Islam we Francji – struktura problemu

Islam w Francji – struktura problemu

Piszę ten tekst na gorąco po zamachu na „Charlie Hebdo” we Francji. Są więc jeszcze we mnie świeżo uspokojone emocje – dlatego mój plan może wydawać się dość radykalny. Zapewniam jednak, że w swoim zamyśle pozostaje on skuteczny, bo ostateczny, a zatem i realny.

Najpierw trzeba zastanowić się, co nie zadziałało we Francji. Polityka tolerancji i asymilacji wielu kultur na jednym terenie nie sprawdziła się bowiem. Oczywiście nie dlatego, że idea „multi-kulti” była zła. Różnorodność jest siłą narodu, stąd bardzo się opłaca. Diabeł po prostu tkwi w szczegółach – a naprawdę: w ich braku. Leniwy francuski rząd zwyczajnie uważał głównie na swoje „stołki” i profity płynące z władzy; w swej głupocie był przekonany, że wszelkie pozytywne korzyści zadzieją się same.

W rezultacie nie tylko nie pojawiły się korzyści, lecz obecnie muzułmanie stanowią poważny kulturowy i gospodarczy problem, i to problem o aspiracjach politycznych (co powinno polityków obudzić, bo bezpośrednio zagraża ich władzy) dążących do utworzenia na terenie Francji kalifatu – prawdziwego państwa Islamu.

Dziecinne założenie rządu francuskiego polegało na przekonaniu, że wystarczy obcą kulturę po prostu sprowadzić, a asymilacja z pozytywnymi konsekwencjami zdarzy się sama. Rządzący myśleli, że ludzie o odmiennych mentalnościach będą żyli bardzo blisko siebie i z czasem się zaprzyjaźnią. Poznają się lepiej, jak stare dobre małżeństwo zawarte z rozsądku. Było to myślenie bardzo romantyczne – założenie, które nie sprawdziło się.

Ludzie z tak zwanych „dzikich krajów Afryki” i Arabowie z Azji Mniejszej nie myślą w ten sposób. Oni przyzwyczajeni są do przemieszczania się na nowy teren, nadal mentalnie pozostając nomadami. Kiedy już zużyją i zniszczą wszystko, co się do czegoś nadaje, przenoszą się w nowe miejsce. Nie są przyzwyczajeni do ograniczeń terytorialnych i obliczonej na całe lata do przodu – ekosystemowej odpowiedzialności. Głównie dlatego, że w krajach ich przodków zawsze było ciepło i to, co nie zostało zrobione dzisiaj – zawsze można było zrobić jutro (maniana). Ponadto, nie trzeba było myśleć o zimnie i braku jedzenia w zimie – główkować o zapasach i wzajemnej współpracy strategicznej.

Przybyłe do Francji kultury myślały więc o tu i teraz – taktycznie. Chodziło o to, żeby brać zasiłki, skoro dają. Nie pracować – skoro nie trzeba, natomiast rodzić dużo dzieci, bo za nie są specjalne dodatki. Przybyłe ludy przez dziesięciolecia zachowywały się bardzo praktycznie. Jeśli nie musieli pracować – nie musieli starać się integrować, „sprzedawać” siebie w celu przyjęcia się do i utrzymania z pracy. W rezultacie mieszkali, stykając się tylko sami ze sobą, w dzielnicach dla przyjezdnych – powoli przeradzających się w getta.

Kiedy nie ma co robić (nuda), bo nie ma wszak konieczności pracować, ludzie szukają metod na wybicie się z codzienności, z szarzyzny dnia. Szukają sposobu, jakby tu zdobyć pozycję wśród lokalnej społeczności i z niej się wybić. Najłatwiej i najprościej dorobić się na sprzedaży ideologii i narkotykach – powstały toteż pod Paryżem gangi, zarówno te kryminalne, jak i religijne fanatyczne grupy przestępcze.

No i teraz mamy rezultat tego, że nikt nie przygotował planu, jak należy tę multikulturową integrację przeprowadzić, jak tę mieszaną „papkę” zbudować. Planu nie było wcale – tylko zachęty dla obcych w postaci zasiłków dla przyjezdnych. Oczywiście, gdyby jakiś plan powstał, trzeba byłoby go najpierw sprawdzić w pewnej mniejszej skali – przetestować, i dopiero potem wdrażać. Ale teraz na plany wobec przyjezdnej ludności muzułmańskiej jest już za późno. Jest to wielomilionowa, dobrze zintegrowana kulturowo Islamem i mająca konkretne postulaty polityczne – społeczność. Teraz każda próba zachęty spotka się ze strony tej społeczności z wyśmianiem, bądź – jeśli będzie to rozdawnictwo –  z pozbawionym wdzięczności ochoczym skorzystaniem. Z kolei każda próba wymuszenia na imigrantach czegokolwiek, doprowadzi jedynie do dalszej eskalacji przemocy.

Teraz nie można już poradzić nic – teraz trzeba wszystko po prostu „odkręcić”.

To, co przyciągnęło tych ludzi do Francji, to publiczne rozdawanie pieniędzy. Żeby odwrócić ten proces, trzeba będzie w pierwszej kolejności zaniechać tegoż rozdawnictwa – likwidując je. Oczywiście nie można odciąć kilku milionów ludzi od źródeł finansowania, w tym najbardziej podstawowych potrzeb życiowych, bo z głodu rozpoczną się rabunki i wyniszczające wszystko wokół zamieszki.

Co mogą zrobić Francuzi ?

Po pierwsze, należy ogłosić, że za rok zaczną zmniejszać się zasiłki. – rozpoczną się protesty, spalą kilkaset samochodów, po czym wrócą do swoich domów, by dalej korzystać ze socjalnej pomocy i opieki państwa. Będą myśleli – powoli, żmudnie, że Francja nie jest już dla nich tak atrakcyjnym miejscem. Może Niemcy, Włochy albo Wielka Brytania będą wobec nich bardziej przyjazne do wychowywania dzieci?… W tym czasie – rzecz jasna należy przygotowywać szeroki plan działań policji na terenach opanowanych przez przyjezdną kulturę – trzeba przeprowadzać ćwiczenia i szkolić z praktyk zachowań, czyli przygotowywać się w dalszym ciągu na moment, w którym „się zacznie”. Rok reformy powinien zacząć się od skrupulatnego, niespiesznego redukowania odpowiednich świadczeń. Redukcja ta powinna postępować w sposób jednostajny, ciągły, acz drastyczny – np.: w postaci obniżki „rozdawnictwa” o 100 euro na miesiąc. Jest to zjawisko, jakie nawet człowiek prymitywny będzie w stanie łatwo obliczyć i zapamiętać. Redukcja ta powinna dotyczyć wszystkich. I tak, na terenie Francji przetrwają autochtoni, czyli najsilniejsi.

W miarę redukcji uposażenia od państwa, spadać też będą dochody i możliwości mafii czerpiącej swoje finansowanie przede wszystkim z udziału w tych zasiłkach. To dokładnie z tych pieniędzy miejscowa ludność ma za co owe narkotyki kupować. Żołnierze mafii, jak i radykałowie islamscy, staną się w obliczu cięć finansowych – nerwowi. Będą wysadzać, szaleć, zastraszać, a nawet podjudzać do protestów. Wtedy policja musi wprowadzić politykę absolutnego braku tolerancji dla przestępstw. Zatrzymywać winnych za najmniejsze wykroczenia – jasna sprawa: egalite; wszystkich. Kiedy połowa gangu utknie już w areszcie – gangowi będzie trudniej działać. Jest to dość proste rozwiązanie. Miejsc w więzieniach wystarczy, bo zamykanie dotyczyć będzie tylko tych najbardziej niebezpiecznych, a nie tłumów islamskich. Z tłumami trzeba będzie radzić sobie nie poprzez walki na ulicach, lecz za pośrednictwem klasycznych działań buforowych. Zakazy, blokady, utrudnienia, a także poprzez wzmożoną ochronę ludzi i mienia – wartych ochrony, bo wytwarzających PKB, czyli zasymilowanych przyjezdnych lub miejscowych, Francuzów. To właśnie do tego celu będzie przygotowywała się przez rok policja (w myśl opisywanej reformy); do celu ochrony państwa przed wzmożoną przestępczością – a nie, jak wielu rasistów twierdzi, przed muzułmanami, czy Arabami. Kolor skóry, czy wyznanie nie mają tu żadnego znaczenia – liczyć się będzie i winno: kryterium prawne. Jeśli popełniasz przestępstwo, jesteś zły – natomiast jest przy tym bez znaczenia, jak wyglądasz.

Wobec tłumów najlepsze, co może zrobić policja, to nagrywać wszystko i tworzyć stosowne kartoteki. Uczestniczenie w zgromadzeniu, które niszczy witryny sklepów, kradnie i pali, powinno być podstawą do deportacji, jeśli ktoś nie urodził się na terenie Francji – nawet kiedy posiada obywatelstwo francuskie. W końcu gdy człowiek gdzieś się przeniósł, to musi i powinien akceptować miejscowe zasady, zapisy tutejszego prawa – bo kiedy nie, niechaj wraca, skąd przybył, jeśli nie dobrowolnie, to na siłę. Żadnego zamykania do więzień – ekstradycja, persona non grata. Dawniej nazywało się to banicją – „nic ci nie grozi, jak nie pokażesz się tutaj więcej, więc idź i nie wracaj – w pokoju”.

W rezultacie Francję w pół roku opanują gwałtowne rozruchy przestępców. Miejscowa ludność to zrozumie i nie będzie uczestniczyć w tej wojnie światów, bo wszystko rozegra się pod auspicjami państwa, apelującego o pozostawanie w domach. Oczywiście wpłynie to na PKB, ale samo obcięcie zasiłków dla kilku milionów niepracujących darmozjadów, opłaci się Francji bardziej. Po pewnym czasie nie będzie już w zasięgu wzroku nikogo, kto mógłby te zasiłki pobierać. Normalne muzułmańskie rodziny będą zmuszone albo ukorzyć swoją wojowniczą kulturę i normalnie pracować, albo dobrowolnie wyjechać. Z kolei młodzi-gniewni, którym uwidziało się państwo islamskie nad Sekwaną, wyjadą do ISIS albo na miejscu zapełnią areszty, poprzez brak tolerancji i samoobronę policji – stracą życie.

Francja nie potrzebuje wysublimowanego francuskiego rozwiązania dla swojego największego problemu – tylko nieco obcej, może nawet niemieckiej, konsekwencji.

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

6 komentarzy

  1. Bardzo się cieszę, że możemy wspólnie ponabijać się z rasistów. Ocenianie drugiego człowieka na podstawie koloru skóry, pochodzenia arabskiego czy afrykańskiego albo na podstawie wyznawanej wiary nie powinno mieć miejsca – ludzi trzeba oceniać na podstawie tego jak się zachowują – co robią.

    Dlatego dopowiedziałbym jeszcze lepszy scenariusz dla Francji – niech zrobią wszystko to co jest opisane w artykule – czyli odbiorą zasiłki, zaczną przestrzegać prawa i wyrzucą wszystkich – bez żadnego kryterium rasowo-urodzeniowego. Wszystkich francuzów, nie ważne czy białych, różowych, beżowych, nie ważne czy chrześcijan, muzułmanów, czy kalwinistów, czy ateistów – wszystkich na pustynię – najlepiej na Saharę, wszystkich wyrzucić którzy robią burdy, strzelają do innych, wysadzają bomby, wjeżdżają śmieciarkami w tłumy ludzi i na końcu okaże się, że na Saharze jest zaledwie garstka białych rodowitych francuzów – a reszta to kto? stereotypiątka 🙂

  2. Autor wykazuje absolutna ignorancje historii Francji jak i chocby podstawowej znajomosci geografii, bredzac o „przybyciu Arabow z mniejszej Azji” (gdzie jest oczywiscie perpetualnie cieplo i ludzie mowia „maniana”) jakby dziejacego sie w prozni przestrzeniowo-czasowej. Mozna by na to jeszcze przymknac oko, myslac ze czlowiek sie stara ale jakos nie daje rady. Natomiast prymitywne klisze o „immigrantach”, „lenistwie”, „pobieraniu zasilkow”, „narkotykach” itd sa dokladnie te na ktorych Marine Le Pen i podobni dzialacze z pod znaku mdlego zapachu buduja swoj kapital polityczny. Proponowane „rozwiazanie” wrecz asymiluje tych ostatnich do socjaldemokracji gdyz brzmi jakby autor byl na jakims zlym tripie ketaminowym typu Kristallnacht 2.0. Disgusting!

    • Czy my na pewno czytamy ten sam artykuł ?
      Poza tym czyż schematy nie powstają dla tego iż, pewne działania się powtarzają ? Schematyczne zachowania – więc ludzie czyniący je są schematycznie oceniani. Mieszkając za granicą można się łatwo przekonać iż schematy nie powstają bezpodstawnie a w oparciu o proste doświadczenia codzienności.
      Jeszcze – gratuluje wiedzy na temat „złym tripie ketaminowym typu Kristallnacht 2.0” interesujące skąd ta wiedza.

    • Ależ skąd ten rozgorączkowany, oburzony ton? Temat jest gorący, rozumiem, ale człowiek z tak olbrzymią i pozadyskusyjną wiedzą winien chyba, mniemam, zachować minimum tonu zachęcającego do dialogu. Natomiast fakt, że Pana nieoceniona wielkość zwolniła Pana z powinności niesadzenia dziecinnie ordynarnych błędów ortograficznych, pozostawiam już bez komentarza…

    • komentarz jak sądzę był pisany w obcym języku, stąd dziwne nietypowe dla naszego języka sformułowania oraz brak polskich znaków diaktrycznych – pozdrawiamy przedstawiciela hmm….. nowej kultury ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *