dział filozofii, jakim jest etyka, do wzbicia się na wyższy szczebel analiz, bo stan faktyczny (realny poziom technologii) zawiesza poglądową poprzeczkę coraz wyżej. W zderzeniu z SI, która celująco zda test Turinga, efekt Elizy malowniczo zwiększy swój zasięg, co jednocześnie ustawi relację stwórca-istota stworzona ― dotychczas wyłącznie “duchową”, mistyczną relację ― w świeżym, namacalnym, ziemskim, praktycznym kontekście. SI, która test Turinga zdaje na szóstkę, jeszcze nie została skonstruowana, ale jej skonstruowanie już dzisiaj staje się w tej etycznej analizie tożsame z “powołaniem do życia istoty na swój obraz i podobieństwo”. Skojarzenia budzące się pod wpływem fantastycznego filmu Ex Machina, skojarzenia pracy naukowca z zabawą w “pana boga”, są toteż jak najbardziej zasadne. Pytając o to, czym jest, a czym nie jest człowieczeństwo, jednocześnie pytamy o to, czym jest, a czym nie jest bóg…

Zadawanie tego rodzaju pytań obecne było od dawna nie tylko w podaniach mitycznych, religijnych i filozoficznych, ale także w sztuce, np.: w literaturze. Pierwszym najsłynniejszym dziełem literackim, które prostolinijnie, wprost zadaje pytanie o definicję człowieczeństwa i boskości, jest “Frankenstein” Mary Shelley. Poniekąd również “Tarantula” Thierry’go Jonqueta, książka oryginalnie i intrygująco zaadaptowana przez Almodόvara w filmie pt.: “Skóra, w której żyję”, zadaje to samo pytanie ― jednak ten drugi przykład wspominam tylko delikatnie, stanowczo sugerując jego odcięcie od dalszej części artykułu jako zbyt metaforyczny w świetle omawianego tematu. W pierwszej książce wybitny naukowiec, uwiedziony potęgą swojej wiedzy i możliwości w niej drzemiących, tworzy istotę ludzką zgodnie z prywatną wizją jej zachowań ― zdaje się, że jako stworzyciel powinien posiadać pełnię wiedzy nad swoim stworzeniem, jako że stworzenie to jest dziełem powstałym z jego rąk i ściśle według jego projektu. Lecz okazuje się, iż stworzenie zachowuje wolną wolę, która nadaje mu unikalne, niepowtarzalne znaczenie. W efekcie wolnej woli istota stworzona umyka pełnemu poznaniu swojej indywidualnej natury przez stwórcę, jest nieprzewidywalna i niedefiniowalna do końca. Wybitny naukowiec, pragnący dokonać przełomu dla dobra ludzkości (sen o lataniu ― próba skonstruowania “balonu”, który poleci tak wysoko, daleko, gdzie ludzkości jeszcze nie było), popada w samozatracenie i z wybitnego staje się szalonym. Poniesiony na skrzydłach swoich pragnień (sen o lataniu), zapomina czy ignoruje, że człowiek nie może latać, że skrzydła, z których korzysta, to próżne, ikarowe skrzydła ― i jak Ikar, nie usłuchawszy przestróg, tenże naukowiec wzlatuje za blisko słońca, wówczas wosk się topi, pióra opadają, i szalony naukowiec, który zapragnął być “doskonałym architektem”, roztrzaskuje się o ziemię. Wszystkie podania ocierające się o tenże ikarowy wątek ― religijne, mityczne, filozoficzne, artystyczne ― postulują, że każda próba podejmująca pełny akt stworzenia, musi ponieść klęskę; że każda próba doświadczenia na własnej skórze sprawczości iście boskiej, spotka się z osobliwą przegraną: w ten sposób “runęła wieża Babel”. Ale rzeczywisty postęp technologiczny nie cofnie się ze swej naturalnej ― tak, naturalnej, bo postęp ten wpisany jest w naturę samego człowieka! ― ścieżki, nie uchyli się przed widmem owych pierwiastków mistycznych; dlaczego miałby? Jak powiedział Nathan (będzie to częściowa parafraza wypowiedzi bohatera Ex Machiny ― przyp.: J.K.): ― Nie stworzyłbyś czegoś (Avy), gdybyś mógł? Przecież powstanie tego czegoś, jest nieuchronne, stanowi bowiem następny krok ewolucji. Jeśli można coś zrobić, należy to zrobić ― celem nauki jest przecierać nowe szlaki, a więc zrozumiałym zdaje się konieczność odrzucenia lęku, obawy przed do końca nieprzewidzianym rezultatem naukowych eksperymentów, bowiem logiczność działania wybitnego naukowca pretenduje go do zauważania niezauważalnego, do podążania za celem, do doświadczenia bezwzględnego, bo tylko takie doświadczenie doprowadzić może do ostatecznych, niepodważalnych, kompletnych odpowiedzi…

Ex-Machina-człowieczeństwo-a-SI-2

Istnieje wiele dzieł sztuki czy różnego rodzaju opracowań, które pięknie, sugestywnie ― nakreślają pytania o granice człowieczeństwa. Ale właściwie nie spotkałam ani jednego dzieła, które podjęłoby próbę jednoznacznego zdefiniowania miana, jakim jest “człowieczeństwo”. Ex Machina, jak szereg wcześniejszych dzieł, z rzeczonym “Frankensteinem” na czele, w oszczędny, choć arcyładny, sposób maluje tę samą charakterystyczną przestrogę, rysuje bowiem ujmujące niedopowiedzenia, flirtuje z umysłem i wyobraźnią widza, a summa summarum pozostawia widza z jego osobniczymi interpretacjami, nie dając mu niczego więcej, niczego, czego nie uświadczyłby w innych podobnych przedstawieniach. Ex Machina, identycznie do wszystkich analogicznych wcześniejszych dzieł, zadaje zatem pytania o granice człowieczeństwa, ale nie tłumaczy doszczętnie samego znaczenia człowieczeństwa. Ale, Ex Machina podsuwa zacne tropy myślowe:

czym różni się człowiek od maszyny? Naukowiec o imieniu Mary, spędza życie w zamkniętym czarno-białym pokoju. Mary poświęciła życie na zgłębianie wiedzy o kolorach ― wie o nich wszystko. Pewnego dnia opuszcza pokój i na własne oczy ogląda błękitne niebo. Maszyna, to Mary w zamkniętym pokoju ― człowiekiem staje się, gdy go opuszcza. Ta śliczna króciutka przypowieść umieszczona w Ex Machinie, to cenny trop myślowy ― haczyk, chwytający za oś naszego umysłu, słuszny bodziec do zastanowienia. Ale ta przypowieść nie wyczerpuje tematu! Ona wskazuje ― znów: jak szereg innych dotychczasowych dzieł i opracowań ― wyłącznie granice człowieczeństwa, ale nie wyjaśnia niczego, co w środku tychże granic; nie dotyka esencji człowieczeństwa! A to właśnie to niepoznane do tej pory jądro miana “człowieczeństwo” jest najbardziej frapujące!

Czym różni się człowiek od maszyny? Ja odpowiem w ten sposób:

sensem maszyny jest bezbłędność. Sensem człowieczeństwa jest omylność ― zdolność do popełniania błędów. Zdaje się, że film Ex Machina również potwierdza moją tezę ― sugerują to sceny opierające się o analizę obrazu Pollocka. Żadnego z jego malunków, dzieł sztuki, nie wykonałaby maszyna, były zresztą podejmowane takie próby, ale żadna z nich nie wyszła dodatnio. Dlaczego? Bo właśnie zdolność do popełniania błędów czyni dzieło niepowtarzalnym, a więc doskonałym. Doskonałość, to nie perfekcjonizm ― doskonałość to niepowtarzalność! Żeby byt mógł być niepowtarzalny, do tego bytu muszą zostać dopuszczone pierwiastki chaosu. Najpiękniejsze fraktale (byty niepowtarzalne) tworzą się w układach chaotycznych: malunki mrozu na szybie, płatki śniegu, błyskawice… Właśnie dlatego dzieła sztuki mogą być zapamiętywalne: odczucia w odbiorcy wzbudza nie bezbłędność (perfekcyjność wykonania), tylko niepowtarzalność danego dzieła. Właśnie dlatego żadna maszyna nie powtórzyła (nie skopiowała) geniuszu Pollocka ― jego malowidła, to coś znacznie głębszego czy szerszego od “zwykłych mazańców”, a więc do ich powstania doprowadzić musiała “ludzka świadomość”, lecz jednocześnie świadomość ta nie była wystarczająca, potrzebne było jeszcze dopuszczenie do siebie owej omylności, czy, jeśli wolicie: intuicji, pierwiastków chaosu…

Ex-Machina-człowieczeństwo-a-SI 3

Znamy więc decydującą różnicę pomiędzy maszyną a człowiekiem: maszyna jest bezbłędna, człowiek ― przeciwnie do maszyny. Ale z chwilą skonstruowania SI, która celująco zda test Turinga, to spostrzeżenie nie będzie wystarczające!

Jeśli sztuczna inteligencja będzie w stanie imitować człowieka w sposób nie pozwalający zdemaskować się człowiekowi ― na jakiej podstawie zamierzamy dalej definiować ją jako maszynę? Tym właśnie pytaniem zwieńcza się cały film Ex Machina. Jako widzowie, jako podglądacze tego spektaklu z doskonale uczłowieczonym robotem w roli głównej, pozostajemy świadomi, że możemy odróżnić maszynę od człowieka na podstawie jej uczynków, i do analizy jej uczynków służy swoiste terrarium dla szczura: dom i jednocześnie laboratorium Nathana. Jednak z chwilą gdy maszyna opuszcza to terrarium, a więc z chwilą gdy wydobywa się poza granice eksperymentu/doświadczenia naukowego, wtedy wtapia się w tłum ― ludzi. I staje się nieodróżnialna…

Ponieważ nadal jest li maszyną, jest w mocy kopiować zachowania ludzi. Jest bowiem bezbłędna. Komputer nie męczy się, wykonując obliczenia ― oblicza tyle razy, ile wymaga od niego konieczność determinująca uzyskanie finalnego, skutecznego wyniku. Jeżeli SI dla bieglejszego wtopienia się w ludzki tłum za konieczne “uzna” skopiowanie “błędnego”, czytaj: po ludzku niepowtarzalnego, bo nieperfekcyjnego, zachowania, po dokonaniu stosownej ilości obliczeń, uzyska “satysfakcjonujący” wynik. I stanie się doskonale nieodróżnialna od człowieka…

Ex-Machina-człowieczeństwo-a-SI 4

… co prowadzi mnie do intrygującego wniosku:

pełną definicję człowieczeństwa wyznaczają ramy jego doczesności. Jesteśmy ludźmi, bo egzystujemy w nałożonym na nas “z góry” swoistym “terrarium”. Gdybyśmy mogli uchylić nieprzekraczalnej kurtyny (gdybyśmy mogli wydostać się poza obszar terrarium), bylibyśmy bogiem ― demiurgiem. Lecz skąd pewność, że nim nie jesteśmy?…

… z chwilą gdy “powołamy do życia” prawdziwą SI, ta pewność zostanie zakłócona. I nie uważam, że spotka nas ― ludzkość ― za to kara. Uważam, że człowieczeństwo już zostało przez nas zdefiniowane. Nadchodzi czas na próbę zdefiniowania boskości.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *