Ide Prosto – List do „Świętego” Polityka

Ide Prosto – List do „Świętego” Polityka 1

W duchu świąt Bożego Narodzenia, z niekłamanej potrzeby serca, list do polityka piszę, miast do Mikołaja…

Drogi Polityku,

nie chcę z okazji tegorocznej Gwiazdki prosić Cię o zbyt wiele. Jestem już duża, stąd nauczyłam się rozumieć, iż na co dzień mianujesz się społecznikiem, wykonujesz szalenie trudną i moralnie odpowiedzialną pracę, w dodatku jesteś mężem i/lub ojcem. Dobrze wiem, że nie mogę być dla Ciebie najważniejsza, przecież tylu ludzi w sytuacji identycznej do mojej czeka w kolejce, nie mam prawa rościć sobie z moją prośbą listowną pierwszeństwa przed nikim.

Dobrze wiem, że Twoje dzieci są dla Ciebie ważniejsze od pospolitych dzieci przeciętnych obywateli. Dobrze wiem, że Twoje dzieci kosztują i wymagają najznakomitszej opieki medycznej, ścieżki edukacji, ubrań, zabawek i książek. Moje dzieci nie potrzebują niczego i nic nie kosztują, dlatego ich nie posiadam – ja naprawdę świetnie pojęłam moją egzystencjalną, polską lekcję.

Wiem, jak jest Ci ciężko, kiedy na co dzień, skoro świt, czyli już o 10. rano, spalasz się w natłoku dylematów, gdyż nie jesteś pewien, który krawat przywdziać – grafitowy czy stalowobłękitny. Ja świetnie rozumiem masę krytyczną tego rodzaju Twoich kłopotów, toteż nie śmiem prosić Ciebie o nadto wiele, zadowolę się byle czym – naprawdę – dowolnym ochłapem, który mi rzucisz pod tegoroczną choinkę, we wspaniałomyślnym duchu świąt Bożego Narodzenia.

Niechaj będzie to bodaj kościsty, żylasty, łykowaty i żałosny ochłap – zadowolę się nieomal wszystkim z Twej ręki, niczym nie pogardzę! Poprawię się, będę żyła jeszcze oszczędniej, z całych sił postaram się zasłużyć na Twą szczodrość i empatię, których dowody składasz mi codziennie we wszelkich swych wystąpieniach publicznych.

Spróbuję zrezygnować z szamponu do włosów za 8 złotych, wypróbuję ten za trzy złote pięćdziesiąt dwa grosze i jestem nieomal absolutnie pewna, że Ci mi wystarczy, bo mój Ci on, mój prawdziwie, ów szampon.

Porzucę wygórowane marzenie o nowych butach z rynku, o butach na zimę; pozostanę przy tych siedmioletnich, podreperuję co nieco klejem najniższego sortu, i jeszcze znowu niestrudzenie pochodzę…

Przecież nie muszę żreć codziennie jak nienasycona świnia – dla zdrowia, szczupłej sylwetki i dziarskiego samopoczucia wystarczy co drugi dzionek…

Oczywiście, że nie muszę palić papierosów, ani żłopać hektolitrów kawy – choć Ty także nie musisz żreć sushi ani stołować się w restauracjach pięciogwiazdkowych, na co zresztą masz nadprogramowe, premiowe talony od łaskawie boskiego, dla wybranych, rządu…

Zadowolę się byle ochłapem – może być drobna doprawdy reforma publicznej służby zdrowia albo systemu szkolnictwa, byle co tam, słowo daję. Starczy z powodzeniem, jeśli w ciężkiej chorobie będę mogła od razu liczyć na tomografię albo magnetyczny rezonans. Jeśli nie zemrę na wycieraczce u wrót szpitalnych. Starczy, jeśli NFZ pokryje koszty  normalnych plomb, jeśli przestanie mi pchać do zębów ten obrzydliwy i nie nadający się do niczego amalgamat. Jeśli w szkołach dzieci będą mogły rozwijać się intelektualnie i emocjonalnie, jeśli przestanie się je karać za to, że usiłują myśleć, jeśli się przestanie „lać je po łapach” niewidzialną linijką i z założenia traktować jak debili…

Jeśli pozwolisz, że nowoczesna skojarzona szczepionka dla noworodka przestanie być płatna, bo gdy mnie obecnie na nią nie stać, muszę kłuć maleństwo aż trzy razy w taką malusią kończynkę, a ono płacze i je boli i gorączkuje, a potem może choruje – rykoszetem za to, że matka za biedna…

Jeśli będzie mnie stać na to, że bez wyrzutów sumienia do teatru sobie skoczę raz na pięciolecie. Albo zamówię pizzę na telefon – ot, tylko od wielkiego dzwonu. Albo raz w życiu kupię puchową kurtkę nie w „lumpeksie”. To będę szczęśliwa do świąt kolejnych, przez cały rok niczym wyśniony szczygiełek!

Nie musisz przecież kupować mi ekskluzywnych fatałaszków, kosmetyków dla celebrytek, ani gier wideo. W zupełności poczuję się kosmicznie wprost obdarowana, jeśli uśmiechniesz się do mnie jeden raz w życiu bez tego fałszywego, cwanego grymasu w kącikach ust. Jeśli przez sekundę swojego ważnego jestestwa pomyślisz o mnie, kiedy niosę do mieszkania worek ciężkiego węgla, żeby napalić w piecu i się nieco ogrzać, a przy tym pozostaję cała dumna i blada, że akurat stać mnie było na cały worek węgla. Jeśli powiesz mi, że na miesiąc jeden wyrzekniesz się luksusowych wygód, do których przywykłeś w skali roku tak, jak gdyby Ci się należały dożywotnio za samo istnienie. Wtedy ja powiem Tobie, że właśnie próbuję Ci uwierzyć, że naprawdę walczysz dla mnie o lepszą Polskę. O to, żeby mojego pracodawcę było na mnie stać. O to, żebym pracowała w oparciu o umowę o pracę. Żebym wiedziała, że rzeczywiście istnieje coś takiego jak ubezpieczenie zdrowotne i płatny urlop.

Drogi, „Święty”, „beatyfikowany” za nieświętego życia niepisanym prawem ludzkim, mój Ty, mój kochany, polski Panie Polityku!

Czy wiesz Pan, że liczba samobójstw w Polsce wzrasta w tempie zastraszającym z roku na rok? Czy wiesz Pan, że liczba ta tym gorętsza w okresie świąt Bożego Narodzenia? Czy wiesz Pan, że ludzie w Polsce umierają specjalnie na Gwiazdkę? Czy wiesz Pan, że częstą przyczyną tak licznych samobójstw w naszej ojczyźnie są problemy ekonomiczne, domowe finanse nas – jakże maluczkich?

Nie wiesz? Mój, mój Ty, biedny, dalece nieświadomy, wspaniale sytuowany życiowo błaźnie. Powyższe dane jak przysłowiowy wół – stoją i ryczą w ogólnodostępnych statystykach policyjnych. By dotrzeć do nich, trzeba tylko przeciwstawnego kciuka, postawy dwunożnej i dostępu do Internetu.

Nie proszę o zbyt wiele. Proszę Cię, drogi „Święty” Polityku polski, o cień wstydu na Twojej twarzy – za to, kim jesteś i co czynisz. O cień człowieczeństwa. Zwykły powidok. O kroplę świątecznej magii. O ludzki głos – wszak z okazji Wigilii Bożego Narodzenia nawet niższego rzędu zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Tak, to ledwie krótka, wręcz niepomiernie błyskawiczna chwila, po jakiej wszystko wraca do „normy” i cała magia osiada niczym brudna szadź na gołej, miejskiej ziemi. Ale dla tej chwilowej magii, dla tego jednego wieczoru w roku, w jakim wszystko jest możliwe i jeszcze wszystko może być inaczej, lepiej, warto pisać listy, wciąż warto marzyć, choćbyś naiwną przeklinał mnie w myślach, choćbyś nie chciał mnie wysłuchać, choćbym rzucała żałosnym, niewidzialnym grochem o głuchą, zimną ścianę.

Choćbyś pozostawał głuchy i obojętny, i tak będę pisała do Ciebie listy. Co roku. Choćbyś błagał Boga o to, by do granic absurdu pozostawać dla mnie nieprzystępnym, choćbyś kasował do śmierci wszystkie komentarze i komunikaty, które umieszczam w sposób grzeczny, acz trudny, na Twoim publicznym – rzekomo – profilu społecznościowym, nadal będę słała do Ciebie listy. Zawsze.

Bo dla mnie już dawno wyparłeś pop-kulturowy logo-symbol Świętego Mikołaja. Teraz Ty jesteś moim przeuroczym grubaskiem, przerośniętym krasnalem w jaskrawoczerwonej czapie, z nosem zaróżowionym od herbaty z rumem, z workiem… istnych cudów dla wybrańców, dzierżonym na strudzonych codziennym społecznictwem plecach.

Pokochałam Cię, Panie Polityku, mój „Święty”, za Twoją małość i błazenadę, za Twoją kreskówkość krasnala, za Twoje ciągłe umywanie rąk od mojego banalnego, nic nie znaczącego losu. I z tej miłości, już zawsze będę tworzyła specjalnie dla Ciebie moje listy.

Z wyrazami miłości.

Corida – Ide Prosto

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *