Główne kierunki strategicznego rozwoju Polski

O potędze państw

W porównywaniu się, czyli potęgometrii państw liczy się długi okres porównywania, a więc fundamentem jest gospodarka i technika wojskowa, czyli zdolność – możliwość produkowania i zaopatrywania. To dlatego Niemcy są wielokrotnie potężniejsze od Polski, nawet jeśli mają porównywalną armię i dużo mniej czołgów (Niemcy mają teraz bardzo słabą armię, bo oszczędzają na niej – zamiast tego mają nadwyżkę budżetową). Mają nowocześniejszy sprzęt, a także wszystkie możliwości do produkowania go w masowych ilościach.

Gdyby przestawiono gospodarkę niemiecką na produkcję zbrojeniową, w dwa, trzy lata niemiecka zdolność do zaopatrywania walczących żołnierzy szybko przeważyłaby szalę w ewentualnym konflikcie polsko-niemieckim. Niemiecka armia musi być tylko na tyle potężna, aby powstrzymać nas w pierwszym rzucie, to samo dotyczy ewentualnego ataku Francji czy Wielkiej Brytanii.

Z kolei w okresie krótkim, czyli w bezpośredniej polityce zagranicznej zdolność do produkowania i zaopatrywania nie ma żadnego znaczenia. Nikogo nie interesuje, co dany kraj może mieć za dwa-trzy lata. Liczy się, co ma teraz.

Jednak samo podliczenie wielkości armii w okresie krótkim dawało w przeszłości dwa błędy systemowe. W XXI wieku daje aż trzy.

Po pierwsze, w XXI wieku nieważne, ile mamy sprzętu, ważne, ile jest go „na chodzie”, czyli jakie ilości możemy użyć po szybkiej i niespecjalistycznej naprawie i jakie ilości w ogóle wiemy jak naprawić. Istotne są zdolności do serwisowania, specjalistycznej obsługi sprzętu. Ważne, czy mamy kody do systemów naprowadzania rakiet, czy amunicja produkowana jest przez krajowe podmioty. To dlatego Ukraina tylko na papierze jest potęgą – faktycznie większość składowanego sprzętu jest zbyt stara i niesprawna, aby mogła być traktowana poważnie. To dlatego Polska ma poważne problemy logistyczne, bo po pierwszym miesiącu wojny zaczęłoby nam brakować amunicji.

Po drugie, nieważne, ile mamy sprawnego sprzętu, ważne, ile tego sprzętu możemy dostarczyć na front. To dlatego strona atakująca zawsze będzie miała pod górkę – choćby przez anachroniczne oddziały partyzanckie będące w stanie po kryjomu wysadzić mosty. Logistyka prowadzona pod ostrzałem determinuje faktyczną obecność na danym terenie, bo każdy musi wpierw dostarczyć na te wysunięte pozycje swoje oddziały. Nie chodzi więc o faktycznie ilości wojska, tylko o wojsko, które może być dostarczone w dane miejsce i zaopatrzone właśnie tam. To dlatego Ameryka, choć potężna, ma poważne wątpliwości, czy jest w stanie pokonać Niemcy, bo nieważne, ile ma się czołgów, tylko ile z nich zdoła przepłynąć Atlantyk wraz z benzyną i innym zaopatrzeniem. To dlatego Niemcy nie boją się Rosji, bo w przypadku ewentualnego ataku tylko niewielka część rosyjskich sił przejdzie przez kraje buforowe, w tym głównie Polskę. Tylko z tym odsetkiem sił muszą się liczyć. Z tego również powodu możemy mówić co nam się podoba na temat Chin, bo ich armia dotrze do naszych granic w tak niewielkiej liczbie, że nasze zdolności obronne będą wystarczające, aby odeprzeć ten hipotetyczny atak.

Po trzecie i najważniejsze – liczy się duch bojowy armii. Jest to punkt całkowicie pomijany, a jakże istotny. Szacunek dla armii. Jeśli nasz dryl nie przypomina armii USA – całkowicie zawodowej, tylko krzyczenie brzydkich wyrazów pozbawione całkowicie treningów z ostrą amunicją w terenie, to jest tutaj wiele do łatwej i bardzo taniej naprawy. Żołnierz prawidłowo wyszkolony jest warty 100 rekrutów w pierwszych tygodniach wojny, bo zawodowiec automatycznie wykonuje pewne czynności. Żołnierz pozbawiony wyszkolenia, który tylko umie słać łóżko i biegać – jest bezużyteczny. Dopiero po pewnym czasie w walce nauczy się podstaw, a z powodu śmierci kolegów stopniowo zapomni o moralności i zacznie strzelać, by zabić…

O interesach państw

W ciągu jednego szczególnego roku – 2014, świat obiegła wiadomość, że z letargu zaczyna budzić się nowy pretendent do światowego hegemona. Jak przepowiedział Napoleon – „świat zadrży, gdy obudzą się Chiny”. To najważniejsza informacja od 1989 roku na świecie. Było to niemałe zaskoczenie, bo wcześniej Chińczycy bardzo skrzętnie ukrywali swój wzrost na arenie gospodarczej oraz naukowo technicznej, czyli w kluczowych fundamentach potęgi państw.

Interesy Chin są oczywiste. Chcą oni przejąć rolę najważniejszego państwa świata od Amerykanów, wysysając najinteligentniejszych ludzi i najbardziej innowacyjne firmy. Muszą to zrobić, zanim dojdzie do załamania gospodarczego w Państwie Środka, spowodowanego starzeniem się społeczeństwa, zdegenerowanego polityką jednego dziecka. Problem ten, starzejącego się społeczeństwa, szczególnie dotyczy również Polski oraz pozostałych państw Europy  Środkowej i Wschodniej.

Interesy Chin nadal przełamać mogą działania blokujące Amerykanów, bo mają oni potężniejszą flotę, co oznacza, że nie muszą zajmować Chin, wystarczy, że zatopią światowy handel. Blokada morska Chin, która odetnie ich potężną gospodarkę od energii z Bliskiego Wschodu (ropy) i surowców z Afryki (w tym zasobów ludzkich) oraz europejskich rynków zbytu, pokrąży ten kraj w chaosie oraz wojnie domowej.

Spośród powyższych trzech elementów europejskie rynki zbytu są najbardziej kluczowe. Chodzi bowiem o połączenie potencjałów intelektualnych Chin i Europy. Energia i pierwiastki są dużo mniej ważne w dłuższej perspektywie. Dla zdobycia na świecie dominującej pozycji Chiny myślą o najbliższych 50 do 100 lat. W takim horyzoncie czasowym zbudują reaktory torowe i przestawią gospodarkę z węgla i ropy na prąd. Z kolei w Europie, ze względu na degrengoladę kulturową, zapaść demograficzną oraz pokłady kolonialnego bogactwa oraz dorobku setek lat kultury i intelektu – zacznie się rabunek na masową skalę. Europa to dla świata najbardziej łakomy kąsek. Najbardziej wzbogaca się ten, który z niej najmocniej wysysa, a w ostatnim stuleciu robią to Stany Zjednoczone i nie zamierzają przestać tego robić, odstępując żywiciela na rzecz Chin.

Groźba blokady morskiej jest dla Chin całkiem realna, co wywołało powrót do idei lądowego Jedwabnego Szlaku. Chiny chcą połączyć się dużo mniej wydajnymi kolejami i autostradami z Europą, co przybrało nazwę koncepcji Pasa i Szlaku i jest traktowane jako plan B. Na jego drodze stoi Turcja, Rosja, Ukraina, Rumunia i Polska (w kolejności obecnego znaczenia) – bez tych państw niczego się nie da zrobić. Reszta pośredników po prostu nie istnieje. Niemcy i Francja są portem docelowym, a na drodze do pan-azjatyckiego bogactwa stoimy między innymi my, Polacy.

Co leży w interesie Polski?

W aspekcie politycznym w interesie Polski leży sparaliżowanie integracji europejskiej i opóźnianie brexitu, bo Wielka Brytania równoważy wpływy kontynentalne. Bez Wielkiej Brytanii dalsza integracja Europy oznacza rządy Niemiec i Unię Europejską jako czwartą Rzeszę. Niemcy planowały całkowitą eksterminację narodu polskiego, jak tylko skończą z Żydami. Naród Polski miał przestać istnieć do początku lat 70. XX wieku, a jeszcze żyją synowie i córki tych, którzy mieli takie plany. Nie po to ginęli nasi przodkowie, żebyśmy teraz poddali się bez walki, uznali tych synów i córki za naszych panów.

W aspekcie wojskowym w interesie Polski krótkoterminowo leży opóźnianie inwestycji Pasa i Szlaku za pieniądze Amerykanów oraz długoterminowe budowanie możliwości blokowania przepływu między Europą i Chinami. Jeśli chcemy nie zostać zdominowani przez interesy przebiegające pomiędzy biegunami (Niemcy i Chiny), z głównym pośrednikiem w postaci bogacącej się Rosji, musimy mieć możliwość postawienia szlabanu, tak jak teraz mamy możliwość zakręcenia kurka. Czyli robić z Jedwabnym Szlakiem to, co teraz robimy z gazem przy współpracy z Ukrainą.

Pozycja tej ostatniej znacznie osłabnie wraz z zakończeniem się budowy Nord-Stream II, bo wtedy zaopatrywanie w gaz Europy Zachodniej będzie możliwe za pośrednictwem połączonej przepustowości obu rur ciągnących się po dnie Bałtyku. W tym gazowym aspekcie naszym pierwszym i podstawowym celem stojącym przed polską armią (dużo ważniejszym niż zdolność do obrony terytorium) powinna być możliwość szybkiego zaminowania i wysadzenia w wielu miejscach gazociągu Nord-Stream I i II (tak żeby nie nadawał się on do szybkiej naprawy). Nasza współpraca ze Szwecją, przy jej ogromnych zdolnościach budowy okrętów podwodnych, musi być jak najszybciej pogłębiona (interesy Szwecji są zbieżne z naszymi – zablokowany Bałtyk to rosnące znaczenie Szwecji jako pośrednika).

Dzięki groźbie tego rodzaju nie musimy obawiać się ataku Rosji, bo oznaczał on będzie automatycznie kryzys energetyczny w Europie Zachodniej, a na to nie mogą zgodzić się Niemcy. Minować Nord Stream musimy bardzo po cichu już teraz, właśnie w czasie pokoju. Nie mamy pieniędzy na zbudowanie floty do wykonania tego zadania (bo gazociągów będzie broniła połączona marynarka rosyjska i niemiecka) musimy więc mieć małe łodzie patrolowe i drony podwodne minujące – wydzielone nurkujące siły specjalne i wyposażenie specjalistyczne. Bez tego ciągle będzie wisieć nad nami miecz Demoklesa, w postaci obwodu kaliningradzkiego.

Oczywiście Jedwabny Szlak będzie mógł również przebiegać drogą morską przez Morze Czarne i Dunaj, czyli przez Rumunię, ale ze względu na cieśninę Bosfor oznacza to monopol kontroli tego szlaku przez Turków. Dlatego w interesie Chin oraz Europy Zachodniej jest istnienie alternatywnego lądowego połączenia albo przez Polskę albo przez Ukrainę.

Dlatego w aspekcie możliwości blokowania Jedwabnego Szlaku kluczowe będzie to, co wydarzy się na Ukrainie. Bez tego kraju nic się Polsce nie może udać, co oznacza, że dopóki Ukraina istnieje, musimy mieć z nią dużo lepsze stosunki. Jest to nasz najważniejszy sojusznik na świecie. Dużo ważniejszy niż Amerykanie czy Wielka Brytania, Francuzi czy Niemcy. Gdyby nastąpił kompletny rozpad i zajęcie całej Ukrainy przez Rosję, upadek niepodległego państwa polskiego będzie już tylko kwestią czasu. Musimy próbować uratować przynajmniej tyle ukraińskiego terytorium, żeby mieć możliwość blokowania przepływów między Bałtykiem a Morzem Czarnym. Bez tego zwornika nasza pozycja stanie się groteskowa, bo zagrożeni ze wszystkich stron, nie będziemy mogli bogacić się na przepływach przebiegających przez nasze terytorium. W przypadku podniesienia przez nas kosztów tranzytu, szerokie tory Rosjanie przeprowadzą przez Słowację i Czechy.

Oznacza to wprost, że musimy mieć zdolność pomocy Ukrainie w zachowaniu państwowości i przynajmniej zachowaniu terytorialnej łączności z Morzem Czarnym. Gdyby to się nie udało, musimy sami zająć obszar do Morza Czarnego i bronić go przed Rosją.

To jest tak naprawdę jedyna szansa na długoterminowe zachowanie państwowości, bo uczestnictwo w Jedwabnym Szlaku ze statusem kluczowego partnera to być albo nie być gospodarki w Polsce (i vice versa: ile muszą nam zapłacić Amerykanie, żebyśmy blokowali te przepływy w przypadku blokady morskiej US Navy – porównywalne kwoty).

Musimy budować jak najszybciej infrastrukturę pozwalającą na szybkie przerzucenie dużych sił i zaopatrzenia na zachodnią Ukrainę. Jeśli będziemy razem z Ukrainą kontrolować pas ziemi pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym, staniemy się dla Amerykanów najważniejszym sojusznikiem, bo będziemy ich najbardziej kluczową wysuniętą pozycją w walce o globalną dominację z Chinami. Wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikną wszelkie problemy, jakie mamy z ich obecnym najważniejszym sojusznikiem – Izraelem. Amerykanie przestawią zwrotnicę i w każdym sporze wezmą naszą stronę, bo nie będą mieli wyjścia.

Na razie uważają, że jesteśmy za głupi, żeby to zobaczyć i za słabi, żeby to zrealizować, a Ukraina jest jedynie wydmuszką, państwem tymczasowym.

Czy państwa tworzące kiedyś Rzeczpospolitą stać na to, żeby odbudować Kamieniec Podolski?

Warszawa nie ma znaczenia, tylko walcząc o Lwów – tak naprawdę walczymy o Polskę.

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (6)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Jeżeli Amerykanie nie złamią obecnych tendencji, czyli nie zrównają z ziemią systemu globalnej gospodarki, gdzie większość produkcji Europy realizowane jest w Chinach, to w “2030 roku 16% handlu będzie pomiędzy państwami azjatyckimi, 9% będzie pomiędzy państwami europejskimi, a tylko 3% pomiędzy Europą i USA” – wpływ USA na Europę stanie się marginalny. Ta tendencja do 2050 roku spowoduje, że “27% będzie pomiędzy państwami ajzatyckimi, 8% pomiędzy państwami europejskimi, a pomiędzy Europą i USA 1%” – koniec świata północnego Atlantyku. Największa zmiana od 500 lat.

    (źródło cytatów dr Jacek Bartosiak)

Pozostaw odpowiedź Zibikendo Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.