Koniec epoki szamanów

Koniec epoki szamanów 1

Kiedy wybierali się do Ameryki, by odebrać nagrodę oraz z serią wykładów mieli świadomość przemian, jakie staną się prawdopodobnie ich udziałem, nie mogli jednak przewidzieć wszystkich skutków pojawienia się tych nowych idei w połączeniu z krachem wartości, jakie nastąpią po drugiej wojnie światowej. Idee starego świata umarły i jak przewidział Nietzche, stary człowiek niczym opisywany przez niego wampir – „skrzyżowanie upiora i rośliny” – zdychał, wijąc się w konwulsjach. Już nic nie mogło być takie, jak kiedyś. Koszmar drugiej wojny światowej przewartościował świat. Jedne imperia upadały, drugie się rodziły; umierali bogowie.  Geniusze, obłąkani i mordercy obiecywali zbawić ludzkość, za cenę śmierci. Religię zaczęła wypierać ideologia. Stary kontynent podzielił się na pół i tak dogorywał. Nowy świat rósł w siłę i rozpoczął targ o podział wpływów.

Oto scena, na której pojawiają się nowi zbawcy.

Jak można w świecie, w którym jeszcze czuć zapach śmierci, stworzyć nową nadzieję? Co obiecać przerażonej ludzkiej psychice? Czego może pragnąć człowiek, który przed chwilą mało nie wysadził świata, na którym żyje?

Trzeba mu obiecać… …raj na ziemi, lub – piekło.

Wielki powrót do natury, w duchu mistycznego z nią zjednoczenia, lub wielki powrót do źródeł i szatana, oczywiście w duchu mistycznego zjednoczenia z nim.

Obie opcje w porażającym świetle wybuchu bomby atomowej, wydają się racjonalne. Obie te opcje oraz bomba atomowa urodziły się w nowym świecie.

Pierwsza uzyskała znacznie większą popularność i rozniosła się po świecie, baraszkując w oparach narkotykowych wizji, naukowych wywodów i muzyki Beatlesów. Druga, ze względu na intelektualną miałkość, musiała czekać, aż na koniec dwudziestego wieku, aby na fali seksualnego rozwydrzenia załapać się na jako-taką popularność, nie wniosła jednak nic atrakcyjnego w XX wiek, a obecnie jest zbyt anachroniczna, aby ją rozważać i stanowi raczej zabawny przyczynek socjologiczny. Jest o tyle atrakcyjna, iż jest pochodną pierwszej opcji i zawsze była od niej uzależniona. Skutki oddziaływania „raju obiecanego” były natomiast ogromne i do dziś efektywnie manifestują swoją obecność. Nic dziwnego, w końcu każdy chce być, piękny, nieśmiertelny i żyć w cudownym miejscu pełnym kochających się ludzi i zwierząt, owiewany „muzyką sfer”, w przeświadczeniu czynienia dobra dla przyszłych pokoleń. Koncepcja ta nie jest czymś nowym ani zaskakującym. Jednak nie ta wizja była jej główną atrakcją.

Główną atrakcją dla ludzi poszukujących „nowej nadziei” było wynikające z właśnie rodzącej się nowej nauki – psychologii, odrzucenie więzów seksualnych. Wyzwolenie się człowieka z wielowiekowej niewoli ograniczeń seksualnych, manifestacja wolności i wiążąca się z tym tolerancja, stała się źródłem głębokich przemian społecznych, w tym odejścia od faktycznego podziału rasowego ludzkości. A tolerancja stała się głównym hasłem wypisanym na sztandarach aktywistów świata nowej ery. Wiązała się ona także z drugim postulatem psychologii-samoświadomości. Tu już nie było tak łatwo. Seksualność ze względu na swoją naturę jest dość oczywistym materiałem do badania, natomiast świadomość, podświadomość, nieświadomość, wyparcie, archetypy, symbole i marzenia senne są jazdą na nieco innym poziomie. W końcu dzieła zebrane Junga mają dwadzieścia tomów. Tu, aby jakoś sobie poradzić, potrzebne były inne metody skonsumowania problemu.

Pamiętajmy, iż dzieje się to wszystko na żywym organizmie społecznym, gdzie wprawdzie każdy baran może zrozumieć – że szatan, ale że przedstawiając tu próbę objaśniania marzeń sennych, nie przekroczyłem kręgu zainteresowań neuropatologii. Albowiem w trakcie badania psychologicznego okazuje się, że marzenie senne jest pierwszym ogniwem w łańcuchu nienormalnych formacji psychicznych, spośród których inne ogniwa – fobia histeryczna, obłędne i natrętne rojenia – muszą stać się przedmiotem zainteresowań lekarza ze względów natury praktycznej. Jak się okaże, marzenie senne nie może wysuwać roszczeń co do podobnej doniosłości praktycznej, tym większa jest jednak jego wartość teoretyczna jako paradygmatu, kto zaś nie umie objaśnić sobie, jak powstają obrazy senne, ten daremnie będzie próbował zrozumieć fobie, natręctwa i obłędne rojenia, czy też to, w jaki sposób wywrzeć na nie wpływ terapeutyczny – to już trochę trudniej (cytat pochodzi z Wikipedii -> Sigmunt Freud – przyp.: red.).

I tu przyszła w sukurs kultura, wprowadzając w obieg społeczny pojęcia oraz przykłady z podań, legend oraz religii egzotycznych, wskazując je, jako naturalne źródła mądrości. Pojawili się także nauczyciele o nowej elektryzującej nazwie – guru. Byli nie tylko nauczycielami i wykładowcami, byli „prowadzącymi” w starym, dawno już zapomnianym stylu mistrza, życiowego i duchowego przewodnika. No i, przede wszystkim spełniali postulat, na którego realizację zapotrzebowanie stale rosło – uczyli bowiem samoświadomości. A jednocześnie nie wymagało to łamania sobie głowy trudnymi terminami z zakresu fenomenologii.

Stało się rodzajem snobizmu podróżowanie do Indii, gdzie młodzież studiująca w najlepszych uczelniach świata, nabywała mądrości, obcując z inną kulturą i jej przedstawicielami-mędrcami. Mędrcy ci początkowo ironicznie podchodzili do nowych uczniów. Lecz kiedy zorientowali się, iż istnieje ogromne zapotrzebowanie na ich wykłady, ruszyli za swoim klientem, przywożąc mu towar, jakiego pożądał –cud samoświadomości.

Większość guru z pierwszego rzutu, jaki dotarł do świata białego człowieka, preferował oraz nauczał życia organicznego, prostego, blisko natury w oparciu o prostą dietę i w poszanowaniu świata otaczającego człowieka, zbiegało się to doskonale z rozwijaną wprawdzie dopiero od dziewiętnastego wieku, ale przecież nauką, o intrygującej nazwie – ekologia. Dla ułatwienia należy dodać, iż nauka ekologia i współczesna znana nam o podobnej nazwie eko-histeria, to dwie odrębne rzeczy. W każdym razie ekologia jest nauką przyrodniczą, która wymaga spełnienia rygorów metodologii nauk przyrodniczych i posiada własne kompetencje. Nie jest odczuciem, wyczuciem, stanem ducha lub warunkiem respektowania natury.

W zasadzie zostały spełnione wszystkie warunki dla powstania w latach 60. XX wieku znanego nam ruchu New Age, który podlany sosem metafizyczno-mistycznym w stylu Bławatskiej i Steinera, praktycznie natychmiast utknął we własnym egzotyzmie.

Ale łatwość, z jaką przenikał przez różne strefy życia społecznego, całego świata spowodował wyprodukowanie nowego dość dziwnego tworu współczesnego –człowieka teraźniejszego. Człowiek teraźniejszy lubi, aby go podejrzewać o głębię duchową, jest absolutnie tolerancyjny, jest też przekonany o równości wszystkiego ze wszystkim, nie myśli za dużo, bo to zabija wrażliwość, ale coś ćwiczy lub biega, jest też wrażliwy ekologicznie i uważa się za modelowy przykład nowoczesnego projektu społecznego. Jeśli chodzi o religię, to trochę wierzy, a trochę – wcale nie, w zasadzie ma swoją koncepcję w tym zakresie, chodzi o to, że religia nie może mu przeszkadzać w Eko-Przekonaniach oraz w byciu absolutnie tolerancyjnym, gdyż wtedy wypada poza kategorię „Nowoczesny”, a to równa się śmierci społecznej. Człowiek teraźniejszy uważa się za lepszego od innych typów ludzkich, ponieważ ma dużą samoświadomość, dokładnie nie wiadomo, co to znaczy, ale nie je za dużo mięsa, bo woli zielone, nie pije za dużo – w ogóle jest taki właśnie nie za dużo albo nawet wcale. Człowiek ten ma bardzo ciekawy system etyczno-moralny zwany poprawnością polityczną, który zwalnia go od odpowiedzialności za jakiekolwiek poglądy, których zresztą stara się nie posiadać. Mieści się to w kategoriach bycia nowoczesnym. Całość została już dawno oddarta z jakiejkolwiek mistyki, nie ma już także mistrza, a jego obecność zastępuje program telewizyjny. Oryginalność i osobowość wyrażana jest poprzez ubiór, który stał się rodzajem manifestacji poglądów na kulturę, sztukę oraz wolność osobistą.

Naprzeciw człowieka teraźniejszego wychodzi zaś „nowy człowiek”, dla niego taka figura nie istnieje, on żyje już w przyszłości, jest to ogromna tragedia dla teraźniejszego, ponieważ nie realizuje swojego ważnego postulatu bycia współczesnym. Nie jest jednak w stanie nic z tym zrobić. Nie jest wypychany, ani też nie niszczy się go, nowy człowiek po prostu go wyprzedził i nie zwraca na niego uwagi, no chyba, że go „stremuje do jutuba”. Teraźniejszy musi zaakceptować nowego, ponieważ jest tolerancyjny, nie może z nim walczyć, ponieważ powinni być równi, tymczasem nowy uśmiecha się ironicznie – jego to śmieszy.

I tak nie zostało śladu po zbuntowanym szamanie, kolorowym, wierzącym w raj ptaku, który miał nadzieję na nowy świat, zastąpiła go malowana kukła na ciuchy, wypchana pseudo-poglądami i paranauką, pozbawiona namiętności i kultury, odchodzi bez zasług, patrząc z utęsknieniem na czasy, kiedy jej postawa była tak nowoczesna i wyrażała kulturową jakość. Teraz, są to tylko powidoki słońca, z wyjałowionym Eko-jedzeniem jako znakiem towarowym marki. Wokół niej tańczą specjaliści od marketingu i psychologii, wmawiając, iż tak jest dobrze, i to właśnie sens życia. Postaci tej i jej brakowi zaangażowania zawdzięczamy zawieszenie się historii ludzkości na 20 lat.

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Koniec historii więc nastąpił i była to ledwie 20 letnia czkawka, przerywnik, zaczerpnięcie oddechu, omyłkowe ujrzenie wnętrza, które było na tyle repulsywne, że pozbawiło nas marzeń.
    No i właśnie dlatego człowiek stworzony jest do patrzenia w dal, jeszcze moralnie i mentalnie nie dojrzał aby rozpocząć prawdziwą retrospekcję i wiwisekcję. Na razie wykonał zaledwie powierzchowne, popkulturowe podsumowanie – teraz będzie się przepoczwarzał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *