Justyna Karolak, Głowa do pokochania – recenzja

Justyna Karolak, Głowa do pokochania – recenzja

Już czytając debiutancką powieść Justyny Karolak („Tropiąc jednego wilka”, 2012), odniosłem wrażenie, że mam do czynienia z pisarką. Jej powieściowy debiut z pewnością nie nosił znamion wybitności, ale był poważną zapowiedzią, że autorka traktuje literaturę z pełną odpowiedzialnością, że zanurza się w głębokie otchłanie myśli ludzkich i emocji swoich bohaterów – że nie unosi się tylko na powierzchni zjawisk, ale próbuje sięgnąć dużo dalej, mocniej i głębiej. W tej pierwszej próbie na uwagę zasługiwał przede wszystkim język literacki – nie tyle sama historia, co właśnie język literacki. To nie był zwykły język, którym pisze się sprawozdania z życia. To nie był język przypadku, to nie był język autora poruszającego się po głębinach trudnych zagadnień – po macoszemu, z zamkniętymi oczami. Mimo że książka ta (debiut) nie była doskonała, mimo że nie sposób uznać jej za arcydzieło, zawierała w sobie budującą nadzieję, że jej autorka będzie się rozwijać i że ma szansę być prawdziwym, z krwi i kości pisarzem. Długo czekałem na drugą książkę Karolak, pełny ciekawości i obaw, czy się nie pomyliłem – czy wszystko, co wziąłem w jej debiucie za atut, faktycznie było prawdziwym poszukiwaniem literackiej jakości, a nie tylko złudzeniem i moją czczą nadzieją. Mówiąc wprost: od tego debiutu minęły prawie trzy lata i obawiałem się, że Karolak się poddała, że przestała walczyć o swoją literaturę.

Dlatego dzisiaj moja radość jest wielka, ponieważ się nie pomyliłem! Karolak właśnie wydała swoją drugą książkę i już nie dziwię się, że kazała nam czekać na nią tak długo. Tematyka jest gorzka i niezwykła. A język literacki – bardzo mnie zaskoczył! Autorka po raz drugi – i jeszcze wyraźniej i piękniej – udowodniła, że rzeczywiście nie stosuje żadnych kalek, że poszukuje rzetelnych autorskich sformułowań, metafor, jak i samego brzmienia i melodii języka. No i stworzyła zupełnie nowy język – obmyślony i skonstruowany specjalnie na potrzeby nowych bohaterów. To jest kolejny krok, kompletnie inny pomysł i całkiem inny, odrębny, nowy świat.

Druga powieść jest o ileż krótsza, szczuplejsza objętościowo od pierwszej, ale zawiera niesamowicie skondensowaną, gęstą historię. To olbrzymi w mojej ocenie skok jakościowy – w tej książce nie ma już dłużyzn, jest ona konstrukcyjnie spójna i mimo ciężkiej w treści historii, została napisana tak, że daje się pochłonąć „na raz”.

Jakie problemy mogą towarzyszyć w życiu wyjątkowo pięknej kobiecie? Dowiecie się z oryginalnej książki Justyny Karolak, pt. „Głowa do pokochania”. Bo źródłem tych problemów i bolesnych refleksji głównej bohaterki tej książki jest właśnie jej… głowa, czyli umysł i rodzące się w nim, a potem ewoluujące emocje, nie uroda i nie świat zewnętrzny.

Justyna Karolak, Głowa do pokochania – recenzja 1

Czy piękno jest kwestią obiektywną, a może nie ma go wcale? Co zrobić, kiedy uśpione dotychczas „demony” zaczynają przytomnieć, domagając się wysłuchania? Jak się ratować, by nie oszaleć w tym dziwnym, trudnym, pogmatwanym świecie? A właściwie – jak oddzielić szaleństwo od nie-szaleństwa? Gdzie leży prawidłowa granica między prawdą a fikcją – między normą a chorobą, między jawą a snem, między logiczną stroną życia a tak zwanym absurdem?…

Na te pytanie próbują odpowiedzieć sobie bohaterki „Głowy do pokochania”, które zmagają się z borderline – są typem „osobowości granicznej”. Ta powieść, to zdumiewająca podróż przez szczególny etap życia pewnej wykwintnie pięknej kobiety, Agaty, w którym jest ona zmuszona zmierzyć się z goryczą pobytu na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego. Na koniec tej podróży Agata będzie również zmuszona poszukać drogi powrotnej do domu, ale… Ale – czy Agata rzeczywiście jest chora, czy tylko zaczyna tak myśleć?… Będziecie musieli sami to rozstrzygnąć, a co najciekawsze, po drodze zetkniecie się z takimi procesami narastania myśli i odczuć, że już nic nie będzie dla was jednoznaczne.

Jest tu kilka zagadek do rozwiązania po drodze przez czytelnika, każda z nich to w pewien sposób zaszyfrowana „prawda” o ludzkich niepokojach i o szczęściu. W tej historii każdy z bohaterów, tak samo jak każdy czytelnik, sam ustala, jakie kategorie i znaczenia nadać różnym poszlakom prawdy, a rozmaite subtelnie wplecione tropy umykają przed naszym wzrokiem, intrygująco splątują się i czają w cieniu, by następnie stanąć w pełnym świetle dziennym w najmniej spodziewanej chwili.

Polecam tę lekturę szczerze, bo pod jej pozornie lekkim, swobodnym językiem, kryje się prawdziwy dramat i poszukiwanie wolności, a więc tropienie jednego z podstawowych pragnień i instynktów przypisanych naturze człowieka. Świat, który nie ma żadnych granic, może okazać się tak samo trudny do wyobrażenia, jak świat człowieka, który bez przerwy balansuje na niewidzialnej granicy, który bez przerwy jest podzielony i nieprzystający do tego stopnia, że aż zdaje się wyimaginowany… Bo kto w końcu może z pełną świadomością i odpowiedzialnością stwierdzić, co jest prawdą, a co nie?…

 

Daniel Skalski

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *