Kasia Dominik – kartka z pamiętnika z dnia 6 grudnia 2016

kasia-dominik-1

Kasia Dominik – kartka z pamiętnika z dnia 6 grudnia 2016 r.;
fragmenty listu dla Czytelników Tostera Pandory

„Od małości byłam dzieckiem bardzo ruchliwym, wszędzie było mnie pełno. Bardzo rzadko chorowałam; prócz przeziębienia – choroby się mnie nie imały. Dopiero gdy miałam 17 lat, zaczął się koszmar, który trwa do dziś i który odmienił moje życie już na zawsze. Koszmar, wskutek którego moje życie diametralnie zmieniło kierunek. Zaczęłam doceniać to, czego wcześniej nawet nie zauważałam. Przestałam stwarzać sobie i innym sztuczne kłopoty i zajmować się wyimaginowanymi problemami.

O moim stanie zdrowia, które uciekało niczym woda przez palce, dowiedziałam się w klasie maturalnej. Siedząc na lekcji – fakultecie z historii (2000 r.) zostałam natychmiast przewieziona do kliniki hematologii w Krakowie. To był dla mnie szok. Gdy rano pamiętnego dnia wyszłam do szkoły, nawet nie przypuszczałam, że zabiorą mnie prosto z lekcji i już nie wrócę do domu. I tak to się zaczęło; niby zrobiłam kontrolne badania – marzyłam o szkole policyjnej w Szczytnie – a skończyło się na oddziale hematologicznym, gdzie w 2006 r. przeżyłam piekło na ziemi.

Maturę zdawałam terminowo, przed czteroosobową komisją w osobnej sali, ale pomimo stresu – zdałam w ogólnym rozrachunku na 5.5. Wybierając studia, starałam się być aktywna i nie zamierzałam przerywać dalszej nauki – pomyślałam, że co ma być, to będzie. W ten oto sposób zdałam egzaminy i dostałam się na dwa kierunki: prawo i administrację na UJ oraz historię na ówczesnej WSP w Krakowie (późniejsze AP, a obecnie Uniwersytet Pedagogiczny). Jednakże z racji mojego, wciąż pogarszającego się, stanu zdrowia nie mogłam podjąć studiów w systemie dziennym. Wówczas zdecydowałam, że i tym razem zdam się na Opatrzność – skończyłam studia magisterskie na wydziale humanistycznym na kierunku historii w systemie zaocznym. Musiałam zrezygnować z prawa, bowiem na UJ należało całą kwotę wpłacić za cały rok z góry – a mnie nie było na to stać. Pomoc otrzymałam z AP, gdzie rozłożono mi opłatę na kilka rat. Dzięki temu mogłam studiować i nie myśleć o tym, co wyprawia ze mną mój organizm.

Przez kolejne lata regularnie co tydzień, czasami nawet częściej jeździłam na badania i kolejne przetoczenia zarówno samej krwi, jak i płytek krwi, których wciąż mi brakowało. Mój szpik z roku na rok coraz bardziej odmawiał „pracy”, a co się z tym wiąże – szybciej postępowała choroba. Leczenie nie dawało pozytywnych efektów (…). Metody oraz sposoby leczenia immunosupresyjnego nie pomagały, a jedynie wywoływały same efekty uboczne, które spowodowały totalne zniszczenie w moim organizmie odczuwalne do dziś (…).

W 2006 r. mój stan znacznie się pogorszył – hematolodzy zaczęli reagować na moje wieloletnie prośby, aby podjąć dalsze kroki, m.in. w kierunku zakwalifikowania mnie do przeszczepu (…). W ostatnich miesiącach 2006 r. ponownie poddano mnie zdiagnozowaniu. Wówczas dowiedziałam się, że moja choroba coraz bardziej i szybciej postępuje, bowiem z ciężkiej aplazji szpiku kostnego przeszła w stadium zaawansowanego zespołu dysmielopoetycznego (stan przedbiałaczkowy, który nader często transformuje w kierunku ostrych białaczek). Zatem wyrok został orzeczony, a odwołania nie było.

kasia-dominik-3

Jednak podjęłam ryzyko i rozpoczęłam batalię o własne życie – im goręcej walczyłam, tym bardziej rosły moje długi… Lecz w końcu pojawiła się nadzieja, tuż po wysłaniu mnie na pierwszą kwalifikację do przeszczepu do Katowic. Nie mogłam mieć przeszczepu w Krakowie, gdyż tam zajmują się jedynie przeszczepami spokrewnionymi (wyłącznie od rodzeństwa), a ja nie miałam zgodności z moim rodzonym bratem. Kwalifikację przeszłam pozytywnie (…).

Pod koniec roku 2006, w wigilię Bożego Narodzenia ordynator powiedziała mi, bym pożegnała się z mamą, bo Nowego Roku nie dożyję. Wziąwszy sobie jej słowa do serca, poprosiłam o księdza, którego mi zresztą odmówiono, a w zamian sprowadzono psychiatrę. Mamę pocieszałam, że będzie dobrze i że już niedługo wrócę do domu. Ale mama dobrze wiedziała, iż były to niczym niepotwierdzone mrzonki – a może niespełnione marzenia? Razem postanowiłyśmy poddać się losowi: co ma być, to będzie. Codzienne modlitwy trzymały nas przy zdrowych zmysłach (…).

Wreszcie po latach nieskutecznego leczenia, po analizie TSH, FT3 i FT4, dopatrzono się, że mam nadczynność tarczycy i chorobę Graves’a – Basedową, która „wyssała” ze mnie szpik w przeszło 90 procentach. Natychmiast wysłano mnie na leczenie jodem (jest to pięciodniowa izolacja na specjalnym oddziale, zwykle 4-osobowym, gdyż jest się napromieniowanym odpowiednio dobraną dawką jodu) (…). Zaraz po świętach wielkanocnych w 2007 r. przyjęto mnie do Katedry i Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Śl. AM SP Szpital Kliniczny im. A. Mielęckiego w Katowicach i 24 kwietnia miałam już przeszczep. Teraz wiedziałam, że dostałam od Boga drugą szansę i nowe życie. Zrozumiałam, iż muszę zacząć wszystko od nowa, że muszę żyć. Mam misję, którą muszę wypełnić. Z perspektywy czasu widzę, że mimo bólu, cierpienia, poniżenia – było warto.

W międzyczasie dostałam się na studia doktoranckie na obecny UP, studiowałam razem z moimi kolegami, a dzięki znajomości mojej osoby przez Kadrę Instytutu Historii mogłam swobodnie zdawać egzaminy w wyznaczonych przez transplantologów terminach.

Jednak by nie było aż tak słodko – przez okres mojego leczenia byłam kilkanaście razy hospitalizowana w różnych szpitalach i klinikach. Ostatnio przebywam na klinicznym Oddziale Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu Katowice – Ochojec, gdzie miałam operowaną prawą rękę (…), a obecnie czekam na endoprotezę ramienia z powodu jałowej martwicy kości. Teraz z kolei będę przyjęta do szpitala Jana Pawła II z powodu poważnej wady serca i niekontrolowanych upadków spowodowanych sekundowym zatrzymaniem akcji serca oraz padaczką.

Czasami się zastanawiam, że mogło mnie to wszystko ominąć. Ale z drugiej strony dochodzę do wniosku, że tak miało być i nie warto odwracać się wstecz, i ciągle rozdrapywać stare rany. Trzeba iść naprzód, bowiem istnieją chwile w życiu każdego człowieka, dla których żyć i cierpieć warto.

Obecnie czeka mnie kolejne wyzwanie onkologiczne (…).

To chyba byłoby na tyle – to tylko krótki zarys; całość pewnie przebiłaby pod względem objętości trylogię Sienkiewicza. Opisałam w wielkim skrócie cząstkę mojego życia, którą mogłam się podzielić bez obaw, że zostaną zobaczone moje łzy (…)”.

Kasia Dominik – piękna poetka walczy o życie; akcja charytatywna

 

Spraw sobie wyjątkowy prezent na Gwiazdkę!

Szanowni Czytelnicy! Wielu ludzi w Polsce zbiera pieniądze na chemioterapię i inne zabiegi medyczne, niezbędne do walki o powrót do zdrowia, a często – do walki o życie. Wszystkim im głęboko współczujemy. Dziś pragniemy Was zaprosić do udziału w akcji będącej wsparciem dla wyjątkowej osoby, Kasi Dominik. Kasia ujęła nas tym, że nikogo nie prosi o pomoc finansową „ot tak” – otóż postanowiła najpierw sama podarować ludziom coś szczególnego, „coś od siebie”… Przeczytaj, prosimy, tę historię – i, jeśli uznasz za stosowne, wzrusz się, a potem spraw sobie przepiękny prezent z okazji tegorocznej Gwiazdki.

Kasia w styczniu 2017 roku skończy 35 lat – zdiagnozowana została w roku 2000, a w roku 2007 przeszła przeszczep szpiku kostnego. W tej chwili w dalszym ciągu zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi, nieustannie „walcząc” o życie. Słowo „walka” zostało ujęte w cudzysłów w pełni intencjonalne, bowiem Kasia jest tak pełna pokory, wewnętrznego spokoju i wiary, iż w jej wypadku trudno mówić o przejawach brutalnej walki… Jej zmagania oczywiście przepojone są wolą życia, lecz jednocześnie Kasię cechuje imponująca zgoda z otaczającym światem i ciche, łagodne oczekiwanie na to, co przyniesie jutro…

kasia-dominik-2

Kasia dzięki wsparciu sponsorującemu kilku firm, doprowadziła do niszowego wydania własnoręcznie napisanego tomiku poezji. Kupując ów tomik bezpośrednio od Kasi, wspomożesz ją w dobrej walce o zdrowie, o życie; o jutro. Kasia jest istotą niezwykle ciepłą i otwartą – chętnie odpowie na wszelkie Twoje pytania, nie tając żadnych szczegółów dotyczących jej trudnego leczenia. Skontaktuj się z Kasią osobiście – czeka na Ciebie pod adresem mailowym: kat.dom@interia.pl.

Jej tomik poezji zatytułowany Nie umykaj… – stanowiący przedmiot opisywanej akcji wsparcia na potrzeby sfinansowania chemioterapii i dalszego leczenia Kasi – to zbiór wierszy z czterech obszarów życia, które Kasia definiuje tak oto:

  • Preludium do serca – nawiązuje do miłości i jej odcieni w życiu człowieka.
  • Taka sama, a jednak inna – to rozdział, w którym Kasia porusza kwestie jej wewnętrznej metamorfozy, jaka przez cały czas dokonuje się w obliczu tego, co ją spotyka. Jedni w życiu Kasi się pojawiają, inni „znikają”, tymczasem to, co jest rzeczywistością Kasi każdego dnia, gdy tylko otworzy oczy, jest stałe, a zarazem powodujące „drgania duszy”.
  • Fighter – w tej części Kasia opisuje siebie jako wojowniczkę… Jako kobietę, która pomimo wielu przeszkód i trudności, niezmiennie kocha życie i pragnie trwać.
  • Myśli w słowa oprawione – w ostatnim rozdziale swego tomiku Kasia dzieli się z czytelnikiem swoimi emocjami i spostrzeżeniami, jakich doznaje każdego dnia, o każdej godzinie, minucie, sekundzie… Kasia komentuje ten rozdział tak: „To temat rzeka, który ma źródło (początek), ale finału nie widać”.

Kim jest Kasia?… To dziewczyna z sąsiedztwa – zawsze uśmiechnięta, wiecznie w drodze… Od nieomal dziesięciu lat stara się przelewać swoje myśli na papier, tworząc poezję, „zaklinając fragmenty duszy w słowa”. Okładka najnowszego tomiku poezji Kasi, o którym rozprawiamy dzisiaj, woła czytelnika na niebiesko – zdaje się, iż barwa ta nawiązuje do marzeń, których Kasi nie brak. Zawsze dzielnie stawiała odpór swej chorobie, walczyła o codzienność i o wykształcenie; nigdy się nie poddała – ani dotkliwym realiom, ani zwątpieniu… Tym gorącej Kasia potrzebuje wszystkich nas dzisiaj – właśnie dziś: Boże Narodzenie zbliża się wszak w siedmiomilowych butach, a więc nie czekaj, jeśli taka Twoja wola, i jak najszybciej podaruj sobie ten arcyszczególny prezent, jakim jest tomik wierszy Kasi w niebieskiej oprawie…

 

Napisz do Kasi, nie zwlekaj: kat.dom@interia.pl.

Z pozdrowieniem dla naszych wspaniałych Czytelników, i oczywiście dla wspaniałej Kasi,

Lyo Art Grupa

Redakcja Tostera Pandory

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *