Idea gniazda

Idea gniazda 2

Pisząc o możliwej interakcji z obcymi w ramach Programu Odyseja na Tosterze, zawsze zastawia mnie kwestia dotycząca powodów ewentualnej interakcji. Stawiając się w roli bardzo rozwiniętej cywilizacji kosmicznej, która natrafiła w swoich podróżach na dość prymitywną jeszcze ludzkość – trzeba zapytać o powód pierwszego kontaktu, zadając proste pytanie: po co w ogóle lądować?

Na wstępie odrzućmy kilka złudzeń. Obcy na pewno nie wylądują na Ziemi z powodów, które są dla ludzkości teraz ważne: złota, metali, ziem rzadkich, innych minerałów czy energii. Gdyż każda mająca możliwość poruszania się w Kosmosie obca cywilizacja jest w stanie znaleźć setki razy wydajniejsze źródła energii, a samych pokładów  pierwiastków jest tysiące razy więcej w pasie planetoid naszego układu słonecznego. Są one rzadkie na Ziemi, lecz bardzo powszechne w Kosmosie.

Ryzykownym, lecz jednym z realnych założeń pierwotnych, mogłoby być nasze terytorium. Nadająca się do zamieszkania planeta, idealna dla czułych na ciepło i ciśnienie biologicznych organizmów. W takim miejscu nie trzeba budować habitatów – jeśli nasze bakterie i wirusy byłyby dla obcych poprzez niekompatybilność biologiczną nieszkodliwe.

Filmowe science fiction zwykle bardzo upraszcza problem terytorialny, stawiając rozwiniętych technologicznie obcych na naszym niedorozwiniętym poziomie moralnym. Uznając, że technologie obcych nie rozbudowywały się równolegle z ich duchowością – są więc oni dalej tak samo krwiożerczy i prymitywni, jak my. Jak każdy złowieszczy organizm, który odniósł sukces. Ewoluując, musiał wygrać konkurencję z biosferą, dostosowując otoczenie do własnych potrzeb – musi więc rozumieć ideę podboju i zasiedlenia.

Pierwsza z brzegu wersja najazdu obcych czyni z nich białych Europejczyków – konkwistadorów, którzy przybyli na nowy kontynent, spotykając miejscowy inteligentny gatunek – Indian. Po wylądowaniu, biali najpierw użyli najskuteczniejszej broni masowego rażenia, jaką dysponowali, w postaci europejskich chorób (obcy użyliby asteroid, gdyby nie mieli czegoś skuteczniejszego), następnie wyparli osłabione organizmy społeczne z najlepszych ziem, by ostatecznie odciąć pozostające jeszcze przy życiu ludy od ostatnich źródeł pożywienia (celowa eksterminacja bizonów). Resztkę wyrżnęli, a dla ostatnich pozostających jeszcze przy życiu i ukrywających się na pustyni osobników, znaleziono miejsce w zoo. By tym bardziej podkreślić odniesiony sukces – kiedy Indian zamykano w rezerwatach, „zdobycze” przywiezione z prerii wystawiano na widok publiczny.

Pomimo że Indianie korzystając ze swojej inteligencji, również dostosowywali się do inwazji – podbój przebiegał zbyt szybko, aby mogli stawić opór w wystarczająco zorganizowany sposób. Oswojenie nie spotykanego wcześniej w obu Amerykach zwierzęcia – konia, pozwoliło na odniesienie kilku sukcesów w wojnie partyzanckiej z białymi (prowadzonej głównie przez Apaczów na preriach), lecz to wykorzystanie „broni obcych” nie przełożyło się na dogłębne zrozumienie ich zaplecza i siły. Poza tym źródło ich potęgi – Europa była poza zasięgiem odwetu; tak samo, jak poza naszym zasięgiem znajduje się jakakolwiek obca planeta.

Drugą ważną koncepcją powodu kontaktu (oprócz podboju) jest klejnot w koronie planety Ziemi, czyli nasza biosfera. Kilka miliardów lat biologicznego szukania najlepszych rozwiązań przystosowawczych metodą prób i błędów, na pewno jest dorobkiem o kolosalnym znaczeniu. Czerpiąc pełnymi garściami z osiągnięć natury, sami o tym wiemy najlepiej.

Warunki rozwoju prawie każdej z form życia na planetach skalistych są podobne. Muszą one przezwyciężyć efekty cieplarniane, bądź lodówkowe, wpuszczając odpowiednie gazy do atmosfery. To życiu zawdzięczamy np.: powszechną obecność tlenu. Po ustabilizowaniu temperatury następuje globalny intensywny rozrost biologicznych form, które bardzo szybko się różnicują, rywalizując ze sobą o pokarm. Najlepsze z nich budują bardzo skomplikowane sieci zależności, łączące się razem w lokalne ekosystemy. Ta historia zapisana jest w naszym kodzie genetycznym i musi być dla obcych wiele warta.

Problem polega na tym, że kod kopiuje się do każdej z form życia. Innymi słowy prawie każde zwierzę powie obcym kompletną historię przemian najlepiej przystosowanych do życia form – wystarczy, że zmienią ekspresję genów. Mogliby oni przefrunąć tylko przez nasz układ słoneczny, porywając przy tym kilka organizmów z różnych poziomów drabiny zależności. Najciekawsze byłyby zapewne te dwa różniące się płcią ludzkie osobniki, które dożyłyby swoich dni, poddawane nieustannym testom na jednym z przemierzających przestrzeń żaglowców. Gdyby były naprawdę interesujące, na stare lata pewnie trafiłyby do zoo i bawiły dzieci obcych, ciekawie zaglądające przez szybę, na macierzystej planecie odległego układu gwiezdnego.

Trzecią i według mnie najbardziej godną rozważenia ewentualnością jest idea gniazda.

Idea polegająca na wyrażeniu przez obcych chęci połączenia się z naszą biosferą w celu zbudowania jeszcze bardziej skomplikowanego systemu – kosmicznego, interakcyjnie przenikającego się życia.

Przemiana tego rodzaju składa się z dwóch zasadniczych skoków rewolucyjnych.

Pierwszym będzie próba połączenia dwóch, całkowicie odmiennych biosfer oraz prawdopodobnie podobnych nieco do siebie systemów społecznych.  Prawdopodobieństwo nieco podobnych systemów społecznych opieram na następującym przemyśleniu: identycznie do tego, iż kończyna jest najlepszym rozwiązaniem w poruszaniu się po nierównym terenie, na każdej skalistej planecie ewolucja dojdzie do tego samego wniosku, że systemy społeczne, jeśli chcą być skomplikowane i potężne, muszą nawiązywać do jednego, najlepiej działającego wzorca. Natomiast drugim – znacznie trudniejszym elementem – będzie zbudowanie tego związku w trójwymiarze – najlepiej w punkcie Lagrange’a w Kosmosie (przyp. red.: miejsce w przestrzeni, w układzie dwóch ciał powiązanych grawitacją, w którym ciało o pomijalnej masie może pozostawać w spoczynku względem ciał układu).

Wszystkie próby połączenia odmiennych kultur są trudne. Oczywiście można próbować te kultury scalać i homogenizować – jednak jest to droga na skróty. Jeśli uda się tolerancyjnie współżyć z korzyścią dla wszystkich stron w środowisku tygla „ideowo-stylo-życiowego” – wtedy można uzyskać efekt dodany, który będzie komplikował i jednocześnie wzmacniał system. Im bardziej różnorodny organizm, tym na więcej różnorodnych wyzwań może on odpowiedzieć.

Homogeniczny system, w którym znajdzie się słaby punkt, z definicji już jest martwy. Ostateczny upadek jest dla niego tylko kwestią czasu, bo z racji mono-tożsamości nie posiada on mocnej strony. Jednak system różnorodny jest odporniejszy na zagrożenia, bo ustawia się wobec nich swoją lepiej przystosowaną do odpowiedzi, i do radzenia sobie z danym czynnikiem, stroną.

Tego typu założenia powodów pierwszego kontaktu – próby połączenia obu organizmów w celu zwiększenia odporności na zmiany – mogą być podwaliną znacznie bardziej trwałego związku. Jest to znany z historii schemat, zaledwie rozwinięcie pierwotnej idei paktu obronnego dwóch państw, który po latach przeradza się we współzależność gospodarczą, a potem, po setkach lat, nawet w zależność biologiczno-kulturową.

Idea „multi-kulti” w formie stosowanej na zachodzie, jest intelektualnie naiwna i płytka. Nie można zbyt szybko łączyć za bardzo odległych bytów, gdyż wzajemne niezrozumienie oraz rozbieżne cele powodują powstanie napięć mogących zaowocować wrogością. W obliczu problemów tego rodzaju, świat Europy zachodniej wypracował mechanizm zamiatania problemów pod dywan, w postaci nieinformowania o powiązaniu napływowej ludności z przestępczością. Ponadto stworzono mechanizm automatycznego założenia, że wszystkie napływowe ludy będą dążyły do pełnej społecznej integracji. Wszystkim „obcym” po prostu daje się pieniądze, licząc na to, że dzięki nim wymoszczą sobie swoje nowe gniazdko, nabędą nowej wiedzy i zapłacą sobie za szereg szkoleń, by po chwili zacząć zarabiać na swoje nowe społeczeństwo – idąc pokornie do pracy. To założenie o wewnętrznej potrzebie integracji i asymilacji ludów napływowych było z gruntu błędne. Nie stworzono systemowego nacisku na opłacalność tego typu działania.

Problemy wzajemnej integracji kultur, które pochodzą z różnych planet, będą jeszcze głębsze. Dlatego już na samym wstępie należy porzucić próbę wzajemnej integracji poprzez bliskie interakcje, czyli należy zakładać, że ludzie i obcy będą musieli się porozumieć, jeśli będą mieszkać niedaleko od siebie i załatwiać razem różne sprawy. Założenie, że pierwszą reakcją w takiej sytuacji będzie stygmatyzacja, podzielenie i agresja – jest jak najbardziej słuszne.

Ponadto, gdyby obcy rzeczywiście chcieli się znaleźć się sytuacji, w której będą czerpali pełnymi garściami ze związków z naszą kulturą – nie mogą sobie pozwolić na to, by ją przytłoczyć i niszczyć. Nie mogą więc osiedlać się na Ziemi. Zachwyciliby nas swoją inteligencją, wyższością technologii oraz prawdopodobnie również sztuki i kultury. Dlatego po pewnym czasie – przy założeniu pokojowej współegzystencji – kolejne pokolenia Ziemian przejmowałyby coraz więcej z „lepszej”, bo bardziej dominującej, formy zachowań pozaziemskich. Ludzka kultura zanikałaby powoli, wraz z odchodzeniem od tradycji, tak jak w epoce Internetu i powszechności języka angielskiego, wymierają niszowe plemienne języki.

Przeniesienie i połączenie wzajemnych interakcji musiałoby się odbyć na neutralnym gruncie. Moglibyśmy próbować wspólnie (współpracując ze sobą) zasiedlić pewien pusty i trudny do opanowania glob. Kłopoty scalałyby nas, a cele i wyzwania byłyby wspólne. Lecz z racji faktu, że w naszym układzie słonecznym nie ma miejsca, które w swojej naturalnej formie sprzyjałoby życiu i wszędzie byłoby trzeba żyć w barycznie i termicznie izolowanym habitacie – to już lepiej zbudować taką stację-bazę bliżej, gdzie będzie zapewniona łączność w czasie rzeczywistym z ziemskim globem. Budowanie obiektu w przestrzeni najlepiej przeprowadzić w trójwymiarowej formie.

Przeniesienie życia w trzeci wymiar, to zmiana jakościowa, wynosząca nas ponad ograniczenia napięcia powierzchniowego. Jest to jednocześnie kolejny powód, dla którego tego typu przedsięwzięcie się powiedzie, bo ludzkość doceni ten skok jakościowy, jaki odniesiemy dzięki interakcji i budowie po przybyciu obcych form życia.

Życie na Ziemi widziane z Kosmosu, postrzegane jest bardziej prawdziwie. Widać wówczas prawdę o jego słabości i dwuwymiarowości. Z orbity – biosferę widzimy jako niewielką i nieznaczącą w aspekcie grubości warstwę, która przylega do martwej biologicznie planety. Jesteśmy zaledwie napięciem powierzchniowym Ziemi.

Wymiana gazowa w oceanach zachodzi tylko w warstwie pierwszych kilkudziesięciu metrów, gdzie dociera jeszcze choć trochę światła słonecznego. Podobnie jest z lasami. Ich grubość – nawet w najbardziej sprzyjającym miejscu nie może przekraczać stu metrów. Pierwszym ograniczeniem jest efekt kapilarny niepozwalający na wynoszenie wody na większą wysokość (przyp. red.: drzewa mogą być tylko tak wysokie, jak wysoko mogą dostarczać czerpaną korzeniami wodę); drugim, znacznie ważniejszym ograniczeniem, jest przenikalność światła. Odkąd powstał na Ziemi chlorofil, jako narzędzie pozyskiwania energii bezpośrednio ze światła słonecznego, każda forma życia musi utrzymywać się w cienkiej warstwie produkującej żywność, w niewielkiej odległości od źródeł wszelkich zasobów.

Pewien wyjątek stanowi tu ocean, w którym grawitacja sprawia, że żywność naturalnie opada na jego dno, gdzie przetwarzają ją przydenne formy recyclingowe. Jednak nawet tam mamy do czynienia po prostu z drugą cienką warstwą bogactwa życia. Z kolei kominy podwodnych wulkanów tworzą zaledwie lokalne oazy, bazujące na rozkładzie związków chemicznych przez bakterie i nie stanowią w swej skali zjawiska globalnego.

Dla życia jako systemu interakcji, trzeci wymiar jest nadal niezbadanym lądem.

Pomimo tego, że ptaki i ryby mogą przemierzać spore długości wektora wertykalnego, to zwykle każdy z gatunków przystosowany jest do życia w określonej warstwie. Zwierzęta przystosowują się do egzystencji na określonym piętrze lasu czy głębokości oceanu, mogąc przemierzać go w tej płaszczyźnie dowolnie daleko, lecz nie schodzą często dużo wyżej, ani niżej, bo warunki biologiczne nie predestynują ich do tego.

Jakby więc miała wyglądać trójwymiarowa interakcja międzybiologiczna i międzykulturowa?

Odpowiedź brzmi: w postaci utrzymywanej w jednym punkcie w pobliżu Ziemi (np.: pomiędzy Ziemią a Księżycem w punkcie libracyjnym L1) ogromnej stacji kosmicznej. Idea gniazda zawiera w sobie prostą do wyobrażenia możliwość wybudowania kulistego miasta, w którym jakakolwiek fizyczna, czy informacyjna, komunikacja nie będzie jakimkolwiek problemem. Łatwo można przekonać się o tym w miejscach, gdzie dopiero co wybudowano metro, czy autostradę na estakadzie – z każdym nowym poziomem wzwyż, problemy komunikacyjne maleją wykładniczo.

Kolejnym, poza rozwiązaniem problemów komunikacji, elementem – jest możliwość budowania zrównoważonego ekosystemu, w którym każda kultura, zarówno Ziemian, jak i obcych, podlega podobnej sile wpływu i reprezentacji.

Początkowa budowa stacji może polegać na stworzeniu dwóch, nieco spartańskich, habitatów połączonych cienkim łącznikiem, gdzie ludzie i obcy mogliby wymieniać się fizycznymi przedmiotami, lecz nie stanowiliby dla siebie bezpośredniego zagrożenia. Przepływy informacyjne za obopólną zgodą byłyby dostępne od razu i w pełni. Następnie dodawałoby się elementy poszczególnych funkcjonalności do każdej ze stron, zgodnie z życzeniami mieszkańców i określeniem listy priorytetów, jaką każda z cywilizacji otrzyma ze swoich macierzystych planet. Dodawałoby się również coraz więcej kultur – oczywiście przy założeniu, że cywilizacja obcych po globalizacji nie stanie się całkowicie homogeniczna. W ten sposób uczylibyśmy się o różnych odcieniach wyrażania każdej z tak odmiennych biologicznie form. Następnie każdy z habitatów osiągnąłby populację wystarczającą do zastępowalności pokoleń – innymi słowy, stałby się genetycznie samowystarczalnym bytem. Dla ludzkości – minimum przeżywalności, to 200 osób, pełna różnorodność byłaby możliwa w okolicach 1000., a minimum społeczne, to 5000 – wtedy bowiem dopiero nie jesteśmy w stanie każdego poznać. Wtedy – po osiągnięciu minimum dla każdej ze stron – należałoby stopniowo zwiększać liczbę fizycznych interakcji i połączeń pomiędzy kulturami, poszerzając i zwiększając liczbę łączników. Wszystkie problemy międzygatunkowe należy zbadać i rozwiązać w tej, najmniejszej z możliwych, skali.

Po przełamaniu wzajemnej niechęci, będzie można dalej się rozwijać – dobudowując elementy, które wymagają międzygatunkowej współpracy (np.: stocznia dla nowych statków kosmicznych). Cel, jakim byłoby rozbudowywanie stacji, byłby korzystny i czytelny dla obu stron. Horyzontalnie rozwijające się miasto zwiększa dobroczynny efekt dostępności o 115%, przy zwiększeniu rozmiarów o każde 100%, a przy mieście rozwijającym się w trójwymiarze, ten pozytywny efekt skali byłby znacznie potężniejszy.

Zgodnie z teorią systemów, im prostsze są początkowe założenia systemu, tym łatwiej (jeśli założenia te są słuszne) zbudować na nich bardziej zawiłe interakcje. Tym samym, w takim testowym i trudnym z przyczyny różnic biologicznych środowisku, moglibyśmy sprawdzić nasze największe osiągnięcia w zakresie interakcji społecznej – np.: zasadę: „kończenia się wolności jednostki, kiedy narusza ona wolność innej”. Pozwoliłoby to zbudować bazę wiedzy, która pomoże nam rozwiązać wszelkie inne konflikty – głównie na Ziemi.

Brak bezpośredniego wpływu na naszą planetę i brak na niej obcych, również byłby bardzo korzystny. Gdyż każdy błąd z ich strony powodowałby narastanie niechęci, a każda skuteczna pomoc odbierałaby samostanowienie, ograniczając wolność – to poniżające: przekonać się, że obcy wiedzą lepiej, co jest dla nas lepsze.

Separacja pozwoliłaby odbudować po pierwszym kontakcie pewność siebie (ludzkość będzie w szoku, gdy dowie się, że to nie ona pierwsza przemierzyła Kosmos) i przekonać się, że samodzielnie potrafimy radzić sobie z naszymi największymi problemami i nie potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Przykładowo: powołanie jednostek policyjnych wśród obcych, które przez swoją nadrzędną technologię niwelowałyby ludobójstwa i inne zjawiska masowego terroru, sprzyjałoby stygmatyzacji człowieka w roli gorszego gatunku.

Ponadto, poprzez interakcję jedynie za pośrednictwem stacji kosmicznej, zaangażowanie ekonomiczne obcych może być naprawdę niewielkie. To dobrze, bo będziemy dla nich mniejszym obciążeniem. Trzeba pamiętać, że ich macierzysta planeta będzie mieć pewne problemy z logistyką na naszym obszarze. Obcy w strefie naszego układu słonecznego będą mieli do dyspozycji tylko ułamek swoich możliwości wytwórczych i zaledwie znajdujące się tutaj statki. Brak obciążeń może prawdopodobnie przyczynić się do większego sukcesu takiego przedsięwzięcia.

Oczekiwanie od przyjaźnie nastawionych obcych natychmiastowego transferu wszystkich zaawansowanych technologii, czy zakończenia głodu na świecie (przy jednoczesnej nieufności wobec tego, czym nas karmią), mogłoby spowodować bardzo wiele negatywnych konsekwencji – włącznie z odwróceniem się od nas nowego sojusznika. Tymczasem, w wyniku naturalnych skutków braku możliwości dowozu wystarczającej ilości zasobów poprzez odległości – pierwszy kontakt będzie mógł być bardziej ascetyczny i pełen spokoju.

Podsumowanie?

Dyskusja o możliwych propozycjach dla obcych, z naszej – ludzkiej strony – powinna być elementem dyskursu naukowego, gdyż zawsze istnieje możliwość, że do takiego kontaktu dojdzie, więc powinniśmy być na niego w pewnym stopniu gotowi. Przedstawienie wachlarza propozycji współpracy (obcy raczej nie będą zainteresowani wymianą handlową – co najwyżej pozyskaniem dzieł sztuki) – gdzie jednym z elementów może być np.: dopracowana antropologicznie idea gniazda – sprawi, że zyskamy  większą szansę na potraktowanie nas przez bardziej rozwiniętą cywilizację wystarczająco poważnie.

Jednocześnie, kiedy w dalekiej przyszłości – to jednak nam przyjdzie się nad napotkaną i gorzej rozwiniętą cywilizacją pochylić, wtedy nasza moralność będzie głębsza o historię rozważań, w którym sami stawialiśmy siebie na pozycji owego „słabszego napotkanego”.

Pomimo systemowego (opartego na strachu przed śmiesznością) oporu środowisk naukowych przed tego typu „niepoważnymi” rozważaniami, skłaniam się do konkluzji, iż na takim dyskursie niczego nie stracimy.

Zibikendo

 

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Rozważania które są niezwykle intrygujące nie tylko ze względu na obcych czy kosmos , ale przede wszystkim ze względu na nas samych tu na ziemi, popatrzcie jak trudno porozumieć się z każdą inną cywilizacją, jak trudno przerwać trwającą od wieków wojnę z islamem, jak trudno pojąć chińczyków i co się dzieje w krajach które zostały zdominowane przez cywilizację post europejską z autochtonami

    • Stworzenie uniwersalnych zasad pierwszego kontaktu będzie nam opracować dość łatwo – sprowadzają się one do ostrożności –
      „nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów.”

      Z kolei zasady współżycia i rozbudowywania zaufania pomiędzy dwiema skrajnie różnymi grupami –
      są okazją, aby pomóc sobie tu i teraz – właśnie w konfliktach wybuchających na Ziemi,
      potrzebujemy więc tego dyskursu nie tylko na okazję ewentualnego kontaktu z obcymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *