Kreacja vs. stereotyp

Operowanie stereotypami powszechnie jest surowo tępione jako przejaw nietolerancji, a nawet dyskryminacji w stosunku do podmiotu danego stereotypu. Natomiast kreatywność jest szeroko promowana jako jakość łatwo dostępna, służąca zmienianiu świata na lepszy, na bardziej komfortowy dla wszystkich. Tymczasem ciekawe, gdzie leży tak zwana prawda o stereotypach i kreacjach. W ciemno stawiam, że leży całkiem gdzie indziej, niż patrząc z wierzchu – można by się spodziewać…

Temat do dyskusji

Stereotyp to wróg publiczny numer jeden, słowo obrosłe w same w negatywne konotacje, słowo brzydkie i niegodne uwagi człowieka rozumnego oraz świadomego. W opozycji do stereotypu z kolei w siłę rośnie, z entuzjazmem traktowane, słowo – kreatywność.

Być naśladowczym, odtwórczym, to dziś wstyd, bo naśladując, bazujesz na stereotypach, które fałszują obraz rzeczywistości. Natomiast bycie kreatywnym oznacza pomysłowość przy jednoczesnej umiejętności wcielania pomysłów w czyn.

Być kreatywnym zatem to podstawa szczęścia współczesnego człowieka. Być kreatywnym to powód do dumy, satysfakcji i samoakceptacji, a także do podziwu ze strony innych. Być zaś naśladowczym kojarzy się głównie z ciasnym horyzontem, brakiem wyobraźni, banalną osobowością i życiową niezaradnością.

Czy te skojarzenia na pewno są słuszne? Czy rzeczywiście miarodajnie opisują otaczającą nas rzeczywistość?

Małpowanie i kalkowanie

Mózg Homo sapiens wyposażony jest w pewną interesującą funkcję, którą potocznie można określić jako – małpowanie. Małe dziecko uczy się być sobą – najpierw poprzez próby naśladowania innych, przede wszystkim rodziców. Dopiero na kolejnym etapie rozwoju, mniej więcej od 6. roku życia, dziecko rozpoczyna stopniowe oddalanie się od głównego dotychczas wzorca, rodzica, wyruszając na poszukiwanie prawdy o świecie i o samym sobie – w granicach swej osobniczej fantazji oraz np. w szkolnej nauce, czyli w aktywnościach podejmowanych bez ścisłego nadzoru i udziału rodziców. Ciekawostką natomiast jawi się to, że u dorosłego człowieka zachowują się – i to dość silnie! – swoiste mechanizmy naśladowania, czyli właśnie małpowania czy kalkowania. Innymi słowy – Homo sapiens z mechanizmów tych nie wyrasta.

Jeżeli masz podły, ponury, smętny nastrój, to mijając na ulicy uśmiechającego się do ciebie przechodnia – ty, mimowolnie, też się uśmiechniesz. A jeśli nawet nie uśmiechniesz się „pełną gębą”, twoje usta drgną odruchowo w kierunku uśmiechu. I czy chcesz, czy nie, lecz twoje wnętrze także drgnie w kierunku bardziej pogodnego nastroju. Jasne, że przypadkowo napotkany cudzy uśmiech nie uśmierzy twoich trosk, z którymi się zmagasz, sęk jednak w tym, że otaczanie się promiennymi ludźmi zasili twój optymizm, a otaczanie się ludźmi ponurymi sprawi, że i tobie udzieli się pesymistyczny nastrój. Mówi o tym neurobiologia…

Profesor Vetulani wielokrotnie w wykładach i wywiadach mówił o wyżej wspomnianym – mechanizmie małpowania, w jaki to mechanizm wyposażony jest ludzki, również dojrzały, mózg. Mówił też, że świetną, popularną współcześnie metodą walki z depresją u kobiet – jest… botoks. I choć zapewne mówił to pół żartem, pół serio, faktem pozostaje, iż widok bardziej napiętej (wskutek botoksu), a mniej „smutnej” (bez zmarszczek, bez opadających kącików ust) twarzy w lustrze wpływa dodatnio na nastrój przeglądającej się – właśnie dlatego, że działa u niej ów mechanizm czy odruch małpowania.

A jak małpowanie czy kalkowanie przekłada się na dalszą część rozważań o stereotypach i kreatywności?

Stereotyp – a na co to komu?

Przez poprawność polityczną słowo „stereotyp” stało się koszmarem, który jest ochoczo piętnowany – podczas gdy stereotyp to aparat obronny służący do rozpoznawania zagrożenia bez potrzeby wchodzenia w bezpośrednią interakcję z tym zagrożeniem.

Wyobraź sobie, że jesteś naukowcem, którego zadaniem jest pobrać próbki wody na obcej planecie. Nie wiesz o tym obcym środowisku, w którym się znalazłeś, nic. Tamtejsze rzeki mają kolor ceglasty, a płynąc, emitują syczący dźwięk, zupełnie niepodobny do szumu ziemskich rzek. Czy wkładasz do obcej rzeki gołą rękę, aby napełnić probówkę? A może spróbujesz zanurzyć w czerwonej rzece patyk albo wrzucisz kamyk, żeby sprawdzić, jaka nastąpi reakcja? A może wejdziesz cały do rzeki, zachwycony jej uroczym kolorem żywo połyskującym w blasku tamtejszej gwiazdy, spontanicznie postanawiając, że kąpiel w czerwonej pięknej rzece to doskonały pomysł?

A teraz wyobraź sobie, że na tej planecie – przed tobą – dwa wieki wcześniej był nieroztropny odkrywca, który bez sensu zanurzył w czerwonej rzece gołą rękę. Ceglasta woda okazała się kwasem, który zjadł mu dłoń, do kości. We wnioskach odnotowano: „czerwona rzeka parzy, nie dotykać”. I dlatego ty dzisiaj, zbliżając się do czerwonej rzeki, wiesz, że powinieneś zachować szczególną ostrożność. Nie musisz znać nazwy kwasu, składu chemicznego „wody”, żeby potrafić zadbać o swoje bezpieczeństwo.

Ten nader uproszczony, wręcz banalny i nieco karykaturalny, przykład pokrótce ilustruje, czym jest stereotyp oraz do czego de facto służy:

Stereotyp to kod kulturowy – rodzaj lakonicznego, maksymalnie uproszczonego szyfru, który jednak powstał w wyniku dokładnego zbadania danego zjawiska. Stereotyp to krańcowe wnioski płynące z badania, sformułowane po to, by w kontekstach pozbawionych możliwości na swobodną, dynamiczną komunikację polegającą na wymianie pełnych myśli – pytań, wątpliwości – użytkownicy tegoż ustalonego kodu mogli podejmować jednoznaczne, zgodne, proste, błyskawiczne i korzystne decyzje.

Stereotyp jest jak sygnalizacja świetlna: zielone – ruszaj, czerwone – stój. Nikt nie tłumaczy nikomu za każdym razem od nowa, dlaczego zieleń ma oznaczać zgodę, a czerwień – stop.

Historia świata wciąż buduje się na fundamencie powielania sprawdzonych gotowych rozwiązań. I choć przykłady czerwonej rzeki i ulicznych świateł oczywiście trywializują problem, jednak w miarę gładko oddają ten mechanizm, który w istocie kryje się za słowem „stereotyp”.

Kreatywność – chleb niepowszedni!

Kreatywność to cecha zarezerwowana dla wybrańców, i w wybranych sferach winna się objawiać i rozwijać – nie każdy powinien beztrosko uzurpować sobie prawo do czucia się kreatywnym. Tymczasem w XXI wieku bardzo trudno spotkać człowieka, który miałby odwagę przyznać, że nie jest kreatywny. Niemal wszyscy wokół „są” kreatywni – co drugi człek prowadzi kreatywny blog albo vlog, prawie każdy czuje się zdecydowanie twórczy i „artystyczny”, wylęg olbrzymiej liczby różnorakiej maści kołczów, mentorów i marketingowców również aspiruje do bycia jednostkami kreatywnymi, które usilnie chcą nauczać i wywierać niezwykły wpływ na rzeczywistość.

Tymczasem taki stan rzeczy jest niemożliwy: to całkowicie nierealne, by większość społeczeństwa istotnie była kreatywna. Prawda jest taka, że większość społeczeństwa – zwykle około 80 % – pełni role odtwórcze, wśród nich uprawia dziedziny takie jak: produkcja, różnego typu usługi i hodowla. A więc są to ludzie, którzy przyczyniają się do stabilizacji gospodarki kraju, którzy karmią i ubierają innych. Natomiast pozostałe 20 % – może pisać wiersze, malować obrazy i robić sto innych twórczych rzeczy, ale żadna z tych rzeczy nie jest zawodem pierwszej potrzeby, a więc społeczeństwo może bardzo efektywnie funkcjonować bez efektownych pisarzy i malarzy, ale nie bez chleba.

Mówiąc, że produkcja czy usługi to zajęcia niekreatywne, mam na myśli, że to zajęcia nieartystyczne i w tym sensie odtwórcze – a nie to, że to zajęcia głupie, płytkie czy prymitywne. Mówię jedynie tyle, że artyści nie są światu potrzebni tak jak rzemieślnicy. Oraz tyle, że kreacja nie jest światu potrzebna tak jak… stereotyp. Bo to stereotyp, czyli obszar rozumienia rzeczywistości w oparciu o gotowe, ustalone już rozwiązania – zezwala i umożliwia owym nielicznym prawdziwie kreatywnym jednostkom (takim jak wybitni naukowcy i artyści) dopisywać do świata wartość dodaną, czyli nową jakość. Nowe jakości nie mogłyby powstawać bez uprzedniego wsparcia w postaci określonych kodów, wzorów, skrótów i schematów.

Parę słów o niepłaskiej Ziemi

Żeby wiedzieć i rozumieć, że Ziemia nie jest płaska – nie trzeba osobiście być pracownikiem stacji kosmicznej ISS. Skąd wiemy o tym, że Ziemia ma krzywiznę? Na przykład z książek naukowych.

Wiedza, którą przede mną ktoś zbadał, zweryfikował, spisał i dostarczył światu w formie gotowych wniosków – dla mnie osobiście stanowi informację, której nie muszę i nie potrzebuję badać od nowa na własną rękę, aby potrafić i móc przyjąć ją za prawdziwą, za rzetelną.

Wspominam o tym dlatego, że na podobnych mechanizmach opiera się stereotyp: miano „stereotyp” niesie ze sobą walor gotowego, ustanowionego poznania danego obszaru życia. Współcześnie zbyt często i zbyt pochopnie deprecjonuje się to słowo, jak gdyby z założenia było ono wyłącznie negatywne. Zapomina się o tym, że istnieją też dobre, pozytywne stereotypy. Jakie, które?…

Otwieram się na dobre stereotypy, bo…

Na przykład: dziecko. W naszej kulturze powszechnie przyjęte jest, że dziecko to niewinna, czysta istota ludzka (bez skazy, bez cienia), której osobnicy dorośli winni są bezkrytyczną troskę i opiekę. Jest to stereotyp, który nie oddaje pełnej czy bardziej obiektywnej prawdy o naturze, o zachowaniu dziecka, a jednak jest to stereotyp słuszny (tzn. pozytywny) i użyteczny społecznie.

Pozostała część prawdy (której stereotyp ten nie oddaje) jest taka, że dzieci wcale nie są idealnie wolne od wad, czy od cienia. Dzieci także – kłamią, potrafią naginać czy wykorzystywać sytuacje do swoich potrzeb, bywają wyrachowane, podstępne, a nawet okrutne (np. przypadki dokuczania czy znęcania się nad rówieśnikami w szkole). Jednak sam wygląd dziecka – duża głowa, duże wyraziste oczy, mały nos (specyficzne, właśnie dziecięce, proporcje twarzy) wywołują w nas skojarzenie, że mały człowiek (dziecko) jest czysty (duchowo) i szlachetny (nie zdolny do intencjonalnego zadawania drugiemu cierpienia). Zastanówmy się, co by się stało, gdyby ów stereotyp czystego, niewinnego dziecka – został obalony, zniesiony?

Otóż obalenie tego stereotypu nic dobrego społeczeństwu by nie przyniosło. Właśnie dlatego, że ten stereotyp istnieje i sprawnie w społeczeństwie funkcjonuje – możliwe jest traktowanie przez wymiar sprawiedliwości nieletnich przestępców lżej, mniej restrykcyjnie niż przestępców dorosłych. Jeśli dziecko dopuści się kradzieży – powinno zostać ukarane łagodniej od osobnika dojrzałego. A takie podejście jest możliwe do zastosowania wtedy, kiedy z góry zakładamy, że w odniesieniu do dziecka naturalnie istnieją okoliczności łagodzące – kiedy z góry zakładamy, że dziecko jest jakoby odgórnie obłożone swoistym parasolem ochronnym, jaki wynika bezpośrednio z owego stereotypu. Mianowicie zakładamy, że dziecko nadal ma czas, aby się nauczyć, co jest dobre, a co złe – że należy mu się zapewnienie przez dorosłych czasu na resocjalizację, bo jako istota jeszcze nieuformowana wewnętrznie, ma większe od dorosłych prawo do popełniania błędów oraz większe prawo i możliwości naprawienia bądź zadośćuczynienia tych błędów. Bez owego stereotypu – takie podejście nie byłoby możliwe do wdrożenia.

Obalenie tego stereotypu spowodowałoby społeczną szkodę – bowiem bez tego stereotypu nie bylibyśmy w stanie w ocenie danego uczynku brać pod uwagę tła tego uczynku ani indywidualnych motywacji sprawcy. A gdybyśmy nie brali pod uwagę ani tła, ani motywacji, wtedy moglibyśmy zezwalać i zapisem prawnym, i normą społeczną – na ucinanie złodziejowi ręki niezależnie od tego, czy kradzieży bochenka chleba dokonał dziesięcioletni bezdomny chłopiec, czy czterdziestoletni biznesmen w garniturze za pięć tysięcy złotych. Wówczas twierdzilibyśmy, że kradzież zawsze jest taką samą (równą) kradzieżą, niezależnie od tego, kto ukradł, ani dlaczego ukradł.

Dlatego otwieram się na dobre stereotypy, bo rozumiem, że pośrednio na ich skutek – świat może posuwać się naprzód, być przytomniejszy i sprawiedliwszy.

A wracając do pożądanej kreacji…

Odnoszę wrażenie, że słowo kreacja jest obecnie tak uwielbiane, a wręcz powszechnie pożądane, dlatego, że jest mylnie rozumiane, interpretowane…

Ale przecież bycie zaradnym – to nie to samo, co bycie kreatywnym. Można być człowiekiem ponadprzeciętnie twórczym, a przy tym być kompletnie niezaradnym.

Bycie pomysłowym – to nie to samo, co bycie kreatywnym. Można być kipielą pomysłów i jednocześnie można zupełnie nie potrafić wcielać ich w ruch, w życie.

Bycie postępowym – to nie to samo, co bycie kreatywnym. Można dokonywać w życiu regularnych postępów – być coraz bardziej uważnym i pilnym, być coraz bardziej wytrwałym, być coraz sprawniej zorganizowanym, a zarazem można nie być twórczym i przedsiębiorczym, lecz po prostu upartym, potrafiącym znosić wyzwania czy przeciwności losu, nie poddającym się minorowym nastrojom i pokusom rezygnacji, zwolnienia tempa…

W dzisiejszych czasach prawie że każdy pragnie być kreatywny, ale mało kto rozumie, co to znaczy. Rzemiosło jest mylone z artyzmem, fantazja z nauką, zawziętość z pracowitością, wykonawczość z wynalazczością, wymyślanie z wiedzą, dążenie z celem, a przyczyna ze skutkiem… Świat stał się tak pojemny i wielopiętrowy, że tylko na fundamenty i piwnice powoli nie starcza już miejsca… Ciekawe, kiedy ta budowla runie? I czy rzeczywiście świat musi runąć – czy naprawdę musimy ryzykować uwstecznienie, regres i ponure gruzy pięknej budowli, którą przez wieki wspólnym wysiłkiem wznosiliśmy, po to, aby przekonać się boleśnie na własnej skórze, że chcieć, to nie to samo, co umieć i móc?…

Tak: wspólnym wysiłkiem – razem; właśnie tak to się odbyło, tak to było… Tak nastąpił rozkwit – Wiek Pary. Robotnicy byli partnerami dla inżynierów, wizjonerów, ludzi nauki. Nikt nie był lepszy, nikt gorszy. Najwytrawniejszy pomysł, najwznioślejsza idea wymagała realizacji, a więc wykonawcy. I nikt nie obrażał się na świat za to, że sam był wykonawcą. A koń pociągowy był dumny z tego, że jest koniem pociągowym – że dzielnie wykonuje swoją pracę i całym sobą wnosi coś do ogólnego dobra. Dziś bycie „koniem” – to wstyd, zażenowanie. Realne proporcje zostają zmyślnym sposobem zaburzane przez lawinę próżności, dyktowaną urojoną manią wyższości. A za wszystkie te błędy rozumienia, interpretacji i samopoczucia – stereotyp dostaje po głowie. Zatem chyba świat naprawdę musi runąć – trzeba będzie zbudować go od nowa, położyć inne fundamenty, pozbierać właściwe definicje różnych słów, jak okruchy po zbyt rozrzutnym posiłku…

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *