Hipokryzja mediów i polityka mniejszego zła

Hipokryzja mediów a polityka mniejszego zła

Zastanawiam się nad ludzką naturą i nad jej meandrami w kontekście mediów, polityki i w innych, równie atrakcyjnych kontekstach związanych ze społeczeństwem. Media wyjawiają zestaw swoich mądrości za pomocą słów i sformułowań, na przykład w formie felietonów i artykułów. Kiedy przyglądam się temu, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że znajduję się w ptasim gaju. Radosny świergot ptactwa na poszczególnych piętrach drzewa tworzy niepowtarzalną atmosferę słodkiego galimatiasu. Trochę jak na wycieczce pierwszoklasistów, trochę jak na jarmarku cudów.

Każdy z felietonistów stara się uwieść czytelników swoją formą i tworzy opowieść, głęboko angażując się w wypowiadane przez siebie kwestie. Rozróżniamy tu kilka postaw – mędrca wszechwiedzącego, dobrze poinformowanego liska; tego, który się zna, poinformowanego oraz podejrzliwego ciecia. Postawy te weryfikują pozytywnie Bajkę o polskim piekiełku i nieodmiennie przywodzą na myśl nasze szanowne środowisko polityczne, które bez zmrużenia oka jest w stanie wypowiedzieć każdą dosłownie każdą bzdurę, byle zgodna była z aktualną polityką reprezentowanej przez siebie partii.

Jest mi absolutnie obojętne, czy do moich uwag poczuwają się politycy PiS-u czy PO, albo też politycy lewicy. Standard braku własnego zdania i umiejętność bredzenia, bzdurzenia, bełkotania, byle tylko nie podpaść szefowi swojej partii, obowiązuje wszystkie nasze partie polityczne.

Przy wspólnym stole siedzący politycy, patrząc na czerwoną plamę po barszczu są, w stanie z pełnym przekonaniem dowodzić, że: po pierwsze, plamy w ogóle niema; po drugie, plama jest, ale czarna; po trzecie, plama jest ewidentną winą partii przeciwnej; i po czwarte, że media ustawiły światła pod niewłaściwym kątem.

Pomijając proste przekonanie o swoich racjach, politycy postanowili nie liczyć się z rzeczywistością, a to prowadzi do głębokiego przekonania społeczeństwa o tym, iż kłamią. W następstwie tego, cokolwiek by nie powiedzieli i czegokolwiek by nie dotyczyły ich argumenty, utrwalają oni przekonanie obecne w społecznej świadomości, iż są ludźmi bez kręgosłupa moralnego.

Przekonanie to utrwalają także felietoniści będący na usługach danej partii i toczący w jej imieniu krwawe batalie na słowa. Chociaż media powinny, pisząc swoje komentarze do aktualiów, nie cofać się przed wytykaniem osobom, nawet tym, z którymi sympatyzują, błędów oraz przed pokazywaniem im niekonsekwencji. Powinny nie zakłamywać rzeczywistości i nie prowadzić jej nadinterpretacji z chęci ukrycia błędów „swojego” polityka.

Polityka sama w sobie jest niezwykle trudnym zadaniem, pełnym tworzących się na bieżąco sprzeczności i pełnym ludzkiej nieporadności, a także zwykłej głupoty, nie mówiąc już o prostej i czystej w swych intencjach zawiści i chęci zaszkodzenia przeciwnikowi. Rozwiązania, przed którymi stoi polityk, najczęściej sprowadzają się do różnych wyborów. Wybiera on pomiędzy całym szeregiem rozwiązań podsuwanych mu czasem w dobrych intencjach, czasem wręcz przeciwnie. Niezwykle rzadko polityk ma możliwość realizowania własnych celów,  co do których wartości jest sam osobiście przekonany i których sam jest autorem. Najczęściej jest to konglomerat opinii obcych oraz własnych przekonań, które trzeba na bieżąco weryfikować wraz ze zmieniającą się sytuacja polityczną.

Do decyzji polityka, jakie podejmuje na danym szczeblu, nie tylko liczy się rywalizacja na zewnątrz pomiędzy poszczególnymi partiami, ale także rywalizacja wewnątrz pomiędzy poszczególnymi ambicjami różnych skrzydeł ugrupowania oraz liderów dążących do: albo przejęcia władzy w ugrupowaniu, albo do realizacji własnych postulatów kosztem innych rywali. W takiej atmosferze powstaje kategoria „mniejszego zła”.

Decyzja, jaką podejmuje polityk, ma znaczenie dokładnie na poziomie tej kategorii, gdyż kiedy bierze on pod uwagę wszystkie aspekty swojej decyzji, zawsze wybiera mniejsze zło, ponieważ jego decyzja będzie zawsze przez jakąś cześć jego przeciwników wykorzystywana przeciw niemu, ale także wiąże się z koniecznością niejako skrzywdzenia części własnego środowiska wraz z jego propozycjami i opiniami, które w danym momencie są odrzucane. Pamiętajmy, iż we własnych szeregach potrzeba dla prowadzenia skutecznej polityki przewagi poparcia wśród członków własnego ugrupowania. Kategoria „mniejszego zła” wiąże się niezmiennie z koniecznością rozdysponowywania środków, jakie dostępne są w danym momencie, a to zawsze odbywa się na zasadzie „za krótkiej kołdry”. Poza tym decyzje dotyczące jednego środowiska najczęściej odbywają się kosztem drugiego.

Polityka „mniejszego zła” jednak zawsze demoralizuje, prowadząc do prostej sytuacji, w której już na wstępie akceptuje się rozwiązania, w ramach których jest się pewnym, iż bez względu na wybór, i tak musi się kogoś skrzywdzić. Prowadzi to do sytuacji, w której polityk już na samym wstępie rozgrzesza sam siebie, ponieważ wie, iż czego by nie uczynił i jakiej by nie podjął decyzji, muszą być jakieś ofiary. Zakładając taką prawidłowość, nabiera się z czasem, po pierwsze: przekonania, iż nic się nie da zrobić dla tych, którzy i tak muszą zostać poświęceni; po drugie, że podejmując takie decyzje, staje się niejako poza moralnością ze względu na brak wyboru rozwiązań bez ofiar; i po trzecie, że jedyną formą samoobrony i zadośćuczynienia dla poświęconych jest kłamstwo.

Zaakceptowanie polityki mniejszego zła oraz kłamstwa jako formy obrony i zadośćuczynienia prowadzi w prosty sposób do upadku polityka jako człowieka i zacierania się w nim cech, które pierwotnie czyniły z niego dla nas wartość osoby, której powierzamy naszą przyszłość i bezpieczeństwo. Celem felietonistów powinno być ciągłe przypominanie o tym, iż polityka „mniejszego zła” jest tylko złem, wprawdzie złem, na które musimy się zgadzać, ale złem. Powinniśmy utrzymywać w politykach świadomość problemów, z jakimi walczą i nie pozwalać na zapominanie o tych, których kosztem odbywa dana akcja polityczna.

Nie chodzi o to, żeby walczyć z politykiem, ani o to, aby walczyć przeciw niemu, chodzi o to, aby publicystyka była rodzajem sumienia zastępczego w ciągłej gotowości do przypominania niektórym zachwyconym swoją boskością politykom, iż są tylko ludźmi oraz wskazywania im, czyim kosztem odbywają się święcone właśnie przez nich tryumfy.

Leonard Jaszczuk

 

Do stworzenia ilustracji do artykułu posłużył kadr zdjęciowy z filmu pt. „Dzieci kukurydzy” (1984) w reż. Fritza Kierscha.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *