Ide prosto –  Dwa sporty narodowe: braming i szloching

Ide prosto bieda 1

Polska się dzielnie opiera kryzysowi gospodarczemu, Polska ma wizję na się w Europie, Polska jest w Europie, ma kulturę, ma „toj-toje” i wiele dóbr innych, ma średnią krajową 2834,17 zł, a będzie tylko i jeszcze lepiej.

A naprawdę?

A naprawdę wszyscy Polacy są z poziomu swej ojczyzny bardzo zadowoleni, bo bogaci. Widać to w centrum dużego miasta, tego oraz tamtego, gdzie w co pierwszej bramie uprawia się braming.

Braming jest rodzajem rekreacyjnego sportu o zasięgu narodowym. Polega on na spożywaniu piwa w puszkach, w grupie co najmniej dwu osobowej. Duety parające się bramingiem są eksluzywną formą tegoż sportu. Pula pieniędzy, jaką można przeznaczyć na piwo, jest wszak ograniczona „średnią krajową”. Zwykle – bez dożebrywania na ulicy – przeciętnego bramingowca stać na cztery najtańsze piwa w miękkich jak bibuła puszkach. Do spóły z kolegą – partnerem sparing-bramingowym – wychodzi wtedy po dwie puszki na łebka. Czyli – eksluzywnie. W większych grupach – cztero, a nawet sześcioosobowych – cztery puszki rozkładają się na sześć łebków; wiadomo – rachunek prosty i smutny. Czasami udaje się doskrobać w dziurawej kieszeni z drugim dnem, środki w żółtym bilonie na jeszcze jedną rundę. Następnie – po paru rundach bramingu – w szczerych bólach podbrzusza rodzi się pytanie o miejsce, w jakim można oddać mocz. Zanim bramingowcy znajdą odpowiedź na nie, niechybnie się okazuje, że właściwe pytanie brzmi: gdzie TRZEBA, a nie MOŻNA, jak najszybciej się wysikać, bo przecież, że nie we spodnie! Z dziarskiej reakcji pęcherza na tak postawione pytanie, za każdym razem wynika, że oczywiście w bramie, bo na dobiegnięcie do „toj-toja” żaden bramingowiec nie ma już czasu. Też byś nie miał, gdybyś wypił tyle piwa na stojąco w upalny, miejski dzień. Dodajmy, iż każdy bramingowiec pije w cudzej, nie swojej, bramie – tego wymaga higiena tego sportu. Może być dwie, ba – nawet jedną bramę dalej, ale musi to być brama cudza; taki sport.

Drugą ciekawą dyscypliną poświadczającą dane, iż Polska jest bardzo ucywilizowanym i majętnym krajem – bo o cywilizacji i zasobności finansowej państwa zawsze świadczy kondycja społeczeństwa – jest tak zwany szloching.

Z badań opinii publicznej przeprowadzonych przez redakcję działu Ide prosto w maju 2014. wynika, że o ile braming jest najchętniej uprawiany przez mężczyzn, o tyle w szlochingu nie mają sobie równych kobiety. Dobrze zdajemy sobie sprawę, iż wynik ten jest niepoprawny politycznie, stąd środowiska feministyczne mogą odebrać go jako dyskryminację kobiet. Jeśli tak się stanie, z góry przepraszamy, lecz cytowane przez nas wyniki pozostają rzetelne – bardzo nam przykro.

W przeciewieństwie do zespołowego bramingu, szloching jest dyscypliną indywidualną. Polega on przede wszystkim na osiągnięciu jak najwyższego poziomu narzekania na swój osobisty los. W tym celu pojedyncza szlochingini udaje się w dobrze uczęszczane miejsce publiczne – może to być park, rynek w centrum miasta, Plac Niepodległości, jak i deptak. W dalszym przebiegu rozgrywki szlochingowej wygrywają już indywidualne aspekty – wyobraźnia własna, zdolność myślenia kreatywnego, talenta aktorskie.

W pierwszej rundzie szlochingu – już po dotarciu do bloków startowych jak wyżej – szlochingini wypatruje na mieście starych znajomych. Kiedy już jakiegoś wypatrzy, udaje, że spogląda w inną stronę, ukradkiem zbliża się doń, w końcu chyłkiem prowokuje tak, iż to znajomy zaczepi ją pierwszy – nie ona jego.

Wtedy znajomy zawoła:

-O, kopę lat, jak się cieszę!

Następnie zapyta:

-Co u ciebie?

Tu szlochingini przystępuje do rundy drugiej. Wydobywa z otchłani przepastnej torby moc chusteczek – rozsypuje chusteczki, pociąga nosem, cierpi i jeszcze raz cierpi, niby powstrzymuje płacz, ale w końcu zalewa się grubaśnymi strugami gorzkich łez, narzekając na swój tragiczny los.

Czasami runda druga wieńczy popis szlochingu. Ale wieloletnie, zaangażowane szlochinginie potrafią wydłużyć rozgrywkę nawet do dwunastu rund!

Reasumując, w szlochingu chodzi głównie o umiejętne wykorzystywanie postaw męczeńskich, cierpiętniczych, ofiarnych, pełnych niezwykłego poświęcenia i wynoszących na wszystkie ołtarze świata swojego cierpienia i problemów jako najważniejszych dla ludzkości – przy jednoczesnym wskazaniu, że samemu „cierpi się za miliony”.

Braming i szloching są obecnie najważniejszymi sportami narodowymi Polaków. Podkreślmy jeszcze, że o ile dyscyplinę bramingu należy oceniać przede wszystkim w kategorii technicznej, o tyle dyscyplinę szlochingu – w kategorii artystycznej.

A teraz żarty na bok – porozmawiajmy poważnie.

W tym miejscu zadajmy sobie pytanie podstawowe: dlaczego polscy mężczyźni piją w bramach tanie piwo, dlaczego polskie kobiety zalewają się łzami, narzekają na swój los, czują się ofiarami?

Odpowiedź jest banalnie prosta: bo jesteśmy społeczeństwem biednym. Bo nie mamy pracy, perspektyw na życie rodzinne, bo jesteśmy przez warunki w naszym kraju, polityczne i gospodarcze, zmuszani do główkowania wyłącznie nad tym, jak przeżyć od pierwszego do pierwszego. Oprócz garści celebrytów, spośród których jedna zacna dama życzliwie doradza polskim emerytom, iż dobrze by im podziałał na samopoczucie zimowy wypad w Alpy na narty – oprócz tej garści pajaców, plastikowych, cycatych pseudo modelek, tancereczek, córek prezydentów i premierów oraz szafiarek, nie ma w Polsce miejsca dla normalnych ludzi, dla normalnych zajęć i dla normalnych marzeń.

Jesteśmy biednym krajem – jesteśmy ubogim w sensie statusu materialnego społeczeństwem. Przykłady? Dowody? Nic prostszego. Podam dwa – oba bardzo dowcipne i szalenie obrazowe.

W Łodzi został powołany do życia wspaniały projekt pod tytułem Budżet Obywatelski. Dzięki temu cudownemu pomysłowi, każdy łodzianin może za darmo przekazać w macki Urzędu bodaj Miasta na specjalnych wnioskach swój pomysł, co chciałby, żeby w jego mieście zostało zrobione, wykonane – dla społecznego dobra. Może to być budowa drogi, ścieżki rowerowej, może parkingu – co tam wymyślisz. Potem – realizacją Twojego pomysłu zajmą się oczywiście specjaliści. Oni to wygrają przetarg na wykonawstwo Twojego projektu i przystąpią do realizacji. Zarobią pieniądze, nie muszą się nawet pokalać ani jedną kreatywną myślą, bo pomysł wszak dostaną od Ciebie za darmo. W ramach akcji tej główna ulica miasta Łodzi, Piotrkowska, która w założeniu winna być wizytówką miasta, swego rodzaju deptakiem, została przyozdobiona drzewkami. Piękna to idea wcielona dzięki Budżetowi Obywatelskiemu. W praktyce okazało się, że zakupiono tylko 16 drzewek, które starczyły na ozdobienie niewielkiego odcinka Piotrkowskiej. Żeby było jeszcze dowcipniej, 16 maleńkich drzewek w donicach, które nie dadzą nawet kropki cienia w upalny dzień, kosztowała miasto Łódź… około 155 tysięcy złotych! Kluczem do rozwiązania tej zagadki są donice, które miasto zamówiło u włoskiego projektanta! Drzewka też nie są nasze – są to katalpy przyzwyczajone do zupełnie innego klimatu, na zimę więc będą musiały być przeniesione do magazynu, gdzie ponownie najpewniej jakaś firma wygra kolejny przetarg, by pielęgnować te drzewka w magazynie w okresie zimy za jakieś niebywale wielkie pieniądze, bo samo podlewanie tym zagranicznym cudom z pewnością nie wystarczy. Pytam: skąd wzięły się tak gigantyczne pieniądze na tak nędzne drzewka nieprzystosowane do klimatu polskiego w tak biednym mieście, w którym ulice, budynki, kamienice mieszkalne, wszystko dookoła – wyją o pomstę do nieba, bo tak miasto jest biedne, wizualnie zdegradowane do poziomu iście slumskiego? Na portalach, które już zajęły się szumem wokół tego tematu aż kipi od komentarzy normalnych ludzi, którzy chóralnie pytają: WTF ?! Jednak społeczeństwo musi być bardzo ostrożne w tego typu opiniach, bo już pojawiają się pogróżki typu: radzę panu/pani dobrze przemyśleć swoją wypowiedź o rzekomym przekręcie na duże pieniądze – no chyba, że ma pan/pani dowody na swoje obrzydliwe oskarżenia, w takim przypadku proszę poinformować o tym prokuraturę, a nie uzewnętrzniać się w serwisach internetowych…

Po prostu w głowie się nie mieści. Jest kwestią oczywistą, że żaden przeciętny obywatel nie dysponuje żadnymi dowodami na popełnione przestępstwo, oszustwo, „przekręt”, czy jakkolwiek zechcemy określić ten dziwny proceder z nieludzko i nieprzyzwoicie drogimi katalpami w roli głównej. Nie zmienia to faktu, iż coś jest nie tak – to nie tak powinno wyglądać; ta wydana kwota jest nie na miejscu, niestosowna i niemożliwa do zaakceptowania dla każdego normalnego Polaka. I jeszcze się nas usiłuje nękać straszkami o wyrok za bezpodstawne oskarżenia wobec urzędu, urzędników – a ja się pytam: kto zakupił te drzewka? Kto się pod tym podpisał? Kto się tego dopuścił, nie pytając mnie – obywatela, o zdanie?! Kto zepsuł, wypaczył, przecwanił do tego stopnia projekt Budżetu Obywatelskiego – kto tu podjął wiążące, krzywdzące, mordercze pod względem moralnym i finansowym, decyzje?!

Drugim podobnie ciekawym przykładem biedy w naszym kraju jest Kraków. Tu władze polskie próbowały wpoić Polakom Igrzyska Olimpijskie – bo to tak pięknie w mediach później wygląda, bo to dla naszego dobra, bo przy okazji powstaną przecież nowe drogi, bo będziemy mieli śliczniastą wizytówkę do machania na europejskiej arenie politycznych występów… Powiedzieliśmy krótko: NIE CHCEMY IGRZYSK W KRAKOWIE. Dlaczego nie chcemy?

To znów trywialnie proste! Bo to ma być taka kolejność: chleba i igrzysk.

Nie mamy chleba, to na cholerę nam Wasze igrzyska, wstrętna „raso panów”?!

 

Corida – Ide prosto

 

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *