Jedna w trzech osobach – Megan, Morgan i Dolly

Jedna w trzech osobach – Megan, Morgan i Dolly

Dlaczego filozofia pozostaje bezsporną królową nauk? Chociażby ze względu na swój obszerny dział – mowa o etyce. Dopóki istnieje człowiek, póty potrzebuje on zajmować się etyką. Nie może jej uniknąć, ani zupełnie zaniechać – dla dobra własnego, rodziny, dzieci i przyjaciół. Studiowaniem filozofii parają się nieliczni, to prawda – ale etyka towarzyszy każdemu, i w dalszym ciągu będzie nam niezbędna, jak tlen do oddychania, niezależnie od naszych preferencji, zainteresowań, gustów i profesji.

Współczesny świat – z nauką na czele – rozwija się i prze naprzód ogromnie dynamicznie. W szarym zastoju prozy życia, często nie dostrzegamy skali bieżącego postępu, a wręcz jakościowego skoku myśli ludzkiej, ale prędzej czy później – gigantyczne zmiany realnie tkwiące w różnych technologiach, dopadną nas, i dosłownie każdy w końcu będzie musiał zadać sobie pytanie o to, co ludzkie i moralne, a co – nie.

Dziedzina, która już dzisiaj – nie jutro – domaga się zadania powyższego pytania, to przede wszystkim genetyka, bo za genetyką, niczym ogon komety, ciągnie się bioetyka. Od czasów owieczki Dolly, słynnego zwierzęcia sklonowanego w roku 1996., zwierzęta klonuje się już właściwie na szeroką skalę – krowy, świnie, owce, konie, a także wielbłądy. Nie trzeba być mędrcem, by zdać sobie sprawę, iż gorące zapytania o moralne i etyczne aspekty klonowania człowieka są wyłącznie kwestią czasu, i to całkiem niedługiego.

Prawdopodobnie doświadczenia z klonowaniem organizmu ludzkiego już są prowadzone, ale ich wyniki dotychczas nie zostały opublikowane w żadnym poważnym czasopismie naukowym. Dlatego jeszcze zamykamy oczy – społeczeństwa póki co spychają potrzebę publicznej dyskusji o klonowaniu człowieka na tor boczny. Nawet jeśli założyć, iż takie doświadczenia wcale nie są aktualnie prowadzone, niebawem bez wątpienia będą, więc racjonalnie do tematu podchodząc, warto przemyśleć go już teraz, zanim stanie się on epicentrum rozgrzanych do czerwoności medialnych dysput i awantur. Ostatnio temat tzw.: pigułki „dzień po” wywołał w Polsce stos niezwykłych kłótni i zabobonnych, wystraszonych, histerycznych okrzyków negacji – trudno wyobrazić sobie, jaką dopiero awanturę i sprzeciw państwa Terlikowskich wywołałby wątek człowieczego klona… Zostawmy jednak postawy fanatyczne i intelektualnie wsobne daleko za plecami i zastanówmy się realnie, świadomie, jakie mogą być plusy i minusy klonowania człowieka.

Zanim jednak się zastanowimy, przypomnijmy sobie garść faktów na temat klonowania.

Otóż swoistą ciekawostką dla Państwa może okazać się fakt, iż owca imieniem Dolly – wcale nie była pierwszą sklonowaną owcą. Przed Dolly powstały już – Megan i Morgan! Dlaczego więc Dolly stała się słynna, a o poprzedniczkach niewielu z nas dotąd słyszało? Trudno odpowiedzieć dokładnie, natomiast na pewno zawdzięczamy ten stan „wiedzy”  mass mediom. Mimo iż istnienie Megan i Morgan – identycznie do ich następczyni, Dolly – zostało w odpowiednim czasie zgłoszone do opinii publicznej, media jakoś nie podchwyciły tej informacji i obeszła nas ona bez echa. Natomiast Dolly – została przez media uznana za swoistą gwiazdę, dlatego stała się Nowiną przez wielkie „en”, prawdziwym newsem. Szczegóły dotyczące wymienionych sklonowanych owiec jednocześnie są takie, iż Megan i Morgan powstały z komórki pobranej od zarodka, podczas gdy Dolly powstała z komórki pobranej od dorosłego osobnika – w tym szczególe najprawdopodobniej utknął diabeł. Z medialnego punktu widzenia – w tej drobnej różnicy między owieczkami zawiera się wielki przełom. Natomiast z naukowego punktu widzenia: owym przełomem były właśnie pierwsze udanie sklonowane owieczki, Megan i Morgan, ponieważ komórki zarodka, z jakiego zostały sklonowane, zdążyły już zacząć się różnicować.

Ludzie z wielką rezerwą, a wręcz z niechęcią zbliżają się do tematyki „gmerania przez człowieka w różnych genach”. Burzymy się o modyfikowaną genetycznie kukurydzę, o GMO, jeszcze mocniej protestujemy przeciwko ingerencji w zwierzęce geny celem wyhodowania ich klonów. Po co ludzkości „sztuczna” kukurydza, jeśli „prawdziwa” (naturalna) kukurydza sprawdzała się przez tyle lat? Tym bardziej – po co nam wyprodukowane (sklonowane) kury czy krowy?! Wielu ludziom, zwłaszcza tym skoncentrowanym na tak zwanej ekologii, „powrocie do źródeł i Matki Ziemi”, wszystkie działania podejmowane w obrębie genetyki i biotechnologii zdają się w pełni niemoralne i niesłuszne – jakoby z samego założenia. Klonowanie istoty ludzkiej jest dla nich kwestią już nawet nie moralności – jest to wątek, który w całości unosi się wysoko ponad ich świadomą jaźnią i wolą, nie będą chcieli go w żaden sposób przedyskutować, wysłuchać kontrargumentów, tak samo jak obecnie nie chcą słuchać o naukowej zasadności szczepień. Lecz rzeczywistość nie jest tak jednoznaczna, jak wielu wyznawców „eko-religii” pragnie. Świat zabrnął całkiem daleko, a jego dalszego progresu nie sposób już powstrzymać – trzeba temu progresowi pilnie się przypatrywać, zadawać swoje nieufne pytania, cierpliwie wysłuchiwać odpowiedzi naukowców, a dopiero na samym końcu tego intelektualnego i duchowego wysiłku – wyciągać własne wnioski.

Zanim ktokolwiek z laików w dziedzinie nauki zechce zajadle bojkotować rozmaite dane i dokonania naukowe, powinien uświadomić sobie, że w przeciwieństwie do baśni dla dzieci, rzeczywistość nie jest czarno-biała. Naukowcy podają szereg propozycji, dla których genetyka i biotechnologia może być cenną przyszłością nas wszystkich. Nawoływanie do powrotów do źródeł, owszem, niesie ze sobą piękny sens, gdy masz odwagę porzucić życie w cywilizowanym mieście, gdy zdecydujesz się wyjechać np.: do Amazonii i w tamtejszej dżungli osiądziesz. Możesz również wyprowadzić się w teren górzysty i tam zbudować swoją mini osadę, wypasając kozice i jedząc korzonki z prywatnej, dzikiej uprawy. Póki jednak korzystasz z dorobku cywilizacji – od Internetu poczynając, na nowoczesnych lekach i opiece medycznej kwestię tę wieńcząc – masz obowiązek moralny: najpierw cierpliwie wysłuchać naukowców. Dopiero później wolno ci się z nimi gorliwie nie zgadzać.

Jak mówi profesor Keith Campbell, twórca w około sześćdziesięciu procentach naukowego przełomu w postaci Megan, Morgan i Dolly, klonowanie zwierząt niesie ze sobą kilka kluczowych zalet. Na przykład, dzięki temu iż sklonujemy stado kur, korzystając z najlepszych genów gatunku, możemy spowodować, iż powstałe zwierzęta będą odporne na wirusa ptasiej grypy. Będą zdrowsze, dzięki czemu ich hodowla także będzie i zdrowsza, i tańsza, ponieważ nie będą chorowały i nie będą potrzebowały antybiotyków. Można by teoretycznie uzyskać analogiczną grupę zdrowych, silnych kur – krzyżując naturalną drogą najlepsze pod względem genetycznym okazy, ale procedura ta jest niesłychanie żmudna, zajęłaby wiele lat, i to bez żadnej pewności, że się powiedzie z dokładnie takim rezultatem, jakiego oczekujemy. Klonowanie przyspiesza ten proces, niewiarygodnie go skraca, i daje pewność, niwelując loteryjność natury, iż otrzymamy przewidziany w założeniu wynik. Są również inne zalety: na przykład możemy sprawić, że mleko krów będzie chudsze – czy bogatsze w te składniki odżywcze, jakich nasze organizmy od mleka krowiego pożądają.

Dobrze więc, ale jaki tkwi sens w klonowaniu człowieka?…

Tu również wskazuje się kilka znaczących pobudek. Przede wszystkim klonowanie mogłoby urealnić tworzenie narządów do przeszczepów – np.: wątroby, serca. Wyeliminowałoby to problematyczność poszukiwania zgodnego tkankowo dawcy, bo wyhodowana w warunkach laboratoryjnych wątroba powstawałaby z materiału genetycznego osoby chorej, a więc byłaby idealna pod względem zgodności tkankowej. Ludzkość przestałaby się zmagać nie tylko z szukaniem odpowiedniego dawcy pod presją czasu, która niejednokrotnie kosztuje życie ludzkie – również ryzyko odrzucenia przez organizm przeszczepionego w ten sposób organu spadłoby do zera, pewnie pacjent nie musiałby nawet przyjmować specjalnych leków immunosupresyjnych. Możliwości tkwiące w tej technologii są niemniej dużo znaczniej rozległe…

Matka zmarłego dziecka – dzięki klonowaniu – mogłaby po raz drugi urodzić „to samo” dziecko, a przynajmniej jego jak najwierniejszą kopię. Brzmi być może nieco futurystycznie, pod względem moralnym wydaje się wątpliwe, lecz zadajmy sobie pytanie: jakie mamy prawo do opiniowania cudzych decyzji, zwłaszcza wyborów rodziców, którzy stracili dziecko? Czyż mogąc skorzystać z tak zadziwiających swoją skalą możliwości nowoczesnej nauki, rodzice pogrążeni w gigantycznym dramacie – nie pragnęliby istotnie skorzystać z tegoż naukowego „dobrodziejstwa”? Czyż dzieci poczęte metodą in vitros nie wzbudzały swego czasu analogicznych aktów buntu w społecznej ocenie?

Którędy ma zatem przebiec tak zwana – zdrowa granica między tym, co dobre, a co złe; między tym, co moralnie słuszne, a co nie?… I kto miałby ją wyznaczyć? I kto posiada moralny monopol oraz rzetelne (naukowe) podstawy, by mieszać do tych pytań „pana boga”? I kto ma tupet, by domniemaną wolą bożą uszczuplać zakres wolnej woli, podarowany rzekomo przez Boga? I kto weźmie na siebie odpowiedzialność za postulat, iż człowiek zabrnął za daleko i już powinien przestać zabiegać o własny rozwój, o przetrwanie, o nowe odkrycia i przełomy?

Justyna Karolak

W opracowaniu artykułu pomocny był wywiad z prof. Keithem Campbellem, przeprowadzony przez Olgę Woźniak (Gazeta Wyborcza , 12.02.2012.). Jako obrazek umieszczono kadr z filmu pt. „Matrix” (1999) – w rezyserii rodzenstwa Wachowskich.

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

3 komentarze

  1. Wybacz, ale jeśli nasza moralność zmienia się w zależności od perspektywy, to nie jest żadna moralność tylko własny – zwykle brudny interes. Etyka i moralność to nie emocje, a idee, więc nie podlegają one z definicji emocjonalności – dupka, lenia, oportunisty politycznego czy zatroskanego rodzica – nic nie usprawiedliwia dostosowywania poglądów do tego jak nam wygodniej – poglądy wynikają z emocji i potrzeb ogółu, a nie jednostki.

    Co do dziecka na części zamienne. To dziecko sklonowane w celu zgodności tkankowej i bycia dawcą dla pierwszego staje się narzędziem, co uprzedmiotawia człowieka i jest z gruntu niemoralne. Cała reszta – czyli powołanie nowego człowieka poprzez klonowanie, to przy założeniu, że geny są zdrowe daje po prostu nową szansę na pełne życie i nie widzę tutaj zastrzeżeń moralnych – tylko etyczną. Jakby nam jako ludzkości przyszło do głowy w przyszłości klonować zaledwie np. 30 superosobników wzorzec doskonałości fizycznej, to zmniejszy to różnorodność ludzkości, zmniejszając tym samym szanse na przetrwanie. Czyli klonowanie w małej skali jest niegroźne – w masowej niesie za sobą niebezpieczeństwo unifikacji.

    No i jest jeszcze kwestia samych ciał bez głów do której się nie odniosłaś. Podoba ci się taka przyszłość? Bo mnie nie – jest w niej coś fałszywego.
    Pamiętajmy, że naukowcy nie są od proponowania rozwiązań, oni są od poszerzania zakresu możliwych rozwiązań. Gdyby pozwolić naukowcom wprowadzać w życie to co wymyślili bez społecznego filtra – świat od razu stanie się gorszym miejscem do marzeń i życia.

  2. Do kwestii moralnych i światopoglądowych – dodałbym jeszcze kwestię jak to wygląda. A wygląda to źle, klony jako hodowle organów to kompletne ciała wiszące na hakach – bez głów. To nie jest już śmieszne – to wygląda strasznie i dlatego między innymi są opory przed tego typu praktykami. Druga sprawa to urodzenie drugiego dziecka tylko po to, aby stało się ono dawcą nerki dla chorego pierwszego – w końcu nerki są dwie, tylko jakie mamy moralne podstawy aby skazywać takiego drugiego człowieka na cierpienie związane z operacją oraz na brak tej rezerwowej sztuki organu. To w końcu takie nie do końca pełne życie. I tutaj jest pies pogrzebany – choć żywy.

    • Ależ oczywiście, że zrozumiałe są moralne opory w tym temacie – sama je żywię! – zwłaszcza, iż nadal jest to wątek sprawiający wrażenie „wizji dalece futurystycznej”. Dopóki to „wydumane” jutro nie stanie się dniem dzisiejszym ludzkości, póty jeszcze dyskusje społeczne będą wciąż spowite przez ciszę, wynikającą z bardzo pragmatycznej i uzasadnionej, błogiej naszej nieświadomości całego zjawiska, jakim jest klonowanie. Ta cisza potrwa, to normalne i typowe – potrwa dopóki klonowanie człowieka odbywa się w „magicznej krainie po drugiej stronie lustra”, czyli na niby, a nie w rzeczywistości, czyli w zamkniętych i niewidzianych przez nikogo laboratoriach…

      Lecz zagłębiając się w ten, obcy jeszcze nam wszystkim, temat choć po trosze – Ty, Zibikendo, opisałeś wątek „dziecka zastępczego” czy mówiąc brutalniej: dziecka na części zamienne, czyli rodzeństwa dla chorego potomka, które tworzy się metodą in vitros, ingerując w geny tak, aby nowe dziecko było idealnie zgodne tkankowo ze starszym chorym bratem czy starszą siostrą. Mnie natomiast w moim tekście chodziło o zupełnie inny przykład, inną sytuację, inne dziecko… Oczywiście oba przykłady są kontrowersyjne pod względem etycznym, ale zarazem byłabym bardzo ostrożna w wypowiedziach krytycznych wobec wyborów dokonywanych przez rodziców chorego dziecka. W takich sytuacjach moralność człowieka nieco – lub mocno – zmienia kształt, jej zakres może się poszerzyć albo skurczyć; ja w każdym razie nie jestem w stanie potępić dramatycznych decyzji ludzi zmuszonych przez los do mierzenia się z nieludzką tragedią. Patrząc z zewnątrz i teoretyzując, dużo łatwiej określić twarde zasady i oddzielić tak zwane zło od dobra. Znajdując się natomiast w epicentrum dramatu – patrzysz na życie i na śmierć z zupełnie odmiennej, zaskakującej i często niezrozumiałej dla Ciebie samego perspektywy. Dlatego bądźmy czujni i sceptyczni wobec nowych idei i biotechnologii, ale wysłuchujmy też naukowców i nie uznawajmy z góry, iż zawsze, za każdym razem są to typy kompletnie odklejone od rzeczywistości i realnego życia, hermetyczne, egocentryczne i egoistyczne, pochłonięte wyłącznie swoją własną karierą, a dobro i poprawa bytu ludzkości – nic a nic ich nie obchodzą… Wysłuchajmy ich najpierw – nawet gdy oczy otwieramy na baczność w niemym zdumieniu, iż coś-tam-takiego-co-oni-dziwacy-naukowcy-proponują, można było w ogóle wymyślić: to na pewno musi być niemoralne i nieetyczne, przecież kiedyś ludzie tego nie mieli i żyli i byli szczęśliwi, zbojkotujmy ten pomysł i zduśmy w zarodku! Uważam tego rodzaju postawy za próżne, bezproduktywne, uwsteczniające, pozbawione wyobraźni, a przede wszystkim: empatii.

      Nie zarzucam bezpośrednio Tobie takiej postawy negatywnej wobec nowości – napisałam to bardziej ogólnie, do ludzi, do Czytelników. I do samej siebie: nie bądź Justyno zbyt surowa w osądach, pozwól najpierw wypowiedzieć się ekspertom w swojej dziedzinie, udziel im kredytu zaufania, dopiero w następnej kolejności – stawiaj czynny odpór, gdy uznasz konkretną ideę za niemoralną…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *