Jeffrey Sachs (Łódź 2014): wykład, część pierwsza

Jeffrey Sachs (Łódź 2014)-wykład,część pierwsza 

Jeffrey Sachs (Łódź 2014) w tłumaczeniu Tostera Pandory

Część pierwsza: Przybycie do Polski

Po pierwsze chcę powiedzieć: dziękuję za zaproszenie. To mój pierwszy pobyt w Łodzi, przez co jestem naprawdę bardzo podekscytowany – to słynne i ważne miasto. To bardzo wzruszające, że tutaj jestem. To ponadto bardzo wzruszające być w Polsce w 25 lat, oczywiście dosłownie do dnia wczorajszego, po początku powrotu polskiej demokracji do Europy. Chcę powiedzieć na wstępie, aby było to jasne – uważam, że Polska odniosła historyczny, doniosły sukces.

Zawodowo zajmuję się podróżami po całym świecie, doradzam Sekretarzowi Generalnemu Narodów Zjednoczonych. Jest wiele krajów w UN i zwykle odwiedzam wiele z nich każdego roku, więc widzę dużo świata. Pracowałem w ponad stu krajach. Naprawdę: powiem wam, że Polska wzniosła się tak wiele ponad przeciętność i ponad to, czego oczekiwano w 1989. To naprawdę ważne, abyście to zrozumieli, gdyby były jakieś wątpliwości. Znam i rozmawiałem z wieloma wspaniałymi ludźmi, dlatego tu przybyłem, Lech Wałęsa był moim bohaterem, jak i wielu ludzi z Solidarności – Bronisław Geremek, Adam Michnik i Kuroń, i wielu innych ludzi, to byli moi bohaterzy. Oni byli jak najbardziej przejęci sytuacją w Polsce, tym, co się może wydarzyć, co może być. Ekonomiści byli najbardziej zmartwieni, bo panowało poczucie rozpaczy, prawdziwej rozpaczy w 1989., nie odnoszącej się do początku wielkich rzeczy, ale z obawy przed upadkiem. Oczywiście Polska nie tylko nie upadła, ale ma za sobą niezwykły okres 25. lat dołączania do instytucji europejskich, przyłączenia się do NATO, działania demokracji, podnoszenia standardu życia. To nieprawdopodobne osiągnięcie.

Kolejną rzeczą, którą chciałem powiedzieć, jest to, że Polska ma wiele problemów. Przy okazji, miała dużo więcej problemów w 1989. – wtedy, ale ma wiele problemów aż do dzisiaj. Przynajmniej ja nie znam żadnych ekonomicznych narzędzi do zrobienia wszystkiego bez problemów – nie znam ich. A znam dużo historii ekonomii, mam dużo ekonomicznego doświadczenia, byłem uczestnikiem wielu rozmów ekonomicznych – widziałem wiele. Nasze narzędzia nie są aż tak dobre, żeby wszystko wszędzie działało dobrze. Więc nie ma sposobu, aby wszystko było dobrze. Więc Polska to obecnie wiele kwestii, ma ona powody do narzekań. Jeśli chcecie ponarzekać, przyjedźcie do Stanów Zjednoczonych, w Stanach Zjednoczonych też można skarżyć się na wiele. Więc to normalne. Przy okazji, nikt nie mógł obiecać Polsce doskonałości w tym, myślę że to oczywiste, ale to chcę powiedzieć, bo ludzie mówią: „Cóż, mamy duże problemy, jest to… jest tamto”. Oczywiście, że są, to jest życie. Nie jest tak prosto rozwiązać wszystkie te sprawy i nikt nie ma gotowych rozwiązań dla wielu z nich.

Więc myślę, tylko z punktu widzenia historycznego zrozumienia, chcę po trosze wyjaśnić to, co było 25 lat temu – z mojego punktu widzenia – jeśli jest to dla was interesujące; mam nadzieję, że jest bo mam nadzieję, że po to właśnie przyszliście. Nie chcę was zanudzać, bo możecie chcieć rozmawiać o aktualiach, ale chciałbym opowiedzieć krótko o tym, co było przed 25. laty, aby nakreślić pewien obraz z punktu widzenia outsidera, ale – outsidera z doświadczeniem.

Co myślałem, co mi się przydarzyło, kiedy tutaj przybyłem? Opowiem wam nieco z historii o tym, jak się tu zjawiłem, co widziałem, co zalecałem, jakie – przypuszczałem – to miało znaczenie, bo właściwie nie jest to aż tak dobrze rozumiane. Ale myślę, że dobrze się stało. Więc jestem całkiem z siebie zadowolony. Ludzie ciągle pytają: „Co zrobiłbyś inaczej?”. Ja ciągle odpowiadam: „Wyszło całkiem nieźle”. Zrozummy, o czym to było…

Pracowałem w Ameryce Łacińskiej w połowie lat 80., w wielu dotkniętych kryzysami krajach i  jedną z rzeczy, w której stałem się mistrzem jako młody ekonomista, było to, że gdy państwo jest bankrutem, to powinno się mu pozwolić umorzyć część jego długu. Byłem rodzajem krzykacza, profesora pracującego w Boliwii – bardzo biednym kraju Ameryki Południowej, który zbankrutował. Pomagałem im zniwelować dług. Mogłem się tym zajmować po części, bo byłem profesorem na uniwersytecie z umową, więc nikt nie mógł mnie zwolnić. Pomimo tego, że wielu, jak myślę, chciało mnie zwolnić. Bo uniwersytety mają pewne osoby w swoich zarządach, prowadziłem wiele sporów z wieloma ludźmi włącznie z głównymi bankami Stanów Zjednoczonych. W styczniu 1989. człowiek z polskiej ambasady w Waszyngtonie zadzwonił do mnie, uroczy człowiek, zapytał mnie, czy może przyjść na uniwersytet i porozmawiać ze mną o Polsce. Pomyślałem, że to bardzo intrygujące. Moja żona, która jest tu ze mną, pochodzi z Pragi, więc jesteśmy bardzo blisko w regionie, ale wtedy nie byłem w Polsce od 1976., byłem we Wrocławiu w tydzień po wrocławskich zamieszkach. To był mój ostatni pobyt w Polsce. Więc mężczyzna zadzwonił do mnie w 1989. w styczniu, odwiedził mnie i powiedział: „Podobało nam się, co zrobiłeś w sprawie długów. Polska także potrzebuje pomocy ze swoim długiem. Przyjedziesz do nas i porozmawiasz z rządem?” A ja odpowiedziałem: „Cóż, to bardzo kusząca oferta, moja żona jest z Pragi, obserwujemy, co dzieje się w Polsce z wielkim zainteresowaniem, ale niestety Lech Wałęsa jest moim bohaterem i przebywa w areszcie domowym, więc nie mogę przyjechać teraz. Ale jeśli kiedyś go uwolnią, wtedy z pewnością będę chciał to rozważyć – ponownie”. I wtedy ten sam człowiek dzwoni do mnie miesiąc później i mówi: „Zamierzamy znieść stan wojenny”. A to był koniec lutego, a ja mówię: „Mówicie poważnie?” – on mówi: „Tak.”, a ja na to: „Cóż, przyjadę do Polski, jeśli to prawda.” Przyjechałem do Polski piątego kwietnia 1989., w dniu, kiedy zawarto ugodę Okrągłego Stołu.

Człowiek od rządu wiózł mnie obok Belwederu, mówiąc: „Tutaj zawierają brudne interesy, właśnie w tej chwili”. To było moje wprowadzenie. Spotkałem się wtedy z profesorem Trzeciakowskim, który był świetnym człowiekiem i starszym profesorem w Warszawie i doradzał Solidarności. On powiedział: „Będziemy mieli w tym kraju głód”. Tak rozpoczął. “Będziemy mieli w tym kraju zapaść”. I takie było naprawdę przekonanie ludzi, bo 1989. rok był bardzo niebezpiecznym, niestabilnym rokiem i oczywiście nikt nie wiedział, co też zrobi Związek Radziecki z całym tym zamieszaniem. To była wielka niepewność, niewyobrażalna niepewność. Więc przyjechałem jeszcze raz w maju i także przy powołaniu nowego rządu Solidarności. Przekazałem kilka pomysłów na to, co można zrobić. Wyglądało to tak niestabilnie, że wydawało się, że nic nie można zrobić. Potem pojechałem do domu i wtedy czwartego czerwca 1989. – odbyły się wybory i poproszono mnie o powrót. To był „dzień zdarzeń”, „ta wiekopomna chwila”, dlatego 25. rocznica jest prawdziwą rocznicą. Jest rocznicą jednej z największych zmian na świecie w XX wieku.

Wróciłem i spotkałem się z Bronisławem Geremkiem, który powiedział do mnie: „Co, sądzisz, powinniśmy zrobić?”, a ja na to: „Cóż, a co planujecie zrobić?”. A on mówi: „Uważamy, że powinniśmy zorganizować radę w senacie, która będzie patrzeć na ręce rządowi. Teraz, kiedy kontrolujemy senat”. A ja mu na to: „Panie Geremek, nie wydaje mi się to wystarczające. Myślę, że powinniście spróbować sformować rząd”. A on mówi: “Wydaje się to być nieco lekkomyślne, ponieważ tą gospodarką nie można sterować. Będziemy mieli zapaść”. To mi dało do myślenia – i  powiedziałem: „To nieprawda. Ten kraj można ustabilizować.” A on na to: “Cóż, ale jesteśmy bankrutami”, na co ja mówię: „Jest prosta odpowiedź na bankructwo – powinniście wyzerować swój dług”. To była moja odpowiedź, w którą przy okazji wierzyłem. On mówi: „To nie wydaje się być możliwe”, a ja na to: “Nie, nie – w wielkich historycznych momentach, takie rzeczy mogą się zdarzać. I naprawdę powinniście pomyśleć o nowym początku dla tego kraju, bo jest on możliwy”. I oczywiście nie byłem jedynym, który mówił tymi kategoriami, ale był to dla mnie, ekonomicznie, moment największej historycznej szansy w czasach współczesnych dla Polski, dla całego tego regionu. Nikt nie wiedział, co Rosja, co Związek Radziecki zrobi, oczywiście. Wiem, bez wątpienia było to nieco uproszczone myślenie, ale sądziłem, że było ono na zaangażowanie dla Solidarności, które uruchomi lawinę, by spróbować poprowadzić gospodarkę. I oczywiście, reszty nie wspomnę, ale znacie tę historię lepiej ode mnie. W kolejnych kilku tygodniach miałem okazję spotkać się ze wszystkimi przywódcami Solidarności – z jednym po drugim. Prowadziłem długie rozmowy o gospodarce i o tym, co można by zrobić, i jak zacząć, i o mojej idei anulowania długu i generalnie o wszystkich moich ideach – o tych z nich, jakie uważałem za kluczowe kroki w celu zatrzymania postępującego chaosu.

Życie codzienne było pełne dramatyzmu. Dla tych, który pamiętają je, byli wówczas dziećmi. Jest tu kilka osób, które były wtedy dziećmi, ale i inni pamiętają to bardzo dobrze. Ja pamiętam puste sklepy na Nowym Świecie – codzienność była dramatyczna – niczego nie było w sklepach. Nie mogłeś kupić żadnego jedzenia, nie mogłeś kupić mleka, nie mogłeś nic kupić. Wszystko to był czarny rynek, wszystko stawało się coraz bardziej chaotyczne. I ludzie… matki płakały na ulicach. Po prostu ludzie płaczący. Zagubieni – we łzach. I jak powiedziałem, specjaliści myśleli: „Będziemy mieli wojnę domową”. To było określenie, którego naprawdę używali ludzie, którzy byli mądrzy, rozsądni, spokojni ludzie. Myślący, że dojdzie do załamania.

Więc pewnej nocy pojechałem zobaczyć się z Jackiem Kuroniem. Pojechałem do jego mieszkania. Przyprowadził mnie ktoś, kto nas poznał i pomagał mi spotykać się z liderami Solidarności. Dotarłem do mieszkania pana Kuronia coś koło ósmej, dziewiątej wieczorem, i to był człowiek wywierający wielkie wrażenie. Wiecie, czuło się jego fizyczną obecność, ale najbardziej czuło się to, że palił, bo miał wszędzie popielniczki wypełnione niedopałkami papierosów. Palił jak smok – bez przerwy. I powiedział: „Co powinniśmy zrobić, Panie Sachs?”, i wtedy zacząłem opisywać mój pomysł, jaka powinna być reforma gospodarki i co kilka minut – „rozumiem!, rozumiem!” – i ciągle prosił mnie o: „więcej!, więcej!”. Tak zleciały trzy godziny… Kiedy mówiłem pociłem się, pamiętam, a on palił jak szalony. A pokój był cały wypełniony dymem. I jak wymyślałem swoją wizję, jak mogłaby wyglądać reforma… I opierała się ona na jednej idei, którą chciałbym wyjaśnić. Ponieważ nie miała ona niczego wspólnego z Reganem, nie miała ona niczego wspólnego z Thatcher. Zasadzała się ona tylko na jednej myśli, która była moją ulubioną w całej rewolucji 1989. roku, a była nią idea „powrotu do Europy”. Więc dla mnie cała reforma sprowadzała się do umożliwienia Polsce stania się normalnym krajem w Europie, i to było to zdanie, które było moim głównym przesłaniem, obecnym także u Kuronia, Geremka i… Chcieliśmy po prostu być normalni. Normalny kraj w Europie.

Część druga:

„Co powinniśmy zrobić, Panie Sachs?”

 

First Part:

The arrival in Poland

What I want to say first: thank you for having me here. It’s my first time in Łódź and so I am really very excited to be here – it’s a famous city and an important one, and it’s very moving to me actually to be here. It’s also moving for me to be in Poland 25 years, of course, literally to the day yesterday of the start of Polands democracy in return to Europe. I want to say at the beginning just to be very clear – I think Poland has had a historical, profound success.

I travel all over the world for a living, I advise Secretary General of the United Nations. They are a lot of countries in the UN and I tend to visit many of them every year so I see a lot of the world. I’ve worked in more than a hundred countries. I will tell you truly that what Poland has accomplished is so far off the ordinary and so far beyond normal and so much better than normal and so much better that was expected in 1989. That it’s really important for you to understand – that, if there is any doubt about it. I know and I talked to a lot of wonderful people that’s why a came here because Lech Wałęsa was a hero of mine and many of the people of Solidarity – Bronisław Geremek, Adam Michnik and Kuroń and many other people were heroes of mine. They were just worried as can be, about the reality, about Poland, what can happen, what could be. The economists were more worried than anybody because there was a sense of despair, really despair in 1989, not for the beginning of great things but a desperation in a sense of collapse. Obviously Poland not only did not collapsed, it has have a remarkable period – 25 years of joining European institutions, joining NATO, making democracy work, having rising living standards. It’s quite incredible accomplishment.

The second thing I want to say is that Poland has a lots of problems. By the way, it had many more problems in 1989 – before, but it has lots of problems till today. At least I don’t know of any economic tools, to do everything without problems – I don’t know them. And I know a lot of economic history, and a lot of economic experience, and a lot of economical forums – I have seen a lot. Our tools are just not that good, to make everything work everywhere right. So there is no way to make everything just fine. So Poland is like now a lot of places it has got a lot to complain about. If you want to complain come the United States, there is a lot to complain in the United States too. So that’s normal, by the way. Nobody could promise Poland perfection in any of this I think this is obvious but I want to say it because people say to me: “Well there are big problems, there is this… there is that.” Of course there is, so – that’s life. It’s not so easy to solve all those things and nobody has ready solutions for many of them.

So I think just from a point of view of historical understanding I want to give a little bit of an explanation of 25 years ago – from my point of view – if it’s interesting for you – I hope it is, cause I hope that’s why you have come. I don’t want to bore you. Cause you may want to talk about current things, but I want to talk about 25 years ago just briefly, to give some sense of that from an outsiders point of view also – but an experienced outsider. What I was thinking, what happened to me – coming here.

I tell you little bit of the story of how I came here – what I saw, what I recommended, what I thought it meant because it’s not so well understood actually. But I think it worked out right. So am quite happy with it myself. People keep asking: “What would you have done differently?” I keep saying: “It worked out pretty well.” Let’s understand what this was about.

I have worked in Latin America in the mid nineteen eighties in many crisis countries and one of the things I have become a champion of is, then young economist, was, that when a country is bankrupted it should be allowed to cancel part of its debt. I was a kind of loud mouth young professor working for Boliwia – very poor country in South America, which have gone bankrupt. I helped them to cancel their debt. I could do it in part because I was a professor in the university and I had tender so nobody could fire me. Even thou many people would have liked to fire me, I think. Because universities have anchors on their boards, I was making lots of fights with lots of people including the mayor banks in the United States. In January 1989 a man from a polish embassy in Washington called me, a really lovely man, he asked if he come to university to talk to me about Poland. And I thought it was very intriguing. My wife who is here – it’s from Praque, so we are very close to the region but I have not been to Poland since 1976, I was in Wrocław, a week after the riots of Wrocław. That’s my only previous time in Poland. And so this man called me in 1989 in January and came to visit me and said: “We liked what you did about the debt. Poland also needs help with our debt. Will you come and talk to the government?” And I said: “Well that’s really a nice offer, my wife is from Prague, we watch what happens in Poland with great interest but unfortunately Lech Wałęsa is my hero and he is under house arrest so I can’t come now. But if he is ever fried then I would certainly like to consider it – again.” And the same man called me on month later and said: “We are about to lift martial law.” And that was at the end of February. And I said: “Is that real?”. He said: “Yes.” And I said: “Well I’ll come to Poland if that is the case.” I arrived in Poland at April 5th 1989, the day the Round Table agreement was finalized.

Man from the government drove me by Belvedere, he said: “That’s where the dirty business is being done right now.” That was my introduction. I met at the time professor Trzeciakowski who was very wonderful gentleman who was the senior professor in Warsaw and he was advising Solidarity. And he said: “We are going to have a famine in this country.” That was the opening. “We are going to have a collapse in this country.” And that was peoples real belief because 1989 was a very dangerous, unstable year and of course nobody knew what the Soviet Union was going to do also. With all this turmoil. This was huge uncertainty, unbelievable uncertainty. So I came one more time in May and then also at the evocation of the government of Solidarity. Give some ideas about things that could be done. It looked like it was so unstable that nothing could really be done. Then I went home and then June 4th – elections took place and I was asked to come back. That was “playday” “momentus”, moment – that’s why the 25th anniversary is real anniversary. It’s an anniversary of one of the biggest changes in the world in the twentieth century.

I came back and I met with the Bronisław Geremek and he said to me: “What do you think we should do?” And I said: “Well, what do you plan to do?” And he said: “We think we will organize a committee in the senate, to watch over the government. Now that we control the senate.” And I said to him: “Mr. Geremek that doesn’t seem good enough to me. I think you should try to form the government.” And he said: “That seem a little bit reckless because this economy can not be managed. We are going into collapse.” I got me thinking of course – I said: “It is not true. This country can be stabilized.” And he said: “Well but we are bankrupted.” And I said: “Well, there is an easy answer to the bankruptcy – you should cancel all your debt.” So that was my answer. Which I believed in, by the way. He said: “That doesn’t seem possible.” And I’ve said: “No, no in great historical moment these kind of things can happen. And really you should think about this as a fresh start for this country because it can be.” And of course I was not the only one talking in these terms but it was for me economically a moment of the biggest historical possibility in modern times for Poland and for these whole region. Nobody knew what Russia, what Soviet Union would do, of course. I know that in no doubt it was a little bit simplistic but I thought that it was time for Solidarity get a dedicated one, a landslide, to try to run the economy. And of course I won’t go with all the rest but you know that history better than I do. But the next few weeks a had the chance to meet with all the leaders of Solidarity – one by one. For long talks about the economy and what could be done and how to proceed and my idea about debt cancellation also and basically my ideas of – what I thought would be key steps to stop what was growing chaos. The daily life was very dramatic. For those of you who remember it, who were kids. They are some who would be kinds but others who would remember very well. I remember the empty shops at Nowy Świat – there is kind of the dramatic everyday – there was nothing in the shops. You couldn’t buy any food, you couldn’t buy milk, you couldn’t buy anything. It was all black market, it was all increasingly chaotic. And people would… mothers would cry on the street. They were just people crying. Lost – in tears. And as I’ve said – the technical people thought: “We are gone have a civil war.” That was a term that was really used by people who were smart, sensible, calm people. Thinking that this was going to be a collapse.

So one night I go to see Jacek Kuroń. Went to his apartment. I was taken by somebody who befriended me and was helping me to meet the Solidarity leaders. I got to Mr. Kurońs apartment maybe at nine, eight something and he was a very impressive man. You know, you just felt this physical presence but the specially I felt the cigarette smoking because he had ashtrays just filled with cigarette buts. He was just smoking like a chimney – nonstop. And he said: “What should we do Mr. Sachs?” And I started to describe my idea, what an economic reform would be like and every few minutes – “rozumiem!, rozumiem!” – he kept asking me – “more!, more!”. We passed three hours like that. When I was talking I was in the sweat, I remember and he was smoking like crazy. And the room was just filled with smoke. And I was inventing my idea what did reform could be like. And it had a basic idea which I just want to explain. Because it had nothing to do with Regan, it had nothing to do with Thatcher. It had to do only with one idea, which was my favorite idea of all of the revolution of 1989, which was the return to Europe. So for me the whole reform was about Poland becoming a normal country in Europe and that was the phrase that was my main idea but in the idea that I took from Kuroń or from Geremek or from… Just we wanted to be normal. Normal country in Europe.

Second Part:

“What should we do Mr. Sachs?.”

 

Transkrypcja i tłumaczenie – Zbigniew Galar

 

 Jeffrey David Sachs (ur. 5 listopada 1954 w Detroit) – uważany za jednego z najważniejszych i najbardziej znanych ekonomistów w skali ogólnoświatowej.Zasłynął on jako ekonomiczny doradca rządów w Ameryce Łacińskiej, Europie Wschodniej, krajach byłego ZSRR, Azji i Afryce. Sachs znany jest także ze swojej współpracy z międzynarodowymi organizacjami na rzecz zwalczania biedy, redukcji zadłużenia i walki z chorobami – zwłaszcza HIV/AIDS w krajach rozwijających się. Jest autorem wielu artykułów i książek o tematyce ekonomicznej. W celu rozwiązania kryzysów gospodarczych takich państw, jak Boliwia, Rosja, czy Polska doradzał stosowanie tzw. terapii szokowej. Najpierw przyczynił się do zahamowania hiperinflacji w Boliwii w 1985, poprzez regulacje cen benzyny. Te wydarzenia przyniosły mu światowy rozgłos, dlatego m.in. został poproszony o udzielenie pomocy doradczej Polsce przez ambasadę RP w Waszyngtonie. W 1989 Sachs jako 35latek, był ekonomicznym doradcą „Solidarności”, przygotował wstępny projekt programu transformacji polskiej gospodarki –planu Balcerowicza, doradzał pierwszemu postkomunistycznemu rządowi we wprowadzaniu radykalnych reform gospodarczych. Plan miał na celu błyskawiczne odcięcie się od centralnie planowanej gospodarki. Gwałtowne zmiany między innymi spowodowały zamknięcie wielu miejsc pracy które nie miały szansy na konkurencyjność w nowym systemie[1]. Prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go w 1999 roku Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Po przeprowadzeniu gospodarczych reform w Polsce, Sachs doradzał też Jugosławii i Rosji, gdzie nie udało się osiągnąć sukcesu, głównie z powodu braku przychylności państw Zachodu oraz błędnych założeń systemowych. Jeffrey Sachs jest także twórcą tzw. ekonomii klinicznej (nazwa od podobieństwa do medycyny klinicznej). Ekonomia kliniczna opiera się na wszechstronnej i głębokiej analizie sytuacji kraju[potrzebne źródło] tak, aby działaniami na każdym z pól (kultura, warunki sanitarne, zdrowie, infrastruktura, model rządów, geografia itd.) skierować go na ścieżkę rozwoju. Ten model rozwoju jest promowany przez zwolenników (m.in. Sachs, Milton Friedman) terapii szokowej. Postuluje się, że podczas przewrotu politycznego lub katastrofy środowiskowej powinno się szybko przeforsować reformy wolnorynkowe w celu ożywienia gospodarki. Nota zacytowana z Wikipedii.

 

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Panie Sachs.

    Być może jest Pan istotnie wizjonerem, na pewno posiada Pan wysokie wykształcenie i doświadczenie wynikające z wielu podróży po wielu krajach, lecz powiem Panu, iż część pierwsza Pańskiego wykładu – nie wnosi do świadomości Polaków, ni do polskiej rzeczywistości, absolutnie kompleksowo: nic.

    Cóż z Pańskich wspomnień oraz osobliwie rezolutnych spostrzeżeń, iż „wtedy w Polsce nie było niczego”, a dziś na polskich sklepowych półkach – jest wszystko. Cóż z tego, skoro owo „wszystko” pozostaje materią kompletnie niedostępną dla przeciętnego polskiego obywatela? Zdumiewającym sposobem – „wtedy” paradoksalnie „wszyscy wszystko mieli”, zapewne dzielili się różnymi dobrami „pod stołem”, natomiast nie zmienia to jeszcze większego zdumienia wywołanego przytoczoną przez Pana „przypowieścią” o matkach płaczących na ulicach. Zaiste, ogromnie to wzruszająca przypowieść, śmiem jednak dodać, iż urodziłam się w Polsce w przeddzień stanu wojennego, zaś mojej matce – nie wiem, doprawdy, jak to możliwe w obliczu tego, co Pan powiedział – nie brakowało pieluch dla mnie. Mnie za to – dzisiaj, w naszym wspaniałym demokratycznym państwie, w dobie naszego przecudownego powrotu do Europy, niestety na pieluchy dla potomka już „nie styka”, toteż dlatego dokładnie: takowego nie posiadam.

    Nie wiem, z jakich danych zacni czarodzieje nowoczesnej ekonomii, do jakiego grona Pan, Panie Sachs, niewątpliwie się zalicza, czerpią swoje fantastyczne wnioski, ale śmiem wyjaśnić Panu, iż Polska nie dokonała żadnego historycznego ni doniosłego skoku, jak i nie odniosła sukcesu. Jest Pan w niewysłowionym błędzie, jeśli naprawdę – szczerze – tak Pan myśli.

    Łódź ważnym i historycznym miastem? Owszem: historię tego miasta mógł Pan dostrzec w sypiących się murach, ruinach i brudach, widocznych na każdym kroku, a może przez gustownie przydymione okna limuzyny nie widać świata zbyt precyzyjnie?… Obiektywna bieda wylewa się w tym mieście ze wszelkich możliwych szczelin, na słynnej ulicy Piotrkowskiej, która winna być dziś widowiskowym deptakiem i wizytówką miasta, tętniącą życiem, co dwa kroki napotka Pan obrzydliwy, zakurzony od pajęczyn i zapomnienia, pustostan, za którym kryje się jedna, druga, dwudziesta… prawdziwa ludzka tragedia.

    Nie tylko w Łodzi, również w wielu innych miastach w Polsce, sklepiki, sklepy i małe rodzime firmy padają niczym ranne w ciężkiej bitwie kawki – polskie państwo gra ze społeczeństwem w makabryczną wersję zadziwiającego Pokera, okłamując nas i okradając co i rusz, ale może nie mam się czemu dziwić: w końcu jasna sprawa, iż to „kasyno”, a nie zwykły biedny, głupi gracz – zawsze wygrywa.

    Muszę przyznać, że wywarło na mnie ogromne wrażenie Pańskie odkrycie, iż wszędzie na świecie są problemy i wszędzie ludzie mają prawo na nie narzekać. Mam przeto pilne pytanie, Panie Sachs: ile lat trzeba studiować, by dotrzeć do tak banalnie oczywistej konkluzji?…

    Tak, zaiste! Problemy są wszędzie! W Afryce głodują dzieci, ale… nie tylko tam. W Polsce dzieci również głodują. Na mniejszą skalę? A może tylko mniej nośnie, nie dość spektakularnie czy popularnie w sensie medialnym? Jedno w tym kontekście wiem na pewno: głód dziecka jest najstraszliwszym głodem, więc nie można z nim dyskutować – należałoby jedynie nakarmić go i zapobiegać mu.

    Przyznam, że jednakowoż wywarła na mnie olbrzymie wrażenie Pańska wzmianka o potencjalnej możliwości umorzenia Polsce długu. Lecz nie wyjaśnił Pan tego zagadnienia dość dostatecznie, a w zasadzie – wcale, grzecznie dodam. Widać Pana szlachetna i pomysłowa wizja sięgająca swymi korzeniami roku 1989. spełzła na tym, na czym zazwyczaj senne, romantyczne wizje zwykły spełzać: pora się obudzić – Polska na chwilę obecną pozostaje zadłużona na około 3 biliony złotych.

    Pozdrawiam mimo wszystko bardzo serdecznie, Pani Sachs. Jako pisarz nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że w Pańskim wykładzie zabrakło mi tylko kilku zdań o dyni przemienionej w złotą karocę oraz o czarodziejskich pantofelkach, dzięki którym mogłabym się z rozkoszą przenieść w zupełnie inną rzeczywistość.

    Na zakończenie dopowiem, że i dowcipu – prócz wykształcenia – odmówić Panu nie sposób! Mianowicie Pański żart o tym, iż Polska od 25. lat efektywnie podnosi standard życia – ubawił mnie wprost po pachy i do utraty tchu! A powiem Panu teraz rzecz, która – jak widzę wyraźnie – nie przyśniła się jeszcze filozofom, ani nawet ekonomistom: jak mielibyśmy (Polacy) podnosić-polepszać coś, co nie doczekało się nawet definicji?… Panie Sachs, w Polsce – nie wiadomo, co to znaczy „standard”, nikt nie ukuł dotychczas takiego pojęcia, miana i być może dlatego – w XXI wieku w Polsce, w całkiem niemałych miasteczkach, nadal istnieją nieskanalizowane dzielnice, mieszkańcy których zmuszeni są przynosić do domostw wodę ze studni, a fekalia swoje oddawać do wiader.

    Panie Sachs, Polska to biedny, beznadziejny, zacofany, brzydki i zhańbiony przez swój obecny rząd kraj; najpiękniejsi z naszych obywateli wyemigrowali i wciąż emigrują, bo tylko za granicą stać ich na założenie gniazda, godną pracę i powicie dzieci. Tymczasem rozmaici eleganccy panowie w garniturach – włącznie z gośćmi prosto z zagranicy, jak Pan – usilnie wpajają nam jako narodowi gotowość do igrzysk… a polski naród Panu niniejszym odpowiada: a na cholerę nam Wasze igrzyska, eleganccy panowie w krawatach, kiedy brakuje nam na chleb?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *