Interstellar (2014) – Horyzont zdarzeń pomyślnie przekroczony

Interstellar

Mnóstwo negatywnych głosów na temat filmu pt.: „Interstellar” kursuje w sieci – czas na recenzyjny głos Tostera Pandory.

Proszę Państwa, problem z odbiorem tego filmu wynika raczej ze zbyt swobodnej i karkołomnej interpretacji definicji gatunku science-fiction niż z osobliwego gustu. O gustach w tej recenzji dyskutować nie będziemy – szanuję odmienny gust, w zupełności rozumiem i akceptuję ludzi, którzy w fantastyce naukowej poszukują treści odmiennych od tych, których poszukuję ja, którzy przejawiają inne – wyższe – wymagania wobec tego gatunku. Mają do tego prawo. Ale o definicji gatunku dyskusję ochoczo podejmę. Po czym z przyjemnością naszkicuję, w którym dokładnie punkcie mapy tego gatunku – sytuuje się „Interstellar” Nolana. Bo sensem recenzji nie jest opowiadanie Czytelnikom, co się podobało recenzentowi. Sens recenzji zasadza się na tym, by przedstawić Czytelnikom możliwie najpełniejszą porcję prawdy o recenzowanym dziele – wskazać jego wady i zalety. Dlatego mój osobisty gust nie może i nie powinien wieść prymu w tym artykule. Nie będę dyskutowała o gustach – ani moich, ani Waszych. Odniosę się do gatunku, do konceptu, konwencji, treści i formy, przesłania oraz do różnych elementów składających się na dzieło, jakim jest film.

Interstellar 1

Gatunek science-fiction tym różni się od fantastyki, że zawiera właśnie cząstkę nauki, co odzwierciedla pierwszy człon nazwy. Brzmi trywialnie? Tylko z pozoru. Dobrze przypomnieć sobie, że nazwa wyposażona jest również w drugi, nie mniej istotny, człon – o wdzięcznym mianie „fikcja”. Zadaniem filmu science-fiction nie jest i nigdy nie było – przedstawienie najbardziej prawdopodobnego scenariusza dla rozwoju obranej idei naukowej, zupełnie nie na tym polega ta zabawa – w tę zabawę bawią się dzieła paradokumentalne. Film science-fiction chwyta ideę obecną w realnym świecie nauki – tezę, równanie czy teorię – i rozwija ją dowolnie, korzystając z potencjału wyobraźni (fantazji) twórców. Dlatego na nic się zdadzą w kontekście „Interstellar” jęki zawiedzionych widzów, powtarzających opinie w rodzaju: – Film opowiada nieprawdę, bo w sposób fałszywy przedstawia czarną dziurę… Ależ zadaniem „Interstellar” nie jest opowiadać prawdy o czarnej dziurze – oczywistym jest, iż człowieka w czarnej dziurze nigdy nie było, innymi słowy: nikt nie przekroczył horyzontu zdarzeń, natomiast gatunek fantastyki naukowej jak najbardziej zezwala na owo przekroczenie.

Zupełnie o czym innym opowiada „Interstellar”, nie o czarnych dziurach, nie o człowieku samotnie dryfującym w Kosmosie (o tym opowiadała, w porównaniu do „Interstellar” uboga pod względem treści, choć ładna pod względem zdjęć, „Grawitacja”). „Interstellar” ujmuje człowieka w monumentalnym zderzeniu z ogromem, wręcz bezmiarem Kosmosu i tak piękną, jak i okrutną względnością czasu. Ujmuje człowieka w chwili jego najsroższej bezbronności wobec nagle ujawniających się możliwości i przestrzeni, które kuszą, by człowiek zapragnął je poznać, a których poznanie dotychczas było awykonalne. Ujmuje człowieka w jego archetypowej, iście organicznej potrzebie podążania za miłością. Ujmuje człowieka w chwili zapału do czynu, i w chwili dręczącej samotności, która pozbawia nadziei. Ujmuje człowieka w jego charyzmatycznej empatii, i przeciwnie – w zdradzie, zakłamaniu, czy iście makbetowskim tchórzostwie. Podejmuje ciekawą dyskusję o sposobach obrania kierunku myśli w życiu – intelekt i zimne logiczne, przyczynowo-skutkowe myślenie naukowca napotyka niezwykły opór w postaci uczuć, pierwiastków chaosu i biologicznej, afektywnej natury człowieka, której nie da się poskromić i wykluczyć zupełnie z toru logicznego, racjonalnego postępowania.

Interstellar 2

Postacie występujące w „Interstellar”, to poniekąd zwykli, typowi, schematyczni bohaterowie kina amerykańskiego, ale jednocześnie zostali obdarzeni przez scenarzystę niezwykłą wiedzą i niezwykłymi umiejętnościami, a także osadzeni w niezwykłym kontekście sytuacyjnym, to jest dokładnie tam, gdzie w realnym świecie ludzkości jeszcze nie było, lecz bardzo by chciała. Gdzie?…

… W innej galaktyce. Marzenie o lataniu i przekraczaniu granic – również samego siebie – jest prastarym marzeniem ludzkości. Od stworzenia pierwszej maszyny latającej – balonu – człowiek pragnął latać szybciej, wyżej i dalej. Swego czasu Ziemię uznawano za płaski dysk. Następnie stan naszej wiedzy – uległ ewolucji. Program Apollo sprawił, że postawiliśmy – my: ludzkość – stopę na Księżycu. Patrząc z dzisiejszej perspektywy poziomu wiedzy naukowej, wykroczenie ludzkości poza nasz Układ Słoneczny zdaje się niemożliwe. Ale naukowcy nieustannie pracują nad pogłębianiem aktualnego poziomu wiedzy i jest dalece prawdopodobne, że pokonywanie odległości międzygalaktycznych przez człowieka stanie się rzeczywiste. Jak gigantyczne, nie do wyobrażenia dla przeciętnego człowieka, są to odległości, ładnie ilustruje „Interstellar” – jest to scena, w której nasi „kosmiczni kowboje” mijają Saturn. Olbrzymi potwór (Saturn) zawieszony w kosmicznej czerni, okolony pierścieniem, i maleńka biała kropka sunąca na jego tle – oto człowiek w swojej maszynie latającej XXI wieku, mijający dotychczas nieprzekraczalne granice. Na razie mijający je – jedynie w filmie, fakt. Ale jeszcze nie znamy faktycznie możliwego kierunku rozwoju idei zobrazowanych w tym filmie – lecz ten rozwój dzieje się naprawdę w rzeczywistości; ten rozwój istnieje – toczy się.

Interstellar 3

„Interstellar” wart jest obejrzenia także dlatego, że zwiastuje on interesujący kierunek rozwoju samego filmowego gatunku science-fiction. Po operowej „Odysei kosmicznej” Kubricka kino domagało się nuty świeżości, nowego dużego dzieła. Filmowi „Interstellar” brakuje zdecydowanie wiele do wymiaru arcydzieła i „filmowej opery”, ale mimo pewnych luk w scenariuszu i paru banalnych skrótów fabularnych, jest to miły, odżywczy kawałek kina science-fiction, w świetnie udanej oprawie zdjęciowej oraz muzycznej i z zadowalającą, wzruszającą, rzetelną grą aktorską. Odżywczy, bo wzmaga w widzu apetyt na zadanie sobie niecodziennych, intrygujących pytań – podejmuje wątki, których nie rozstrzyga sam film, lecz skłania widzów i zaprasza do rozparcelowania tych wątków w swojej głowie:

  • Czy pojedynczy człowiek jest w mocy wyrzec się osobistego przywiązania do świata, który zna – do domu, do rodziny, do korzeni – w imię walki o przyszłość człowieka jako gatunku, a nie jako jednostki?
  • Czy miłość jest zjawiskiem czysto irracjonalnym, czy jednak w jej szaleństwie kryje się logika? Przecież to w układach chaotycznych tworzą się zadziwiająco zorganizowane fraktale…
  • Wątek czasu i jego względności – dla Ciebie na obcej planecie upływają 3 godziny, podczas gdy na Ziemi upłynęło ponad 20 lat…
  • Zakrzywienie czasoprzestrzeni jako metoda pokonywania niewyobrażalnie olbrzymich odległości…
  • Osobliwość czarnej dziury – czym mogłaby być ona rzeczywiście? Jak Ty wyobrażasz sobie tę osobliwość?
  • Czy kłamstwo w obliczu „końca świata” i zagłady dla ludzkości może być jakkolwiek moralnie uzasadnione?…

Interstellar 4

To prawda, że „Interstellar” nie jest wolny od błędów scenariusza i banalności. Tym bardziej pozytywnie zdumiewające, że przytomny, czujny widz z przyjemnością przymyka oko na te błędy, ciesząc się z poruszenia w kinie w sposób blisko korespondujący z nauką fantastycznych wątków podróży kosmicznych, eksplorowania niemożebnie wręcz dalekich zakątków kosmicznej czerni… Dlatego „Interstellar” jest czarującą i rozbrajającą jaskółką, która zwiastuje ciekawy kierunek dla kina science-fiction XXI wieku.

Horyzont zdarzeń, mówiąc metaforycznie, został dzięki „Interstellar” pomyślnie przekroczony. Jeżeli zdarzenia w tej przenośni rozumiemy jako znane nam z rzeczywistego świata prawidła matematyki czy fizyki, to film przekracza te zimne, mało plastyczne prawidła i maluje nam przed wzrokiem nową, inną, intrygującą i godną przemyślenia jakość – również malując czas jako jakość fizyczną, zgodnie z subiektywnym wyobrażeniem Nolana, do którego jako twórca filmu science-fiction jak najbardziej ma prawo.

Interstellar 6

Pragmatycy będą tym filmem rozczarowani. Wszyscy inni, otwarci na nuty mistycyzmu w fantastyce naukowej, ci, którzy lubią porzucać sprawdzone i bezpieczne rejony swych myśli, by otwierać się na świat, próbować przesuwać i przekraczać granice, docenią „Interstellar”, który umożliwi im odbycie tej, dziś dla ludzkości jeszcze nierealnej, kosmicznej podróży.

Justyna Karolak

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *