Hipokryzja na szczęście ma granice

Między hipokryzją a jej starszą, grzeczniejszą i łagodniejszą siostrą, dyplomacją – jest bardzo cienka i krucha granica. Granica ta istnieje w sposób wykreowany. I istnieje wyłącznie po to, aby zupełnie bez wstydu nowoczesny człowiek mógł przeć w kierunku wielu niepasujących do niego masek społecznych, z jakimi w końcu szczęśliwie i nierozerwalnie się zrośnie.

Już sama persona jest maską, którą każdy z nas musi ubierać niczym codzienny uniform, aby móc komunikować się z innymi. Nieubrani w naszą personę, w stworzony specjalnie na potrzeby komunikowania się z tłumem uniform, bylibyśmy kompletnie odwarstwieni od realnej rzeczywistości, tej wspólnej – dostępnej dla wszystkich.  Bylibyśmy niezrozumiali, nieczytelni, niecharakterystyczni.

hipokryzja

Czymś zupełnie innym jest jednak maska taka, jak dyplomacja oraz maska jej młodszej, brzydszej, zadufanej w sobie siostry, czyli hipokryzji.

Nowoczesny świat, w którym dzielnie i dziarsko funkcjonuje nowy typ człowieka, został już efektywnie zasiedlony przez liczne odmiany hipokryzji. Dzięki temu powszechnemu i codziennemu mianu, manifestującemu istnienie każdego z nas w prozie dnia codziennego, możemy dziś żyć, działać, egzystować – radośnie i bezwstydnie.  Nie musimy już poczuwać się do wstydu za to, kim jesteśmy faktycznie – głęboko w środku. Nie musimy wstydzić się za swoją, skrytą w głębi, ciemną stronę – z łatwością spychamy ją w mroczne wody podświadomości i ochoczo brniemy w łatwo dostępną i otwartą wizję życia usprawiedliwionego, w wizję życia szlachetnego, w wizję życia niepodległego pod miarodajną krytykę.

Ta osobliwa postawa bycia nietkniętym przez krytykę i niezawstydzonym wskutek najbardziej nawet wstydliwych poczynań własnych – wstrzyknęliśmy sobie jak zbawienną szczepionkę, dzięki oddziaływaniu owej tkliwej i miłosiernej panny Dyplomacji.

Ten nowoczesny proces tworzenia Nowego Człowieka zapoczątkował się z chwilą, kiedy dyplomacja przestała być walorem dyplomatów, a stała normalną funkcjonalnością każdego przeciętnego człowieka. Z tą właśnie chwilą staliśmy się przez rozmaite znaki naszych czasów mianowani na „poprawnych politycznie” i obarczeni tą sztuczną formułą. W świetle tej formuły wiersz Tuwima o Murzynku Bambo winien zostać wykreślony z indeksu naszej rodzimej, pomnikowej literatury i spalony w uroczym performance na jakimś rynku dużego miasta, tak jak III Rzesza paliła kiedyś „niepoprawne politycznie” książki na widowiskowych stosach w Monachium.

Z polskiej, znanej od lat „margaryny z Murzynkiem”, również powinien zniknąć jej uroczy brand hero (przyp. red.: bohater marki), bo wizerunek ciemnoskórego, rysunkowego człowieczka się w dzisiejszych czasach zwyczajnie nie godzi.

Bycie Nowym Człowiekiem, to bycie człowiekiem, który na siłę szczęśliwy, ma za obowiązek przede wszystkim nigdy i za nic się nie wstydzić. Żyjemy toteż wszyscy w dziwacznym świecie, w którym nie ma miejsca na żaden wstyd. W tym świecie wszyscy mamy jeden kolor skóry, tak jak i jeden sposób myślenia i wnioskowania. Tylko bowiem na skutek tego ujednolicenia staje się realnym – nie odczuwać żadnego wstydu.

W tym punkcie programu na arenę wbiega panna Hipokryzja. Ona to posuwa się ewolucyjnie znacznie ekspansywniej od swojej starszej, uładzonej siostry, Dyplomacji. Ona to dyktuje obecnie każdą normę społeczną; ona ustanawia współczesne jakości, w obrębie których już nie tylko nie będziemy nigdy za nic się wstydzić, nie będziemy wręcz zastanawiać się, stawiać najmniejszych pytań o wstyd.

W świecie Nowego Człowieka, który jest bardzo szczęśliwy, wstyd nie ma racji bytu. Nowy Człowiek potępi każdego, kto nie kroczy taką samą, jak on, ścieżką. Nowy Człowiek akceptuje tylko to, co zostało ustalone i nałożone na niego. Sam nie jest już zdolny do najmniejszej kreacji. Nie wie, co jest dobre, a co złe. Każdy osobisty brud zamiecie pod dywan dużo sprawniej, niż Dulska. Nie będzie chciał słuchać o żadnych prawdziwych problemach – o złożonych romansach, o kłopotach w szkole, o złej atmosferze w pracy. Według niego będą to kwestie za każdym razem patologiczne, a więc chore, a więc takie, które należałoby wyrugować, zniszczyć, amputować, czyli zamieść pod dywan, a nie takie, które należałoby rozwiązać, pochylić się nad nimi i samodzielnie – przemyśleć.

Bo Nowy Człowiek nie myśli. On pozostaje wyłącznie „szczęśliwy”, ponieważ potrafi być tylko poprawny. Wszystko inne leży daleko poza nim, na półce z napisem „niepoprawne”, w jego oczach rysując się jako nieuzasadnione i niemające racji bytu w żadnym z kontekstów.

Nowy Człowiek za nic się nie wstydzi, bo niby dlaczego? Jest oddanym pracownikiem korporacji, utrzymuje żonę i dwoje dzieci, ciężko pracuje, cechuje go uczciwość. Dlaczego miałby się wstydzić?

A co z tą dziewczyną, którą przypadkowo zapłodnił na owej sowicie zakrapianej alkoholem imprezie w ogólniaku?

W ogólniaku? Niemożliwe. Jaką dziewczynę? Przecież nie miał dziewczyny w ogólniaku – żadnej nie przyprowadził do domu, nie przedstawił rodzicom. „Pierwsze słyszę”. W czasach jego szkolnej młodości takie rzeczy zresztą się nie zdarzały. Nie w gronie jego znajomych – oni tylko się uczyli, nie mieli nawet czasu na imprezy…

Tak, jasne – takie i inne trudne, mroczne rzeczy i sekrety, to tylko w gazetach, na anonimowych blogach, pół-prawdziwe, wyssane z palca historie. One nigdy nie są naszym udziałem. Bo my nie chcemy się wstydzić.

To nie my zdradzamy, nie my – robimy, będąc młodym, głupie rzeczy pod wpływem alkoholu. Nie my używamy brzydkich słów, nie my piliśmy tanie wino w bramie, nie my…

Bo my nie mamy i nie znamy wstydu. Bo współczesny świat zdążył nam wmówić, że wyłącznie rzeczy, za które nie trzeba się wstydzić, mogą spokojnie wylegiwać się w jaskrawym świetle dziennym. Wszystkie inne rzeczy i czyny zawsze są popełnione przez kogoś innego, nigdy przez nas. Dowody tej zadufanej w sobie i próżniaczej postawy można zaobserwować na każdym kroku. Wystarczy wznieść głowę choć na chwilę ponad maskę, wychylić się choć na chwilę poza litą personę – Hipokryzję. Bo ta persona (Hipokryzja) posiada jednak pewne szczeliny – nie jest jednak taka lita, jak byśmy pragnęli… A wtedy, natychmiast dostrzeżemy własny wstyd. Bo granice, które dzielą nas od niego, na szczęście są bardzo cienkie i kruche.

Żeby jednak przestąpić tę kruchą, cienko narysowaną kreskę, musielibyśmy wrócić do twierdzenia, iż „nic, co ludzkie nie jest nam obce”. Musielibyśmy – bardzo serio – opowiedzieć sobie nawzajem głośno stary dowcip:

Znana scena biblijna. Słynna nierządnica, Maria Magdalena, czeka na wymierzenie kary. Z tłumu wyłania się Chrystus.

-Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem – upomina.

Ludzie się wahają, zastanawiają. Wreszcie – rezygnują, opadają liczne ramiona ze wzniesionymi przed chwilą kamieniami. Wszyscy rozchodzą się do domów. Nagle, tuż za swymi plecami, Chrystus słyszy świst pojedynczego kamienia, a po chwili: krzyk Marii Magdaleny. Odwraca się z niesmakiem i woła:

-A ty, matko, się nie wtrącaj!

 

Z pokorą

Justyna Karolak

 

 

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Zbigniew Galar

    Bojowy gołąbek pokoju z dynamitem jest po prostu piękny 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *