Ide prosto – Zbawcy, nawiedzeni i znawcy, czyli joga po polsku

Polska, jako jedyna w Europie będąca niegdyś królestwem, nie posiada swoich regaliów, ostał nam się ino miecz, szczerbiec, nawet z jednego z naszych tronów królewskich zrobiono ubikację.

Regalia
Skarbiec Koronny (Thesaurus Regni) był dobrem narodowym, którego przez wiele lat pilnowano z największą czcią. Otwierano go oficjalnie niezwykle rzadko, z okazji koronacji lub potrzeby przeprowadzenia inwentaryzacji. Opiekę nad nim sprawował podskarbi wielki koronny. Klucze do drzwi tej instytucji miało sześciu dygnitarzy państwowych (senatorów), kasztelanowie: krakowski, poznański, wileński, sandomierski, kaliski i trocki. Do skarbca można było wejść tylko za ich zgodą lub w ich obecności. Dodatkowo jeszcze wymagana była w tym celu odpowiednia uchwała sejmowa. W dobie I Rzeczypospolitej niekiedy odchodzono jednak od urzędowych zasad i zdarzały się incydenty.
Rozkazem króla Fryderyka Wilhelma II miał być w największej tajemnicy przekazany Skarbiec Koronny tajnemu radcy Ludwikowi Antoniemu von Hoymowi, który z kolei miał zabezpieczyć jego transport przez Śląsk do Berlina. Zadanie wywiezienia kosztowności wykonano w nocy z 3. na 4. października 1795 roku. Sprowadzony przez Prusaków ślusarz wyłamał zamki w drzwiach komnat skarbca, a następnie otworzył wszystkie skrzynie i puzdra. Skradziono drogocenne precjoza i klejnoty koronne, pozostawiając wyłącznie to, co nie miało wartości kruszcowej. Polskie insygnia koronacyjne przewieziono do Berlina, tam stały się częścią skarbca Hohenzollernów. Kilka lat później, po przegranej wojnie z cesarzem Napoleonem I, zbankrutowany król pruski, Fryderyk Wilhelm III, kazał zarządzeniem z 17. marca 1809 roku rozbić i przetopić polskie regalia królewskie. W 1811 roku przeprowadzono w Królewcu ich komisyjne zniszczenie. Z pozyskanego złota i srebra wytłoczono monety. Kamienie szlachetne, i inne przedmioty niewykonane z drogocennych kruszców, sprzedano.
Tron Polski
Urodzona w 1729 roku w Szczecinie jako córka księcia Christiana Augusta von Anhalt-Zerbst Niemka już jako Katarzyna II kazała przywieźć z Warszawy polski tron królewski. Z jego opisu wynika, iż był to solidny mebel z dębowego drzewa. Zatem nie mógł to być fotel Stanisława Poniatowskiego. Jeżeli to prawda, to musiał być Tron Wazów czy Sobieskiego. Podobno po przywiezieniu tronu do Petersburga Katarzyna II kazała wyciąć w siedzisku dziurę i podstawić pod nią nocnik. Miał jej służyć jako sedes. Na nim też zginęła. Wokół okoliczności śmierci carycy Katarzyny narosło wiele legend. Według jednej z nich, wspomnianej przez Wacława Gąsiorowskiego i Waldemara Łysiaka, zginęła w toalecie, siadając na sedesie, w którym zamontowany był zatruty, sprężynowy bagnet [są to informacje powtórzone za Wikipedią].

Stąd pewnie płynie niezwykła skłonność w naszym kraju do wszelkiego rodzaju genealogii i tęsknot za „pańskim” pochodzeniem; czasem to zabawne hobby, a czasem żałosny akt determinacji.

Na ojca narodu, na jego zbawcę i niemalże króla, kandydują kolejni politycy, „nawiedzeńcy”, fanatycy oraz inni, może mniej poszkodowani na umyśle, ale za to z ambicjami wielkimi, pomazańcy koła fortuny. Jeśli nie można znaleźć się na czele kolumny marszowej, to chociaż w orszaku dookólnym nowego pomazańca próbuje się zameldować a to jeden, a to drugi zapoznany geniusz. Każdy dumnie wypięty na rodaków z ogromnym „JA” wypisanym na czole. Pierwszy patrzy w lustro, kłaniając się swemu odbiciu, następni mają przed oczyma „anus mundi” poprzednika, i tak stoją w kolejce po zbawienie jeden przed drugim, zawsze sami ze sobą i dla siebie. Czasem przemówią ludzkim głosem do narodu, czasem okażą mu łaskę płynącą z dobroci serca swego, ale zawsze to akt łaski jest, nigdy człowieczeństwa, gdyż boski przywódca nie może być jak wszyscy – człowiekiem. I cóż się dzieje, kiedy nagle znika światło oczu naszych? Czy wali się świat, czy grzmi niebo, czy słońce ciemnieje? Nie, nie, nie dzieje się nic, po prostu nic. Znika, jak przecięty czyrak, i znów można usiąść wygodniej. Kilka już meteorów przeleciało przez nasz nieboskłon i, czy lądowały na Wawelu, czy w Brukseli, różnicy wielkiej nie było i nie ma dla nas, dla ludzi, dla moich sąsiadów, kolegów z pracy, przechodniów, rodziny. Sen o wielkości, to ich samotny sen, który nie wiąże się z losem mojej ojczyzny, a czasami mam wręcz wrażenie, że Polska moja i Polska „wielkich”, to zupełnie osobne byty.

Posłuchajcie moi „wielcy” – w natłoku tyłków nadstawianych do pocałowania nam, przechodniom, już nie tylko chodzi o to, że przechodzimy koło nich obojętnie, ale coraz częściej zaczynamy się zastanawiać, w który wymierzyć pierwszego kopniaka.

Sztuka braku szacunku oraz ustawienia nóg w ćwiczeniu, nadstawiania tyłka do pocałowania, graniczy u nas z mistrzostwem, jaki osiąga się w jodze łącznie z wyrazem twarzy bliskiemu nirwanie. Mistrzostwem absolutnym, osiągniętym zresztą na drodze wieloletnich treningów, popisują się tu głównie urzędnicy, zacząwszy od najniższego szczebelka, a kończąc na samej górze, a jak wiadomo: urzędnikiem jest u nas każdy, od ciecia, aż po prezydenta.

Specyficzny ten kontredans trwa i cieszy się ogromnym powodzeniem. Tańczą politycy z narodem, urząd podatkowy z firmami, pracodawcy z pracownikami, nauczyciele z uczniami i rodzicami – czasem wygląda to jak jarmark cudów, a czasem jak „danse macabre”.

Ale to jeszcze nic doprawdy, ponieważ najzabawniejszym jest wysłuchać, jak inna jeszcze siła absolutnie zbawcza dla narodu – media wszelkie od prawej do lewej i po środku –  pieją, wyznaczając wysokość cokołów dla wszelkiej maści idoli.

Bo, ponieważ, albowiem, przecież taki polityk to ma być przywódcą, prowadzącym, wyznaczającym, tak jak i my, media – bowiem mamy misje różne, ważne i ważniejsze jeszcze, i spełniamy dla narodu rolę. I słyszy się głos profesjonalisty, politologa najlepiej, iż jego zdaniem nie o to chodzi, żeby słuchać, co tam jacyś ludzie mówią, ludzie ogólnie są głupie, ważne, żeby ludzie od nas, od specjalistów, profesjonalistów i od przywódców narodu usłyszeli, co mają robić, jak mają robić, ile za to zapłacić mają, oraz co jest najważniejsze, a co tylko ważne. Kolejni kandydaci w pozycji lotosu z tyłkiem do wycałowania stają do nas, otworem. Dziennikarze wszelakiej maści, felietoniści, specjaliści i znawcy, a także fachowcy, jak również wpływowi oraz opiniotwórczy. Tylu ludzi, tylu ludzi, aż dziw bierze i coraz trudniej was po tyłkach rozpoznawać, moi drodzy.

Coraz więcej ekstremów upada, coraz mniej nawiedzonych bożków się pojawia, czas na oczywistości, gdzie władza nie przewodzi, a służy. Postawy typu ja – zbawca narodu, będą za kilka lat po prostu leczone, jak wszelkie dewiacje, ponieważ lista oszołomów i spryciarzy jest coraz krótsza i mam nadzieję, że przyszłe wybory znów ją nieco obetną.

Nie wierzcie politykom. Zresztą udzielanie mandatu temu zestawowi, który się tak męczy, nie mogąc zejść, jest doprawdy nieludzkie. Ci ludzie odlecieli już tak daleko, że doprawdy są bardziej kosmitami niż ludźmi. Utrzymując ich dalej na orbicie, skazujemy ich na spłonięcie w atmosferze, oni muszą w końcu wylądować.

Nie wierzcie też ekspertom, ich wiedza jest polityczna, służy nie prawdzie, ale pieniądzom, jest jak narzędzie, samo w sobie niezdemoralizowane do końca, ale jest mu obojętnym, kogo teraz przybija się do krzyża.

Nie wierzcie dziennikarzom, ich opinia kieruje się interesem środowiska, a miarą uczciwości dziennikarskiej jest cena za słowo w artykule lub czasopiśmie. Ich stosunek do was jest dydaktyczny, przecież media mają wyznaczać kierunki i trendy, informować was, ale nie was słuchać, dla nich jesteście nudni i nie podniesiecie oglądalności z waszymi małymi, mdłymi problemami i pensjami.

Atrakcyjni jesteśmy dla nich tylko wtedy, kiedy nadchodzi czas umierania jako statystyka w wypadkach, lub kiedy zabijamy się nawzajem.

Gdyby, nie daj Bóg, nadszedł czas wojny, w naszych szeregach na froncie na pewno nie zobaczysz tych twarzy. Tam będziemy tylko my.

Matador – Ide prosto

Przykłady:

Polska polityka siermiężno-medialna;

prosto z Lublina:

Media w interpretacji Maxa Kolonko:

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *