Jaki człowiek – głupia śmierć

 Jaki człowiek głupia śmierć

Śmierć – jakaż to dramatyczna niewiadoma. Na temat śmierci w naszej wyobraźni rozwija się więcej chyba refleksji i idei, niż na temat Boga. Poszukiwanie porcji prawdy o Absolucie nie jest postawą atrakcyjną dla bez wyjątku każdego, na przykład ateiści świetnie radzą sobie w życiu bez snucia domniemywań na temat Stwórcy tego świata, odrzucając Go jako hipotezę do niczego im nieprzydatną, natomiast śmierć jest punktem finalnym naszego jestestwa, w którym prędzej czy później znajdzie się każdy z nas, bez względu na rodzaj nabudowanej w drodze życia – moralności, systemu wiary, niewiary czy filozofii.

Nie ma znaczenia, kim jesteś, tak czy inaczej na pewno weźmiesz udział w tym tajemniczym i niepojętym zdarzeniu, jakim jest śmierć.

Bo w przeciwieństwie do Boga, śmierć istnieje na pewno.

Jest to zdarzenie obiektywne, bezwzględne i szaleńczo wręcz czyste – bezpośrednie. Ale prócz samej śmierci, ciekawe jest również podejście do zagadnienia śmierci przez poszczególnych ludzi.

Śmierć jest zawsze tym samym, nigdy nie jest inna czy różna, są tylko różne formy umierania, tak jak różni są ludzie, bo każdy z nas jest istotą doskonałą, a to dlatego, że każdy jest niepowtarzalny. Umieramy więc na rozmaite sposoby – choć śmierć istnieje tylko jedna i ta sama – wydaje się to logiczne, skoro żyjemy na różne sposoby, myślimy i czujemy na różne sposoby. Dlatego sposoby na skuteczną śmierć różnią się między sobą, tak jak nasze pojedyncze podejście do wszystkiego – za każdym razem jest inne… Coś jednak wszystkie rodzaje umierania łączy, i jest to właśnie dokładnie śmierć – takie miano, takie pojęcie; coś głęboko kluczowego, co zdaje się towarzyszyć umieraniu, lecz jednocześnie unosi się ponad nim, płynie równolegle z umieraniem, ale jest to pierwiastek zgoła odrębny. Podobnie do narodzin, śmierć zdaje się obiektywna, bezwzględna – rodzimy się na różne sposoby, jak i umieramy na różne sposoby, ale narodziny i śmierć, to określone fakty, które są identyczne dla każdego i z którymi nie da się polemizować.

Wydaje się, że zwłaszcza młodzi ludzie lubią w swych wyobrażeniach przypisywać śmierci – a właściwie właśnie nie śmierci, tylko umieraniu, to jest różnica! – dodatkowe atuty, które mają uczynić ją doświadczeniem atrakcyjnym lub mistycznym, wielkim i ważnym, bądź perfekcyjnie pełnym. Lubimy się łudzić, że np.: zachorowawszy na raka – usłyszawszy od lekarza „wyrok śmierci” – w kluczowej chwili, zachowując godność i unikając bólu fizycznego ponad miarę, sami wybierzemy moment na śmierć. Dlaczego by nie? Czyn odważny, niezwykle świadomy i zwyczajnie ludzki: uprzedzić wyrok i dokonać osobistego wyboru. W cywilizowanych krajach nazywa się to eutanazją, czymś innym od eutanazji jest jednak pomysł, by z wyrokiem raka rzucić się swobodnie w piękną przestrzeń Wielkiego Kanionu, i w ten sposób zginąć – skoro i tak mam umrzeć, chcę przynajmniej dostąpić tego w sposób wzruszający i estetyczny, także kusząco brawurowy, świadczący o sile własnego umysłu i niezłomności charakteru; jest to również pomysł bardzo romantyczny, aż prawie artystyczny…

Nie! To tylko próżna ułuda, subiektywnie przydana śmierci i śmiertelności ludzkiej otoczka, de facto będąca wydmuszką! Rzeczywistość jest inna.

W rzeczywistości nie ma pięknej śmierci. Śmierć zawsze jest tym samym faktem: jest bezwzględna, straszna, brutalna, bezpośrednia… Nie istnieje takie zjawisko, jak piękna śmierć albo śmierć bohaterska – o tej ostatniej w kulturze tworzą się jedynie mity, obrazy, etosy na przykład rycerskie i dzieła sztuki, natomiast nie ma w rzeczywistości śmierci bohaterskiej, ona jest zawsze, zawsze, zawsze – tym samym ponurym faktem. Śmierć to smutek, pożegnanie i niebyt – a także zimne martwe wnętrzności, to wszystko.

Piszę ku pokrzepieniu serc, czyli ku przestrodze dla młodych ludzi, którzy lubią dopisywać do zjawisk obiektywnych bardzo plastyczne, subiektywne i olbrzymie oraz barwne walory. Niektórym z nas idealizm młodzieńczy nakazuje przesuwać własne granice moralne, etyczne, duchowe, aż do niebezpiecznych obszarów, gdzie podstępnie zakrada się do nas odhumanizowanie. Młodym ludziom należy się tu zrozumienie i akceptacja, ale dojrzały człowiek przejawiający tego typu poglądy, staje się naiwny i infantylny; taki człowiek zasługuje jedynie na litość.

Nie ma pięknej śmierci, ani pięknej czy odpowiednio atrakcyjnej scenerii na naszą własną śmierć – to swojemu życiu trzeba nadać piękny sens, a nie śmierci.

Śmierć nie potrzebuje od nas dodawania jej nowych znaczeń – naszym doczesnym zadaniem nie jest i nie może być obmyślanie dla śmierci dodatkowego sensu, ona już zawiera w sobie swój sens i jest to sens pełny i perfekcyjny. Śmierć nie łaknie od nas poprawek na polu jej własnego przesłania, nie mamy ani takich praw, ani umiejętności, żeby ją modyfikować, upatrywać w niej, co nam się tylko spodoba czy przyśni.

 

Justyna Karolak

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Kiedy życie jest bez sensu – tylko śmierć ma sens.

    Kiedy życie ma sens – tylko śmierć jest bez sensu.

    • justynakarolak

      Zbyt olbrzymie, grubo ciosane uproszczenie, Drogi Zibikendo. Wybacz tę osobistą wycieczkę, ale chyba tylko człowiek, który nigdy jeszcze nie znalazł się na żadnej krawędzi, może wygłaszać tego typu czcze, pseudo filozoficzne aforyzmy :).

      Śmierć jest częścią życia, a nie oderwaną od niego skrajnością. Paradoksalnie właśnie świadomość śmierci pomaga nam nadawać swojemu życiu jeszcze większy sens. Nie znaczy to jednak, że należy ją hołubić, „onanizować” się tematem śmierci i traktować ją w swoich przemyśleniach i postawach w sposób romantyczny.

      Śmierć, to śmierć, i koniec. Kiedy życie „ciągnie w dół” – naprawdę mocno – owszem, mogą pojawić się myśli, że życie nie ma sensu, natomiast może go mieć jedynie śmierć. Wizja śmierci w takiej sytuacji generowana jest na kształt „zbawienia”, gigantycznej ulgi, ale nie zapominajmy, że to jest myślenie chore, depresyjne, a nie romantyczne czy wzniosłe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *