Jak to jest z tym kobiecym pisaniem?

Deliberowanie na ten temat należałoby zacząć od tego, czym jest literatura kobieca, liznąć nieco terminologii, aby się nie zapętlić w owych rozważaniach. W czasie mojej edukacji dowiedziałam się, że literatura kobieca – jest to literatura pisana przez kobiety (często dla kobiet), wyróżnia się także literaturę feministyczną, która bywa nazywana kobiecą, zaś pisarki mogą przyjąć trzy postawy, są to: faza kobieca – chęć dorównania mężczyznom w pisaniu; faza feministyczna – pisanie jako narzędzie walki w prozie kobiecej; faza żeńska – ekspresja kobiecości, „pisanie sobą”.

Według badaczy literatury, kobiety mają tendencję do podejmowania tematów: autobiografizm, autotematyzm, ciało i seks, natura, rodzina, doświadczenia negatywne. Przykłady literatury zaliczanej do kobiecej – feministycznej: „Absolutna amnezja” I. Filipiak, „Ciąża” A. Nasiłowskiej, „Kobiety i ruch inności” M. Janion, „Polka” M. Gretkowskiej, „Chwała czarownicom” K. Kofty, „Smaki i dotyki” I. Iwasiuk, „E.E”, „Dom dzienny, dom nocny”, „Prawiek i inne czasy” O. Tokarczuk, a przede wszystkim „Druga płeć” S. de Beauvoir.

Skoro literatura kobieca jest to literatura pisana przez kobiety, podejmująca określone tematy, badacze literatury z góry zakładają widoczne różnice w pisaniu kobiet i mężczyzn, tym samym wykluczają przypadek piszącego mężczyzny  wykazującego się podobną wrażliwością, poruszającego takie same tematy, uznane za typowo kobiece, a przecież i takie przypadki się zdarzają, najlepszym tego przykładem jest powieść epistolarna J.W. von Goethego pt. „Cierpienia młodego Wertera”. Równie dobrze kobiety mogłyby napisać oniryczną, przepełnioną symboliką „Aurę” Carlosa Fuentesa, „Złodziejkę książek” – bestseller Markusa Zusaka m.in. o przeżyciach małej dziewczynki w czasie wojny, czy też powszechnie znaną prozę Paulo Coelho.

Zgodnie z moją wiedzą czegoś takiego jak literatura męska w terminologii literackiej nie wyróżnia się. Czy jest zatem sens wydzielania kobiecej? Ciekawe wyniki mógłby przynieść eksperyment, w którym czytelnicy mieliby za zadanie odgadnąć, czy dany tekst napisał mężczyzna czy napisała kobieta, oczywiście przy założeniu, że nie będą w nich występowały formy osobowe ujawniające płeć autora, jak ma to na przykład miejsce w pamiętnikach, dziennikach. W słowniku terminów literackich pod redakcją J. Sławińskiego nie znalazłam rozróżnienia na literaturę kobiecą czy męską, występuje jedynie podział na literaturę dziecięcą i młodzieżową.

W powszechnym mniemaniu literatura kobieca uważana jest za literaturę wręcz infantylną, pisaną dla kobiet spragnionych romansów typu harlekin, lub pozbawioną głębszych wartości artystycznych, traktującą o błahych „babskich sprawach” wypełnionych niedomówieniami. Literatura kobieca w opinii społecznej niestety często uważana jest za twórczość niższych lotów, do czytania której lepiej się publicznie nie przyznawać. Zaś męską przeciętny czytelnik określa książki pisane dla mężczyzn, o tematyce, która ich rzekomo interesuje, np. zemsta, morderstwa, literatura faktu, sztuka przetrwania, motoryzacja, sport, a także fantastyka i horrory. Nie da się ukryć, że jest to zbyt duże uproszczenie, podobnie jak ogólnie pojmowane zainteresowanie kobiet daną tematyką w literaturze.

O ile rozróżnienie na gatunki i rodzaje literackie dobrze się sprawdza, to wszelkie wewnętrzne klasyfikacje już niekoniecznie. Uproszczenia nigdy nie są miarodajne, wystarczające, bywają wręcz niedokładne i krzywdzące. Nikt nie lubi być zaszufladkowany, zwłaszcza artysta.

W „czeluściach Internetu” odnalazłam nawet dyskusję toczącą się pomiędzy czytelnikami na ten temat, otóż padło stwierdzenie, że mężczyźni i kobiety nie piszą tak samo, nawet jeśli piszą o tym samym, gdyż męski punkt widzenia świata diametralnie różni się od kobiecego. Mężczyzna inaczej opisze kobietę, niż sama kobieta, inaczej ją też odbiera. Na przeciwnym biegunie dyskusji znalazło się przekonanie, że podział na literaturę kobiecą i męską nie ma żadnego sensu, gdyż płeć nie powinna determinować literackiego gustu, jeśli literatura jest dobra, to jest dobra dla każdego czytelnika, bo przecież nie tylko mężczyźni mają dar opisywania spraw trudnych i ważnych, w atrakcyjny również dla mężczyzn sposób.

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż bohater podlega motywacji działań i postaw wybranych z góry przez jego twórcę (np. realistyczną, społeczną, psychologiczną, fantastyczną, metafizyczną). Postać epicka podlega charakterystyce, która określa jej miejsce w porządku świata przedstawionego. Motywacja jest elementem kreacji bohatera i to ona stanowi o charakterze utworu, a nie płeć piszącego, który widzi (wedle uproszczenia) w pewien usystematyzowany sposób.

Literatura kobieca w dyskusjach często urasta (o zgrozo) do miana gatunku literackiego, co staje się wręcz groteskowe, ta absurdalna sytuacja zadziwia i zastanawia, czy to moda na usystematyzowanie literatury, jak najściślej się da? Chęć wtłoczenia piszących kobiet do jednego worka literackiego? Zapewne Witkiewicz, Różewicz, czy Mrożek mieliby w tym przypadku pole do literackiego popisu.

Wartościowanie i  prawidłowe rozumienie utworów jest umiejętnością, którą można zdobyć z czasem, nie tylko poznając opinie badaczy literatury, lecz także wysnuwając samodzielnie wnioski poprzez wnikliwe czytanie różnorodnej literatury. Podobnie należałoby postąpić z dziełami uważanymi za literaturę kobiecą. Nasuwa się pytanie: czy literatura kobieca jest konwencją literacką, określającą właściwości kompozycyjne, stylistyczne oraz tematyczne utworu? Konwencji odpowiada ustabilizowany repertuar chwytów i środków artystycznego wyrazu, co wskazuje na pewien schematyzm. Czy te tendencje w literaturze kobiecej są aż na tyle spójne? Teoretycznie wszystko może być zróżnicowane i wielopoziomowe, tak jak może opierać się na wybranej, jasno określonej konwencji, sprawdzonej metodzie lub modzie. Jako wnikliwy czytelnik nie widzę, a przede wszystkim nie czuję potrzeby rozróżniania literatury na kobiecą i mam nadzieję, że ten sztucznie powołany według mnie podział, artefakt, z czasem przejdzie do lamusa.

Joanna Bończyk

Zachęcamy do przeczytania pierwszego głosu w naszej dyskusji dotyczącej miana „literatura kobieca”: http://tosterpandory.pl/literatura-kobieca-gatunek-czy-wymysl/

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Zbigniew Galar

    Jestem w stanie zrozumieć tego typu podział, przy założeniu preferencji w zdolności odbierania świata, bo ich statystyki są w miarę obiektywne (np. kobieta statystycznie widzi więcej kolorów, czy zapachów, omawianie więc w literaturze zjawisk, które mężczyzna nie rozróżnia albo z trudem rozróżnia, byłoby z natury łatwiejsze dla kobiet, z kolei literatura o wyobrażeniach przestrzennych, czy wielowymiarowych byłaby trudniejsza dla kobiet – np. Perfekcyjna niedoskonałość Dukaja), co nie oznacza wcale, że przedstawiciel przeciwnej płci nie byłby skłonny zapuścić się w takie rejony, które są dla niego właśnie ze względu na specyfikę płci takie trudne. Podział ten zawsze będzie sztuczny, w sensie zakazu czytania przez mężczyzn tzw. literatury kobiecej, może być co najwyżej dla czytelnika ostrzeżeniem, czy drogowskazem.

    Idąc jednak jeszcze dalej, jeśli taki artefakt się upowszechni, wtedy będzie trzeba być gotowym na ciąg dalszy w postaci bardziej szczegółowych podziałów np. literatura ślepych, którzy czytając brailem znajdą w niej odniesienia do swojego specyficznego odbioru świata pełnego zapachów, dotyku i dźwięków i całkowicie pozbawionego obrazów (np. wielu ślepych nie jest świadomych oczywistości dla widzących, że obiekt postrzegany przez wzrok jest tym mniejszy w polu widzenia im znajduje się dalej).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *