Gdzie się podziały historie?

Gdzie się podziały historie

Świat. Duży. Hałaśliwy. Tak pełny, że aż pusty. Dookoła jest tyle reklam, że nie sposób je zauważać. Mózgi odcedzają nadmiar bodźców, na sitku zostają tylko te kolory i dźwięki, które są niezbędne do życia. To nie są kolory wyszukane, to nie są dźwięki wymowne. Karminy się tym, co niezbędne, nie odżywiamy się tym, co wyrafinowane.

Prostota jest cnotą, kiedy człowiek nie wybiera jej dla kaprysu. Minimalizm, to wyraz pokory zasługującej na szacunek, gdy nie jest skrajny. Proste rozwiązania są najlepsze? Oczywiście, że tak – jeśli rezultat naszego działania będzie kiełkiem wyrosłym ze świadomie podjętej, uciążliwej, skomplikowanej drogi poszukiwania, i dopiero po  przejściu jej odcinka, nieśmiało podejmie on szczerą próbę wyewoluowania do postaci minimalistycznej… Jeśli proste rozwiązanie jest efektem odrzucenia ciężkiej pracy w imię pójścia na skróty dla własnej wygody, wtedy nie będzie to minimalizm, lecz echo głównie naszej osobniczej histerii i strachu, a tylko czasem – lenistwa.

Nasz świat jest tak pełny, że aż pusty. Nasz świat jest tak pełny szumów, trzasków, odcieni, kształtów… tak pełny bodźców, że czujemy się zmuszeni większość z nich cedzić i odrzucać, zachowując dla siebie i swego komfortu życiowego tylko aspekty wręcz elementarne. Atawizmy, archetypy i instynkty nie są cnotą wyrażającą się w pokorze, która wynika z prostoty i minimalizmu. W atawizmach nie ma nic wartościowego, choć bywają piękne i wzruszające z racji swej czystości przekazu, z racji swej pierwotności. Tu rodzi się jednakże wątpliwość: dlaczego w XXI wieku człowiek koniecznie miałby odrzucać aspekty rzeczywistości skomplikowane, na konto zaspokajania samych podstawowych potrzeb – jeść, kochać się, zdrowy sen etc. ? Dlaczego? Czymże cywilizacja z rozlicznymi dobrodziejstwami, którą sami zbudowaliśmy, zasłużyła sobie na nagminne wyrzekanie się jej? Już jesteśmy czy chcemy być – wyłącznie samym materiałem recyklingowym, chcemy odczuwać wstręt wobec wszystkich udogodnień technologicznych, bo one jedynie szkodzą, śmiecą, a ratunkiem może być tylko i wyłącznie uroczy i pozbawiony głębszych refleksji powrót do źródeł? Do jakich źródeł? Do czego?… Kim jesteśmy dzisiaj, dokładnie w tej chwili, każdy z nas z osobna i wszyscy razem, by oceniać pierwotne źródła, jakich już nie ma, więc nikt nie jest w stanie do nich dotrzeć…

000171 I

Te pomysły już były i – kiedy były – miały się dobrze! Jeden pan zamknął się w beczce. Drugi otworzył teatrzyk cieni w jaskini. Trzeci był nieuleczalnym nihilistą, który swoje arcy dogłębne postulaty oraz formuły filozoficzne spisywał „po pijaku”. Czwarty realizował na piśmie formy abstrakcyjne, starannie ważąc i dobierając słowa, pozostawił po sobie teksty ważne i wielkie, a także zrównoważone świadomością obranych idei, lecz realizacja tych form przez tego pana przebiegała w amoku emocji, którą pan przerywał z pełną samoświadomością swych „źródłowych” potrzeb, a więc opuszczał swój gabinet – aby szybko i dokładnie zerżnąć żonę, po czym natychmiast powracał do pisania… Co naprawdę wiemy o tak zwanych źródłach i głębokich procesach myślowych?! I jakim prawem – obserwując wyłącznie dzisiejszość! – śmiemy oceniać cudze dorobki artystyczne, osiągnięcia czy porażki nauki? Co my wiemy? Gdzie jest wiedza? Czym jest źródło?

Nie ma! Co wiadomo? Nic nie wiadomo. Tymczasem z jakąż łatwością i infantylnym optymizmem skreślamy jednym chirurgicznym gestem całe dorobki myśli ludzkiej i fizyczne jej owoce, zbudowane piramidy fabryk, bo przecież smrodzą, bo wycinamy lasy, bo chcemy więcej asfaltów i autostrad, i tak wielce żal nam eko-świata, o którym nie mamy bladego pojęcia, ponieważ codziennie odpalamy silnik starej poczciwej „meganki”, bezrefleksyjnie smrodząc spalinami w cztery strony świata, a nawet jeśli ukochaliśmy sobie rower miejski, to podróżujemy na nim nie poprzez łąki i lasy, a poprzez asfalty, bo tak wygląda nasza codzienność, nasza realna droga do pracy.

Jeśli chcemy krytykować przeszłość, z której żałujemy najmocniej „ciemnego średniowiecza” i wspaniałomyślnie idealizujemy różne „źródła”, to najpierw liźnijmy parę rozdziałów historii – poczytajmy o świecie, który był, o ludziach, którzy go tworzyli… Ale przecież niewielu odczuwa potrzebę dotarcia do jakichkolwiek korzeni, wolimy dłubać sprytnymi paluszkami w samych bujnych koronach drzew, a korzenie, ukryte głęboko w ziemi, cóż mogą nas obchodzić…

Nie czytamy historii, nie interesują nas epickie opowieści o życiu i świecie, bo wszak są to jedynie twory i widziadła istnych szaleńców. Tak: szaleńców, którzy przejawiali identyczne potrzeby do dzisiejszych, to znaczy – tak samo jak ja czy ty, chcieli się pieprzyć, zeżreć od czasu do czasu coś pysznego i niezdrowego, by naładować wewnętrzny akumulator i szczęśliwie wrócić do swojej roboty. Tak, to szaleństwo: powiedzieć dzisiaj, że zaspokojenie instynktu to zawsze błahostka, i że wielkie dzieła powstają w aurze szlachetności i duchowej próżni, bo takie są źródła prawdziwej wielkości…

Tak, to jest właśnie szaleństwo, dokładnie na tym ono polega. Że nie umiem i nie wiem, ale mam tupet dokonywać podniosłych wyborów – z progu głupiej, otumanionej nadmiarem bodźców, i ograniczonej intuicji. Że nie jestem kreatywny i nie potrafię nic stworzyć, więc obrażam wszystkich, którzy realnie zajmują się kreatywnością i twórczością – różną, dowolną, wieloraką – by udowodnić im, że nimi gardzę. A kiedy nimi nie gardzę, tylko ich podziwiam, to w swej naiwnej percepcji ich działań – koniecznie dopisuję im „boskich” pierwiastków, bo przecież nie potrafię sobie wyobrazić, że najwznioślejsze i najambitniejsze dzieło sztuki nie rodzi się z ascezy i cierpienia, które uszlachetnia – bo jakże by inaczej, a rodzi się z żartu albo iluminacji, dokładnie między ostatnim kęsem zwykłej kanapki na śniadanie a zrobieniem kupy.

Gdzie się podziały historie 2

Szaleństwo polega na tym, że każdy wczuwa się w rzeczywistość po swojemu – i każdy ma do tego prawo, ale jednak nie wszyscy mamy rację. Bo nic nie wiadomo – bo nie ma żadnej prawdy, lub inaczej: prawd jest wiele. Prawdy są umową, efektem międzyludzkiego dialogu. Gdy nie ma dialogu, nie ma prawdy. Ani mniejszej, ani większej. Żadnej.

Jednakże kolejność odkryć i dorobków i osiągnięć człowieka i ludzkości – jest zawsze jedna i ta sama: najpierw jeden szaleniec maluje na płótnie niezrozumiałe dla większości bohomazy, żyje i umiera w biedzie albo co najwyżej skromnie. A po stu latach owe „bohomazy” przedziwnym cudem trafiają wszędzie: na sukienki, na tapety, na filiżanki i talerzyki… i kupują i noszą je prawie wszyscy. Przykładów tego zjawiska jest więcej niż jedno zatrzęsienie. To właśnie stało się z Klimtem. Poszukajcie o nim informacji, zbadajcie zjawisko, dotrzyjcie do „prawdziwej prawdy”. A potem rozejrzyjcie się wokół siebie: ta dziewczyna nalewająca kawę w tej średniej jakości kawiarni, tylko udaje kelnerkę; ten chłopak, co przesuwa pudła w magazynie – tylko udaje pracownika fizycznego. Bo każde życie – chce trwać, chce się bronić. Nasz świat pełen jest „klimtów”. Zauważcie ich istnienie, które i tak zostanie zauważone – kiedyś, w dalekiej perspektywie i przyszłości, kiedy będzie stanowczo za późno… Może zróbcie to więc teraz, zamiast potem? Właśnie w tej chwili, już, zanim świat zmieli do cna swoje dobro wyłącznie dlatego, że nikt nie chce go zauważyć, bo przecież do życia wystarcza prastare źródło, prostota, i szlachetna prana za cały pokarm… tymczasem wszyscy raczej chcemy jednak jeść i żyć.

 

Bezwstydnie

Justyna Karolak

 

W artykule wykorzystano prace Gustava Klimta; poniższa nota biograficzna powtórzona za Wikipedią:
Gustav Klimt (ur. 14 lipca 1862 roku w Baumgarten, dziś w Penzing, 14 dzielnicy Wiednia, zm. 6 lutego 1918 w Wiedniu) – austriackimalarz i grafik, symbolista. Jeden z najwybitniejszych przedstawicieli secesji, przywódca wiedeńskiego modernizmu.Ojciec malarza był złotnikiem-grawerem, a jego bracia Ernst i Georg byli także artystami: Ernst malarzem dekoracji, Georg cyzelatorem.Otrzymał wykształcenie typowo akademickie, pierwsze zaś doświadczenie zawodowe zdobył wykonując różne prace dekoracyjne. To doświadczenie wraz ze specyficznym klimatem artystycznym rozwijającym się na przełomie wieków w Wiedniu odnalazło wyraz w dojrzałej twórczości artysty. Klimt stał się głównym inicjatorem dokonujących się przemian artystycznych, kiedy to w 1897 oficjalnie odrzucił kanony akademickie i wspólnie z innymi artystami założył Stowarzyszenie Artystów Austriackich – Secesję, z którą był związany do 1905.Celem Klimta było stworzenie dzieła totalnego, absolutnego, tzn. wolnego od wszelkich konwencji, ograniczeń narzuconych przez akademickie koncepcje. Obrazy artysty są wyrazem nieograniczonej swobody twórczej, w pełni wyrażają bujność i złożoność epoki, w której dane było mu tworzyć. Klimtowi udało się stworzyć dzieło na miarę swojej epoki, które stało się inspiracją dla wielu nowoczesnych artystów.Portret Adeli Bloch-Bauer I, zwany „Złotą Adelą” został sprzedany w 2006 roku, spadkobiercy imperium kosmetycznego Ronaldowi S. Lauderowi za 135 mln USD – była to wówczas najwyższa kwota jaką uzyskano za obraz. Przy wykonaniu obrazu artysta zastosował złoto i srebro w płatkach.
B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Kiedyś na plaży pośród piasku leżały bursztyny. Lecz człowiek wyzbierał je wszystkie. Ciekawe czemu nie potrafimy zrobić tego samego z sobą?

    • justynakarolak

      Może dlatego, że bursztyn jest namacalny, fizyczny, bezpośredni. A ludzkie marzenia, pragnienia i oczekiwania? Człowiek jeszcze nie pojął, albo zapomniał, że „rzeczy niefizyczne” też mają swój realny „ciężar, masę i gęstość”. Przywykliśmy uznawać za realne tylko to, co widzialne… może właśnie dlatego?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *