Interstellar (2014) – przemyślenia pofilmowe

Interstellar (2014) - przemyślenia pofilmowe 1

Film zadaje szereg pytań, które wyłaniają się przed naszą cywilizacją i odnoszą się do kategorii globalnych. Widzowie, którzy przychodzą na ten film tylko po rozrywkę, wychodzą zeń nieco zszokowani, ponieważ niewątpliwie film pretenduje do kategorii „twardej” fantastyki, z bardzo wysoko postawionymi standardami jakościowymi.  Pośród różnych aspiracji, do jakich film się odwołuje, pierwsze skojarzenie, jakie się nam narzuca, to oczywiście „Odyseja kosmiczna 2001” Stanley’a Kubricka. To, czy wytrzymuje takie porównanie, jest sprawą indywidualnej oceny każdego widza, natomiast istotnym jest, iż podejmuje taką dyskusję. Spośród całej masy filmów na poziomie intelektualnym dziesięciolatka, ten wyróżnia się tym, iż nie próbuje mrugać do nas porozumiewawczo okiem, usprawiedliwiając się ograniczeniami konwencji. Od początku rozwija się w kategorii dramatu i nie zmienia jej po to, aby dać szansę również tym, którzy w życiu przeczytali tylko komiks. Nie zalewa nas hektolitrami krwi, nie epatuje malowniczymi wybuchami, nie szturmuje naszych zmysłów sztuczną dynamiką, jest wręcz oszczędny, prezentując nieco zagubionego człowieka wraz z jego tragediami na tle nawet nieco monotonnej przyrody ,konfrontując go z jej nieuchronną potęgą.

Dramat jednostki walczącej o przetrwanie w obliczu zjawisk natury, które są w stanie zmiażdżyć nie tylko ją, ale również cały gatunek, to główny motyw filmu. Potęga natury, rozumianej nie tylko jako lokalne zjawisko, ale także jako obojętny, kosmiczny ogrom, którego mechanizmy działają w swoim rytmie niezależnie od tego, czy jest on udziałem człowieka, czy nie. Zmienia to zasadniczo perspektywę, z jakiej należy się przygotować do odbioru tego filmu.

 Jesteśmy przyzwyczajeni do wizji człowieka dominującego nad całym światem, który go otacza; to człowiek wyznacza sens świata i człowiek nadaje mu znaczenie. Drzewo nie wie, iż jest drzewem i właśnie zostało nazwane brzozą, jest mu to doskonale obojętne, jest istnieniem, które trwa w określonych warunkach, nawet jeśli zostało przeznaczone wczoraj na opał i dziś zostanie ścięte. To człowiek postrzega je jednostkowo, nadając mu cechy osobowościowe, ono samo w sobie jest częścią większego organizmu drzew określonego gatunku w pewnych, bardziej lub mniej, sprzyjających warunkach. Człowiek, nadając mu nazwę, zwłaszcza je i przypisuje mu funkcję w swoim własnym świecie.

Nie chodzi tu również o ekologiczny bełkot, ponieważ jest on tylko inną formą wyrazu ludzkiego zaślepienia, epatując nas możliwym wpływem na otaczające nas procesy w ramach ziemskiej biosfery. Tymczasem prawda jest taka, iż jako element tej biosfery, jesteśmy tak samo niestabilni jak ona cała, będąc zaledwie otuliną podróżującej w Kosmosie bryły planety. Z takiej perspektywy, doprawdy żałosne stają się nasze wyobrażenia o nas samych, jak i o naszym znaczeniu w sensie gatunku, a boskie pochodzenie człowieka zaczyna konkurować z uniwersalnością niesporczaka.

Jednak człowiek ma narzędzia pozwalające mu sięgać swoimi zmysłami poza wyznaczoną mu przestrzeń istnienia, być może również poza wyznaczony mu czas. To daje mu nadzieję…

Bardzo wyraziście została w filmie nakreślona granica do momentu, której jesteśmy tylko konsumentami, martwiącymi się o – dziś i teraz. Dobitność tej kwestii oparta została o dyskusję nad wiarygodnością programu Apollo, i wiarę w rzeczywiste lądowanie człowieka na Księżycu.

Zabawne doprawdy, iż infantylizm niektórych poglądów i ideologii doprowadził do sytuacji, w której obecnie: łatwiej słabszym intelektualnie środowiskom społecznym uwierzyć w to, iż mieliśmy do czynienia z ogromną manipulacją, niż z autentycznym osiągnięciem ludzkości. Skarlałe intelektualnie i duchowo byty sprowadzone do poziomu bezpośredniej konsumpcji i przyzwyczajone do papki, przyjmowanej bez wysiłku dla ciała i umysłu, nie są w stanie pogodzić się z niczym, co wykracza poza poziom podajnika. Zasłaniając się rozsądkiem i posługując się pseudo argumentami wyjętymi wprost z poradnika dobrego sprzedawcy, chcą sprowadzić człowieczeństwo do poziomu li tylko konsumpcji, podając swoje stwierdzenia w opakowaniu z „dizajnerskim” wykończeniem, ozdobionym postępowymi kokardami z tolerancji.

Ponieważ taki człowiek to patologia, a jego tezy są drogą do samozagłady, główny bohater skonfrontowany z takimi poglądami, podejmuje decyzję o poświęceniu swych najgłębszych uczuć i walkę o człowieczeństwo. Istotą jego decyzji jednak nie jest walka, ale poświęcenie właśnie. Sensem i siłą jego działania są wyższe uczucia, w imię których stara się znaleźć rozwiązania w sytuacjach wydawałoby się beznadziejnych, w konfrontacji nie tylko z obojętnością Kosmosu, ale także z obłędem, zdradą i czasem.

Można doprawdy dyskutować różne aspekty tego filmu, szukając atrakcyjnych dla siebie akcentów, ponieważ film nie daje jednoznacznych przypisań ani co do przyczyn, ani co do skutków sytuacji, w jakiej znajduje się człowiek i jego kondycja. Delikatnie sugerując konteksty, koncentruje się na głównych wątkach. Można oczywiście dopatrywać się paradoksów, w obliczu jakich stają bohaterzy filmu, są one jednak nieuniknione, skoro jednym z tematów jest czas. Można oczywiście dyskutować jego filozoficzne i naukowe przesłanie w obliczu koniecznych ułatwień, jakimi posługuje się sztuka filmowa, ale i tak mamy wrażenie, iż film jest aż nabrzmiały od tych elementów, a przecież trwa prawie trzy godziny.

„Interstellar” jest długo oczekiwanym filmem, poważnie podejmującym dyskusje z meinstreamowym sposobem myślenia o świecie współczesnym. Podejmując rozważania nad tym tematem, wpisuje się w ogólnoświatowy trend do powrotu na drogę poszukiwań ludzkiej tożsamości z pewnego dystansu. Spojrzenie na naszą planetę, ale przede wszystkim na nas samych, z orbity okołoziemskiej, natychmiast zmienia perspektywę oglądu, dodając do naszych rozważań czynniki, których wcześniej nie byliśmy w stanie dostrzec. Fakt, że budzimy się dopiero do działań na tym terenie po prawie 40.  latach stagnacji, jest doprawdy uwłaczający dla ludzkiej godności. Rozpiętość czasowa pomiędzy nakręceniem „Odysei kosmicznej 2001” a „Interstallarem” jest także zaskakująca. Widać wyraźnie, jaką nadzieję pokładano w nas, wskazując na rok 2001 jako rozpoczęcie ery nowego rozwoju oraz tego, co powinniśmy osiągnąć już dawno. Tymczasem biegamy po Ziemi, wyłapując wariatów z przyczepionymi bombami oraz tłumacząc kibolowi, iż podróże w Kosmos są koniecznością. Trudno przekonać kogoś, iż otwarcie nowego butiku jest mniej istotne dla naszego gatunku, niż rozwój podróży kosmicznych, ponieważ nie dysponujemy tym samym zasobem potrzebnej wiedzy, a przekazywana przez nas informacja nie jest przekładalna na nowa kolekcję ubrań w szafie.

Nie da się przedyskutować poważnie aspektów rozwoju tożsamości ludzkiej w kontekście rozwoju badań kosmicznych – z kimś na poziomie dziesięciolatka, ponieważ nie dysponuje on odpowiednim aparatem pojęciowym i sprowadzi rozmowę do gruntu, wymachujących mieczykami, Transformersów.

Interstellar (2014) - przemyślenia pofilmowe 4

Spośród trzech filmów, które w ostatnim czasie zostały zrealizowane jako poważna fantastyka naukowa: „Avatar”  – zajmował się rozważaniami na temat koegzystencji ze środowiskiem, „Prometeusz” – pytaniami o pochodzenie człowieka, natomiast „Interstellar” pyta o ograniczenia, jakim podlega człowiek na drodze do poznania Kosmosu. Każdy z nich, niezwykle ważny i intrygujący, każdy z nich na swój sposób trudny i głęboki, i każdy z nich trzeba koniecznie zobaczyć.

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *