Inkluzja – czyli winni za nic

Inkluzja – czyli winni za nic 1

Inkluzja, czyli wtrącenie. Element obcości w swojskim bycie. Jest to coś niezwykłego, coś jaskrawie się wyróżniającego. Jest to coś, co po pewnym czasie zostanie otorbione i wydalone z organizmu albo stanie się ubogacającą go częścią.

Element inkluzyjny staje się kluczowym czynnikiem w homogenicznym systemie. To jego zauważymy jako pierwszy. Jest on więc swego rodzaju wizytówką całości, klejnotem w koronie takim, jaki dla korony brytyjskiej stanowiły Indie.

Paradoksalnie kultura Indii była skonstruowana wokół eliminacji inkluzji, szukając homogenizacji, dzieliła na coraz drobniejsze plastry wszelkie meandry otoczenia.

Kiedy około 1600. roku przed naszą erą wulkan Santorini sprawił, że największa dotychczasowa kultura morska – dosłownie i w przenośni – została zatopiona[1], do rolniczych Indii zaczęli napływać Ariowie: pierwsze pasterskie plemiona obce. Do tego czasu na wielkiej płycie Euroazjatyckiej piętrzącej Himalaya („kraina śniegów” w sanskrycie) i oddzielonej od zachodu pustynią Thar, a od wschodu deltą Gangesu, rolnicze ludy Beludżystanu i doliny Indusu zaznawały tysięcy lat szczęścia i względnego spokoju.[2] To między innymi dlatego na tych terenach rodzaj ludzki egzystuje tak licznie.[3] Jednak wraz z przybyciem Arjów, sielskie rolnicze czasy przeminęły, bo kultura osadnicza dająca tanią żywność (dzięki uprawie zbóż na bardzo żyznej ziemi) wymieszała się z dzikszą i dużo agresywniejszą roszczeniową postawą pastewną. Rolnik musi bowiem tylko ciężko pracować, by utrzymać ziemię. Pasterz musi natomiast walczyć z dzikimi drapieżnikami, starać się o schronienie dla hodowanych zwierząt i nieustannie odkrywać nowy, wciąż atrakcyjniejszy teren.

Od wielkiej bitwy dziesięciu królów[4], kultura Indii została cofnięta w rozwoju[5], w wyniku podbojów ponownie stając się rolniczo-pastewnym konglomeratem. To wtedy właśnie w tym pięknym kraju zaczęto dzielić ludzi na warny, czyli stany społeczne. Wraz z ewolucją idei (grupowania ludzi w pęczki lepszych i gorszych), doszło do jeszcze bardziej szczegółowych podziałów – tak właśnie narodziły się podgrupy warn, czyli kasty.

Tego typu idea – wyrzucania ze homogenizowanych struktur wszelkich inkluzji – zarażała kolejne arystokratyczne umysły, a przebieg tej pożogi przypominał nieco opis walki o niepodległość Mahatmy Gandhiego: Najpierw cię ignorują. Potem się z ciebie śmieją. Później z tobą walczą. Na końcu wygrywasz.[6]

Taka idea jest jak wirus karmiący się wątpliwościami, który wszystkie argumenty przeciw – po prostu połyka. Nie ma bowiem niczego trudniejszego dla ludzkiego umysłu, niż nieuzasadniona własnymi poczynaniami pycha. Niż przekonanie o własnej wyższości, mające swoje podłoże w odgórnie określonej zasadzie. Wynikające z tej zasady przywileje były podstawą prawa realizującego się w ramach systemu kastowego – dewanagari – oznaczającego po prostu „urodzenie”. Ci, którzy byli niżej na szczeblach drabiny społecznej, nadal czuli się lepsi, bo zwykle mieli jeszcze bardzo wielu „gorszych” pod sobą. To budowało im samoocenę, kreując przy okazji system quasi niewolniczy. Pycha bycia „lepszym”, była udziałem ogółu, cementując przy okazji brak poszanowania dla prób awansu po szczeblach kast.

Każda kasta musiała być czysta. Pozbawiona elementów niewspółgrających – zarówno gorszych, jak i tych lepszych. Nie mogła mieć w sobie niczego niepasującego. Dlatego społeczeństwo w kolejnych wiekach dzielone jest na coraz wyraźniej krystaliczne płaszczyzny – coraz cieńsze w celu dążności do dokonania podziału dla niepodzielnego. Człowiek jest bowiem kompletnym Wszechświatem, nieporównywalnym jestestwem – absolutnie dynamicznym i żywym. To dlatego system kastowy i podkastowy w Indiach wyróżniał ponad trzy tysiące wynikających z urodzenia przynależności. Był nieudolną próbą szufladkowania ludzi, wciskającą nieregularne klocki do, odgórnie ustalonych i zamrażających możliwość społecznego awansu, przegródek. Kiedy nic nie zależy od stylu życia, a o wszystkim decyduje pozycja startowa, wynikająca z pierwotnego umiejscowienia w hierarchii genów – wtedy naprawdę nikomu niczego twórczego się nie chce.

To dlatego Indie były podbijane przez całą swoją historię, aż do czasów współczesnych, kiedy po raz pierwszy od tysięcy lat silą się na samodzielność. Obecnie nadal toną w śmieciach, a ludzie z nizin społecznych żyją tam w rynsztokach i władze lokalne nawet się tego nie wstydzą.

To są efekty braku docenienia przebojowości. Tłumienia możliwości zmian trudnego życia. Utrwalane przez setki lat blokady woli, do dzisiaj zbierają swoje żniwo – pełne bezładu i zbiorowych gwałtów. Kultura niszcząca ducha przemian jest stabilna, ale nie pozwala na zdobywanie i kreowanie, odżegnuje od akceptacji dla nowej inkluzji.[7]

Indie nadal nie radzą sobie z budowaniem własnej pozycji na świecie, bo gro ludzi na prowincjach ciągle utrzymuje ten szkodliwy dla rozwoju system, żywiąc przekonanie o wynikającej z urodzenia wyższości i dążąc do usunięcia wszelkich inkluzji inności, w imię zachowania „czystości” kasty – rasy. Nowe czasy się rodzą, ale niewystarczająco szybko. Co czwarte dziecko rodzi się właśnie tam, i spośród różnych dużych państw świata, właśnie ten kraj najsilniej ukształtuje zdrowie światowej piramidy demograficznej w XXI wieku.

Ludzkość się pięknie zestarzeje wraz z nadchodzącym 2100 rokiem, lecz o formie tej emerytury będą decydowali będący w sile wieku pracujący – których największy odsetek będzie znajdował się w Indiach.

Z perspektywy Kosmosu, ludzkości potrzeba tych kilku przemian i akceptacji dla pewnych idei w kraju prawie doskonałego bałaganu, w sferze mentalnej prawie zupełnie pozbawionego inkluzji – dlatego musimy zastanowić się, jak ponownie zaszczepić poszanowanie dla jednostek i inkluzji w Indiach.

Jako kultura zachodu, w końcu jesteśmy im coś winni za to nic.[8]

Zbigniew Galar

[1] Upadek cywilizacji Minojskiej na Krecie.
[2] Kultura rolnicza na tych terenach powstała w IV tysiącleciu, a w III tysiącleciu pojawiły się miasta budowane z suszonej na słońcu cegły.
[3] Indie będą najludniejszym państwem świata od roku 2025.
[4] Źródło: Rygweda
[5] Wszystkie pierwotne plemiona ludzkie były nomadami.
[6] Mahatma Gandhi.
[7] Kultura indyjska wymyśliła je – lecz nigdy nie skorzystała z idei jaką było zero.
[8] Obecna era cyfrowa, nigdy nie narodziłaby się bez idei absolutnej pustki i braku.
B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Nie można tu pominąć systemu religijno – filozoficznego który rzutował na kastową struktórę Indii, zwróciłbym również uwagę na tworzenie się świadomości państwowej wraz z przybyciem na tereny nowych ludów z północy Europy wszakże jesteśmy jedną kulturą indoeuropejską, czyż to nie zepchnięte plemiona z indii południowych zamknęły koło dziejów emigrując do grecji na morze Egejskie, eksperyment eugeniczny w Indiach wprawdzie jest wysoce niemoralny w naszych współczesnych kategoriach, lecz tworzenie się warstw wynikało ze specjalizacji poszczegolnych społeczności wraz z odrębnością kulturową jaką ta społeczność reprezentowała. Nie mówimy tu o małym państwie gdzie społeczeństwo liczy powiedzmy 50 mln ludzi , mówimy o ogromnych organizmach społecznych liczących setki milionów ludzi-ich odrębność kulturowa mogła zostać zachowana i przechowana tylko w takich warunkach, co niewątpliwie speytryfikowało to społeczeństwo, pamiętajmy jednak że właśnie dolecieli do marsa

    Leonard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *