Ide Prosto – Europejskie kręgi na wodzie

Co tam Pani, Panie w polityce?

A nic… Jak to: nic? No normalnie – nic. To samo, co zawsze. Jak to: zawsze? Ano normalnie. Kiedyś obce mocarstwa narzuciły Polsce komunizm – bolszewickie usposobienie obcych, czyli „naszych” elit politycznych najpierw wymordowało nasze, czyli prawdziwie polskie elity nie tylko polityczne, ale po prostu intelektualne. I tak przytrafił się Polsce komunizm. No a potem był okrągły stół i zrobiono przy tym stole oficjalne obalenie komunizmu, ale to było zrobione tak oficjalnie tylko, no… żeby w telewizorze ładnie wyglądało i żeby później Pokojowa Nagroda Nobla dla Bolesława mogła się wydać jakoś bardziej uzasadniona historycznie i moralnie…

No a potem już było po staremu – tylko w nieco innej, mniej czerwonej na wierzchu, polewie.

No i tak doczekaliśmy się w Polsce zepsutych telewizorów, zepsutych gazet i zepsutych sądów. Wszystko skażone na czerwono było – i do dziś kolory mainstreamowych mass mediów wciąż są przesterowane jak te w dawnym ruskim rubinie.

Dzisiaj co prawda próbują to wszystko trochę przykryć na niebiesko – wiadomo: niebieski ochładza gorączkę myśli i obniża ciśnienie. I jakoś tak przyjemniej ogląda się niebieską telewizję, kiedy z wierzchu tego starego, zgniłego, czerwonego błota nie widać.

I nie zobaczysz, Pani, Panie, tego czerwonego błota w żadnej telewizji komercyjnej ani w żadnej komercyjnej gazecie „polskiej”, a bo zresztą na co nam polskie, czyli faszystowsko-rasistowsko-ksenofobiczne media?

Lepiej mieć do dyspozycji na miejscu media porządne, niemieckie – ma się rozumieć, ale oczywiście polskojęzyczne (no, prawie…) i, rzecz jasna, całe pokryte kolorem niebieskim i w ładne żółte gwiazdki.

Od czasu do czasu na ulice Warszawy oraz innych miast polskich wychodzą pospacerować różni ludzie – noszą wesołe plakaty i opowiadają sobie różne fajne historie. Obok pana przebranego w radosny strój wielkiego kurczaka, który nawołuje do tolerancji i miłości pomimo różnic kulturowych nie do pogodzenia, stoi poważny pan z brodą – na głowie ma czapkę z daszkiem, niebieską w żółte gwiazdki, na korpusie ma podkoszulek niebieski w żółte gwiazdki, w lewej ręce trzyma flagę niebieską w żółte gwiazdki, a w prawej transparent zrobiony z kartonu, na którym jest napisane: „3 x W. Wolna Polska! Wolne sądy! Wolna konstytucja!”.

Podchodzi do niego niezależny reporter i pyta go o argumenty w stosunku do postulatów wypisanych na kartonie. Pan odpowiada mu płynną germańszczyzną – bo to rodowity Niemiec jest. Nagle podbiega pani – bo to jego żona jest, rodowita Polka. I ona tłumaczy, co oni przygotowali na tym transparencie – opowiada reporterowi, że im chodzi o wolną Polskę, ale żadne z nich w Polsce nie mieszka, tylko w Niemczech (więc nie za bardzo wiedzą, jak się w Polsce obecnie żyje); żadne z nich nie dzierży w dłoni flagi Polski, mimo że zależy im na wolnej Polsce (i to bardzo, ale to bardzo im zależy, chociaż w sumie nie wiedzą, dlaczego); no i tak w zasadzie to oni oboje czują się Europejczykami, a nie Polakami…

Niedaleko małżeństwa niemiecko-polskiego… przepraszam: niemiecko-europejskiego, stoi młoda atrakcyjna kobieta – szczupła, fajnie ubrana, z tlenionymi dredami spiętymi do tyłu. I intensywnie nawołuje do megafonu – po niemiecku, a jakże! Niemka przyjechała do Polski na podobno polski protest, stoi na środku placu w samym centrum dużego polskiego miasta i poucza Polaków – po niemiecku! – na jaką partię mają głosować w polskich wyborach, kogo w Polsce popierać, no i że muszą, czy im się podoba czy nie, podporządkować się pod polityczny całokształt Unii. Niczego Wam ta sytuacja nie przypomina – nie kojarzy się aby z ponurą historią, hmm?… Ech, zostawmy na chwilę historię i skupmy się na teraźniejszości.

No więc – jaki niezależny reporter?

Ano jeszcze są niezależni reporterzy, blogerzy i jutuberzy. I będą – dopóki wolno nam cokolwiek choć w miarę swobodnie powiedzieć, ale już niedługo to potrwa. Bo było już ACTA, było ACTA 2 i RODO, a teraz szykuje się DODO (DODO to nie żart semantyczny – naprawdę trwają przygotowania nowej kolejnej dyrektywy unijnej „służącej ochronie danych osobowych” – przyp. red.)… I zapewne będą następne tego typu „rozkoszne” dyrektywy unijne, które skutecznie zamkną usta niezależnym blogerom i serwisom, w pełni niezależnym dziennikarzom tzw. obywatelskim – i to już się dzieje, że nas cenzurują, by nie rzec wprost: kneblują, i będzie się działo jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Żegnaj, wolny Internecie!

Och, hipokryzjo! Starsza, dojrzalsza siostro dyplomacji! Umiesz stanąć w cieniu – umiesz zrobić tak, żeby nie było po tobie widać, jak ci czerwoną propagandą pysk ocieka. Chyba nawet sam Goebbels byłby wzruszony tym dzisiejszym wymiarem hipokryzji.

Och, postępowa lewico! Sam Orwell by tego lepiej nie obmyślił!

Pod kostiumem wesołego kurczęcia, pod niebieską czapką w żółte gwiazdki, pod spodem miłej dla oka tęczy – kipi czerwone cuchnące błoto. W niebieskiej telewizji Ci go nie pokażą. Powiedzą Ci, że tu chodzi o postęp – o tolerancję i miłość do bliźniego, o sprawiedliwość i niezawisłość sądów. O konstytucję. I o nowoczesną edukację dla dzieci i młodzieży – nie polskiej, tylko europejskiej.

Marksizm i bolszewizm – wiecznie żywe; wszystko po staremu. Stalin też sypał cukierki pod nóżki polskich dzieci, a one z uśmiechem na buziach i z ochotą recytowały mu odpowiednie wierszyki i śpiewały stosowne piosenki po rosyjsku.

Komunizm to najbardziej zbrodnicza ideologia w historii ludzkości – ta ideologia ma na koncie grube miliony ofiar śmiertelnych, zamordowanych w najbardziej bestialskich okolicznościach, jakie tylko można sobie wyobrazić. Mówimy tu o ofiarach wymordowanych przez rasistów i skrajnych nazistów oraz faszystów. I teraz pewnie zdziwisz się wielce, że rasizm, nazizm oraz faszyzm – były pomysłem i wytworem poglądów, partii i wodzów postępowych, czyli lewicowych. To był właśnie postęp lewicy i to był marksizm, i to był socjalizm, i bolszewizm – krwawa rewolucja, mająca doprowadzić świat do bolesnej, miażdżącej utopii.

I teraz zapytasz pewnie: a co ci ówcześni lewicowi, komunistyczni, marksistowscy, socjalistyczni i bolszewiccy zbrodniarze mają niby wspólnego z dzisiejszym obrazem postępowej, tęczowej, tolerancyjnej lewicy? Co mają wspólnego z obrazem tolerancyjnej Unii?

Otwórz oczy, nie bądź ignorantem! Zgadnij, czyje nazwisko wisi oficjalnie, jawnie nad drzwiami wejściowymi do Europarlamentu – no, śmiało, zgaduj zgadula!

Otóż wisi tam sobie w najlepsze nazwisko bardzo ważnego komunistycznego ideologa i działacza, Altiera Spinellego – był to włoski komunista, który działał w czasie kwitnienia faszyzmu we Włoszech; w tym miejscu przypominam nieśmiało, że ów włoski faszyzm postawił sobie za cel rozlać się na cały świat i zbawić zaściankowe społeczeństwa europejskie swoim światłym „postępem”. Pewnie o Spinellim nigdy nie słyszałeś, co? No pewnie, że nie, bo w niebieskiej telewizji i w mediach niemieckich polskojęzycznych o nim nie za bardzo mówią. W szkole – tym bardziej nie. To zrób sobie przysługę i idź tu – i sobie powolutku, bez pośpiechu przeczytaj, kto to był i o co mu chodziło, jaki przerażający porządek na świecie ten pan pragnął ustanowić: http://tosterpandory.pl/manifest-z-ventotene-podstawa-ideowa-unii-europejskiej/.

I Spinellemu się tego porządku na szczęście wdrożyć nie udało, ale, tym razem na nieszczęście, w końcu znaleźli się godni następcy – zaangażowani spadkobiercy jego niebezpiecznej, brutalnej ideologii. No to teraz zgaduj zgadula po raz drugi: co to za spadkobiercy – kim są zaangażowani spadkobiercy ideologii Spinellego?

Proszę bardzo: Merkel i Tusk. I oczywiście nie tylko oni – to po prostu politycy i masy ludzi utożsamiające się z lewą stroną poglądów politycznych i społecznych; masy ludzi, którzy ulegli zakażeniu obietnicą postępu, która de facto jest zapowiedzią krwawej rewolucji, którego to zagrożenia ludzie ci do swoich łepetyn nie dopuszczają, no bo sami mają braki w wiedzy historycznej oraz politologicznej i geopolitycznej, a spod godła Polski przemalowanego w barwy tęczy – fakty historyczne, ani żadne inne fakty, niestety nie przebijają. Bo dzisiaj nie mówimy już o rewolucji będącej wizją i czynem świadomej swojej siły i ważności klasy robotniczej – tym razem rewolucji tej dokonuje świadoma swojej siły i ważności brukselska biurokracja, której dyktatury doświadczamy prawie codziennie.

Dyktatura proletariatu została zastąpiona dyktaturą prekariatu. Nie mieści się w głowie, nie?

No pewnie, że się nie mieści. Mnie też nie chciałoby się pomieścić, gdybym w pocie czoła nie kopała w historii, gdybym uległa wygodnej iluzji – owej wydmuszce w postaci tęczy i w postaci pozornej sprawiedliwości i pozornego piękna.

Bo to wszystko odbywa się jak kręgi na wodzie. Te najbardziej zewnętrzne, miękkie, łagodne kręgi – to jest tęcza, miłość, zgoda, tolerancja, akceptacja, wyrozumiałość, równość etc. I w tych najbardziej zewnętrznych kręgach – zanurza się zakażone umysły niewinnych ludzi. Właśnie w tych kręgach stoi pan przebrany za wesołego kurczaka, pan Niemiec z żoną Polką, przepraszam – Europejką. Oni naprawdę wierzą w słuszność, w praworządność, w sprawiedliwość tej delikatnej ładnej tęczy. Oni wierzą w to, że postęp lewicy proponuje europejskim społeczeństwom bezpieczne ubogacenie kulturowe, nieskrępowaną wolność poglądów i zapatrywań na rzeczywistość oraz atrakcyjną różnorodność.

Środkowe kręgi na wodzie to te zaangażowane w tłumaczenie społeczeństwom, w tym społeczeństwu polskiemu (jako członkowi Unii), że nam, wszystkim bez wyjątku ludziom będzie lepiej i wygodniej w życiu, jeśli przyjmiemy postawę: nie wiem, kim jestem; nie wiem, czym i gdzie są moje korzenie – bo jeśli tego nie wiem, to mogę być dowolny i mogę przynależeć, gdzie akurat zechcę i gdzie mi się umyśli; mogę być, jaki tylko zapragnę, jakim sobie siebie wymarzę; mogę nawet bardzo często zmieniać zdanie na temat wartości fundamentalnych. Któż nie chciałby swobodnie wcielać w życie własnych marzeń – któż nie tęskniłby do braku podziałów, do równości?… To łasy, łakomy kąsek – ta otwarta, szczęśliwa, sympatyczna, bezkrytyczna i bezproblemowa otoczka. I do tych właśnie kręgów angażuje się celebrytów i artystów – często wykorzystując naturalną apolityczność wielu z nich i wkładając w ich nieświadome usta wydmuszkowe slogany o wszechwolności i powszechnej równości.

Kolejne, nieco bardziej zacieśnione, bardziej wewnętrzne kręgi to środowiska intelektualne – tu znajdziemy pisarzy i historyków, ludzi nauki z tytułami profesorskimi. I kiedy taki historyk uprawia w wywiadach do prasy czy telewizji propagandę ojkofobiczną i prounijną oraz antypolską i filosemicką, to zwykłemu człowiekowi bardzo trudno obronić się przed tą manipulacją. Taki pan historyk podniesie z entuzjazmem na przykład kwestię zbrodni w Jedwabnem i zbuduje przekonywającą narrację, że Polacy są antysemitami i że z lubością mordowali Żydów. Ale już ani w milimetrze nie wspomni o tym, że w czasach kiedy Żydzi byli prześladowani w tak wielu krajach, to jednak właśnie w Polsce znaleźli schronienie, zostali przyjęci, zadomowili się i wrośli w naszą kulturę – a było tak już w epoce średniowiecza. Nie wspomni też na przykład o zbrodni w Piaśnicy. No bo w ogóle nie wspomni o tym, kto, dlaczego i w jakich haniebnych, brutalnych okolicznościach mordował masowo Polaków, naszych cywilów, mężczyzn, kobiety i dzieci, i naszą inteligencję – po co przywoływać te fakty historyczne, no nie? Przecież te fakty są niewygodne z europejskiego punktu widzenia i mogłyby tylko niepotrzebnie spowolnić skuteczność rewolucji zgodnej z myślą Spinellego…

I tu robi się doprawdy niebezpiecznie, bo o ile to, co na festynie opowiada nieświadomy realiów pan przebrany za kurczaka – można jeszcze wypuścić drugim uchem i się nie przejmować, o tyle zawód historyka, o tyle tytuł naukowy stanowią tamę w postaci autorytetu intelektualnego i zwykły człowiek, to jest taki bez pasji historycznej, bez żyłki badawczej, tej tamy samodzielnie nie przeskoczy, nie obroni się przed fałszywymi, przed przekłamanymi danymi historycznymi. Nawet jeśli te przekłamania wygłosi jedynie autorytet pozorny – bo przecież nie każde wysokie wykształcenie równa się rzeczywistej rzetelnej wiedzy i faktycznie biegłej inteligencji – wystarczy do przemówienia włączyć zgrabne, elokwentnie brzmiące zdania, wystarczy wpleść kilka znaczących historycznych dat, wystarczy całość opieczętować dyplomem z uczelni wyższej, i już mamy gotową tamę: autorytet, jakiego zwykły człowiek nie powinien podważać (bo ani mu nie wypada, ani nie dysponuje on odpowiednim instrumentarium, by móc takiego merytorycznego podważenia samodzielnie dokonać).

W tych bardziej wewnętrznych kręgach istotną i równie niebezpieczną rolę odgrywają wspomniani powyżej pisarze. Bo to oni wprowadzają do języka obiegowego nowe, świeże, „postępowe” sformułowania. A język to hiperważne narzędzie propagandy, manipulacji, hipokryzji i populizmu. Zamiast więc mówić o człowieku i człowieczeństwie, pisarze ci mówią o osobach.

„Osoba” to słowo z pozoru całkiem niewinne. Ale w rzeczywistości jest ono rozcieńczone, nie kryje się za nim nic gęstego, żadne wymierne znaczenie. Osobą może być każdy, a więc i nikt. Osoba jest nieokreślona. Człowiek – to brzmi dumnie. Człowiek – to coś znaczy. Ale osoba? Jest nikim, jest przezroczysta. Osoba nie ma korzeni, osoba nie ma wiary, osoba nie ma wiedzy, osoba nie ma narodowości ani płci. W ten sposób rozpoczyna się bardzo groźna manipulacja świadomością społeczną, bo jeżeli najpierw wzbudzi się w społeczeństwie organiczną, odruchową pogardę do własnego narodu (czyli ojkofobię, do tego połączoną z ksenofilią), a potem uprzejmie wyjaśni się ludziom, że są osobami, a nie ludźmi, wtedy można w przekazach medialnych i politycznych pomyślnie rozpocząć proces traktowania ludzi przedmiotowo (a nie podmiotowo), i wówczas otrzymujemy w rezultacie i w zastępstwie określonego społeczeństwa o własnej historii i unikalnym charakterze – bezosobową papkę niezdolną do suwerennego, krytycznego myślenia. I wówczas suweren (czyli naród, czyli społeczeństwo) zostaje efektywnie zdegradowany do obraźliwie niskiego trybu podległego pod machinę opiekuńczego aparatu państwowego.

A dopiero w samym środku jest kamyk, który ongiś wrzucony do wody, wszystkie te kręgi wywołał – i tym kamykiem jest Spinelli. Ale o nim głośno się nie mówi – w niebieskiej telewizji Ci nie powiedzą, którzy wodzowie których partii jeżdżą na grób Spinellego składać mu uroczysty hołd. Nie miej jednak żadnych złudzeń, że Spinelli był brutalnym komunistą i uświadom sobie, że nie był on szlachetnym, idealistycznym działaczem prospołecznym. Jego marzenie o dokonaniu brutalnej rewolucji – wtedy – nie powiodło się i ostatecznie Spinelli – słusznie – wylądował w więzieniu. Ale jego marzenie o przeprowadzeniu brutalnej rewolucji – żywo przetrwało i właśnie teraz istnieje niestety ryzyko, że zostanie skutecznie spełnione.

I teraz mogłabym Ci jeszcze opowiedzieć o dzisiejszym feminizmie (będącym przejawem marksizmu kulturowego), także o tym, dlaczego akurat chrześcijaństwo (a nie inna religia) jest tak rozlegle przez wszelkich komunistów i działaczy lewicowych atakowane, oraz jaką faktyczną rolę we wszystkich tych procesach pełni projekt pod tytułem islamizacja Europy. Ale tego nie zrobię – nie opowiem Ci…

Powiem już tylko tyle, że jeśli wyznajesz poglądy postępowe, czyli lewicowe, to pamiętaj o tym, że rewolucja pożera własne dzieci. I nie wyobrażaj sobie, że jesteś bezpieczny, że akurat Ty nie zostaniesz pożarty.

Każda rewolucja pożera własne dzieci – tak już jest, i tak już w historii było. I tym razem też tak będzie – nie łudź się, że nie. Bo nic, ale to kompletnie nic nie wskazuje na to, że akurat tym razem, że akurat dziś historia wypnie się na samą siebie i potoczy inaczej.

Ale teraz już o tym nie myśl, no bo po co. Myślenie boli, jest trudne i niewygodne. Weź se puść jakiś fajny serial czy coś. Nie myśl. Spójrz w stronę morza – popatrz sobie na te miłe niebieskie fale. Zobacz! Z głębi morza właśnie przybijają do brzegu ładne niebieskie łodzie. Wyskakują z nich grube dziesiątki wspaniałych inżynierów, kardiochirurgów, pulmonologów, profesorów prawa i filozofów. I pędzą prosto do pracy – cudownie! Przecież nasi lekarze i inżynierowie masowo wyjechali za chlebem, a ktoś nas leczyć i ubogacać kulturowo powinien…

No i co tam, Pani, Panie, w polityce? A nic. To samo, co zawsze.

Tylko tym razem jest jakby straszniej – bo mimo że to wszystko dzieje się znów, to jednak dzieje się od nowa, bo teraz. To już nie jakieś przestarzałe i nikomu niepotrzebne kroniki życia, jakieś anachroniczne opisy świata, którego osobiście nie zaznałeś, którego nie pamiętasz – tym razem to dotyczy Ciebie.

Corida – Ide Prosto

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (7)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

3 komentarze

  1. RODO może założenia ma słuszne, jednak problem mamy jak zwykle w jego implementacji. I rozumiem to słowo całościowo, a nie tylko jako wykonanie samego prawa.

    To, że musieliśmy w tak ważnej sprawie czekać na regulację z tej jaskini biurokracji (i marazmu oraz powolności) już jest obraźliwy dla Państwa Polskiego. Mamy więc narzuconą z zewnątrz ustawę, która reguluje krytycznie ważną sferę społeczeństwa informatycznego.

    Podoba mi się wprowadzenie kar za wykorzystanie naszych danych osobowych – czemu dopiero teraz? Podoba mi się opcja opt in, w której to my musimy wyrazić zgodę, a nie jest ona domniemana.
    Ale zobaczmy co Unia Europejska z tym zrobiła, kary dalej nie są zasądzane, więc ta korzyść już okazała się iluzoryczna. Złodzieje danych uzyskali oręż przed nieujawnianiem danych samemu zainteresowanemu. Bałagan ponadto jest straszny, bo wszyscy wolą zabraniać niż przeczytać dokument. I do tego wykorzystuje się sytuację do wyciągania zgody na wszystko co ukaże się przed ekranem surfującego.

    Największe kłamstwo naszych czasów to “tak przeczytałem regulamin i zgadzam się z jego treścią” – raz bo nikt nigdy nie czyta regulaminów stron, po drugie jak potrzebuje otworzyć coś co go interesuje, to i tak “zgadza się” nawet jeśli faktycznie nie zgadza się z jego treścią. Najbardziej śmieszne we współczesnych czasach są pytania przy instalacji oprogramowania – jeśli ktoś kupuje za ciężkie pieniądze program, to oczywiście zgadza się na wszystko przy pierwszych oknie startowym. A co jeśli byłoby tam napisane, że właśnie sprzedajemy swoją duszę? Ceny dusz by spadały w piekle z powodu inflacji wywołanej nadmiarem podaży nad popytem. Nie ma czegoś takiego jak zgoda w Internecie – to bzdura, nigdy na nic nikt się tak naprawdę nie zgodził i brakuje ustawy z prawdziwego zdarzenia, która by ten prosty fakt potwierdziła. Wyraża zgodę konkretny człowiek konkretnym podpisem elektronicznym, a nie adres IP powiązany z niewiadomo kim – zwłaszcza gdy jest to proxy, albo sieć publiczna.

    Dopóki nie przyznamy przed sobą faktu, że tak naprawdę zgadzamy się na wszystko kłamliwie, bo nikt za naszą zgodę nie może nas pociągnąć do odpowiedzialności, bo w sądzie okazuje się, że IP nie identyfikuje człowieka i żadnej zgody nie było – dopóty człowiek w sieci będzie dalej manipulowany i będą wyciągane od niego informacje (to jeszcze nie jest złe) oraz wykorzystywane przeciw niemu. I przed tym ostatnim już powinniśmy się ochoczo bronić.

  2. Dla mnie to wszystko okres ciekawych zmian. Bo z jednej strony mamy RODO, którym wszyscy straszą, a które tak naprawdę nie jest aż takie straszne jak je malują. Z drugiej strony, pojawiają się jednak ustawy, które faktycznie próbują namieszać i wprowadzić cenzurę w internecie jak ACTA 2.
    A jeszcze z innej strony, mamy obecną na świecie tak piękną technologię jak blockchain, która nie jest już tak łatwa do okrojenia, ograniczenia, a więc także do cenzurowania.
    W ciekawych czasach żyjemy. Czasach ciągłych zmian. I osobiście, nie boję się tych zmian. Zajmuję się zarówno RODO jak i blokchain, więc zmiany są mi nie straszne. Grunt to nieustannie się rozwijać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *