Kaczka Dziwaczka w Mordorze

 

Jeżeli do wewnętrznych, np. intelektualnych, braków dodasz wysokie aspiracje, to otrzymasz interesujący wynik – będzie nim tzw. Nowy człowiek. Kim dokładnie jest Nowy człowiek? Nazwać go ponowoczesnym, to nadto śmiałe uogólnienie. Współczesnym – zbyt swobodne uproszczenie. Powiedzieć, że Nowy człowiek jest po prostu głupi – och, gdyby to było tak proste… Czy Kaczka Dziwaczka, wdzięczna postać stworzona przez Jana Brzechwę, była głupia? Na pewno podchodziła do życia bezceremonialnie, wszędzie zachowywała się zgodnie z osobistą wolą i wyobrażeniem – lekceważąco odnosiła się do utartych schematów i konwenansów oraz bezrefleksyjnie ignorowała cudze zdanie. Ale – czy była głupia?…

Pewien popularny youtuber polski powiedział w ramach swego vloga, że wynagrodzenie minimalne powinno być wielkością nie stałą, lecz dostosowaną do potencjału danego regionu – bo przecież w Warszawie koszty życia są wyższe niż w przysłowiowym Pcimiu, a więc pensja minimalna w stolicy winna być innym, czyli „większym minimum”, niż pensja minimalna w Pcimiu. To zaskakujące rozumowanie zostało wyrażone przez około trzydziestoletniego człowieka, który nie przepracował na etacie lub w oparciu o umowę śmieciową nawet dnia – stać go jednak na to, by nagrywać swoje materiały filmowe świetnej jakości sprzętem, w świeżo wyremontowanym własnym studio. I ten człowiek raptem – rzec by: ni z gruszki, ni z pietruszki – wypowiada się na temat sytuacji egzystencjalnej przeważającej części polskiego społeczeństwa. I wypowiada się na ten temat w sposób absolutnie bezkrytyczny, lekkim tonem, bez krztyny uczciwej refleksji o świecie – o jego historii, aktualnej sytuacji politycznej i ekonomicznej. Ot – swobodnie posyła luźną, płytką myśl w eter, uśmiechając się przy tym do kamery uśmiechem zadowolonego z siebie uroczego kretyna, który nie ma pojęcia, iż jest kretynem, gdyż wydaje mu się, że pretenduje do elity intelektualnej i że robi „fajne, mądre, interesujące rzeczy” oraz wysławia „oryginalne, unikalne, świeże poglądy”.

Ciekawe, że ci, którzy uznają się za najbardziej kreatywnych, zazwyczaj egzystują w warunkach więcej komfortowych niż większość społeczeństwa. Ciekawe, dlaczego miesięczny dochód samotnej matki pracującej na etacie sprzedawcy w hipermarkecie miałby być wyższy, gdy mieszka ona w Warszawie, a niższy, gdy mieszka ona w Ozorkowie. Choć to mieszkańcy mniejszych miast muszą wykazywać się większymi zdolnościami organizatorskimi, ponoszą wyższe koszty finansowe i osobiste dojazdów do miejsca pracy, z jakichś powodów panu vlogerowi zdało się, że ich potrzeby życiowe, marzenia i aspiracje, są bardziej ograniczone i mniej istotne od potrzeb mieszkańców większych, prężnych miast.

Należy przypuścić, że gdyby pan vloger choć raz w życiu przeczytał solidną pracę naukową na temat doktryny politycznej, która głosiła tezę „każdemu wedle potrzeb”, wtedy wiedziałby, że publicznie wypowiedział bzdurę, w dodatku bzdurę pod względem moralnym – wątpliwą. Nie będziemy jednak zajmować się obnażaniem skali tej bzdury, nie będziemy także pastwić się nad konkretnym panem vlogerem – to będzie artykuł o czym innym. O Nowym człowieku, czyli o Kaczce Dziwaczce…

Tymczasem pojęcie względnej biedy jest zdecydowanie skuteczniejszym wyzwalaczem myślenia kreatywnego niż sytuacja bezpieczna i wygodna. Jak człowiek nie zaznał w życiu biedy, jeśli przez całe życie jest mu dobrze i miło, wtedy wymyśla własne problemy, oddaje tym problemom swoje myśli, próbuje „coś wynaleźć”, włożyć swoją energię życiową „w coś konstruktywnego”, ale mechanizmy jego myślenia i działania zdają się jałowe, płytkie i niewnoszące. A jak człowiek wie, że istnieje realne ryzyko, że nie starczy mu do pierwszego, wtedy uruchamia prawdziwe myślenie kreatywne. Wie, że musi np. wziąć na swoje barki dodatkowe obowiązki zawodowe, choćby nie miał na nie ani ochoty, ani siły, bo jeśli ich nie weźmie – nie będzie go stać albo na opłacenie np. czynszu, albo na zakup leków, czy jedzenia. Podkreślmy, że mówimy o umiarkowanej biedzie, a nie o biedzie ekstremalnej – bowiem umiarkowana bieda sprzyja prawdziwej kreatywności, bieda ekstremalna natomiast oczywiście będzie ciągnąć człowieka w dół, osłabiać go i niszczyć, a nie motywować i budować.

Młodym ludziom bardzo trudno jest wytłumaczyć, że poczucie wygody wcale nie jest w życiu najważniejsze. Młodzi chcą od razu widzieć efekty swoich działań, z trudem przychodzi im myślenie perspektywiczne; udział w procesach długofalowych jest dla nich zjawiskiem trudnym do wyobrażenia. Jeśli coś nie spotyka się z odpowiednim zasięgiem – nie wywołuje szerokiego aplauzu – Nowy człowiek łatwo się zniechęca, sięga po coś innego, porzuca pierwotny plan. I w zasadzie nie można zarzucić mu braku logiki – bo rzeczywiście: jeżeli dane działanie nie rodzi owoców, nie przekłada się na odczuwalny sukces (np. zysk materialny), to po co w dalszym ciągu pielęgnować to działanie, poświęcać mu swój czas, wolę i siłę?

Wielcy artyści, którzy w znakomitej liczbie przypadków żyli i umierali w biedzie, doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że sens ich życiu nadaje co innego, niż zysk, niż poczucie opłacalności. Po co poświęcać życie na malowanie obrazów, które nie przekładają się na docenienie, niczego nie zapewniają? Zapytajcie van Gogha – on wam wytłumaczy, po co, jaki jest tego sens. Rozumienie rzeczywistości i samych siebie u ludzi pokroju van Gogha było oparte na czymś dużo głębszym i ważniejszym, niż aspiracje w kierunku ubicia interesu. Ci ludzie nie mierzyli jakości swojego życia – interesownością, opłacalnością, komfortem czy poczuciem szczęśliwości. I na nic zda się wyciąganie w tym kontekście dżokera z rękawa – to prawda, że van Gogh był alkoholikiem; to prawda, że zmarnował swoje życie, ale zarazem ani trochę go nie zmarnował, bowiem, do diabła, wniósł do sztuki nową jakość i pozostawił po sobie coś cennego dla ludzkości. To jednak nie będzie artykuł o van Goghu…

Braki plus aspiracje – to wielce ciekawe połączenie, które przede wszystkim charakteryzuje Nowego człowieka. Bez doświadczenia w trudach życiowych, przez całe życie hodowany przez zaradnych rodziców w bezpiecznych, ciepłych, stabilnych warunkach – postrzega świat przede wszystkim w kategoriach własnej wygody. Co więcej uważa, że jego osobista wygoda ma być ważna dla świata – że świat jest mu winien to, by właśnie jemu było dobrze. Nowy człowiek uznaje świat jako coś wtórnego, co jest zobowiązane względem niego, on sam zaś nie poczuwa się do obowiązku względem świata. Stara się na swój sposób zrozumieć świat, ale ponieważ nigdy nie zagląda w głąb, a porusza się po mieliznach, złożony i ugruntowany akt zrozumienia jest dla niego nieosiągalny.

Brak ugruntowania to podstawowy brak w konstrukcji umysłowej Nowego człowieka. Nowy człowiek kompletnie bezrefleksyjnie kwestionuje świat – nie ufa ani nauce, ani sztuce, bo nie pojmuje, że przeszłość wywiera wpływ na teraźniejszość i przyszłość, w związku z czym nie akceptuje modelu bycia polegającego na podejmowaniu prób drążenia, przebijania się przez barierę pozorów, wżerania się głęboko pod skórę danego zjawiska, docierania aż do mięsa i flaków. Nowy człowiek brzydzi się flakami – Nowy człowiek lubi, żeby skóra ładnie błyszczała, była gładka i miękka w dotyku. A im większy w człowieku ów malowniczy brak ugruntowania, tym… wyższe aspiracje.

Nowy człowiek przeskakuje wesoło z tematu na temat, jako że percypuje jedynie wierzchołki zjawisk, odrzucając potrzebę wchodzenia im pod skórę. Co szalenie ciekawe, Nowy człowiek nie wstydzi się tego, że nie ma wiedzy, uznaje bowiem, iż fakt, że ukończył studia uprawnia go do prezentowania światu swojej wysokiej inteligencji – natomiast ukorzenienie tej inteligencji w procesach nabywania wiedzy, rozumianej tu jako poszerzanie swych horyzontów poprzez działania podejmowane poza szkołą, uczelnią czy pracą, zupełnie nie leży w kręgu jego zainteresowań. Skoro mędrzec Sokrates powiedział, że „nie wie i sądzi, że nie da się wiedzieć”, to po co męczyć swoją zgrabną głowę drążeniem jakiegokolwiek tematu?

Samokształcenie i rozwój osobisty Nowy człowiek rozumie jako proces bezbolesny będący środkiem do osiągnięcia profitu w postaci wygody. Dlatego prace licencjackie i magisterskie zlecane są do napisania osobom trzecim – przy czym sam system edukacji w Polsce umożliwia Nowemu człowiekowi prześlizgiwanie się po zagadnieniach, bez konieczności ponoszenia trudów zaczytania, grzęźnięcia w materiale, samodzielnego konkludowania.

Brak samodzielności, to drugi fundamentalny brak Nowego człowieka. W dzieciństwie był wyręczany przez rodziców, w szkole ściągał, na studiach oddelegowywał pisanie prac i projektów – innym, tym pracowitym, studentom albo absolwentom. Uczelnie wyższe, zresztą nie inaczej niż szkoły średnie, wypuszczają w świat półgłówków nauczonych głównie tego, że każdy system łatwo da się obejść i ośmieszyć. Nawet doktoranci kierunków humanistycznych potrafią zlecać zawodowym redaktorom – korekty i redakcje swoich prac doktorskich. Nic dziwnego, że w społeczeństwie utrwala się opinia głosząca, iż humanista – to idiota. Lecz – faktycznie – co dobrego można powiedzieć o absolwencie filozofii, który w każdym zdaniu sieje ewidentne językowe błędy, który wykazuje wyraźne problemy w przekładaniu swoich myśli na język pisany?

Nowy człowiek nie przejmuje się swoimi brakami – z dumnie uniesionym czołem, oraz z modną kolorową kokardą na czubku, dopasowuje życie do swojej wizji szczęścia, która zakłada, przypomnijmy, przede wszystkim jego wygodę. Jeśli coś jest za trudne, należy to oszukać, czyli przeskoczyć. Trudy scedowuje się na osoby lepiej pod względem merytorycznym przygotowane do rozwiązywania danego rodzaju problemu. Chyba nigdy w historii ludzkości – człowiek jako jednostka nie był równie łaskawie uprawniony do bezpiecznego trwania we własnej głupocie oraz do bezkrytycznego manifestowania jej na zewnątrz, jak ma to miejsce aktualnie. Głosy rozsądku – opinie ludzi nauki – łatwo dziś zagłuszyć banalnym wodolejstwem, paradoksalnie do tego obrazu rośnie nisza dla kwitnięcia fałszywych ekspertów i, równie fałszywych, autorytetów. Jakże łatwo – dziś – przybrać ton pouczający, udzielać porad, szkolić… Intensywny rozwój technologii i łatwość dostępu do różnych technologii sprzyja wygodnictwu, jednocześnie zwalniając Nowego człowieka z potrzeby bycia ambitnym w sposób konstruktywny.

Nowy człowiek już nie chce wnieść do świata porcji dobra – opuścić świat lepszym, niż go zastał. Nowy człowiek chce ulepić świat dla swojej wygody – dopasować go do siebie, a nie prawdziwie zmienić. Uwielbiamy zmiany, ale u innych – u siebie wolimy spokój i przyjemności. Pragniemy, żeby było cicho i spokojnie, a nie żywiołowo. Bardziej mielimy świat, niż wprowadzamy do świata nowe konstrukty. Może to znak tych – naszych – czasów: może cywilizacja rzeczywiście już została wzniesiona i teraz pozostaje jej rozrastać się na boki, pomieszczać w sobie stare idee, lecz przemielone i ulepione w nowe kształty?

To nie tak, że Nowy człowiek jest po prostu głupi. Być może działa u niego instynkt zachowawczy – być może Nowy człowiek „wie” na poziomie biologicznym, że aby przetrwać, wcale nie musi być wyjątkowy?

Nowy człowiek może przetrwać, bo wie, że nie ma ludzi niezastąpionych – wie, że każdą umiejętność i wiedzę szybko można zastąpić, wymienić; przy prawie każdej okazji możliwe staje się wysłużenie się kimś innym, skorzystanie z cudzej pracy lub z cudzego pomysłu.

Dorobek życiowy Nowego Człowieka ogranicza się do gromadzenia środków i dóbr materialnych bądź do posłania w świat swego pakietu genów. Nowy człowiek doświadcza uczuć podniosłych jedynie w czasie uprawiania kosztownych, „oryginalnych” sportów – najlepiej, by był to windsurfing na egzotycznych morzach, a jeśli narty zjazdowe, to wyłącznie w Alpach. Nowy człowiek interesuje się zdrowym odżywianiem, szczególnie dietą bezglutenową, oraz świetnie zna się na suplementach diety. Bo też całe jego życie przypomina zbiór rozmaitych substytutów i łatwych, powierzchownych rozwiązań.

Ale – Nowy człowiek nie jest całkiem pozbawiony zalet! Bądźmy sprawiedliwi i oddajmy Nowemu człowiekowi to, co w nim dobre!

Nowy człowiek jest zaradny – bardzo dobrze unosi się na powierzchni; rzadko się zdarza, by tonął. Nowy człowiek jest optymistą, dużo się uśmiecha i miło jest na niego popatrzeć – bo to ładny widok: cieszący się człowiek. Potrafi odejść w swoją stronę, nie daje się sprowokować. Postrzega świat, ludzi i życie tak, jak chce – odpycha od siebie ponure rejestry rzeczywistości, umie żyć w uplecionym przez siebie, ciepłym kokonie. To walor dodatni – umieć uwić dla siebie bezpieczny, zadowalający kokon. Nowy człowiek nie zgadza się na ból i cierpienie – odrębna rzecz, że często nie jest w stanie ich dostrzec (u innych), natomiast naprawdę i szczerze pragnie, żeby nikogo (nie tylko jego) nie bolało. W porównaniu z ludźmi odrobinę starszej daty Nowy człowiek wypada atrakcyjniej – mniej się boi (jest odważniejszy w zachowaniu), bardziej otwarcie dzieli się swoim spojrzeniem, chętniej opowiada o sobie, jest mniej zamknięty. Na wzór Kaczki Dziwaczki – czesze się i ubiera, jak zechce, chadza tam, gdzie mu się uwidzi i spodoba, dba o siebie i nie bardzo przejmuje się tym, co powiedzą o nim inni. Najważniejsze pozostaje dla niego to, co sam o sobie uważa, a ponieważ ma do siebie spore zaufanie, najczęściej czuje się cenny, wartościowy i udany – co ogromnie ułatwia życie i zasługuje na odnotowanie pełne podziwu.

Pozostaje jednak żywe pytanie o duchową – emocjonalną – jakość egzystencji Nowego człowieka. Czy pustka wypchana tupetem starczy za naturalną potrzebę zagłębienia się w coś, niewygodnego wejścia gdzieś – przeżycia czegoś w sposób doszczętny, wraz z otwarciem się na ryzyko, wraz z odwagą poniesienia niewygód danej podróży?…

Kaczka Dziwaczka wybrawszy się do fryzjera, poprosiła o kilo sera. Ale nic złego jej się nie stało; z każdej sytuacji wyszła zwycięsko, bo nie tylko niczego ze swoich braków sobie nie robiła, lecz wywinęła się nawet i śmierci (wprawdzie kucharz ją dopadł, ale po upieczeniu w brytfannie zastał zająca – Kaczka Dziwaczka, szczęśliwie dla się, czmychnęła). Co jednak przydarzyłoby się Kaczce Dziwaczce, gdyby cały świat wcale nie wyglądał tak, jak ona chce go widzieć? Gdyby skonfrontowała się z rzeczywistością wykraczającą poza jej osobistą wolę i zakres wyboru? Gdyby dobiła do ściany – gdyby przyszło jej uruchomić w sobie uśpione albo nieistniejące pokłady kreatywności po to, by mogła naprawdę zawalczyć o przeżycie? Gdyby dowiedziała się, że jej dziwactwa wcale nie są tak ochoczo tolerowane, jak dzisiaj sądzi? Gdyby znalazła się w sytuacji, w której wdzięk i sprawne utrzymywanie się na powierzchni nie są wystarczające do tego, żeby nie przepaść bez echa?

Co przydarzyłoby się Kaczce Dziwaczce, gdyby wydostała się ze swego bezpiecznego skrawka świata i wybrała się z wizytą do rozległego Mordoru?…

W Mordorze jest inne niebo, i horyzont jest inny. A triki wyćwiczone w paśmie sytuacji zachowawczych, jedynie relatywnie stymulujących, mogą zupełnie nie sprawdzić się w świeżych, obcych, bezwzględnych okolicznościach. Ale Kaczka Dziwaczka nie zna pojęcia horyzontu – Kaczka Dziwaczka ma do dyspozycji tylko pojedynczy punkt widzenia, którego drobność i nieistotność ją chroni, lecz który nie daje jej żadnej gwarancji na to, że zawsze będzie mogła bezkarnie być sobą.

Kaczka Dziwaczka jest tolerowana i bezkarna, bo nie zna pojęcia horyzontu – i nie pozna go dopóty, dopóki nie przyjdzie jej zmierzyć się z Mordorem.

Justyna Karolak

 

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka i autorka baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) wydany specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o autorce przeczytasz, klikając niniejszy link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (9)
  • w porządku-niezła grzanka (8)
  • potrzebny-smaczny tost (6)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Zbigniew Galar

    To bardzo dziwne zarzucać pokoleniu, że jej zachowania i wartości dobrze sprawdzają się w warunkach w jakim przyszło im żyć. Dzisiejszy nowy człowiek, nie poradziłby sobie w Mordorze? Byłoby mu na pewno trudno, bo nie urodził się tam. Czy jest on egoistą myślącym o własnej wygodzie? Na pewno nie jest egoistą – on po prostu myśli o własnej wygodzie, bo należy do pokolenia, które nie zna wojny i któremu udało się już przetrwać. Jego punkt widzenia, może okazać się szerszy od altruistycznego horyzontu zdarzeń, bo przynajmniej wie czego chce i nie wstydzi się tego.

    • Zbigniewie,
      masz prawo do własnych odczuć i opinii – co do tego nie mam żadnych wątpliwości – w tym wypadku jednak odnoszę wrażenie, że Twój komentarz dotyczy zupełnie innego artykułu, nie mojego.

      Niczego nie zarzucam młodemu pokoleniu – próbuję jedynie w sposób krytyczny, dowcipny, gorzki i prowokacyjny opisać ślad pewnego zjawiska społecznego, a zjawisko to nie dotyczy tylko młodego pokolenia, lecz przede wszystkim tzw. Nowego człowieka. Te dwa obszary społeczne często się ze sobą pokrywają, to prawda, ale nie zawsze.

      Wracając do zachowań i prezentowanych wartości, to wybacz, ale najwięcej do powiedzenia na temat warunków polowych (np. tych w Mordorze) mają ci, którzy nigdy nie byli na samodzielnym, w miarę dzikim biwaku (w żadnych warunkach). Mówiąc wprost: krowa, która ryczy – mało mleka daje. I tak też Nowy człowiek – potrafi wyrecytować z pamięci mnóstwo sloganów, skalkowanych wzorców oraz ślepo radosnych i mimozowych mów motywacyjnych, ale nie zna korzeni, głębokich mechanizmów, nie kieruje się sceptycyzmem i nie potrafi nawiązać znaczącej relacji z żadnym autorytetem, jest natomiast dogłębnie przepełniony postawą roszczeniową, uznając własne potrzeby za koronne w oczach świata. Daj takiemu nóż, namiot i zawieź na trzy dni do lasu – zobaczysz, jak śmiesznie będzie płakał i biadolił nad swym niesprawiedliwym losem.

      W Polsce jeszcze nie urosło samodzielne pokolenie, które nie zna wojny – bo nadal jesteśmy „zarażeni” pamięcią o wojnie i zaborach przez naszych bliskich przodków, rodziców i dziadków. Ta pępowina jeszcze nie została definitywnie przecięta, więc Twój argument traci jakiekolwiek uzasadnienie.

      I, no naprawdę: twierdzisz, że pojedynczy punkt widzenia ma być bardziej godny szacunku od altruistycznego horyzontu zdarzeń – doprawdy, smutno mi 🙁 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *