Kraina Traw – dziewczynko-kobieta wg Terry’ego Gilliama

kraina traw

Film jako dzieło sztuki ma  możliwość wzbijania się na wyżyny jakości artystycznej. Dlatego, że łączy w sobie szereg dziedzin i walorów, komponuje je razem, zamyka harmonijnie i sprawnie w jednej pigułce.

W filmie zawiera się cały obraz plastyczny, który można pojmować jako wysmakowany malunek. Zawiera się pojedynczy kadr, zdjęcie, mogące zostać odebrane jako kompozycyjny majstersztyk. Zawiera się muzyka, melodia, rytm bądź śpiew. Zawiera się i teatr, i swoista opowieść literacka.

W filmie teoretycznie i praktycznie możemy odnaleźć artystyczną pełnię, bo dostajemy w nim „wszystko naraz”. Możemy doświadczyć za jego pośrednictwem koncertu, poezji oraz głębokiej, wyrażonej w dialogach oraz grze aktorskiej, treści.

Film potrafi włączyć widza w sam środek scen niezwykle statycznych, cichych, kameralnych – aż   intymnych, jak gdyby skonstruowanych, przeznaczonych specjalnie dla niego, dla indywidualnego odbiorcy. Potrafi też ująć zjawiska i wydarzenia w ruchu, w zdynamizowanej wizualnej przestrzeni, otwartej i pozostawiającej spore pole dla interpretacji przez wielu.

kraina traw2

Jasna sprawa, że filmowi twórcy nie za każdym razem dążą do scalenia ze sobą aż tylu elementów jednocześnie. Oczywiście nie w każdym filmie chodzi o to, by uczynić z niego twór w pełni kompleksowy. Ale czasami po prostu się to „udaje”. Twórcy trzymają się konsekwentnie określonej, założonej idei, wedle jakiej budują ostateczny rezultat. I czasami na końcu tej drogi okazuje się, że jako odbiorcy otrzymaliśmy dzieło wybitne, będące stanowczo czymś więcej ponad jednoznaczne miano „film”. Otrzymaliśmy dzieło naprawdę pełne, splatające w sobie wiele dziedzin sztuki, udało się coś wykwintnego, złożonego, a zarazem jakże spójnego i klarownego w przekazie.

Przykładem takiego właśnie dzieła jest film Terry’ego Gilliamia z 2005 roku pod tytułem Kraina Traw. Nie po raz pierwszy Gilliam pokazuje nam historię, w przekazaniu której najistotniejszy jest kształt wizualny, plastyczny. Kraina Traw nie odbiega w tym sensie od innych dzieł Gilliama, który zawsze kreuje rodzaj specyficznej jakości intelektualnej, którą chłoniemy przez oczy, która wcieka w nas na skutek oddziaływania na zmysł wzroku, na wrażliwość widza i podatność na bodźce plastyczne. To właśnie ta jakość estetyczna, wizualna w przypadku filmów Gilliama zawsze staje się kluczem do rozumienia treści. To forma jest pierwszą treścią jego filmów. To ona stanowi być może nadrzędny, a na pewno nieodzowny skrypt do wsiąknięcia w esencjonalną głębię.

kraina traw1

Ale w przypadku Krainy Traw ta charakterystyczna plastyczna, estetyczna myśl Gilliamia jest jeszcze doskonalsza, dosadniejsza i mocniej wykwintna, niż w innych jego filmach. Temu obrazowi plastycznemu, który dostajemy w Krainie Traw nie sposób zaprzeczyć, nie można go nie odebrać, nie zrozumieć, nie można go zanegować.

Od pierwszych chwil, oglądając Krainę Traw, wpada się do wnętrza estetyki bardzo czarownej, zainspirowanej światem baśni. Z każdą sceną i rozwojem fabuły wsiąkamy tam coraz bardziej. Skojarzenia głównej bohaterki tego filmu, dziewczynki Jelisy-Rose, z Alicją z Krainy Czarów są praktycznie oczywiste i Gilliam wywołuje je w nas świadomie. Jelisa-Rose identycznie jak Alicja, także jest wścibską, inteligentną dziewczynką, która biega, szuka, podąża za naturalnym pragnieniem, marzeniem znalezienia odpowiedzi na najważniejsze pytania i odkrycia prawdy o życiu i o świecie. Jelisa-Rose, jak Alicja, też wpada do króliczej nory, chociaż w jej przypadku odpowiednikiem alicjowego królika jest wiewiórka. Analogia między obiema dziewczynkami jest w każdym razie naprawdę bezsporna, chociaż celem Gilliama nie było zbudowanie tej analogii przez kalkę. Jelisa-Rose nie jest wierną kopią Alicji i w miarę oglądania Krainy Traw, dostrzegamy coraz więcej różnic między tymi postaciami. Stopniowo widzimy aspekty z pozoru niezauważalne, które jednak od początku wyraźnie się czają, w tle, z boku, niby na marginesie. Czają się i cierpliwie czekają na nasze odkrycie ich niezaprzeczalnego istnienia.

kraina traw4

I tak stopniowo stajemy się świadomymi świadkami zabiegu urealnienia pierwotnej Alicji, postaci baśniowej, przez Gilliama. Zaczynamy doświadczać tych intensywnych różnic między czarownością, baśniowością i plastycznością jako takimi a niepokojem, dramatem, aż swego rodzaju upiornością, która nęci i przykuwa uwagę, a która jednocześnie mrozi krew w żyłach, wywołując w widzu pytania. Bo właściwie dlaczego tak się dzieje? Dlaczego świat jest, jaki jest? I dlaczego w pięknie może kryć się aż tyle przypadkowości i okrucieństwa?

Chcąc opowiedzieć o Krainie Traw, trzeba nakreślić właśnie obraz właściwej Alicji i jej nowego, Gilliamowego wcielenia, czyli elektryzującej Jelisy-Rose (wspaniała Jodelle Ferland w tej roli, wyjątkowa i niezastąpiona).  Nie można w przejrzysty sposób przedstawić ani rysu fabularnego tego filmu, ani jego estetyki. Wszystkie słowa, sformułowania podczas takich prób będą chybione, a w najlepszym przypadku mylące, bo niewystarczające, za ciasne. Tych obrazów, tej historii  trzeba doświadczyć samemu. Dlatego, że same w sobie są ukrytymi słowami, i zdaje się, że próba ich dodatkowego opisu, wytłumaczenia, na starcie skazana będzie na niedorzeczność i nierzetelność.

Żeby więc zachęcić potencjalnych widzów – zwłaszcza tych, którzy nie znają jeszcze twórczości Gilliama – do rozpoczęcia przygody z tym twórcą od Krainy Traw, trzeba opowiedzieć po prostu o tym właśnie zestawieniu, o starciu Alicji z Jelisą-Rose. I trzeba powiedzieć, że Jelisa-Rose  wygrywa wyścig z Alicją.

Dzięki Gilliamowi i jego Krainie Traw, nieśmiertelna już, ikonka Alicji zostaje sprawnie, metodycznie przeniesiona do obrazu namacalnego, prawdziwego świata. Ten świat, mimo iż z definicji jest światem współczesnym, światem naszych czasów, z każdym bez mała kadrem staje się rzeczywistością odklejoną od realnego, namacalnego nurtu. Nowa Alicja, czyli Jelisa-Rose, idzie przez ten świat znacznie dalej i szybciej, niż słodka, baśniowa Alicja. „Baśniowość” Gilliama odziera rzeczywisty współczesny świat z jego powierzchownej iluzji i otoczki i przenosi ten świat w Gilliamowy, absolutnie autorski krąg interpretacyjny, oczyszczając go z próżnych, jałowych znaczników i sprowadzając do poziomu właściwie archetypowego.

Ten archetyp jest śliczny, ładny i piękny. Ten archetyp, wyrwany przez Gilliamia z korzeniami z onginych kosntruktów i wklejony do współczesności, jest tak piękny, że aż przerażający. Ten archetyp – jak to archetyp – nie przynależy już do żadnych czasów. Unosi się nad egzystencją i staje się wartością niezbadaną do końca, niewyczerpaną, ale jakże zgrabnie i przekonywująco  uchwyconą, ubraną i pokazaną.

Jelisa-Rose wygrywa wyścig z Alicją. Ta wścibska, inteligentna dziewczynka tylko początkowo wydaje się bohaterką bliźniaczą Alicji, czyli podążającą za marzeniami ku odkryciu prawd o życiu i świecie. Z każdym krokiem, z każdą kolejną przygodą Jelisy-Rose widzimy, iż owo podążanie za marzeniami, za baśnią, w rzeczywistości jest bardzo brutalne. Ta pogoń za marzeniami wcale nie doprowadzi Jelisy-Rose do żadnej prawdy. Ona zupełnie jak człowiek dorosły, nie jak dziecko – z premedytacją, nieugiętością izoluje się od brudu i ponurości życia. Tylko i aż tyle. Ona wcale nie chce odkryć żadnych „prawd”, chce od nich zwyczajnie uciec, jak najdalej, lepiąc z żałosnych okruchów codzienności swój mały, wielki świat.

kraina traw5

Jej świat być może nigdy nie połączy się z realnym nurtem. Nawet, jeśli nikt z nas nie wie dokładnie, czym jest i ma być tak zwany realny nurt. Jednak wymyślony świat Jelisy-Rose jest mocną, bezkompromisową ucieczką przed tym nurtem, wymyślony świat Jelisy-Rose jest niezdyscyplinowanym, samotnym, odrębnym dryfem, unoszącym się nad realną rzeczywistością, nad którą nie ma się najmniejszej władzy ani kontroli.

Jelisa-Rose nie tylko pyta i docieka jak Alicja. Ona również zaprzecza, neguje, wyciąga wyłącznie własne, czasami absurdalne, a czasami bardzo logiczne wnioski. Ona również manipuluje rzeczywistością. Kłamie, albo samą siebie, albo świat zewnętrzny. Niczym człowiek dorosły, jest zdana na siebie, całkowicie oddzielona od głównej matrycy, władająca wyłącznie swoim pojedynczym, prywatnym kosmosem.

Jak to u Gilliama, w Krainie Traw też znajdziemy szczyptę ironii, dowcipu, groteski, komedii. Ale kiedy przypatrzymy się dokładniej, w tych rysach komediowych zauważymy porcję uzasadnionego smutku, człowieczego dramatu. To film o samotności, w pewnym sensie o zniewoleniu przez elementarne potrzebny emocjonalne, takie jak pragnienie miłości i bezpieczeństwa. To jest film polany cukrową, gładką, ładną polewą, pod którą chowają się więcej skomplikowane struktury i smaki. To jest film niby o alicjowej dziewczynce, ale w rzeczywistości o kobiecie, o psychice ludzkiej, o ludziach w ogóle, i o relacjach między nimi, skrótowo rzecz ujmując.

kraina traw3

Komu można polecić Krainę Traw?

Na pewno tym wszystkim, którzy są wrażliwi na obraz plastyczny, którzy poszukują w dziele filmowym nie do końca literackiej opowieści, a właśnie pewnego kodu, metafory plastycznej. Tym, którzy do tej pory za najważniejszy plastyczny obraz filmowy uznawali Piknik pod Wiszącą Skałą.

Ci, którzy znają Piknik pod Wiszącą Skałą i cenią ten film, dobrze wiedzą, że jego głównym wątkiem, cechą przewodnią jest niewytłumaczona tajemnica. W pewnym sensie w Krainie Traw także mamy do czynienia z taką tajemnicą, choć są to filmy różne.

Ten, kto jest otwarty na sztukę, która stawia przed widzem konkretne pytania, a niekoniecznie wraz z punktem kulminacyjnym częstuje gotowymi odpowiedziami na srebrnej tacy, powinien być zadowolony z Krainy Traw. Każdy, kto łaknie dzieł i obrazów wbijających się do środka czaszki i pozostających w głowie na długo. Każdy, kto w krainie baśni od dziecka przeczuwał czający się skrypt o dorosłym życiu, o bezkompromisowym świecie.

7538492.3

Każdy, kto jest w stanie i jest gotowy podjąć suwerenną próbę odpowiedzenia na pytanie, czym jest tytułowa Kraina Traw…

Trzeba też dopowiedzieć, że film Gilliama powstał na bazie powieści Mitcha Cullina, która nie jest ani typową baśnią dla dzieci, ani typową książką dla dorosłych. Jest to cecha, która łączy oba dzieła, pierwowzór literacki i adaptację Gilliama. Warto dodać, że opisywana powyżej analogia między Alicją a Jelisą-Rose, jest również świadomym zabiegiem samego autora powieści (nie tylko Gilliama), ponieważ powieść ta często określana jest jako gotycka wersja Alicji z Krainy Czarów.

Rebeca Serri.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *