„Golgota Picnic” kontra akcjoniści wiedeńscy

Golgota Picnic kontra akcjoniści wiedeńscy

Wokół spektaklu Golgota Picnic toczy się mnóstwo kontrowersji. Zamiast przybrać dla postaw krytycznych formę kulturalną i zadać ciekawe pytanie o to, gdzie powinny przebiegać granice w sztuce, część społeczeństwa wymachuje krzyżami i wrzeszczy. I co z tego rozemocjonowanego w niezdrowy sposób wrzeszczenia wynika?

A, przede wszystkim wynika to, że żeby nie polscy katole, prawie nikt w Polsce nie mówiłby o spektaklu Golgota Picnic. Ci, którzy protestują przeciw jego wystawieniu, w rzeczywistości napędzają mu więcej widzów i ciekawskich. Również tych, którzy na co dzień nie chadzają do teatru i nie mają pojęcia, co się w teatrze wystawia. Teraz natomiast pójdą do teatru na złość protestującym, w mniejszej tylko części z przypadkowo rozbudzonej protestami ciekawości własnej. Potwierdza się nie od dziś znana prawda: zła recenzja, to dobra recenzja, a „dobry trup ożywi każdą gazetę”. Współczesny młody Polak nie lubi wszak babć w moherowych beretach, które pohukują na niego gorzkim tonem bez mała z ambony, straszą złą bozią i mówią mu, co ma myśleć, dlatego też czym prędzej pobiegnie zapoznać się ze sztuką, której mu zabroniono, choćby biegł na przekór sobie i swemu gustowi. Każdy z nas chce myśleć sam i żaden katol nie będzie nam cenzurował współczesnej sztuki, do której chcemy mieć przecież swobodny dostęp, bo żyjemy w państwie ponoć demokratycznym. Nie ma się co dziwić, że zwłaszcza młodzi ludzie nie są w stanie pogodzić się z postawami iście okupacyjnymi względem wolności tak sztuki, jak ich wolności osobistej, wolności sumienia, ach – wolności po prostu.

Golgota Picnic kontra akcjoniści wiedeńscy 1

Gdyby zamiast machać mi przed nosem różańcami i krucyfiksami i robić tym samym spektaklowi Golgota Picnic dobry PR, katolicka społeczność zechciała ze mną w sposób kulturalny i merytoryczny podyskutować, niewykluczone, żebyśmy wspólnie doszli do interesujących wniosków. Zapewne nie do konsensusu, ale może ktokolwiek z tych histerycznie zapyziałych kościelnych szaleńców przynajmniej zastanowiłby się przez sekund pięć nad obrzydlistwem swojego zachowania, a nie nad domniemanym obrzydlistwem orzygiwanego przez się spektaklu. Domniemanym, bo nie da się powiedzieć nic wymiernego o dziele, którego się nie widziało, które bojkotuje się – ot, tak: dla zasady.

Gdyby więc możliwa była pomiędzy różnym typem widza spektaklu takiego jak Golgota Picnic normalna, uczciwa oraz – powtórzę – kulturalna dyskusja, zapytałabym, czy sztuka (artyzm) może być ograniczana jakimikolwiek granicami? A jeśli tak, to którędy winny one przebiegać?

Golgota Picnic kontra akcjoniści wiedeńscy 2

To są fascynujące pytania, ale w atmosferze plujących żółcią, zakutych, katolicków łbów, bardzo trudno je rozważać.

Pierwszym artystą, który zadał pytanie o granice w sztuce, był Duchamp, który stworzył bardzo ważne i słynne dzieło – „Fontanna”. Żeby podejmować współczesną dyskusję o granicach w sztuce, trzeba być świadomym znaczenia tego dzieła. Nie da się dzisiaj rozmawiać na ten temat (granice w sztuce) bez znajomości i zrozumienia tamtego duchampowego punktu w historii sztuki. W tym miejscu artykułu ośmielę się postawić przykry postulat, iż owi katole z lubością pławiący się w swoich zajadłych protestach, mogliby do fontanny Duchampa co najwyżej się wysikać, więc o jakim dialogu pomiędzy nami może być w ogóle mowa?

Po drugie: jeśli Golgota Picnic wzbudza aż takie kontrowersje, ja nie wiem, jak na współczesnym gruncie polskim przyjąć by się miały występy akcjonistów wiedeńskich…

Akcjonizm wiedeński działał w powojennej Austrii w latach bodaj 60. i 70. XX wieku. Ruch ten artystyczny organizował bardzo prowokacyjne happeningi i akcje, za pośrednictwem których buntował się przeciw… katolickiemu stylowi życia. W swoich akcjach artyści wykorzystali wszystkie chyba rodzaje brzydoty i ohydy; nie tyle balansowali oni kontrowersyjnie na granicy dobrego smaku, co poszybowali nad tą granicą daleko, świadomie i bezkompromisowo, nic sobie z niej nie robiąc. Masturbacja, biczowanie, fekalia – to zaledwie kilka „tworzyw”, z jakich formowali oni swój artystyczny przekaz. I taką działalnością artystyczną na dobre zapisali się na kartach historii sztuki.

Golgota Picnic kontra akcjoniści wiedeńscy 3

Dziś, w Polsce, role się wypaczyły i odwróciły, bo to nie artysta ma prawo buntować się, tworzyć rzeczy kontrowersyjne, stawiać metaforyczny opór wobec ciemnej masy społecznej, pobudzając ją do myślenia – to społeczeństwo, z akcentem na ciemną masę społeczną, buntuje się pełną gębą i „pełnoprawnie” przeciw dziełom artystów; to społeczeństwo się obraża i uraża, zasłaniając swoje biedne, zakłamane oblicze swoim wyimaginowanym bogiem.

Inna sprawa, że akcjonizm wiedeński jest bezspornym rozdziałem historii sztuki. O Golgota Picnic za pięć minut nikt nie będzie pamiętał. Katolicy, a w rzeczywistości – katole polscy, ośmieszyli się sami przed sobą i przede mną swoimi żałosnymi występami przed teatrem w Poznaniu. Wszczynać nieomal rewolucję z powodu, który niegodny jest i nieproporcjonalny wobec takiego nakładu sił i emocji? Wstyd. Wstyd. Wstyd.

Golgota Picnic kontra akcjoniści wiedeńscy 4

Doprawdy, festiwal pod tytułem Dialog między Justyną Karolak a polskim katolem w nastroju rewolucyjnym oficjalnie uznaję za zamknięty, bo znakomicie wyczerpany.

Z pokorą,

Justyna Karolak

Obrazy ilustrujące do artykułu są autorstwa Jerzego Dudy Gracza.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *