Ide Prosto – Czym różni się sztuka od papieru toaletowego?

Na motywach spektaklu „Klątwa” w reżyserii Olivera Frljića.

Kiedy Strawiński tworzył Święto wiosny, otwierał nowe przestrzenie sztuki; kiedy Grotowski, Kantor czy Szajna tworzyli swoje wielkie spektakle, otwierali nasze dusze i umysły, i słowo „awangarda” nie było najważniejsze – najważniejsze było słowo sztuka.

Spektakle tych wielkich artystów nie epatowały nas golizną, pornografią, oddawaniem publicznie moczu czy kału, ale ich przekaz ich był tak silny, że do dziś czujemy ich dramaturgię.

No tak, ale to byli artyści, swoją sztuką przełamywali opory systemu, opory estetyczne, konwencje artystyczne i niezależnie od okoliczności byli uczciwi w swoim dążeniu do perfekcji. A ich wpływ na naszą percepcję był tak duży, że zastanawialiśmy się, czy po ich osiągnięciach awangarda jest jeszcze możliwa.

Postmodernizm zanegował wiele osiągnięć post-awangardy, ale nie podważył sensu jej poszukiwań, ze skrzyżowania różnych konwencji wzrosły nowe perspektywy i nowe formy dyskusji z widzem, artyści wciąż dążą do rozszerzenia formuł uprawianych przez siebie sztuk. Wychodzą ze swoją sztuką w przestrzeń miasta, penetrują możliwości zapisu wideo, szukają swojej formuły w świecie Internetu; jest w tym wszystkim romantyzm i pewna determinacja, która pozwala działać nawet w okolicznościach niesprzyjających, wbrew ograniczeniom wynikającym z przepisów i finansów. Tylko niewielu osiąga sukces i to czyni tę walkę jeszcze bardziej dramatyczną.

Natomiast, co mam myśleć o sztuce, która odbywa się w komfortowych warunkach, na deskach normalnej sceny, w warunkach klasycznego teatru za pieniądze płacone całej obsadzie i reżyserowi, i udaje awangardę? Która straszy obsceną i podrasowną na awangardową scenografią. Zastanawiam się, po co?

Czy rzeczywiście to, co chce powiedzieć pan reżyser, obudowane awangardowym anturażem, jest bardziej prawdziwe? Może bardziej nośne. A może to taka maniera, aby pokazywać kontrowersyjne treści w papierku z napisem „awangarda”. Ale żeby zobaczyć, jak pani aktorka robi fellatio, wystarczy wypożyczyć sobie pornola, i zapewne znajdziemy tam znacznie bardziej profesjonalne podejście, godne talentu aktorki.

No tak, ale ona robi to papieżowi, i to nie byle jakiemu, ale „naszemu” papieżowi.

A więc pod osłonką awangardy, językiem pogardy i nienawiści chorwacki reżyser w polskim teatrze, za nasze pieniądze, pluje nam w twarz. Biorą w tym udział polscy aktorzy i cały zespół teatru i nikt nie czuje się nawet zażenowany. Doprawdy zdumiewające. Czy to anturaż „warszawki” czyni zamieszanie w głowach tych ludzi i powoduje chaos, w którym tak łatwo pomylić prawdę z fałszem?  W Krakowie aktorzy po prostu zeszli ze sceny i spektakl został odwołany. Ale Kraków był zawsze przesiąknięty świadomością formy i treści.

Nie chodzi tu jednak o walkę patriotyzmu z antypolskim przesłaniem tego widowiska; bardziej interesuje mnie manipulacja, jakiej dokonuje autor, posługując się formą dla zasłonięcia sensu przekazu.

Treść spektaklu zbiega się do szeregu scen zaaranżowanych wokół problemu kondycji polskiego społeczeństwa w kontekście religii. Autorzy przypisują społeczne konflikty tradycyjnej walce klas, wskazując kapitalizm i kościół jako źródło niepowodzenia rozwoju społecznego. Autor z nadzieją mówi o radykalizmie w swoim „dziele”, który to ma naszemu społeczeństwu podpowiedzieć kilka prawd o nim samym i wskazuje na przyczyny naszego nacjonalizmu, ksenofobii oraz niechęci do obcych, w tym uchodźców, żydów i innych mniejszości.

Środowiska lewicowo-liberalne okrzyknęły ten spektakl „najniebezpieczniejszym współczesnym spektaklem w polskim teatrze”, tymczasem nic się szczególnego nie stało, jak zwykle się okazało, że lewicująca pseudo-elita mówi sama do siebie.

Pan reżyser kompletnie minął się z celem, chociaż sam licząc na jakiś malowniczy społeczny lincz, zdążył napisać zapobiegliwie donos do Unii na niedobrych Polaków.

Polacy jednak byli zajęci czymś innym, niż wypociny pana Frljića i kompletnie go znieważyli, ignorując. Może gdyby reżyser był artystą, a popowe widowisko dziełem, może wtedy zwróciliby uwagę.

A treść, no cóż, komunizm już mieliśmy, też nam wmawiali, że jesteśmy nietolerancyjni, potem z pomocą kościoła i papieża, żeśmy go wywalili, a teraz jakiś niespełniony komuszek wciska nam mydlaną operę o walce klas. No, kompletny bełkot. A jeśli chodzi o papieża, to po prostu mi wstyd, że byle kto może go obrażać, ale najbardziej mi wstyd za aktorkę, bo jest Polką i za cenę medialnego skandaliku sprzedała swoją godność. Czy warto było?

No i tak na polu bitwy pozostało niespełnione dzieło sztuki, reżyser, który nic o nas nie wie i kompletnie nas nie rozumie, oraz aktorka bez sukcesu.

Wokół tego dziwowiska biega nawiedzona posłanka Scheuring-Wielgus, która jest nim zachwycona, widocznie czegoś się z niego o sobie dowiedziała lub nauczyła, ale o gustach się nie dyskutuje, więc zostawmy ten pogrzeb sztuki samemu sobie.
Na koniec reżyser, widząc swoją klęskę, próbował coś bredzić o mniejszościach i że jego sztuka jest wyrazem poglądów tychże mniejszości w Polsce. Nie mam do tego żadnego komentarza, ręce i skrzydła mi opadają.

Może tylko dodam, że najbardziej pana Frljića nie lubią jego właśni rodacy, a miałem przyjemność poznać Chorwatów, i to nie rokuje panu dobrze.

Matador – Ide Prosto

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Jeden komentarz

  1. Pedofile z Teatru Powszechnego wykorzystali sprawę molestowania ministranta przez naszego księdza Mateusza Urdzele jako zasłone dymną by nie mówić podczas debety poświęconej spektaklowi „Klątwa” o okropnościach jakich dokonali. Posłuchajcie sami facebook.com/powszechny/videos/1042282385877453/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *