Is there anybody out there? – Czy jest tam ktoś?

Is there anybody out there

To nie jest tylko pytanie. To stwierdzenie postawy wobec świata – tajemniczej, poszukiwawczej, wyczulonej, otwartej, a na końcu pytającej. To twierdzenie, że nie jesteśmy jedynym świadomym bytem we Wszechświecie. Nie jedynym jego twórcą i obserwatorem.

Znacznie taniej intelektualnie jest wierzyć, że niczego i nikogo poza nami nie ma. Wtedy nie musimy martwić się o to, co niewidzialne, potencjalne, hipotetyczne, czy prawdopodobne. Wystarczy pielić własny ogródek, i ma się spokój.

Lecz nurtujące niektórych pytanie – co, jeśli? –  jest i było motorem postępu, na którym korzystały rzesze konformistów pełnych wątpliwości, czy opłaca się robić i interesować czymś więcej niż problemami dostępu do rozrywki i dyskutowaniem mody.

Oczywiście ludzkość posiada problemy; każdy człowiek ma ze sobą jakiś problem – niektórzy nawet nie jeden. Gdy problemów jest mało, zawsze możemy stworzyć problem sztuczny, kolejny. Tak, aby cywilizacyjna biurokracja mogła uzasadnić się wieloma czynnościami, nie mającymi pożytku dla nikogo, za wyjątkiem poczucia ważności któregoś z nich.

Jednak to nie egzystencja – czysta i jałowa – jest naszym celem. Już czas najwyższy uświadomić sobie ten prosty fakt. Nie jesteśmy zwykłymi zwierzętami. Wyróżniamy się od nich pragnieniem głębszym niż zwykła chęć przetrwania. Przynajmniej o czymś więcej, niż o prymitywnym przeżyciu, co jakiś czas myślimy.

Postęp jest sumaryczną miarą takich chwil, w których myślano i robiono coś więcej. To one posuwają do przodu kolejne pokolenia. Korzystając z dorobku przeszłości, coraz łatwiej jest nam egzystować. Lecz wygoda życia jest jedynie środkiem co celu. Celu wyższego, który powinien postawić sobie różniący się od ewolucyjnego otoczenia człowiek. Cywilizacja robiąca za nas te wszystkie prozaiczne rzeczy, oszczędza nam bowiem czas na naprawdę ważne chwile. Momenty, w których przekraczamy ograniczenia, w których odnajdujemy dalszą drogę dla samych siebie. Ścieżka rozwoju, którą podążamy, uzasadnia nas. To dla niej w ostatecznym rozrachunku warto żyć.

Myślenie o możliwości przyszłego kontaktu z obcą inteligentną cywilizacją jest bardzo potrzebne. Ono intelektualnie wzmacnia nas. Pozwala myśleć o wszystkim z zewnętrznej pozycji, wyobrażając sobie, jak ujrzą niektóre sprawy inteligentne istoty niezaangażowane po żadnej ze stron sporu – obiektywni obcy. Uodparnia przed popadnięciem w marazm zajmowania się zastaną rzeczywistością. Problemami, z których nie wszystkie są warte naszej uwagi, a tym bardziej rozwiązywania.

Pytania w rodzaju: ile wart jest człowiek jako gatunek? – można w pełni postawić jedynie z perspektywy Kosmosu.

Zadanie go tutaj, na Ziemi, stawia nas od razu na pozycji ekologicznego zacietrzewienia. Człowiek jako część biosfery, mający jednocześnie na nią najdonioślejszy wpływ, posiada wobec niej największe zobowiązanie w postaci odpowiedzialności. Przez to staje się wyrazicielem zbiorowych potrzeb pozostałych gatunków, wyznaczających mu rolę naprawiania tego, co zostało unicestwione. Musi dbać o każde źdźbło trawy – dlatego przewodząc biosferze, powinien służyć jej.

To samo pytanie zadane z perspektywy kosmicznej staje się inne – pełniejsze. Człowiek przestaje być wyrazicielem potrzeb pozostałych gatunków, stając się ich kreatorem.

Człowiek, który stąpa po Księżycu, widzi w oddali niewielki, kulisty, niebiesko-biały świat. Dostrzega piękno, jednocześnie uwidaczniając sobie szereg jego wad i ograniczeń.

Ile wart jest człowiek stąpający po wielu ciałach kosmicznych? Co najmniej tyle, ile wszystkie pozostałe gatunki razem wzięte.

Bez człowieka, starzejące się Słońce z nieubłaganą naturalną konsekwencją, unicestwi każdy z nich. W tym kontekście nieważne jest, ile gatunków wyginie w wyniku działalności człowieka. Nieważny jest rozmiar szkód, jakie naszej biosferze uczynimy. Ona nam to z uśmiechem na ustach wszystko i w szczególe wybaczy.

Bo dzięki nam zasiedli cały szereg zupełnie nowych ciał niebieskich, będzie zwiedzać w wydrążonych asteroidach międzygwiezdny Kosmos. Rozprzestrzeni się, przeżyje napuchnięcie Słońca, a nawet jego kres.

To my – ludzie, jesteśmy ocaleniem i zbawieniem każdego z gatunków, jaki kiedykolwiek powstał na tej planecie. Mamy wszelkie prawo palić, niszczyć i zanieczyszczać planetę, jeśli powstająca dzięki temu cywilizacja techniczna wyniesie dzieło biologicznej ewolucji poza tę błękitną oazę. Uchroni przed nieubłaganym zniszczeniem każdą z jej form.

W kodzie genetycznym jest przecież zapisana cała historia przemian form życia. Dzięki niemu możemy odtworzyć każdy poprzedni gatunek i stworzyć wariację każdego z nich. Trzeba tylko zabrać ze sobą narażony na wyginięcie bezcenny biologiczny kod i dzięki naszej wiedzy i inteligencji – chronić go w otchłaniach Kosmosu. Możliwość eksploracji Kosmosu może zapewnić biosferze praktycznie nieskrępowany przestrzennie i czasowo byt.

Od zarania ewolucji biologicznej – ostatecznym celem biosfery było zwiększanie szans swojego przetrwania, głównie poprzez przełamywanie barier i osiedlanie się w środowiskach, które do tej pory były dla niej niedostępne. Obecnie tylko my (ludzie), dzięki naszym stacjom kosmicznym, statkom, arkologiom, czy zwykłym górniczym operacjom na asteroidach, możemy stworzyć habitat dla życia w Kosmosie. Przez to nasz wkład dla ogółu, licząc przez cały okres historii form życia tej planety, będzie najcenniejszy. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, że wszystko się dobrze skończyło, pomimo wojen i zniszczeń, byliśmy w stanie uwolnić się od ograniczeń fizycznych i mentalnych, stając się cywilizacją Kosmosu – formą życia wyższego rzędu. Nasza gatunkowa misja dziejowa będzie wypełniona, dług kreacji, z jakim się rodzimy, będzie w końcu spłacony. Przyjdzie czas na nową misję, którą wypełniać będziemy już nie jako jeden z gatunków, lecz jako odrębna i niezależna zbiorowość – ludzkość. Będzie ona dokładnie taka, jaką sobie wybierzemy.

Dlatego właśnie wszystkiego wart jest człowiek, bo to on może zapewnić wszystkiemu przetrwanie. Spojrzenie na jego rolę z perspektywy kosmicznej buduje go, ocenianie jego roli z perspektywy planetarnej, ekologicznej – poniża go.

Sposób myślenia o sobie samym, jaki prezentujemy na zewnątrz, jest bardzo ważny. Z niego płyną nie tylko uzasadnienia dla działań doraźnych, lecz przede wszystkim nasze długofalowe możliwości cywilizacyjne.

Czy uda nam się oderwać od przyziemnych schematów myślenia – czas pokaże; w międzyczasie musimy zmieniać zakotwiczenie naszego myślenia. Wyobrażać sobie, jak wyglądamy oceniani z boku (albo z góry). Co pomyślą o nas i naszych marzeniach obiektywni obcy.

Jeśli uda nam się przekonać wystarczającą ilość osób – różne programy eksploracji przestrzeni wokołoziemskiej osiągną wreszcie drugą prędkość kosmiczną. Wtedy nawet hordy kretynów i konformistów nie będą już w stanie powstrzymać, uzasadniającego wszystkie nasze dotychczasowe potknięcia, rozwoju pozycji i znaczenia ludzkości.

Chyba to właśnie za tę niegasnącą nadzieję umiera każde zatrute i wycięte drzewo.

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *